UWAGA< UWAGA !
Jest to nasz przedostatni rozdział :(
Jeszcze tylko magiczne 53 oraz epilog i będzie czas by się pożegnać.
Dziękujemy, że byliście z nami !
Kochamy Was.
- autorki
----------------------------------
*Laura*
Utkwiłam w nim wzrok.
Patrzył w podłogę, a ręce miał w kieszeniach.
Wydawał się być twardy i nieruszony.
I to właśnie sprawiło, że mu wybaczyłam.
Tak po prostu.
Udawał. Kłamał. Przemilczał tyle spraw. I zrobił to dla mojego dobra.
Ale to jest właśnie chłopak, w którym się zakochałam.
Wiem, że wiele jego fanek, uważa, że go zna.
Nic bardziej mylnego.
One widzą w nim swojego bohatera, chłopaka, którego kochają za śpiew, urok i wszystko co dla nich robi.
Ja widzę nieudolnego, dziecinnego chłopaka, którego nienawidziłam, ale który stał mi się naprawdę bliski, i który, zdobył się na odwagę, by mnie okłamać, tylko po to, bym nie cierpiała.
Delly mówiła coś jeszcze, ale ja patrzyłam tylko na Rossa.
On chyba to wyczuł, bo podniósł wzrok i wreszcie przemówił:
*Ross*
- Laura,.. - zacząłem. Dawaj Ross, powiedz jej. - Kocham cię. Nigdy... Nigdy jeszcze do nikogo nie czułem czegoś tak niesamowitego, co do ciebie. - poczułem, że w oczach stają mi łzy. - Gdy mnie dotykasz, mam wrażenie, że świat się zatrzymał. Gdy pozwalasz mi się przytulić, mam ochotę już nigdy cię nie puścić. A gdy mnie całujesz, nic innego nie ma znaczenia. - nie chciałem tego mówić, przy rodzeństwie, Vanessie i Ellu, no ale mówi się trudno - Kocham cię, kocham cię ponad wszystko. Zależy mi na tobie i chciałbym być z tobą już zawsze. Nie powiedziałem ci o trasie, bo się bałem... Bałem się, że nie dasz nam szansy... I wolałem sam to zrobić... I...
Ona już mnie nie słuchała.
Ruszyła z miejsca, a po chwili poczułem jak jej wargi musnęły delikatnie o moje.
Brakowało mi tego.
Poczułem jak ręce dziewczyny powoli idą w górę, gładząc moje ramiona, po czym oplotła je wokół mojej szyi.
Po moim ciele rozprzestrzeniło się nieznane mi dotąd uczucie.
To ona. Ona jest tą jedyną.
Pogłębiłem pocałunek, mocno, obejmując ją w biodrach.
Wszyscy zebrani w salonie zaczęli głośno wiwatować.
Po chwili, gdy się od siebie oderwaliśmy i patrzyliśmy sobie prosto w oczy, Laura szepnęła:
- Proszę, nie kłóćmy się już nigdy więcej.
Uśmiechnąłem się, po czym mocno ją przytuliłem.
- Obiecuję. - odparłem, po czym się od siebie odsunęliśmy, bo wszyscy podeszli do nas, by nas wyściskać.
*Rydel*
Podleciałyśmy do Lau jak głupie i zaczęłyśmy ją ściskać.
Moja przyjaciółka i mój brat razem ! NARESZCIE !
- Tak się cieszę ! - uściskałam ją. - A co do tej sprawy ze zdjęciami,....
- Cicho, Ryd. - poprosiła. - Zapomniałam już o tym, ale nigdy więcej nie bawcie się w swatanie znajomych, dobrze ?
Zaśmiałyśmy się, ale obiecałyśmy, że tak będzie.
- Ale chyba dobrze nam poszło, co ? W końcu jesteście razem ! - zapiszczałyśmy z Nessą.
- To co ? - zaśmiałam się. - Przebierać się i zapraszamy do nas na kolację.
Wszyscy się zaśmiali, ale przystali na moją propozycję.
Ja, Rocky, Ell i Ryland pojechaliśmy pierwsi, żeby ostrzec rodziców, i przygotować dodatkowe talerze, a Rikessa i Raura zostały, żeby się przebrać.
*Vanessa*
Poszłam do siebie, biorąc ze sobą Rikera.
Nie gadaliśmy od prawie tygodnia, bo byłam na niego wściekła za tą trasę, ale skoro Laura była skora wybaczyć Rossowi, to ja chyba mogłam zrobić to samo względem Rika.
Gdy zamknęłam za nami drzwi mojego pokoju, Riker od razu zaczął:
- Van, nie mogę tak żyć. Nie umiem żyć bez ciebie i...
Podeszłam do niego i mocno go przytuliłam.
Odwzajemnił gest, zamykając się.
- Mam gdzieś tą waszą trasę, Riker. Możemy się rozstać na jej czas, ale,... Jest wigilia i chcę być z osobami które kocham. A to Rydel, Rocky, Ell, nawet Ross, moja siostrzyczka.. i ty. - powiedziałam, patrząc mu prosto w oczy.
Świeciły jaśniej niż kiedykolwiek wcześniej.
Chłopak nachylił i cmoknął mnie w usta.
- Zawsze możesz pojechać z nami. - powiedział. - Chyba nic cię tu nie trzyma, prawda?
Odsunęłam się.
- A Laura...
- Laura to duża dziewczyna, dałaby sobie radę.
Zagryzłam wargi.
Moje serce krzyczało: Tak, idiotko! Tak, pojedź z nimi!
Ale mój mózg był innego zdania.
- Muszę porozmawiać z Lau. Wiesz, że bardzo cię kocham, najmocniej... ale jeśli Laura się nie zgodzi, nie zrobię jej tego. - szepnęłam.
- Jasne. - uśmiechnął się delikatnie. - Rozumiem Van. Kocham Cię.
Uśmiechnęłam się.
On był po prostu czarujący. Nie mogłam oderwać od niego oczu.
- A ja kocham ciebie.
*Laura*
Gdy tylko zamknęłam drzwi do pokoju, Ross zaczął mnie całować.
Przyparł mnie do ściany, obdarzając całusami moje policzki, czoło i usta.
Chwilę później, nie wiem w jaki sposób, znaleźliśmy się na łóżku.
Ross leżał nade mną, opierając się łokciami, obok mojej głowy.
Całował mnie namiętnie, ale delikatnie.
- Ross... - szepnęłam.
Chłopak spojrzał mi prosto w oczy.
- Co z serialem ?
Chłopak uśmiechnął się smutno, po czym legł obok mnie na łóżku,
- Nic. - wzruszył ramionami. - Z tego co mówił producent, Austin wyjedzie w trasę i nie będzie się kontaktował. Ale serial wciąż będzie ,,Austin&Ally", bo po moim wyjeździe, twoja bohaterka spotka w sklepie kolejnego uzdolnionego muzyka o tym samym imieniu.
Prychnęłam. Producent i scenarzyści mają kiepską wyobraźnię.
- Ale to płytkie... i denne.
- Tak też powiedziałem, ale on uznał, że skoro odchodzę, nie mogą zrobić nic innego, bo dostali już kasę na kolejne dwa sezony.
- Bez ciebie to nie będzie to samo. - szepnęłam, spoglądając na niego.
Uśmiechnął się, po czym delikatnie mnie pocałował.
- Chyba powinniśmy się zbierać. - szepnął.,
Kiwnęłam głową, lecz wstaliśmy dopiero po paru minutach, patrzenia na siebie wzajemnie.
Pozwoliłam chłopakowi, MOJEMU CHŁOPAKOWI (ale to zajebiście brzmi) wybrać mi strój, więc już po chwili byłam gotowa.
Miałam na sobie jasnoczerwoną sukienkę do kostek z dekoltem w serek na ramiączkach z ozdobnym, srebrnym paskiem, pod biustem. Dodałam do tego naszyjnik mamy, komplet złotych bransoletek i długie kolczyki, wysadzane sztucznymi czerwonymi kamieniami.
Włosy rozpuściłam.
- Ślicznie wyglądasz. - szepnął mi do ucha Ross, stając zaraz za mną, gdy stanęłam gotowa przed lustrem.
- Tak sądzisz ? Nie za elegancko ?
- Perfekcyjnie. - szepnął, odwracając mnie ku sobie. - Jak księżniczka. MOJA księżniczka.
Uśmiechnęłam się. Tak długo czekałam na tę chwilę.
,,MOJA". Tak, byłam jego. Tylko jego.
Oplotłam rękami jego szyję.
- Gotowa ?
Mimowolnie spojrzałam na kalendarz nad biurkiem, tak by on tego nie zauważył.
Kiwnęłam głową, próbując się uśmiechnąć.
7 dni do ich wyjazdu. Mamy dla siebie tydzień..
--------------------------------------------------------------
To takie nie fair, nie uważacie ? Że w końcu się zeszli, a dane jest im tylko 7 dni.
A niech Cię Gabi, za pomysł z trasą...
No nic, zobaczymy, jak to się skończy.
Ostatni rozdział już wkrótce :*
- Kicia
KOMENTUJĄC, MOTYWUJESZ DO PISANIA !!!
poniedziałek, 24 sierpnia 2015
niedziela, 23 sierpnia 2015
Rozdział 51
*Ross*
Tak jak myślałem, Laura była na placu zabaw niedaleko studia Disneya.
Zawsze w przerwach, przychodziły tu z Raini.
- Coś tak sądziłem, że tu będziesz. - powiedziałem.
Nic nie odpowiedziała, nawet się nie odwróciła.
Siedziała na huśtawce, tyłem do mnie, w ciszy.
- Chyba powinnaś wracać do domu. - powiedziałem znów. - Vanessa się o ciebie martwi, z resztą tak jak moja rodzinka.
- To przez Vanessę i Delly musieliśmy udawać parę. - powiedziała tylko.
- Jakoś mnie to zbytnio nie dziwi. - rzekłem, w sumie zgodnie z prawdą.
Te dwie zawsze chciały, żebyśmy byli parą, poza tym tylko one wiedziały, że będziemy wtedy, razem na tej kręgielni,
- A mnie tak. - odparła Laura. - Nie wiem, jak mogły nam to zrobić.
- Spytamy się ich. - powiedziałem, podchodząc do niej. - Ale musisz wrócić ze mną do domu.
Wyciągnąłem ku niej dłoń, a ona podała mi swoją i wstała..
Jej ręka była lodowata, więc szybko zdjąłem z siebie górę od garnituru i podałem jej.
Nie protestowała, lecz gdy ją ubrała, a ja objąłem ją ramieniem, by nie zamarzła, ostrzegła mnie:
- To wcale nie oznacza, że ci wybaczyłam.
Uśmiechnąłem się.
- Wiem, wiem,...
*Vanessa*
Dochodziła dziewiąta, kiedy drzwi nagle się otworzyły.
Do domu weszła Laura.
Oczy miała czerwone od płaczu, ubranie przemoczone, oraz była ubrana marynarkę od garnituru... Rossa, który wszedł chwilę po niej, w samej bluzce.
Wszyscy rzuciliśmy się w ich kierunku.
- Laura, gdzie byłaś? - spytałam, mocno ją przytulając.
Odwzajemniła uścisk.
- Już dobrze, Van. Nic mi nie jest. - odparła dziewczyna.
*Rydel*
Fajnie, nawet nie zauważyłam, kiedy mój brat wyszedł z domu !
- Ross, kiedy wyszedłeś?? - spytałam, podchodząc do niego, podając mu koc, lecz on go odrzucił.
- Zaraz jak przyjechaliśmy. Wiedziałem gdzie będzie. - odparł.
- Miło widzieć, że wasza dwójka się pogodziła. - szepnęła Nessa.
Laura zdjęła z siebie marynarkę Rossa i oddając mu ją, powiedziała:
- Nie pogodziliśmy się. - odwróciła się i chciała iść na górę, lecz Ross złapał ją za nadgarstek i odwrócił ku sobie.
- Laura, muszę ci coś powiedzieć...
*Laura*
- Wiesz, że mi na tobie zależy. - powiedział.
Szczerze to już mi trochę przeszła ta cała złość.
Nie wiem, czy to przez to, że przyszedł po mnie na plac zabaw, czy po prostu przez to, jak bardzo go kocham, ale nie mogłam się na niego gniewać, nawet po tak wielkim świństwie.
- Ta, jasne ! - prychnęłam, choć w oczach stanęły mi łzy. - Jesteś kretynem, jeśli uważasz, ze...
- Dość ! - krzyknęła Nessa.
Był to taki głośny i zawzięty krzyk, że wszyscy automatycznie na nią spojrzeliśmy.
Vanessa wyglądała, jakby zaraz miała eksplodować, albo co gorsza: pozabijać nas wszystkich.
Oddychała ciężko i najwyraźniej zbierała siły, by coś powiedzieć.
Cokolwiek to było, musiało być ciężkie do powiedzenia, bo trwało to chwile.
Ale nikt jej nie przerywał. Wszyscy byli ciekawi co powie.
I wtedy z jej ust padły słowa, których nigdy, przenigdy bym się nie spodziewała:
- Oni jadą w trasę, Laura.
Delly spojrzała na nią zadziwiona, a reszta spojrzała na mnie z na wpół żalem, na wpół ciekawością, wymalowaną na twarzy.
Chwile to trwało, zanim wszystko zrozumiałam...
Oni. Oni, czyli R5. A więc i Ross.
Jadą. Czas teraźniejszy, czyli niedługo...
W trasę. Wyjeżdżają. Zostawiają nas.
Poza tym jej ton głosu - jakby za chwile miała się załamać, co oznacza, że na długo wyjeżdżają.
Spojrzałam na każdego, po kolei, zatrzymując się przy Rossie.
- Ross... - szepnęłam, licząc na wyjaśnienie.
On jednak był chyba niezdolny do wybycia z siebie jakiegokolwiek słowa.
Na szczęście, Rydel przyszła z mu z pomocą:
- To prawda, Lau... - szepnęła, podchodząc do mnie. - Niedługo jedziemy w trasę koncertową, po Stanach, Europie, Azji i Australii. Lau, przepraszamy... Mieliśmy ci powiedzieć, ale nikt nie zdobył się na odwagę... I to dlatego Ross powiedział, że nie chce się z tobą wiązać, nie chciał, abyście tkwili w takiej beznadziejnej sytuacji....
*Ross*
Wszystko się wydało. Laura się dowiedziała.
W jej oczach widziałem czysty szok.
Równie dobrze mogła mnie teraz przytulić, co i zdzielić prosto w twarz.
Po niej spodziewałbym się wszystkiego i nic by mnie już nie zdziwiło.
Za oknem zaczął padać mocny śnieg. Rzadko tu padało, ale kiedy już tak się działo, śnieg tworzył z ulicami, oświetlonymi milionami lampek magiczny widok.
Miałem ochotę wziąć Laurę za rękę i iść z nią wzdłuż drogi.
Zapomnieć o kłótni, wigilii i trasie i po prostu iść, przed siebie...
------------------------
Przepraszamy, za długą przerwę, ale wakacje rządzą się swoimi prawami haha
Pozdrawiamy,
- Kicia
KOMENTUJĄC, MOTYWUJESZ DO PISANIA !!!
Tak jak myślałem, Laura była na placu zabaw niedaleko studia Disneya.
Zawsze w przerwach, przychodziły tu z Raini.
- Coś tak sądziłem, że tu będziesz. - powiedziałem.
Nic nie odpowiedziała, nawet się nie odwróciła.
Siedziała na huśtawce, tyłem do mnie, w ciszy.
- Chyba powinnaś wracać do domu. - powiedziałem znów. - Vanessa się o ciebie martwi, z resztą tak jak moja rodzinka.
- To przez Vanessę i Delly musieliśmy udawać parę. - powiedziała tylko.
- Jakoś mnie to zbytnio nie dziwi. - rzekłem, w sumie zgodnie z prawdą.
Te dwie zawsze chciały, żebyśmy byli parą, poza tym tylko one wiedziały, że będziemy wtedy, razem na tej kręgielni,
- A mnie tak. - odparła Laura. - Nie wiem, jak mogły nam to zrobić.
- Spytamy się ich. - powiedziałem, podchodząc do niej. - Ale musisz wrócić ze mną do domu.
Wyciągnąłem ku niej dłoń, a ona podała mi swoją i wstała..
Jej ręka była lodowata, więc szybko zdjąłem z siebie górę od garnituru i podałem jej.
Nie protestowała, lecz gdy ją ubrała, a ja objąłem ją ramieniem, by nie zamarzła, ostrzegła mnie:
- To wcale nie oznacza, że ci wybaczyłam.
Uśmiechnąłem się.
- Wiem, wiem,...
*Vanessa*
Dochodziła dziewiąta, kiedy drzwi nagle się otworzyły.
Do domu weszła Laura.
Oczy miała czerwone od płaczu, ubranie przemoczone, oraz była ubrana marynarkę od garnituru... Rossa, który wszedł chwilę po niej, w samej bluzce.
Wszyscy rzuciliśmy się w ich kierunku.
- Laura, gdzie byłaś? - spytałam, mocno ją przytulając.
Odwzajemniła uścisk.
- Już dobrze, Van. Nic mi nie jest. - odparła dziewczyna.
*Rydel*
Fajnie, nawet nie zauważyłam, kiedy mój brat wyszedł z domu !
- Ross, kiedy wyszedłeś?? - spytałam, podchodząc do niego, podając mu koc, lecz on go odrzucił.
- Zaraz jak przyjechaliśmy. Wiedziałem gdzie będzie. - odparł.
- Miło widzieć, że wasza dwójka się pogodziła. - szepnęła Nessa.
Laura zdjęła z siebie marynarkę Rossa i oddając mu ją, powiedziała:
- Nie pogodziliśmy się. - odwróciła się i chciała iść na górę, lecz Ross złapał ją za nadgarstek i odwrócił ku sobie.
- Laura, muszę ci coś powiedzieć...
*Laura*
- Wiesz, że mi na tobie zależy. - powiedział.
Szczerze to już mi trochę przeszła ta cała złość.
Nie wiem, czy to przez to, że przyszedł po mnie na plac zabaw, czy po prostu przez to, jak bardzo go kocham, ale nie mogłam się na niego gniewać, nawet po tak wielkim świństwie.
- Ta, jasne ! - prychnęłam, choć w oczach stanęły mi łzy. - Jesteś kretynem, jeśli uważasz, ze...
- Dość ! - krzyknęła Nessa.
Był to taki głośny i zawzięty krzyk, że wszyscy automatycznie na nią spojrzeliśmy.
Vanessa wyglądała, jakby zaraz miała eksplodować, albo co gorsza: pozabijać nas wszystkich.
Oddychała ciężko i najwyraźniej zbierała siły, by coś powiedzieć.
Cokolwiek to było, musiało być ciężkie do powiedzenia, bo trwało to chwile.
Ale nikt jej nie przerywał. Wszyscy byli ciekawi co powie.
I wtedy z jej ust padły słowa, których nigdy, przenigdy bym się nie spodziewała:
- Oni jadą w trasę, Laura.
Delly spojrzała na nią zadziwiona, a reszta spojrzała na mnie z na wpół żalem, na wpół ciekawością, wymalowaną na twarzy.
Chwile to trwało, zanim wszystko zrozumiałam...
Oni. Oni, czyli R5. A więc i Ross.
Jadą. Czas teraźniejszy, czyli niedługo...
W trasę. Wyjeżdżają. Zostawiają nas.
Poza tym jej ton głosu - jakby za chwile miała się załamać, co oznacza, że na długo wyjeżdżają.
Spojrzałam na każdego, po kolei, zatrzymując się przy Rossie.
- Ross... - szepnęłam, licząc na wyjaśnienie.
On jednak był chyba niezdolny do wybycia z siebie jakiegokolwiek słowa.
Na szczęście, Rydel przyszła z mu z pomocą:
- To prawda, Lau... - szepnęła, podchodząc do mnie. - Niedługo jedziemy w trasę koncertową, po Stanach, Europie, Azji i Australii. Lau, przepraszamy... Mieliśmy ci powiedzieć, ale nikt nie zdobył się na odwagę... I to dlatego Ross powiedział, że nie chce się z tobą wiązać, nie chciał, abyście tkwili w takiej beznadziejnej sytuacji....
*Ross*
Wszystko się wydało. Laura się dowiedziała.
W jej oczach widziałem czysty szok.
Równie dobrze mogła mnie teraz przytulić, co i zdzielić prosto w twarz.
Po niej spodziewałbym się wszystkiego i nic by mnie już nie zdziwiło.
Za oknem zaczął padać mocny śnieg. Rzadko tu padało, ale kiedy już tak się działo, śnieg tworzył z ulicami, oświetlonymi milionami lampek magiczny widok.
Miałem ochotę wziąć Laurę za rękę i iść z nią wzdłuż drogi.
Zapomnieć o kłótni, wigilii i trasie i po prostu iść, przed siebie...
------------------------
Przepraszamy, za długą przerwę, ale wakacje rządzą się swoimi prawami haha
Pozdrawiamy,
- Kicia
KOMENTUJĄC, MOTYWUJESZ DO PISANIA !!!
poniedziałek, 6 lipca 2015
Rozdział 50
*Laura*
Minęło parę dni, ale nic się nie zmieniło.
Mój kontakt z Rossem się zerwał, podobnie jak Vanessy z Rikerem.
Ona była o coś na niego wściekłą, ale nie chciała mi powiedzieć co się stało.
Za każdym razem jak dzwonił (na początku nawet 20 razy dziennie, ostatnio coraz rzadziej) to ja odbierałam, mówiąc, że Van nie ma, albo nie może podejść, nawet jeśli jadła śniadanie metr ode mnie.
Cóż, może tak było lepiej ? Chociaż brakowało mi Delly, Rockiego i Rolanda, jakoś się trzymałam...
Było jak dawniej, zanim wplątałyśmy się w relacje rodzinki Lynch.
Tego dnia była wigilia.
Był ranek i co dziwne - spadł śnieg.
W LA nie dzieje się to zbyt często, zazwyczaj w święta towarzyszą nam upał.
Teraz też było ciepło (koło 10 stopni), ale śnieg był.
Lekki, drobny i nawet nie zimny.
Tak, czy inaczej...
Zjadłyśmy z Vanessą placki z organicznym sosem klonowym na śniadanie, po czym zajęłyśmy się ozdabianiem drzewek.
Zawsze były dwa - jedno przed domem, drugie w salonie.
Vanessa zajmowała się tym na zewnątrz, ja tym w domu.
Po godzinie ubierania, moja wyglądała naprawdę porządnie.
Ta Vanessy również była piękna, muszę przyznać.
Przez całe przedpołudnie przygotowywałyśmy potrawy i chowałyśmy sobie wzajemnie prezenty pod choinkę.
- A co z tymi ? - Van wyciągnęła ze schowka wór, w którym schowałyśmy prezenty dla Lynchów, Raini i Caluma.
- Raini i Calum mają wpaść jutro, daj wyjmę te dla nich i położę pod choinką.
- A co z tymi dla Rikera, Rockiego, Rolanda, Rydel, Rossa, Ella i państwa Lynch ? - spytała.
- Daj mi je. Schowam, może kiedyś się przydadzą. - wzięłam od niej worek i pobiegłam na górę.
Gdy wyjmowałam prezenty i chowałam je do jednej z moim szuflad, mój wzrok skupił się na prezencie, który chciałam dać Rossowi.
Zdjęłam pokrywę pudełka i wyjęłam z niego wisiorek.
Był srebrny, w kształcie piórka do gitary, z wygrawerowanym: Lynch + Marano
Westchnęłam, chowając wisiorek do pudełka i wrzucając go do szafki, z resztą.
Wtedy natknęłam się na prezent Vanessy dla Rossa... i dla mnie.
Pewnie zakładała, że będziemy parą.
Szkoda gadać.
Otworzyłam z ciekawości.
W środku była masa zdjęć moich i Rossa, z ostatnich lat, nawet wtedy, gdy się nienawidziliśmy.
Na dnie była jakaś kartka i mniejsze pudełko,
W pudełku były dwie identyczne bransoletki, jedna większa, druga mniejsza.
Na większe pisało: Laura i mikrofon, a na mniejszej: Ross i gitara.
Zamknęłam pudełko i wzięłam do ręki kartkę.
Zamarłam.
*Vanessa*
Młodej coś długo nie było, co było dość dziwne, zważywszy, że miała tylko odłożyć prezenty.
Szkoda, że się zmarnują.
Mój dla Raury był przepiękny !
Masa ich zdjęć, pasujące bransoletki i oczywiście kartka, na której napisałam, że to moja i Ryd zasługa, że...
JASNA CHOLERA !
Kartka !!!
Zerwałam się i ruszyłam do pokoju Lau.
- Laura, nie otwieraj.... ! - wrzasnęłam, wbiegając do jej pokoju.
Było za późno.
Moja młodsza siostra siedziała na łóżku z listem i patrzyła na mnie z niedowierzaniem.
- To wszystko twoja wina... Twoja i Rydel..... - szepnęła.
- Jezu, Laura, to nie miało być tak. - zaczęłam, podchodząc do niej.
- To przez ciebie Ross i ja musieliśmy udawać parę, to przez ciebie się w nim zakochałam. To przez ciebie mam złamana serce, Vanessa ! - krzyknęła.
I nie czekając na moją odpowiedź, rzuciła we mnie kartką, porwała bluzę i telefon, po czym wybiegła z domu.
Po chwili usłyszałam, jak trzaska wejściowymi drzwiami.
Trudno się dziwić.
Spojrzałam na list.
,,Drodzy zakochani !
Od początku wiedziałyśmy że jesteście sobie pisani, więc trochę wam pomogłyśmy. Pamiętacie zdjęcia z kręgielni, przez które musieliście udawać parę, a co was tak naprawdę do siebie zbliżyło ? To my je zrobiłyśmy i wysłałyśmy do prasy. Nie dziękujcie, też was kochamy ! - Rydel i Vanessa"
Po jaką cholerę my to napisałyśmy ?
Szybko wydzwoniłam do Delly.
*Rozmowa telefoniczna*
Vanessa: Dells, jest problem.
Rydel: Van ? Hej, co się stało ?
V: Laura wie, że to my zrobiłyśmy im te pie*rzone zdjęcia w kręgielni. (sorry za przekleństwo, ale musiałyśmy xD)
R: CO ?
V: Tak, i do tego wyszła z domu. Idę jej poszukać, robi się późno i ciemno, a nie chcę, żeby jej się co stało. Przyjeżdżaj do nas jak najszybciej się da, jak wrócę, to jej to wyjaśnimy.
R: Okej, Van, Jadę.
W tym czasie narzuciłam na siebie sweter i biorąc z blatu klucze do samochodu, pojechałam szukać Lau.
Nawet chyba nie zamknęłam domu, ale nie miałam na to czasu.
*Rydel*
Cudownie. Za pół godziny mieliśmy zaczynać wigilię, a tak to, musimy jechać do sióstr Marano.
No, ale taka jest cena przyjaźni.
Spojrzałam w lustro, nie zdążę się przebrać. Cholera.
Zbiegłam na dół, gdzie wszyscy chłopcy i mój tata byli w garniturach, a moja mama w pięknej sukience.
- Mamy problem. - powiedziałam, stając wśród nich.
Ell spojrzał na mnie i zaniemówił.
- Wow, Delly.... Wyglądasz.... - wydusił. - Wow.
Zaczerwieniłam się.
- Stary, przestań się ślinić, to nasza siostra ! - warknął Riker, po czym zwrócił się do mnie. - Co się stało ?
- Laura dowiedziała się, że to przez nas musiała z Rossem udawać parę i uciekła z domu. Musimy tam jechać.
- Powiedziałaś: że to przez was ? - krzyknął Ross.
Shit.
- Potem ci wytłumaczę, ale naprawdę musimy tam jechać. - spojrzałam na rodziców.
Mam westchnęła:
- Jedźcie, poczekamy.
- Dzięki mamo. - cmoknęłam ją i tatę w policzek, po czym popędziłam chłopaków i już dwie minuty później byłyśmy w drodze do sióstr Marano.
Gdy po pół godzinie podjechaliśmy pod dom, okazało się, że drzwi były otwarte, więc weszliśmy.
Było cicho i nikogo nie było, więc postanowiliśmy poczekać.
Rocky, Roland, i Riker usiedli przy stole w kuchni i sprawdzali, czy nikt nie wjeżdża na podjazd.
Ross gdzieś zniknął, a ja z Ellem usadowiliśmy się na kanapie.
On otulił mnie ramieniem.
- Sądzę, że to dobry czas, by powiedzieć wszystkim, o nas. - szepnął mi do ucha.
- Nie wiem, Ell. - szepnęłam. - Lau uciekła, Van jest cała w nerwach, tak samo, jak wszyscy...
- Ej, gołąbeczki... - zawołał Riker, po czym usiadł naprzeciw nas w fotelu.
- O czym ty mówisz ? - spytałam, udając głupią.
- Błagam, nawet ślepy by zauważył. Prawda chłopaki ? - spytał głośniej, a reszta moich braci krzyknęła ochoczo: Tak ! i Ozzywiście !
- I tobie to pasuje ? - spytał niepewnie Ell.
Bał się mojego brata, co było pewne. W końce jestem jego siostrą, a on jego przyjacielem.
Riker westchnął.
- Kocham Vanessę najmocniej na świecie, i jeśli ty kochasz tak samo mocno moją siostrę, to mi to pasuje. I to bardzo.
- Wow, od kiedy tyle w tobie mądrości ? - spytałam.
- Zamknij się, Dell, bo zmienię zdanie. - po tym się uśmiechnął, tak samo jak ja i Ell.
Niecałą godzinę później, do domu wróciła Vanessa,
Riker do niej podszedł,lecz ona spojrzała na niego i bez słowa, minęła, siadając obok nas na kanapie.
- Nigdzie jej nie ma. - szepnęła Vanessa. - Jest już prawie 20, jest naprawdę ciemno, a ja jej nie znalazłam.
Tu wybuchnęła płaczem.
Zaczyna się robić naprawdę nieciekawie.
---------------------------------------
Rozdział taki sobie, ale następny powinien być lepszy, może pojawi się Raura, nie wiemy xD
Zapraszamy oczywiście na drugiego bloga: love-raura-another-story.blogSpot.com
I do kolejnego posta !
- Kicia
KOMENTUJĄC, MOTYWUJESZ DO PISANIA !!!
Minęło parę dni, ale nic się nie zmieniło.
Mój kontakt z Rossem się zerwał, podobnie jak Vanessy z Rikerem.
Ona była o coś na niego wściekłą, ale nie chciała mi powiedzieć co się stało.
Za każdym razem jak dzwonił (na początku nawet 20 razy dziennie, ostatnio coraz rzadziej) to ja odbierałam, mówiąc, że Van nie ma, albo nie może podejść, nawet jeśli jadła śniadanie metr ode mnie.
Cóż, może tak było lepiej ? Chociaż brakowało mi Delly, Rockiego i Rolanda, jakoś się trzymałam...
Było jak dawniej, zanim wplątałyśmy się w relacje rodzinki Lynch.
Tego dnia była wigilia.
Był ranek i co dziwne - spadł śnieg.
W LA nie dzieje się to zbyt często, zazwyczaj w święta towarzyszą nam upał.
Teraz też było ciepło (koło 10 stopni), ale śnieg był.
Lekki, drobny i nawet nie zimny.
Tak, czy inaczej...
Zjadłyśmy z Vanessą placki z organicznym sosem klonowym na śniadanie, po czym zajęłyśmy się ozdabianiem drzewek.
Zawsze były dwa - jedno przed domem, drugie w salonie.
Vanessa zajmowała się tym na zewnątrz, ja tym w domu.
Po godzinie ubierania, moja wyglądała naprawdę porządnie.
Ta Vanessy również była piękna, muszę przyznać.
Przez całe przedpołudnie przygotowywałyśmy potrawy i chowałyśmy sobie wzajemnie prezenty pod choinkę.
- A co z tymi ? - Van wyciągnęła ze schowka wór, w którym schowałyśmy prezenty dla Lynchów, Raini i Caluma.
- Raini i Calum mają wpaść jutro, daj wyjmę te dla nich i położę pod choinką.
- A co z tymi dla Rikera, Rockiego, Rolanda, Rydel, Rossa, Ella i państwa Lynch ? - spytała.
- Daj mi je. Schowam, może kiedyś się przydadzą. - wzięłam od niej worek i pobiegłam na górę.
Gdy wyjmowałam prezenty i chowałam je do jednej z moim szuflad, mój wzrok skupił się na prezencie, który chciałam dać Rossowi.
Zdjęłam pokrywę pudełka i wyjęłam z niego wisiorek.
Był srebrny, w kształcie piórka do gitary, z wygrawerowanym: Lynch + Marano
Westchnęłam, chowając wisiorek do pudełka i wrzucając go do szafki, z resztą.
Wtedy natknęłam się na prezent Vanessy dla Rossa... i dla mnie.
Pewnie zakładała, że będziemy parą.
Szkoda gadać.
Otworzyłam z ciekawości.
W środku była masa zdjęć moich i Rossa, z ostatnich lat, nawet wtedy, gdy się nienawidziliśmy.
Na dnie była jakaś kartka i mniejsze pudełko,
W pudełku były dwie identyczne bransoletki, jedna większa, druga mniejsza.
Na większe pisało: Laura i mikrofon, a na mniejszej: Ross i gitara.
Zamknęłam pudełko i wzięłam do ręki kartkę.
Zamarłam.
*Vanessa*
Młodej coś długo nie było, co było dość dziwne, zważywszy, że miała tylko odłożyć prezenty.
Szkoda, że się zmarnują.
Mój dla Raury był przepiękny !
Masa ich zdjęć, pasujące bransoletki i oczywiście kartka, na której napisałam, że to moja i Ryd zasługa, że...
JASNA CHOLERA !
Kartka !!!
Zerwałam się i ruszyłam do pokoju Lau.
- Laura, nie otwieraj.... ! - wrzasnęłam, wbiegając do jej pokoju.
Było za późno.
Moja młodsza siostra siedziała na łóżku z listem i patrzyła na mnie z niedowierzaniem.
- To wszystko twoja wina... Twoja i Rydel..... - szepnęła.
- Jezu, Laura, to nie miało być tak. - zaczęłam, podchodząc do niej.
- To przez ciebie Ross i ja musieliśmy udawać parę, to przez ciebie się w nim zakochałam. To przez ciebie mam złamana serce, Vanessa ! - krzyknęła.
I nie czekając na moją odpowiedź, rzuciła we mnie kartką, porwała bluzę i telefon, po czym wybiegła z domu.
Po chwili usłyszałam, jak trzaska wejściowymi drzwiami.
Trudno się dziwić.
Spojrzałam na list.
,,Drodzy zakochani !
Od początku wiedziałyśmy że jesteście sobie pisani, więc trochę wam pomogłyśmy. Pamiętacie zdjęcia z kręgielni, przez które musieliście udawać parę, a co was tak naprawdę do siebie zbliżyło ? To my je zrobiłyśmy i wysłałyśmy do prasy. Nie dziękujcie, też was kochamy ! - Rydel i Vanessa"
Po jaką cholerę my to napisałyśmy ?
Szybko wydzwoniłam do Delly.
*Rozmowa telefoniczna*
Vanessa: Dells, jest problem.
Rydel: Van ? Hej, co się stało ?
V: Laura wie, że to my zrobiłyśmy im te pie*rzone zdjęcia w kręgielni. (sorry za przekleństwo, ale musiałyśmy xD)
R: CO ?
V: Tak, i do tego wyszła z domu. Idę jej poszukać, robi się późno i ciemno, a nie chcę, żeby jej się co stało. Przyjeżdżaj do nas jak najszybciej się da, jak wrócę, to jej to wyjaśnimy.
R: Okej, Van, Jadę.
W tym czasie narzuciłam na siebie sweter i biorąc z blatu klucze do samochodu, pojechałam szukać Lau.
Nawet chyba nie zamknęłam domu, ale nie miałam na to czasu.
*Rydel*
Cudownie. Za pół godziny mieliśmy zaczynać wigilię, a tak to, musimy jechać do sióstr Marano.
No, ale taka jest cena przyjaźni.
Spojrzałam w lustro, nie zdążę się przebrać. Cholera.
Zbiegłam na dół, gdzie wszyscy chłopcy i mój tata byli w garniturach, a moja mama w pięknej sukience.
- Mamy problem. - powiedziałam, stając wśród nich.
Ell spojrzał na mnie i zaniemówił.
- Wow, Delly.... Wyglądasz.... - wydusił. - Wow.
Zaczerwieniłam się.
- Stary, przestań się ślinić, to nasza siostra ! - warknął Riker, po czym zwrócił się do mnie. - Co się stało ?
- Laura dowiedziała się, że to przez nas musiała z Rossem udawać parę i uciekła z domu. Musimy tam jechać.
- Powiedziałaś: że to przez was ? - krzyknął Ross.
Shit.
- Potem ci wytłumaczę, ale naprawdę musimy tam jechać. - spojrzałam na rodziców.
Mam westchnęła:
- Jedźcie, poczekamy.
- Dzięki mamo. - cmoknęłam ją i tatę w policzek, po czym popędziłam chłopaków i już dwie minuty później byłyśmy w drodze do sióstr Marano.
Gdy po pół godzinie podjechaliśmy pod dom, okazało się, że drzwi były otwarte, więc weszliśmy.
Było cicho i nikogo nie było, więc postanowiliśmy poczekać.
Rocky, Roland, i Riker usiedli przy stole w kuchni i sprawdzali, czy nikt nie wjeżdża na podjazd.
Ross gdzieś zniknął, a ja z Ellem usadowiliśmy się na kanapie.
On otulił mnie ramieniem.
- Sądzę, że to dobry czas, by powiedzieć wszystkim, o nas. - szepnął mi do ucha.
- Nie wiem, Ell. - szepnęłam. - Lau uciekła, Van jest cała w nerwach, tak samo, jak wszyscy...
- Ej, gołąbeczki... - zawołał Riker, po czym usiadł naprzeciw nas w fotelu.
- O czym ty mówisz ? - spytałam, udając głupią.
- Błagam, nawet ślepy by zauważył. Prawda chłopaki ? - spytał głośniej, a reszta moich braci krzyknęła ochoczo: Tak ! i Ozzywiście !
- I tobie to pasuje ? - spytał niepewnie Ell.
Bał się mojego brata, co było pewne. W końce jestem jego siostrą, a on jego przyjacielem.
Riker westchnął.
- Kocham Vanessę najmocniej na świecie, i jeśli ty kochasz tak samo mocno moją siostrę, to mi to pasuje. I to bardzo.
- Wow, od kiedy tyle w tobie mądrości ? - spytałam.
- Zamknij się, Dell, bo zmienię zdanie. - po tym się uśmiechnął, tak samo jak ja i Ell.
Niecałą godzinę później, do domu wróciła Vanessa,
Riker do niej podszedł,lecz ona spojrzała na niego i bez słowa, minęła, siadając obok nas na kanapie.
- Nigdzie jej nie ma. - szepnęła Vanessa. - Jest już prawie 20, jest naprawdę ciemno, a ja jej nie znalazłam.
Tu wybuchnęła płaczem.
Zaczyna się robić naprawdę nieciekawie.
---------------------------------------
Rozdział taki sobie, ale następny powinien być lepszy, może pojawi się Raura, nie wiemy xD
Zapraszamy oczywiście na drugiego bloga: love-raura-another-story.blogSpot.com
I do kolejnego posta !
- Kicia
KOMENTUJĄC, MOTYWUJESZ DO PISANIA !!!
niedziela, 5 lipca 2015
Newsy !
Witajcie, to nie jest co prawda rozdział, ale mamy nadzieję, że wam się spodoba.
Otóż: zaczynamy kolejnego bloga !
Nie bójcie się ! Będziemy pisać tutaj regularnie, aż skończymy tą historię :)
Zainteresowanych zapraszamy TUTAJ
Mamy nadzieję, że zajrzycie ;) bo pierwsze rozdziały już wkrótce.
Po drugie, mamy dla was mały SneakPeak dotyczący najbliższego rozdziału:
*
Masa ich zdjęć, pasujące bransoletki i oczywiście kartka, na której napisałam, że to moja i Ryd zasługa, że...
JASNA CHOLERA !
Kartka !!!
Zerwałam się i ruszyłam do pokoju Lau.
- Laura, nie otwieraj.... ! - wrzasnęłam, wbiegając do jej pokoju.
Było za późno.
Moja młodsza siostra siedziała na łóżku z listem i patrzyła na mnie z niedowierzaniem.
- To wszystko twoja wina... Twoja i Rydel..... - szepnęła.
*
*
Riker do niej podszedł,lecz ona spojrzała na niego i bez słowa, minęła, siadając obok nas na kanapie.
- Nigdzie jej nie ma. - szepnęła Vanessa. - Jest już prawie 20, jest naprawdę ciemno, a ja jej nie znalazłam.
Tu wybuchnęła płaczem.
Zaczyna się robić naprawdę nieciekawi
*
Już niedługo rozdział !
Oczekujcie ! :*
- Zakochana
Otóż: zaczynamy kolejnego bloga !
Nie bójcie się ! Będziemy pisać tutaj regularnie, aż skończymy tą historię :)
Zainteresowanych zapraszamy TUTAJ
Mamy nadzieję, że zajrzycie ;) bo pierwsze rozdziały już wkrótce.
Po drugie, mamy dla was mały SneakPeak dotyczący najbliższego rozdziału:
*
Masa ich zdjęć, pasujące bransoletki i oczywiście kartka, na której napisałam, że to moja i Ryd zasługa, że...
JASNA CHOLERA !
Kartka !!!
Zerwałam się i ruszyłam do pokoju Lau.
- Laura, nie otwieraj.... ! - wrzasnęłam, wbiegając do jej pokoju.
Było za późno.
Moja młodsza siostra siedziała na łóżku z listem i patrzyła na mnie z niedowierzaniem.
- To wszystko twoja wina... Twoja i Rydel..... - szepnęła.
*
*
Riker do niej podszedł,lecz ona spojrzała na niego i bez słowa, minęła, siadając obok nas na kanapie.
- Nigdzie jej nie ma. - szepnęła Vanessa. - Jest już prawie 20, jest naprawdę ciemno, a ja jej nie znalazłam.
Tu wybuchnęła płaczem.
Zaczyna się robić naprawdę nieciekawi
*
Już niedługo rozdział !
Oczekujcie ! :*
- Zakochana
czwartek, 2 lipca 2015
Rozdział 49 ,,Ale..."
*Ross*
- Chodzi o to, że naprawdę cię lubię, i zależy mi na tobie...
- Mnie na tobie również. - wtrąciła.
- Mnie na tobie również. - wtrąciła.
Uśmiechnąłem się, złapałem ją za ręce i kontynuowałem.
To nie będzie tak łatwe jak sądziłem.
- Ale...
- Ale ? - spytała, cofając ręce. W jej oczach od razu pojawiło się zdziwienie, a z twarzy zszedł uśmiech.
- Laura, ja nie jestem gotowy na poważny związek, a wiem, że tego właśnie oczekujesz... Poza tym, nie sądzę, żebyś umiała ze mną być, przez ostatnie 3 lata się nienawidziliśmy i...
- Ale to się zmieniło, nie zauważyłeś ? - mówiła z wyrzutem.
- Zauważyłem, ale nie sądzę, abyś potrafiła... abyśmy oboje potrafili o tym po prostu zapomnieć. - zacząłem się tłumaczyć.
- Nie wierzę ! - powiedziała, po czym wstała. - To po co było to wszystko, Ross ? Dlaczego mnie wczoraj pocałowałeś ?
- Bo cię lubię... I to bardzo.
- Nie wolno dawać komuś fałszywej nadziei, a później mówić, że nie chcesz, żeby to było coś poważniejszego ! Tak nie można, Ross ! - zawołała.
- Nie dawałem ci fałszywej nadziei ! - krzyknąłem, również wstając.
- Wcale ! Te czułe słówka, miłe zachowanie, planowanie pierwszej randki !
- Mówiłem to, bo to właśnie chciałaś usłyszeć ! - krzyknąłem. - Znasz mnie ! Nie jestem typem chłopaka, na całe życie !
- Dobrze o tym wiem. - mimo złości w jej oczach, widziałem, również łzy. - Zmieniasz dziewczyny jak skarpetki, ale myślałam, że przynajmniej w stosunku do mnie będziesz inny ! Cóż, myliłam się !
*Vanessa*
Wysiadłam z samochodu i ruszyłam w stronę domu.
Miałam gdzieś, że Raura miała tam siedzieć jeszcze dobę !
Musiałam jej się wyżalić !
Otworzyłam drzwi i weszłam do środka, zastając Laurę i Rossa w salonie.
Oboje stali i wyglądali, jakby mieli za sobą niezłą kłótnię.
- Hej, ludzie. - powiedziałam.
- Hej, Van. - szepnęła moja siostra, wycierając oko.
Czy ona płakała ? CO ten Lynch jej zrobił ?
- Nie chciałam przeszkadzać, ale...
- Nic się nie stało. - przerwała mi Lau. - Ross chyba i tak miał już wychodzić. - spojrzała na niego znacząco.
Chłopak spojrzała na nią, po czym pokiwał głową i nic nie mówiąc, minął mnie i, trzaskając drzwiami, opuścił nasz dom.
Wtedy dopiero Lau pozwoliła sobie na płacz.
Rzuciłam się do niej i siedziałyśmy na kanapie, ona wtulona we mnie, płakała przez najbliższe dwie godziny.
- Powiesz mi co się stało ? - spytałam.
- Ross się stał. - bąknęła, ocierając oczy chusteczką. - Dupek myśli, że może tak po prostu mnie wykorzystywać, ale nie jest gotowy na poważny związek.
I znów się rozkleiła.
No i dupa.
Jak ten chłopak może w ogóle tak myśleć ? On i Lau są dla siebie stworzeni. Mają być jedną z tych par, które przejdą razem przez całe życie !
- Daj mu czas, Laura.... Zobaczy ile dla niego znaczysz... - szepnęłam.
Ale to nie było chyba to co chciała usłyszeć, po podniosła się z moich kolan i warknęła:
- Nie mam zamiaru marnować na niego czasu. Niech sobie ma każdą dziewczynę na tej ziemi, ale ja się przed nim płaszczyć nie będę !
- To jak ty sobie wyobrażasz spotykanie się z jego rodziną ?
- Nie wiem. Ale coś wymyślę. - głośno pociągnęła nosem. - No, ale, teraz ty... Miałaś być u Lynchów do jutra, czemu jesteś już dziś ? Stało się coś ?
Nie mogłam. Nie mogłam jej teraz powiedzieć.
Ona była w rozsypce, a gdyby się dowiedziała, że oni wyjeżdżają już za dwa tygodnie....
- Posprzeczałam się z Rikerem, ale to nic. Zaraz nam przejdzie. - skłamałam.
Brawo, Vanessa !
*Rydel*
Gdy podjechaliśmy pod dom, na parkingu nie było samochodu Vanessy, ale był za to samochód Rossa.
Coś czuję, że będzie burza.
Gdy weszliśmy do domu, Riker od razu zaczął krzyczeć.
Rodzice jakoś go uspokoili, i przekonali, by powiedział nam wszystko na spokojnie, więc pięć minut później, siedzieliśmy ja, Riker, Rochy, Roland, Ell i oczywiście rodzice w salonie.
- Powiedziałem Vanessie o trasie. - powiedział, już spokojniejszy Riker.
- Zrobiłeś co ?? - wydarłam się.
- Powiedziałem jej. Musiałem.
- Dlaczego ? - spytał Rocky.
- Kocham ją. Naprawdę. I... nie mogłem tego przed nią ukrywać. Za parę dni, prasa i tak się dowie. A ja chciałem, żeby dowiedziała się tego ode mnie. - odparł.
- CO zrobiła, jak się dowiedziała ? - zadał pytanie Roland.
- A jak myślisz ? - warknął Riker. - Wściekła się i pojechała do domu.
- Jeśli cię kocha, to ci wybaczy. - zapewniła mama. - Źle zrobiliście, ukrywając to przed waszymi przyjaciółmi, ale oni powinni to zaakceptować...
Riker pokiwał tylko głową.
I siedzieliśmy tak w ciszy przez dłuższą chwilę, póki rodzice nie stwierdzili, że będą się zbierać.
Mieli pojechać do Pheonix na weekend i wrócić w poniedziałek, na kolację wigilijną,
Pożegnaliśmy się z nimi, po czym znów siedliśmy w salonie, w ciszy.
- A gdzie Ross ? - spytał po chwili Ell.
- Przyjechał jakieś 20 minut po tym, jak Van wyszła. Był wściekły, ledwo rzucił mi ,,cześć" i pobiegł na górę. Zamknął się w pokoju i siedzi tam od dobrych dwóch godzin.
- Pokłócił się z Lau ? - zasugerował Roland.
- Nie wiem. Może ? - rzucił Rik.
- Pogadam z nim, a wy przyszykujcie obiad. - powiedziałam, po czym skierowałam się do pokoju mojego brata i bez pukania, wpakowałam mu się do pokoju, zamykając za sobą drzwi.
- Ej ! - warknął mój brat.
Leżał na łóżku, bez koszulki i słuchał głośno muzyki.
- Puka się !
Wyłączyłam radio, co go jeszcze bardziej rozwścieczyło.
Zerwał się z łóżka, by znów je włączyć, lecz stanęłam mu na drodze.
- Ross, co się stało ?
- Nic się nie stało ! Co się miało stać ?! - warknął i spróbował mnie wyminąć, lecz znów za-torowałam mu drogę. - Po prostu wyjdź i zostaw mnie w spokoju !
- Ross, czy chodzi o Laurę ?
- Dlaczego miało by chodzić o Laurę ? Z nią wszystko dobrze, nienawidzi mnie, tak jak to było zawsze !!
Po tych słowach jednak się odwrócił i z całej siły uderzył w ścianę, powodując spadek dwóch zdjęć.
- Ross... - zaczęłam.
- Zrobiłem to co powinienem był zrobić ! Zmniejszyłem jej cierpienie, ok ? Powiedziałem, że nie jestem gotowy na poważny związek ! - powiedział, podnosząc ton głosu.
- Dlaczego to zrobiłeś ? - spytałam, nic nie rozumiejąc. - Ross, ty ją kochasz...
- I dlatego to zrobiłem ! - wrzasnął, a w jego oczach dojrzałam łzy, które szybko odgonił. - Tak będzie prościej !
- O czym ty mówisz ?
Usiadł na łóżku, a ja obok niego.
- O trasie, o Mai, o tym całym Davidzie... O wszystkim, Ryd....
Spojrzałam na niego niezrozumiale.
- Laura nie zniosłaby rozłąki, gdybyśmy byli parą. Nie chcę, żeby cierpiała, bo związki na odległość są gówno warte. - powiedział. - A tak, myśli, że jestem dupkiem i wszyscy będą zadowoleni...
- Nie. Ross, takim zachowaniem nie dałeś jej wyboru. Od razu zdecydowałeś za nią.
- No i ? Nawet gdybym tego nie zrobił jest jeszcze Maia i David.
- CO oni mają z tym wspólnego ?
Mój brat westchnął.
- Maia ma zdjęcia jak całowałem się z Gemmą i zagroziła, że pokaże je Lau, a David powiedział, że pogrąży i nas i Laurę, jeśli się z nią umówię.
- Po pierwsze: całowałeś Gemmę ? Córkę naszego nowego szefa ? A po drugie: jak David miałby to zrobić ?
- Wtedy, po tej kolacji, kiedy wyszedłem, ze szpitala, odwiozłem ją do domu, a ona mnie pocałowała. Od razu to przerwałem i powiedziałem, że nie jestem zainteresowany, ale Maia ma skądś zdjęcia.... A David ma dojścia...
- Ross. Błagam cię. David na pewno blefuje, a nawet gdyby Maia pokazała Lau te zdjęcia, wytłumaczyłbyś jej wszystko.....
- To teraz bez znaczenia, Rydel.... - powiedział mój brat. - Po sprawie. Laura mnie nienawidzi i nie ma możliwości, by to zmienić.
- Założymy się ? - spytałam, po czym podeszłam do drzwi i szybko je otworzyłam, a do pokoju wlecieli nasi bracia i Ell, którzy oczywiście podsłuchiwali całą rozmowę.
- Odzyskasz Lau.
*Narrator*
*Rozmowa telefoniczna*
Chłopak: Halo ?
Dziewczyna: Czy dodzwoniłam się do Davida ?
Chłopak: Tak, znamy się ? O co chodzi ?
Dziewczyna: O Laurę Marano.
Chłopak: Czy coś jej się stało ?
Dziewczyna: Nie. Ale podobno na nią lecisz, więc słuchaj uważnie: Laura jest wolna i zraniona, przez Rossa.
Chłopak: Skąd o tym wiesz ? I po co mi ta informacja?
Dziewczyna: Mam swoje sposoby. To twoja szansa. Radzę działaś szybko.
Maia odłożyła telefon.
- Załatwione. - powiedziała do Gemmy.
Blondynka uśmiechnęła się, pokazując rząd białych ząbków.
- Bosko. Laura umówi się z Davidem, a ja dopilnuję, żeby Ross ich zobaczył.
Dziewczyny przybiły sobie piątkę.
Wszystko szło po ich myśli.
----------------------------------------------------------
Tak, nie pisałyśmy od naprawdę długiego czasu.
Ale wiecie jak to jest..... Ja miałam egzaminy, a Kicia długo chorowała....
Przepraszamy, jeśli was zawiodłyśmy.
Myślałyśmy o zawieszeniu bloga, ale nagle naszła nas wena i, jeśli będzie przynajmniej 1 osoba chętna czytać tego bloga, nie zawiesimy go.
Pozdrawiam
- Zakochana
Mamy nadzieję, że rozdział wam się podobał.
W kolejnym rozdziale, wiele się zmieni....
Jesteśmy już bliscy rozwiązania, więc czytajcie....
- Kicia
KOMENTUJĄC, MOTYWUJESZ DO PISANIA !!!
piątek, 24 kwietnia 2015
Rozdział 48
Tak, tak... Opuściłam się. Nie pisałam od dłuższego czasu, ale mam nadzieję że mi wybaczycie.
Po pierwsze: powitajmy Kicię, która będzie mi pomagała. Wiecie, poprawiała ortografię (bo to taki kujon xd) i w ogóle...
Tak, czy owak... Będzie korzystać z mojego konta i podpisywać się swoją ksywką.
To tyle. Miłego czytanka (już z pomocą Kici) :)
- Zakochana.
-----------------------
Dzięki za przywitanie Zakochana :*
Jestem Kicia i będę pomagać. Mam nadzieję, że wam się spodoba, to co robię :)
Pozdrawiam
- Kicia
-------------------------
*Laura*
Film był dobry, a oglądnie go z Rossem było czystą przyjemnością.
Przez ponad dwie godziny leżałam na jego nagiej klatce piersiowej, otulona kocem i jego ramieniem.
Chłopak pachniał wiśniowymi perfumami i szamponem o zapachu jabłek z cynamonem.
Było naprawdę cudnie, więc nawet nie zauważyłam, kiedy film się skończył.
- Chyba nie śpisz, huh ?- spytał.
Pokręciłam głową, po czym ziewnęłam.
Chciałam się znaleźć we własnym łóżku, ale naprawdę nie chciało mi się wyjść na piętro.
Na szczęście chłopak mi to ułatwił.
Nachylił się, a ja narzuciłam mu ręce na szyję, po czym wyniósł mnie na górę, kierując się do mojego pokoju.
Położył mnie w łóżku, po czym przykrył kołdrą.
Gdy się podnosił, zatrzymałam go, delikatnie dotykając jego dłoni.
- Możesz zostać. - szepnęłam, gdy w oddali usłyszałam grzmot.
Zbierało się na niezłą ulewę.
Chłopak spojrzał na mnie niepewnie:
- Chcesz tego ?
Kiwnęłam głową, po czym przesunęłam się trochę, by zrobić mu miejsca.
Ross delikatnie i powoli ułożył się naprzeciw mnie, nie spuszczając ze mnie wzroku.
Po chwili się odezwał:
- Bardzo się pogniewasz, jak cię teraz pocałuję ?
Uśmiechnęłam się, na co on odpowiedział tym samym, po czym się przybliżył.
Delikatnie ujął mój podbródek i musnął moje wargi.
Uśmiechnęłam się przez pocałunek, po czym objęłam jego szyję, wplątując jedną rękę w jego włosy.
Aktualnie nie wiedziałam co się dzieje.
Oddałam się chwili.
Usta chłopaka naprawdę cudownie smakowały.
Po chwili jedna jego ręka bawiła się moimi włosami, drugą zaś umieścił na moim biodrze.
Po chwili się odrobinę odsunął.
- CO my robimy ? - spytał.
- Co masz na myśli ?
- Chyba nie powinniśmy się całować, przed pierwszą randką, nie sądzisz ?
Zaśmiałam się, po czym jeszcze raz musnęłam jego usta.
Chłopak uśmiechnął się przez pocałunek.
- Racja, nie powinniśmy. - odparłam ze śmiechem, po czym odwróciłam się do niego plecami, ale on mnie odwrócił i ułożył sobie w ramionach. Po czym delikatnie pocałował mnie w czoło.
O Mój Boże. Chyba go kocham.

*Riker*
Obudziłem się wczesnym rankiem. Czyli o 10.
Gdy spojrzałem obok siebie, ujrzałem tylko odrzuconą kołdrę.
Gdzie moja Nessia ?
Szybko wstałem i w pośpiechu ubrałem bieliznę i spodnie, po czym z nagim torsem zszedłem na dół, lecz ani w salonie, ani w kuchni nikogo nie było.
Nagle z tarasu usłyszałem ciche podśpiewywania.
Bingo.
Poszedłem tam, zastając moją dziewczynę, pałaszującą kanapki nad basenem.
- Hej, piękna. - przywitałem ją, całusem w policzek.
- Hej śpiochu. Myślałam, ze już nie wstaniesz. - odparła, robiąc mi miejsca obok siebie.
- Daj spokój, jest jeszcze wcześnie. -powiedziałem , całując ją delikatnie w szyję.
- Twoje rodzeństwo pojechało z rodzicami na zakupy. - uśmiechnęła się. - W końcu za tydzień święta.
- Zapomniałbym. - walnąłem się ręką w czoło. - Macie z siostrą jakieś plany ?
- A co ?
- Może byśmy spędzili te święta razem ? - zaproponowałem.
- Byłoby super. - odparła, po czym pocałowała mnie w usta.
- Van... - odsunąłem się po chwili. - Jest jeszcze taka jedna kwestia...
Musiałem jej powiedzieć o trasie.
- Posłuchaj...
I powiedziałem jej o wszystkim.
Spojrzała na mnie po wszystkim, swoimi pięknymi oczami.
I siedziała tak przez dłuższą chwilę.
*Rydel*
- Mamo, tato, moglibyście pójść po mięso ? - wskazałam na najmłodszego. - A ty i Rocky pójdźcie po chleb, dobrze ?
Musiałam wszystkim dyrygować
Zbliżały się święta, więc trzeba się było brać do roboty.
- El. - zawołałam. - Chodź ze mną po napoje.
Gdy minęliśmy parę działów, i oswobodziliśmy się z niewygodnego wzroku mojej rodziny, chłopak bez uprzedzenia wbił się w moje usta.
Podobało mi się.
I to strasznie, ale po chwili go lekko odepchnęłam.
- Ej, wiesz, że jeśli chłopaki się dowiedzą, to mnie zabiją. Tysiące razy im przysięgałam, że mi się nie podobasz. - powiedziałam, patrząc wprost w jego cudowne oczy.
- Dells, jestem w tobie po stokroć zakochany. Chcę się tym podzielić z moimi kolegami.
- Tak, ale twoi koledzy to moi bracia, El. - przypomniałam mu. - A to nie ułatwia sprawy.
Wtedy zauważyłam Rockiego, biegnącego w moją stronę z pięcioma bagietkami.
- Pogadamy potem. - szepnęłam do chłopaka i pobiegłam pomóc bratu.
Podoba mi się El, ale...
Po tym jak przyszedł do mnie zeszłej nocy, czuję, że chłopaki go zamordują, jeśli się o nas dowiedzą.
*Ross*
Obudziłem się, gdy słońce wbiło się do pokoju brunetki.
Na swoim torsie czułem przyjemne ciepło, emanujące od Laury.
Większość dziewczyn wygląda strasznie, jak rano wstanie.
Ale nie ona.
Włosy miała rozrzucone i patrzyłam na mnie swoimi czekoladowymi oczami.
- Dzień dobry. - szepnęła, uśmiechając się szeroko.
- Dzień dobry. - pocałowałem ją w czoło. - Jak się spało ?
- Zaskakująco dobrze, muszę przyznać. - podniosła się, do pozycji siedzącej.
Przeciągnęła się, po czym spojrzała na telefon, a wyraz twarzy jej się zmienił.
- Chyba będziemy musieli porozmawiać. - powiedziała poważnie.
- Dobra ? To ty się ubierz, a ja zrobię śniadanie, huh ?
- Samodzielnie ? - spytała.
Uśmiechnąłem się.
- Czekam na dole. - cmoknąłem ją w policzek i zbiegłem na dół, zrobić coś zjadliwego z tego ich dziwnego żarcia.
Zastanawiała mnie tylko jedna rzecz: o czym to dziewczyna chciała pogadać ?
*Laura*
Mało myśleć ubrałam się i zbiegłam na dół, gdzie Ross kończył robić... mleko z chrupkami.
- Nieźle, szefie kuchni. -zaśmiałam się, widząc to ,,wykwintne dania".
- Siadaj i nie marudź. - podał mi miskę.
Zaczęłam jeść, gdy zapytał:
- O czym chcesz pogadać ?
- O tym co się wczoraj wydarzyło. - powiedziałam, patrząc mu prosto w oczy. - O tym co jest między nami.
- Co masz na myśli ? - spytał powoli.
- Nie jesteśmy już wrogami, ani przyjaciółmi, udającymi parę dla mediów. Wiesz o tym. I ja również. - odparłam.
Zależało mi na tym, by w końcu powiedział, co do mnie czuje.
Bo byłam lekko zmieszana.
- Masz rację, nie jesteśmy wrogami. - stwierdził po chwili milczenia. - Właściwie, to od dłuższego czasu, chciałem o tym z tobą porozmawiać.
Tu obszedł stół, wziął mnie za rękę i zaprowadził do salonu, gdzie usiedliśmy na kanapie, naprzeciw siebie.
- Posłuchaj mnie teraz, bo to co teraz powiem, jest dla mnie cholernie ważne, dobrze ?
Był poważny i naprawdę zaangażowany.
Damn it !
Po co ja zaczynałam ten temat ??
*Vanessa*
- Dlaczego nie powiedziałeś wcześniej ? - wydarłam się.
Jak on mógł to przemilczeć ?!
- Chciałem, ale bałem się twojej reakcji.... Kocham cię i naprawdę mi na tobie zależy.
Nic nie odpowiedziałam.
Bo szczerze mówiąc: nie wiedziałam co, w takiej sytuacji.
- Za dwa tygodnie ruszanie w światową trasę, a ty dopiero teraz mi to mówisz ? - spytałam.
- Prosiłem Delly i chłopaków, żeby ci nie mówili, bo chciałem to zrobić osobiście. W odpowiednim momencie. - na chwilę urwał. - Van, proszę,..
Wstałam i skierowałam się do domu, gdzie biorąc wszystkie swoje rzeczy, ruszyłam do drzwi.
- Muszę to przemyśleć. Zadzwonię do ciebie później.
Powiedziawszy to, opuściłam posiadłość Lynchów.
--------------------------------------
I ? Czekam.... Czekamy na opinie !
- Zakochana
- Kicia
KOMENTUJĄC, MOTYWUJESZ DO PISANIA !!!
Po pierwsze: powitajmy Kicię, która będzie mi pomagała. Wiecie, poprawiała ortografię (bo to taki kujon xd) i w ogóle...
Tak, czy owak... Będzie korzystać z mojego konta i podpisywać się swoją ksywką.
To tyle. Miłego czytanka (już z pomocą Kici) :)
- Zakochana.
-----------------------
Dzięki za przywitanie Zakochana :*
Jestem Kicia i będę pomagać. Mam nadzieję, że wam się spodoba, to co robię :)
Pozdrawiam
- Kicia
-------------------------
*Laura*
Film był dobry, a oglądnie go z Rossem było czystą przyjemnością.
Przez ponad dwie godziny leżałam na jego nagiej klatce piersiowej, otulona kocem i jego ramieniem.
Chłopak pachniał wiśniowymi perfumami i szamponem o zapachu jabłek z cynamonem.
Było naprawdę cudnie, więc nawet nie zauważyłam, kiedy film się skończył.
- Chyba nie śpisz, huh ?- spytał.
Pokręciłam głową, po czym ziewnęłam.
Chciałam się znaleźć we własnym łóżku, ale naprawdę nie chciało mi się wyjść na piętro.
Na szczęście chłopak mi to ułatwił.
Nachylił się, a ja narzuciłam mu ręce na szyję, po czym wyniósł mnie na górę, kierując się do mojego pokoju.
Położył mnie w łóżku, po czym przykrył kołdrą.
Gdy się podnosił, zatrzymałam go, delikatnie dotykając jego dłoni.
- Możesz zostać. - szepnęłam, gdy w oddali usłyszałam grzmot.
Zbierało się na niezłą ulewę.
Chłopak spojrzał na mnie niepewnie:
- Chcesz tego ?
Kiwnęłam głową, po czym przesunęłam się trochę, by zrobić mu miejsca.
Ross delikatnie i powoli ułożył się naprzeciw mnie, nie spuszczając ze mnie wzroku.
Po chwili się odezwał:
- Bardzo się pogniewasz, jak cię teraz pocałuję ?
Uśmiechnęłam się, na co on odpowiedział tym samym, po czym się przybliżył.
Delikatnie ujął mój podbródek i musnął moje wargi.
Uśmiechnęłam się przez pocałunek, po czym objęłam jego szyję, wplątując jedną rękę w jego włosy.
Aktualnie nie wiedziałam co się dzieje.
Oddałam się chwili.
Usta chłopaka naprawdę cudownie smakowały.
Po chwili jedna jego ręka bawiła się moimi włosami, drugą zaś umieścił na moim biodrze.
Po chwili się odrobinę odsunął.
- CO my robimy ? - spytał.
- Co masz na myśli ?
- Chyba nie powinniśmy się całować, przed pierwszą randką, nie sądzisz ?
Zaśmiałam się, po czym jeszcze raz musnęłam jego usta.
Chłopak uśmiechnął się przez pocałunek.
- Racja, nie powinniśmy. - odparłam ze śmiechem, po czym odwróciłam się do niego plecami, ale on mnie odwrócił i ułożył sobie w ramionach. Po czym delikatnie pocałował mnie w czoło.
O Mój Boże. Chyba go kocham.

*Riker*
Obudziłem się wczesnym rankiem. Czyli o 10.
Gdy spojrzałem obok siebie, ujrzałem tylko odrzuconą kołdrę.
Gdzie moja Nessia ?
Szybko wstałem i w pośpiechu ubrałem bieliznę i spodnie, po czym z nagim torsem zszedłem na dół, lecz ani w salonie, ani w kuchni nikogo nie było.
Nagle z tarasu usłyszałem ciche podśpiewywania.
Bingo.
Poszedłem tam, zastając moją dziewczynę, pałaszującą kanapki nad basenem.
- Hej, piękna. - przywitałem ją, całusem w policzek.
- Hej śpiochu. Myślałam, ze już nie wstaniesz. - odparła, robiąc mi miejsca obok siebie.
- Daj spokój, jest jeszcze wcześnie. -powiedziałem , całując ją delikatnie w szyję.
- Twoje rodzeństwo pojechało z rodzicami na zakupy. - uśmiechnęła się. - W końcu za tydzień święta.
- Zapomniałbym. - walnąłem się ręką w czoło. - Macie z siostrą jakieś plany ?
- A co ?
- Może byśmy spędzili te święta razem ? - zaproponowałem.
- Byłoby super. - odparła, po czym pocałowała mnie w usta.
- Van... - odsunąłem się po chwili. - Jest jeszcze taka jedna kwestia...
Musiałem jej powiedzieć o trasie.
- Posłuchaj...
I powiedziałem jej o wszystkim.
Spojrzała na mnie po wszystkim, swoimi pięknymi oczami.
I siedziała tak przez dłuższą chwilę.
*Rydel*
- Mamo, tato, moglibyście pójść po mięso ? - wskazałam na najmłodszego. - A ty i Rocky pójdźcie po chleb, dobrze ?
Musiałam wszystkim dyrygować
Zbliżały się święta, więc trzeba się było brać do roboty.
- El. - zawołałam. - Chodź ze mną po napoje.
Gdy minęliśmy parę działów, i oswobodziliśmy się z niewygodnego wzroku mojej rodziny, chłopak bez uprzedzenia wbił się w moje usta.
Podobało mi się.
I to strasznie, ale po chwili go lekko odepchnęłam.
- Ej, wiesz, że jeśli chłopaki się dowiedzą, to mnie zabiją. Tysiące razy im przysięgałam, że mi się nie podobasz. - powiedziałam, patrząc wprost w jego cudowne oczy.
- Dells, jestem w tobie po stokroć zakochany. Chcę się tym podzielić z moimi kolegami.
- Tak, ale twoi koledzy to moi bracia, El. - przypomniałam mu. - A to nie ułatwia sprawy.
Wtedy zauważyłam Rockiego, biegnącego w moją stronę z pięcioma bagietkami.
- Pogadamy potem. - szepnęłam do chłopaka i pobiegłam pomóc bratu.
Podoba mi się El, ale...
Po tym jak przyszedł do mnie zeszłej nocy, czuję, że chłopaki go zamordują, jeśli się o nas dowiedzą.
*Ross*
Obudziłem się, gdy słońce wbiło się do pokoju brunetki.
Na swoim torsie czułem przyjemne ciepło, emanujące od Laury.
Większość dziewczyn wygląda strasznie, jak rano wstanie.
Ale nie ona.
Włosy miała rozrzucone i patrzyłam na mnie swoimi czekoladowymi oczami.
- Dzień dobry. - szepnęła, uśmiechając się szeroko.
- Dzień dobry. - pocałowałem ją w czoło. - Jak się spało ?
- Zaskakująco dobrze, muszę przyznać. - podniosła się, do pozycji siedzącej.
Przeciągnęła się, po czym spojrzała na telefon, a wyraz twarzy jej się zmienił.
- Chyba będziemy musieli porozmawiać. - powiedziała poważnie.
- Dobra ? To ty się ubierz, a ja zrobię śniadanie, huh ?
- Samodzielnie ? - spytała.
Uśmiechnąłem się.
- Czekam na dole. - cmoknąłem ją w policzek i zbiegłem na dół, zrobić coś zjadliwego z tego ich dziwnego żarcia.
Zastanawiała mnie tylko jedna rzecz: o czym to dziewczyna chciała pogadać ?
*Laura*
Mało myśleć ubrałam się i zbiegłam na dół, gdzie Ross kończył robić... mleko z chrupkami.
- Nieźle, szefie kuchni. -zaśmiałam się, widząc to ,,wykwintne dania".
- Siadaj i nie marudź. - podał mi miskę.
Zaczęłam jeść, gdy zapytał:
- O czym chcesz pogadać ?
- O tym co się wczoraj wydarzyło. - powiedziałam, patrząc mu prosto w oczy. - O tym co jest między nami.
- Co masz na myśli ? - spytał powoli.
- Nie jesteśmy już wrogami, ani przyjaciółmi, udającymi parę dla mediów. Wiesz o tym. I ja również. - odparłam.
Zależało mi na tym, by w końcu powiedział, co do mnie czuje.
Bo byłam lekko zmieszana.
- Masz rację, nie jesteśmy wrogami. - stwierdził po chwili milczenia. - Właściwie, to od dłuższego czasu, chciałem o tym z tobą porozmawiać.
Tu obszedł stół, wziął mnie za rękę i zaprowadził do salonu, gdzie usiedliśmy na kanapie, naprzeciw siebie.
- Posłuchaj mnie teraz, bo to co teraz powiem, jest dla mnie cholernie ważne, dobrze ?
Był poważny i naprawdę zaangażowany.
Damn it !
Po co ja zaczynałam ten temat ??
*Vanessa*
- Dlaczego nie powiedziałeś wcześniej ? - wydarłam się.
Jak on mógł to przemilczeć ?!
- Chciałem, ale bałem się twojej reakcji.... Kocham cię i naprawdę mi na tobie zależy.
Nic nie odpowiedziałam.
Bo szczerze mówiąc: nie wiedziałam co, w takiej sytuacji.
- Za dwa tygodnie ruszanie w światową trasę, a ty dopiero teraz mi to mówisz ? - spytałam.
- Prosiłem Delly i chłopaków, żeby ci nie mówili, bo chciałem to zrobić osobiście. W odpowiednim momencie. - na chwilę urwał. - Van, proszę,..
Wstałam i skierowałam się do domu, gdzie biorąc wszystkie swoje rzeczy, ruszyłam do drzwi.
- Muszę to przemyśleć. Zadzwonię do ciebie później.
Powiedziawszy to, opuściłam posiadłość Lynchów.
--------------------------------------
I ? Czekam.... Czekamy na opinie !
- Zakochana
- Kicia
KOMENTUJĄC, MOTYWUJESZ DO PISANIA !!!
poniedziałek, 20 kwietnia 2015
Newsy :)
Tak. Długo mnie nie było i dlatego przepraszam :(
Rozdział pojawi się już niedługo, obiecuję :(
Mam nadzieję, że wciąż tu jesteście, bo nwm co bym bez was zrobiła :)
Oto trochę tego, co będzie w rozdziale 48 :*
Komentujcie !
- Zakochana
*
Chłopak pachniał wiśniowymi perfumami i szamponem o zapachu jabłek z cynamonem.
Nachylił się, a ja narzuciłam mu ręce na szyję, po czym wyniósł mnie na górę, kierując się do mojego pokoju.
Położył mnie w łóżku, po czym przykrył kołdrą.
Gdy się podnosił, zatrzymałam go, delikatnie dotykając jego dłoni.
- Możesz zostać. - szepnęłam
*
*
Delikatnie ujął mój podbródek i musnął moje wargi.
Uśmiechnęłam się przez pocałunek, po czym objęłam jego szyję, wplątując jedną rękę w jego włosy.
*
*
Musiałem jej powiedzieć o trasie.
- Posłuchaj...
*
*
- Dlaczego nie powiedziałeś wcześniej ? - wydarłam się.
Jak on mógł to przemilczeć ?!
- Chciałem, ale bałem się twojej reakcji.... Kocham cię i naprawdę mi na tobie zależy.
Nic nie odpowiedziałam.
Bo szczerze mówiąc: nie wiedziałam co, w takiej sytuacji>
*
Rozdział pojawi się już niedługo, obiecuję :(
Mam nadzieję, że wciąż tu jesteście, bo nwm co bym bez was zrobiła :)
Oto trochę tego, co będzie w rozdziale 48 :*
Komentujcie !
- Zakochana
*
Chłopak pachniał wiśniowymi perfumami i szamponem o zapachu jabłek z cynamonem.
Nachylił się, a ja narzuciłam mu ręce na szyję, po czym wyniósł mnie na górę, kierując się do mojego pokoju.
Położył mnie w łóżku, po czym przykrył kołdrą.
Gdy się podnosił, zatrzymałam go, delikatnie dotykając jego dłoni.
- Możesz zostać. - szepnęłam
*
*
Delikatnie ujął mój podbródek i musnął moje wargi.
Uśmiechnęłam się przez pocałunek, po czym objęłam jego szyję, wplątując jedną rękę w jego włosy.
*
*
Musiałem jej powiedzieć o trasie.
- Posłuchaj...
*
*
- Dlaczego nie powiedziałeś wcześniej ? - wydarłam się.
Jak on mógł to przemilczeć ?!
- Chciałem, ale bałem się twojej reakcji.... Kocham cię i naprawdę mi na tobie zależy.
Nic nie odpowiedziałam.
Bo szczerze mówiąc: nie wiedziałam co, w takiej sytuacji>
*
Subskrybuj:
Posty (Atom)