piątek, 26 grudnia 2014

Rozdział 31 ,,To było... Wow."

*Rydel*

Zagraliśmy już chyba wszystkie piosenki bez wokalisty.
Dochodziła 14, więc Ross miał jeszcze godzinę, ale szef zaczął powoli tracić nerwy.
- Zróbcie sobie przerwę ! Poczekamy, aż Ross się zjawi i zrobimy prawdziwą próbę ! - zawołał poirytowany, po czym na chwilę wyszedł, bo zadzwonił jego telefon.
Chłopcy zdjęli gitary i odłożyli je na stojaki, Ell wyszedł zza bębnów i wszyscy podążyliśmy do pokoju odpoczynkowego. 
Legliśmy na kanapach, a razem z nami usiadła Gemma, córka producenta.
- Naprawdę nam przykro. Myśleliśmy, że Ross będzie wcześniej. - powiedziałam.
- Nie ma sprawy, tak naprawdę to mamy jeszcze sporo czasu. Ale mój tata lubi mieć wszystko szybciej. To coś w rodzaju fobii. - zaśmiała się blondynka.
Nagle zadzwonił jej telefon.
- To odprężcie się i poczekajcie na Rossa. - uśmiechnęła się, po czym odebrała telefon i zaczęła iść w kierunku wyjścia.
- Hej, Maia. Co tam ? - powiedziała do telefonu, po czym wyszła.
Miła dziewczyna... Ale gdzie do cholery jest mój brat ??

*Laura*

Byliśmy w połowie drogi do mojego domu, gdy Lynch krzyknął:
- Cholera !
- Co jest ? - spytałam.
- Spójrz. - nastawił dla mnie główne lusterko.
Za naszym samochodem jechały kolejne 2 czarne - typowe dla dziennikarzy.
- Serio, jesteśmy taką wielką sensacją, że wysłali za nami dwa wozy ? - warknęłam.
- Co teraz ? - spytał Lynch.
- Nic. Odwieziesz mnie do domu. W końcu, nie wszystkie pary są ze sobą 24 godziny na dobę, nie ?
Po chwili dojechaliśmy pod dom.
Lynch nie wyjął jednak kluczyków ze stacyjki.
- Narka. - powiedział.
- Kpisz sobie ? - warknęłam.
- No co ?
- Odprowadź mnie pod drzwi. Mamy...
- Udawać parę, tak wiem,.. - mruknął, odpinając pas. - Słuchaj, chodzimy ze sobą mniej niż dobę, a ja już nie daję z tobą rady.
- I wzajemnie. - mruknęłam. - Wysiadaj i uśmiechnij się.
Chłopak wysiadł, po czym podszedł od mojej strony i otworzył mi drzwiczki.
Wysiadłam, a on zamknął za mną drzwi, po czym objął mnie ramieniem.
Jak goryl, który trzyma swoją ofiarę.

*Ross*

Marano mega się rządziła w naszym ,,związku".
- Myślisz, ze robią nam zdjęcia ? - zapytałem, nachylając się tak, jakbym mówił jej coś słodkiego na uszko.
- Bardzo możliwe ! - zaśmiała się. - Nie obejmuj mnie tak mocno, baranie ! - znów zachichotała.
- Ok, idiotko. - rozluźniłem nieco uścisk.
Dotarliśmy już pod drzwi, więc ją puściłem.
Stanęła naprzeciw mnie, znalazła w torebce kluczki i otworzyła drzwi.
- Udawaj, że się ze mną czule żegnasz. - szepnęła.
- Niby jak ? - warknąłem, dostrzegając ludzi z aparatami na ulicy.
- Wymyśl coś romantycznego ! Podobno jesteś dobrym aktorem. - syknęła z uśmiechem. - Pomyśl, jak żegnają się normalne pary ?
W tym momencie kojarzyłem tylko jeden sposób, ale naprawdę wydał mi się... żenujący.
- Mam coś. - szepnąłem.
- No dawaj.
- Na pewno ? - upewniłem się.
- Tak, debilu ! - szepnęła.
Ok, dasz radę, Ross !

*Laura*

Lynch w jednej chwili nachylił się i bez uprzedzenia przyłożył wargi do moich ust.
Wzdrygnęłam się i miałam ochotę go odepchnąć, ale...
Cóż, myślałam o reporterach, którzy zapewne robili nam teraz mnóstwo zdjęć... I... To było... Wow.
Nigdy nie sądziłam, że coś takiego z jego strony... Hmm, nie wywoła u mnie aż tak wielkiego odruchu wymiotnego. Usta chłopaka smakowały jak leśne owoce (Serio, Laura, serio ?).
Złapał mnie w pasie i przyciągnął do siebie, a ja oplotłam ręce wokół jego szyi.
Nie mówię, że było to najlepsze uczucie EVER, ale gdyby ignorować fakt, iż całowałam Lyncha i to, że robiliśmy to jako szopkę dla prasy... Cóż było nie aż tak źle.

*Ross*

Na chwilę naprawdę odpłynąłem.
Oczywiście to, że pocałowałem Marano było totalną żenadą, ale...
Przyciągnąłem dziewczynę bliżej siebie.
A niech, brukowce mają raz fajny artykuł !
Po chwili odsunąłem się od dziewczyny, pozostawiając jednak ręce na jej biodrach.
Marano również cofnęła się o pół kroku, lecz zsunęła ręce na moją klatkę piersiową.
- Dobrze było ? - zapytałem, widząc powoli malejące zdziwienie w jej oczach.
- Może być. - zaśmiała się.
- Chyba... Chyba muszę już iść. Czekają na mnie. - powiedziałem, przypominając sobie o próbie.
- Tak, jasne. Narka. - mruknęła, zdejmując ze mnie swoje ręce.
- Marano, pomyślałem, że skoro i tak musimy udawać parę, to może ty i Nessa wpadłybyście do nas jutro ?
To ją chyba lekko zbiło z toru, ale pozbierała się i odparła:
- Jutro Nessa i ja miałyśmy jechać nad jezioro. Wiesz, biwak i takie tam...
- Ah, rozumiem. Nie ma sprawy. - odparłem. - To cześć.
Po tych słowach poszedłem w stronę samochodu.
- Lynch. - powiedziała Marano, po pięciu krokach.
Odwróciłem się i spojrzałem na nią.
- Jak chcecie, możecie jechać z nami. - zaproponowała.
- Na serio ?
Kiwnęła głową.
- Jasne, tak. Pogadam z rodzeństwem. I dam ci potem znać.
- Ok, to... Cześć. - powiedzaiała.
- Pa. - odparłem.

*Nessa*

Ok, totalnie nie ogarniam co się dzieje.
Ross podwiózł Lau do domu, a za nimi przyjechała masa paparazzi.
Wysiedli z auta jakieś 10 minut temu, a jej wciąż nie ma ! Co ona tam do cholery robi ?
Po chwili drzwi się otworzyły.
- Lau ! - wrzasnęłam, po czym popędziłam na dół, przeskakując po parę stopni na raz. - Lau, co się dzieje ?
- Co by się miało dziać ? - spytała moja młodsza siostra, odwieszając torebkę i płaszcz do szafy.
- Ty, Ross, paparazzi ?
- Ah, to... Nic... Po prostu musimy udawać parę. - mruknęła, wlokąc swoje cielsko do salonu, gdzie legła na kanapie i sięgnęła po pilota. - Nie dziw się, jak jutro w gazecie zobaczysz zdjęcie, na którym się całujemy.
- Pocałował cię ? - prawie krzyknęłam.
Laura obdarzyła mnie zmęczonym spojrzeniem.
- UDAJEMY parę, Van. Logiczne, że musimy okazywać sobie czułości. - wzdrygnęła się z obrzydzenia.
- Omg. - pisnęłam. - Jak słodko.
Nic nie odpowiedziała.
- Jakieś jeszcze nowości ? - dopytywałam.
- Pamiętasz, że jutro jedziemy na biwak, prawda ?
- No jasne. - uśmiechnęłam się.
- To zaprosiłam Lynchów, żeby pojechali z nami.
- Zrobiłaś co ? Zaprosiłaś kogo ? - krzyknęłam przerażona.
Lynchów - całą rodzinę - czyli też Rikera !
Przecież ja się spalę ze wstydu !
- Lynchów. - powiedziała spokojnie, zdziwiona. - No wiesz: Rikera, Rydel...
- Wiem ! - przerwałam jej, panicznie.
- To czemu tak reagujesz ?
- Bo...,. Lau, muszę ci o czymś powiedzieć..... Galę oglądałam u Lynchów.... I potem.... Riker uparł się, że mnie podwiezie.... I mnie pocałował.... A ja uciekłam....
- Zrobił co ? Zrobiłaś co ? - krzyknęła, dławiąc się ze śmiechu.

----------------------------------

31 ! Jest !
Następne jeszcze ciekawsze - obiecuję !
Mamy pierwszy (a może ostatni ?) pocałunek Raury..
Wymuszony, ale jest !

KOMENTUJĄC, MOTYWUJESZ DO PISANIA !!!


środa, 24 grudnia 2014

Rozdział 30 ,,Dobrze mówi, polać jej!"

*Ross*

Spałem wyjątkowo długo.
Gdy rano zwlokłem się z łóżka, dochodziła 11.
Sprawdziłem telefon.
Co za niespodzianka ! Tyle nowości !
1. Maia ogłosiła nasze zerwanie w sieci.
2. Dziennikarze opisują mnie jako agresywnego gwiazdora.
3. Marano umówiła nas na spotkanie z producentem na 12.
4. Połowa moich znajomych wysłała mi życzenia z okazji chodzenia z Laurą.
Eh, piękny dzień się zapowiada.
Ubrałem się w jakieś ciuchy, po czym zszedłem na dół.
Nigdzie nie widziałem mojego rodzeństwa, więc sprawdziłem blat w kuchni, gdzie zwykle Ryd zostawiała powiadamiające karteczki.
Bingo !
,,Ross, pojechaliśmy na próby do studia (TRASA). Szef zgodził się, żebyś przyjechał później. Bądź do 15. Całusy, Rydel."
Przyswoiłem informacje, po czym zrobiłem sobie śniadanie.
Zanim się zorientowałem dochodziła 12, więc szybko wsiadłem do samochodu i ruszyłem do siedziby Disneya.


*Laura*

Gdzie ten Lynch, do cholery ?
- Panno Marano ? - zawołała mnie Ann z recepcji.
- Tak ? - odwróciłam się.
- Producent czeka.
- Dzięki. - uśmiechnęłam się, po czym poszłam do pokoju.
Zapukałam, po czym weszłam.
- Laura ! - zawołał producent, podnosząc się z krzesła.
Podał mi dłoń, po czym wskazał na krzesło, bym usiadła.
Zajęłam moje miejsce.
- Gratuluję statuetki, która czeka na ciebie w recepcji, wczoraj zapomniałaś jej wziąć. TO wielkie wyróżnienie dla naszego serialu ! I ten śluz ! A gdzie Ross ? - wylał z siebie tysiąc słów.
Zanim zdążyłam się odezwać, drzwi się otworzyły i  stanął w nich zdyszany Lynch.
- Przepraszam, za spóźnienie. - powiedział, po czym przywitał się z producentem i usiadł obok mnie,
Nie dał się zboczyć z toru i od razu spytał o akcję z wczoraj.

*Ross*

Producent zarzekał się, że nie ma z tym nic wspólnego.
- Ale to dobrze ! - zawołał po chwili. - Od wczoraj liczba wyszukiwań naszego serialu, waszych śledzących na Twitterze, Instagramie, Facebooku ! Wszystko rośnie ! Wszyscy chcą wiedzieć o was więcej ! Niech tak lepiej zostanie... Przez jakiś czas.
- Chce pan, żebyśmy udawali parę ? - oburzyła się Marano. - W życiu !
Dobrze mówi, polać jej !
- Jeśli chcecie, żeby serial dobrze funkcjonował... - zaczął mężczyzna. - Jeśli teraz ogłosicie, że to wszystko było kłamstwem, wszyscy was znienawidzą ! Uznają, że robiliście to dla żartu, że pokpiliście z fanów !
Marano złapała się za głowę.
Tak, tkwiliśmy w bagnie.

*Laura*

Za jakie grzechy ? Ja i ten laluś ? NEVER !
- Czyli co: zrobicie to ? - spytał producent.
- A mamy inne wyjście ? - prychnął Lynch.
Po krótkiej gadce o tym, jak teraz powinniśmy się zachowywać i o tym, co było na gali, oboje udaliśmy się do recepcji po nasze statuetki, po czym ruszyliśmy do wyjścia, ramie w ramie, nawet nie wymieniając spojrzenia.
Jeszcze w holu, zauważyłam tłumy fotoreporterów, czekających na zewnątrz.
Lynch chyba ich nie dostrzegł, bo szedł dalej, ze spuszczoną głową.
Pociągnęłam go za ramię i pociągnęłam za pierwszy lepszy zakręt.
- Co robisz ? - wrzasnął.
Zatkałam mu dłonią usta.
- Zamknij się. - warknęłam. - Na zewnątrz aż się roi od fotoreporterów.
- I co z tego ? - spytał zgryźliwie, odtrącając moją dłoń.
- Mamy udawać parę, zapomniałeś ?
- Ok, już dobrze...  - odpuścił. - To co mam robić ? - zapytał.
Dobre pytanie...
- Na początek... Złap mnie za rękę. - splotłam z nim palce. - Dobrze. Po drugie musisz iść bardzo blisko mnie.
Chłopak prychnął.
Zignorowałam go i kontynuowałam.

*Ross*

- Musimy pojechać jednym samochodem, inaczej zorientują się, że nie jesteśmy blisko.
- Dobra, mogę cię podwieźć pod dom. - zaproponowałem.
- Cudnie. I to chyba tyle... Tylko... zachowuj się tak, jakbyś był we mnie zakochany. Jakbyś poza mną nie widział świata i w ogóle, jasne ? - spytała lekko poddenerwowana.
- Jasne, słońce. Nie denerwuj się. - zaśmiałem się.
Za to spiorunowała mnie wzrokiem, lecz ruszyliśmy do wyjścia.
Zgodnie z poleceniem złapałem Marano za rękę, lecz stwierdziłem, że to za mało, więc złapałem ją w pasie i przyciągnąłem ją bliżej siebie.
- Ross ! Ross ! Laura ! - wołali dziennikarze. - Opowiedzcie nam o waszym związku !
Stwierdziliśmy, jak już zresztą setki razy, że lepiej ich ignorować.
 Poszliśmy na parking, wciąć przytuleni, aż do mojego samochodu. Grupa dziennikarzy szła za, obok i przed nami, żądając odpowiedzi.
Otworzyłem Marano drzwiczki, a gdy wsiadła, zamknąłem je.
- Ross, a co z Maią ? - zawołał ktoś.
Nie wytrzymałem i odkrzyknąłem:
- Maia i ja wciąż będziemy przyjaciółmi. Ale uczucie, które łączy mnie i Mar... Laurę jest za silne, by je ignorować. Dziękuję. - po tych słowach obszedłem samochód, wsiadłem i ruszyłem, niemal przejeżdżając grupkę osób z mikrofonami.
Gdy byliśmy już w połowie drogi do domu Marano, dziewczyna spytała:
- Co im powiedziałeś ?
- Skłamałem, że łączy nas silne uczucie, którego nie mogliśmy już dłużej ignorować...
Marano zaśmiała się. Po chwili i ja wybuchnąłem śmiechem.
- Aktor, level hard, jak widzę. - zaśmiała się brunetka.

*Narrator*

Wszystko szło dokładnie po myśli Rydel i Vanessy.
Obie zeszłego wieczoru były bardzo z siebie dumne, nie wiedząc, że jak na razie pomysł nie podobał się ani Laurze, ani Rossowi. A co gorsza nie podobał się także Mai i Davidowi.
O ile David postanowił na razie powstrzymać się od zemsty, czy próby odzyskania Laury, o tyle Maia nie chciała czekać. Wiedziała, że Ross nigdy nie darzył ją wyjątkowym uczuciem. Jasne - byli parą i naprawdę mu na niej zależało, ale chyba nie aż tak bardzo, jak się jej wydawało.
Dlatego stworzyła plan rozdzielenia (i tak udawanej !) pary.
Wszystko obmyśliła i zadzwoniła do swojej koleżanki, która już wkrótce miała znaleźć się w środowisku Rossa.
- Gemma ? Hej, tu Maia.
- Hej, Maia, co tam ?
- Dobrze. Posłuchaj, mam do ciebie pewną sprawę...

--------------------------

DAAAAA DAM ! Może być, podoba się ?
Lekko nudny, ale poczekajcie na magiczny numer 31 ! :*


KOMENTUJĄC, MOTYWUJESZ DO PISANIA !!!





wtorek, 23 grudnia 2014

Rozdział 29 ,,Pacjentka psychiatryka"

*Ross*

Zanim się zorientowałem kobieta skończyła szyć i mój obojczyk i brew.
- Bolało ? - spytała lekarka, przyklejając mi w oba miejsca plastry.
- Nie tak bardzo... - mruknąłem.
- Dobrze. A więc rany należy przemywać wodą utlenioną, przez najbliższy tydzień. Jasne ? - upewniła się.
- Jasne, będziemy pamiętać. - uśmiechnęła się Marano.
- Dobrze. Dbaj o chłopaka. - dodała jeszcze kobieta, gdy wychodziliśmy.
Nie zdążyliśmy już jej wyjaśnić, że nie jesteśmy parą, gdyż zamknęła drzwi, a my wyszliśmy na korytarz.
Bez słowa wyszliśmy z przychodni, a Marano zadzwoniła po taksówkę.
Usiedliśmy na jednej z ławek na opuszczonej uliczce.
Marano zaczęła trzeć zmarznięte ramiona.
Zdjąłem z siebie marynarkę i podałem ją dziewczynie.
- Nie musisz mi dawać swojej marynarki. - warknęła.
- Cholera ! Zawsze musisz się ze mną kłócić, Marano ? - odparłem. - Ubieraj to w tej chwili, próbuję być miły.
Marano prychnęła, lecz wzięła ode mnie narzutkę i ją ubrała.
Wyglądała zabawnie w za dużym ubraniu.

*Laura*

Siedzieliśmy z Lynchem, jak te żule na ławce, czekając na taksówkę.
Ta, przyjechała po 10 minutach.
Wsiedliśmy na tył.
Lynch od razu podał nazwę mojej ulicy.
Kierowca ruszył.
- To był dość... udany wieczór. - zaśmiał się Lynch.
Szturchnęłam go w ramię, po czym również się zaśmiałam.
Co jak co, ale cały ten wieczór spapraliśmy.
Po parunastu minutach byliśmy już pod moim domem.
Lynch uparł się, że odprowadzi mnie aż po drzwi, więc poprosił taksówkarza, by poczekał.
Następnie razem ruszyliśmy ku drzwiom.

*Vanessa*

Po tym jak Riker mnie pocałował, szybko rzuciłam słowa pożegnania i ruszyłam do domu. Czułam się na serio dziwnie ! Ja... Nie jestem przekonana, czy go lubię... w TEN sposób..
Po jakiejś godzinie zadzwonił dzwonek do drzwi. Zwlokłam się z kanapy i otworzyłam drzwi.
CO za niespodzianka ! Laura ! I.... Ross !
- Heeej ! - powiedziałam.
- Hej. - odparli oboje.
- Ross, może wejdziesz ? - zaproponowałam.
- Nie, będę się zbierał. - odparł miło.

*Laura*

Zdjęłam z siebie marynarkę i oddałam ją chłopakowi.
- Dzięki... - szepnęłam. - I... do jutra.
- Do jutra. - odparł chłopak, po czym pożegnał się z Van i ruszył w stronę taksówki.
Weszłam do środka, od razu wyczuwając w powietrzu nieswoją atmosferę.
Lecz zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, Van krzyknęła:
- Co się, do cholery działo na tej gali ? Zdobyliście nagrody, obryzgali was śluzem, wręczałaś statuetkę.... To rozumiem, ale dlaczego mi nie powiedziałaś, że chodzisz z Rossem ?!
- Ugh..... - warknęłam, ze zmęczeniem padając n a kanapę.
Nessa od razu usiadła obok mnie z oczekiwaniem, najwyraźniej licząc na to, że wszystko jej opowiem.
Ozi wskoczył na kanapę i położył mi się na kolanach.
- Lynch i ja nie jesteśmy parą. - odparłam, miziając rude futro kota.
- Ale...
- To po prostu jedna wielka pomyłka ! Ktoś zrobił nam zdjęcia, jak byliśmy na kręgielni, a Lynch uczył mnie grać ! - wybuchnęłam.
- To dlaczego tam go przytuliłaś ? - spytała Van.
- Bo udało mi się zbić wszystkie ! Wszystkie, ogarniasz ?? Jak jeszcze nigdy ! I się podjarałam i go przytuliłam ! Jutro chcemy iść do producenta i wszystko odkręcić !
- Rozumiem.... - szepnęła. - Ale jestem trochę zwiedziona, że to kłamstwo...
- To jeszcze nie koniec... - przerwałam jej. - Na bankiecie Lynch pobił się z Davidem.
- O co ? - chciała od razu wiedzieć Nessa. Najwidoczniej podobało jej się słowo ,,bójka".
- A bo ja wiem.... - mruknęłam. - Tak czy owak Lynch miał rozciętą wargę, łuk brwiowy i obojczyk, więc wzięłam go do szpitala, żeby go zszyli, a David mnie nienawidzi, bo nie wzięłam jego strony... Poza tym Maia również mnie nienawidzi, bo uważa, że ukradłam jej chłopaka !
W moich oczach pojawiły się łzy.
- To wszystko jest jakieś walnięte ! - szepnęłam. - Moje życie to jakieś bagno !
Nessa mocno mnie przytuliła, tak jakbym miała się rozsypać.
- Już dobrze. - szepnęła, całując mnie w czubek głowy. - Wszystko będzie dobrze.
Nagle zaczęłam się tak panicznie śmiać, jak jakaś upośledzona pacjentka psychiatryka.
Ness odsunęła się ode mnie na chwilę, najwyraźniej zdziwiona moim zachowaniem.
- Ale to był walnięty wieczór... - szepnęłam.
- Faktycznie... - szepnęła. Czy ona coś ukrywa ?
- Połóż się lepiej spać. Zrobię ci gorącej czekolady, chcesz ? - zapytała.
- Tak, jak za dawnych lat... - uśmiechnęłam się, po czym ruszyłam na górę.
Nessa jeszcze zachichotała. po czym poszła do kuchni.
Poszłam do pokoju i od razu przebrałam się w piżamkę, co jak co, ale ten dzień musiał się kiedyś skończyć.
Położyłam się w łóżku i czekając na Ness, zaczęłam sprawdzać telefon. 12 nieodebranych telefonów... Głównie od znajomych i Davida... Wszyscy chcą pewnie wyjaśnień, dotyczących gali.
Rzuciłam telefon na półkę - jutro się tym zajmę.
Ułożyłam się wygodnie.
Lecz niestety czekolada musiała poczekać.
Sen mnie wziął, zanim Nessa przyszła z napojem...



------------------------------------------


I co ? Wiem, nudny...
Ale przez święta machnę wam taki, że aż :*
To do następnego !

KOMENTUJĄC, MOTYWUJESZ DO PISANIA !!!!

sobota, 8 listopada 2014

Rozdział 28 ,,Zostać z Davidem"...

*Laura*

W jednej chwili Lynch rzucił się na Davida.
Nie wiem o co się pokłócili, lecz musiało to być coś poważnego, skoro Lynch tak zareagował.
Chwilę tarzali się po ziemi, po czym oboje wstali i zaczęli okładać się pięściami na stojąco...
Lynchowi szło to lepiej, bo David był cholernie pijany.
Nagle David pchnął Lyncha na parawan. Oboje zerwali go i zaczęli tarzać się po scenie, na oczach wszystkich.
Muzyka przestała grać, a gwiazdy zrobiły miejsce na ich bitwę. Znów oboje wstali, po czym siłowali się w okolicach baru.
I wtedy na salę wszedł kucharz z wielkim tortem na wózku kuchennym.
Nie muszę oczywiście mówić, że David dostał w nos, tak, że zaczął mu krwawić, a padając na ziemię, trącił Lyncha, który przewrócił wózek. Tort spadł na podłogę, a Lynch razem z nim.
Nagle wszyscy zamilkli.
Kucharz rzucał wyzwiskami po francusku w Lyncha, który cały w cieście próbował podnieść się na nogi.
Goście zaczęli powoli bić brawo.
- Jesteś z siebie dumny, Lynch ? - zawołał David, trzymając się za krwawiący nos. - Wszystko zepsułeś !
Ludzie popatrzyli na chłopaka w torcie, a ja mogłabym przysiądź, że w jego oczach dojrzałam łzy.
Było mu po prostu głupio.
- Nie wiem, jak ty się możesz z nim spotykać, Laura. - szepnął do mnie David, po czym wyciągnął ku mnie rękę.
Spojrzałam na Lyncha - nie wiedział co zrobić...
Wszyscy patrzyli na mnie, czyją stronę wezmę...
Nie byłam w stu procentach pewna, lecz w jednej sekundzie podjęłam decyzję.
Minęłam kucharza i tłum, po czym biorąc Lyncha za rękę, ruszyłam w stronę wyjścia.
Dopiero, gdy zamknęłam za nami drzwi, poczułam ulgę.
- Marano... - zaczął Lynch.
- Cicho. - odparłam, o czym skierowałam nas na parking i znalazłam naszą limuzynę.
Kierowca był BARDZO zdziwiony.
- Panno Marano, panie Lynch... - powiedział na przywitanie, lustrując ciasto na marynarce, spodniach i we włosach Lyncha.
- Proszę nas zawieść do domu, natychmiast. - poprosiłam, pakując się do limuzyny.
Lynch wszedł za mną, a szofer posłusznie zamknął drzwi, wsiadł, zasunął dzielącą nas szybkę i ruszył.
Z schowka, który znajduje się w każdej limuzynie pod siedzeniem, wyjęłam mały ręcznik i podałam go Lynchowi.
- Dzięki. - mruknął, ściągając sobie z włosów kawałki ciasta. - Laura...

*Ross*

Spojrzała na mnie, po czym się uśmiechnęła:
- A gdzie: Marano ?
- Zapomnijmy o tym na chwilę, dobrze ? - poprosiłem. - Chciałem ci... podziękować. W końcu mogłaś zostać z Davidem i uniknąć wstydu... A mimo to... Wybrałaś mnie... i....
- Oh, zamknij się Lynch. - pisnęła, chyba lekko zawstydzona. - Zrobiłam to, bo pomyślałam, że ty może... ehm... zrobiłbyś to samo na moim miejscu...
- Tak... Dzięki, naprawdę. - mówiłem poważnie.
Nie spodziewałem się tego z jej strony.
Przez chwilę panowała niezręczna cisza, którą przerwała Marano.
Wyciągnęła w moim kierunku palec, po czym wzięła kawałek tortu z mojej marynarki.
Następnie oblizała palec.
- Mmm... Waniliowy ! Mój ulubiony ! - zaśmiała się.
Również się zaśmiałem.
- A jeśli chodzi o to, dlaczego go zaatakowałem...
- Nie... Nie musisz. Nie chcę wiedzieć. - odparła, z uśmiechem.
Uśmiechnąłem się z podziękowaniem.
Nie chciałem tego mówić, ale uznałem, że jestem jej to winien.
Dziewczyna wzięła chusteczkę, po czym się do mnie zbliżyła.
- Czekaj. - zaśmiała się. - Masz tort na całej twarzy....
Następnie delikatnie otarła mi policzki, okolice ust i czoło.
Próbowałem się nie poruszyć, by nie utrudniać dziewczynie pracy, lecz i tak cały czas się śmiałem.
Po chwili dziewczyna zauważyła ranę na mojej twarzy.
- Jejku, Lynch to wygląda poważnie... - szepnęła, dokładnie przyglądając się mojej brwi.
- Co jest ? - spytałem.
- Masz przecięty łuk brwiowy... i wargę. - pisnęła, przykładając chusteczkę do moich ust.
- Au ! - syknąłem.
Dziewczyna pokazała mi lekko zaczerwienioną chusteczkę.
Faktycznie, krwawiłem.
- Trzeba było by to zeszyć... - mruknęła, po czym zastukała w szybkę do kierowcy.
- Co ? - zdziwiłem się. - Nie, to nic...
Ale ona już prosiła szofera, by wstąpił do szpitala.

Szpital w centrum Los Angeles był za daleko, więc zdecydowaliśmy się na małą przychodnię, niedaleko naszego domu.
Wysiadłem, a Marano powiedziała kierowcy, że damy radę sami wrócić do domu.
On niechętnie, lecz przystał na to.
Weszliśmy do przychodni, gdzie ludzie dziwnie patrzyli na laskę w wieczorowej sukni i chłopaka w krwi i cieście...
- Dzień dobry. - powiedziała Marano, podchodząc do recepcji. - Mój kolega miał małą bójkę i... No cóż, chyba potrzebuje szwów... Czy mogłaby nam pani powiedzieć, gdzie mamy się udać ?
Starsza kobieta za ladą, niechętnie wskazała na 3 piętro.
Marano podziękowała, po czym ruszyła w stronę schodów.
Owe 3 piętro było naprawdę ciemne i... depresyjne. Ciemne ściany, pół-przygasłe lampy i brak ludzi.
Marano znalazła jakieś drzwi i zapukała.
- Proszę ! - zawołał głos z wewnątrz.
Marano weszła, ciągnąc mnie za sobą.
Opowiedziała lekarce co się stało (w skrócie), po czym pokazała na moją brew.
Kobieta uznała, ze faktycznie powinniśmy to zeszyć.
Nagle coś zaczęło mnie piec w okolicach obojczyka.
Lekko odsłoniłem koszulkę, po czym zobaczyłem małą ranę i zaschniętą krew.
Musiałem się przeciąć, gdy David mnie popchnął.
- Cóż, zeszyjemy i brew i obojczyk. - uśmiechnęła się lekarka. - Przejdźcie do pokoju obok, ja pójdę po sprzęt.

*Laura*

Zgodnie z poleceniem doktor Ann, udaliśmy się do pokoju obok, w którym stało łóżko, jedno krzesło i parę szaf.
Lynch usiadł, po czym zaczął wybijać palcami jakiś rytm.
- Boisz się ? spytałam, gdy kobieta zaczęła oczyszczać jego obojczyk.
- Nie no co ty,.... - mruknął, drżącym głosem.
Zaśmiałam się.
- Chcesz, żebym złapała cię za rękę ? - spytałam.
- A wiesz, ze chętnie ? - zaśmiał się, po czym podał mi dłoń.
Nie będę kłamać, zdziwiłam się, lecz podałam mu dłoń i spletliśmy palce.
- Będę szyła. Pomyśl o czymś miłym i najlepiej patrz na koleżankę... - powiedziała lekarka, po czym zabrała się do roboty.
Lynch spojrzał na mnie.
Gdy kobieta zaczęła zszywać ranę, zobaczyłam, że się skrzywił.
-  Remember that trip we took in Mexico
Hangin’ with the boys and all your senioritas
I never spoke up, yeah never said hello
But I keep on trying to find a way to meet ya’ - zaśpiewałam cicho.
Chłopak zaśmiał się, po czym kontynuował:
-  I was chillin’
You were with him
Hooked up by the fire
Now he’s long gone
And I’m like so long
Najwyraźniej zapomniał o bólu, bo zaczął nucić resztę piosenki.
O to mi właśnie chodziło !

 -----------------------------------------
They are cute, aren't they ?
 Co sądzicie o tym rozdziale ? Znośny ? Piszcie w komentach !!

KOMENTUJĄC, MOTYWUJESZ DO PISANIA !!!



czwartek, 23 października 2014

Rozdział 27 ,,Straciłem kontrolę"

*Laura*

 Bankiet... No i się zaczęło... Po oficjalnej części, gdzie byli fotoreporterzy i w ogóle... 
Na początku wszyscy wznosili toasty, był wystawny obiad (co było dziwne, zważywszy na godzinę 22) i inne takie oficjalne bzdety.
Nam przypadł stolik numer 4, zaraz przy scenie. 5- osobowy. Ja, Lynch, Stefani, China i Jake. Dzięki Bogu !
Tak, czy owak to wszystko trwało może z godzinę, potem paparazzi wyproszono, zamknięto drzwi, podziękowano orkiestrze i puszczono na cały regulator muzykę.
Stoły odsunięto odrobinę pod ścianę, by zrobić miejsce na parkiet.
Siedzieliśmy z Lynchem i Stefani, popijając nisko alkoholowe drinki (Jake i China bujali się na parkiecie).
- No, nawet nie wiecie jak się cieszę, że wreszcie się ujawniliście ! - zawołała Stefani.
Lynch zaśmiał się pod nosem.
- Tak, to cudowne. - bąknęłam z sarkazmem, którego najwidoczniej Stefani nie zauważyła (alkohol zrobił swoje).
- Tak właściwie to my... - zaczął Lynch, lecz przerwał mu Dynal O'brien, który właśnie do nas podszedł.
- Hej, Stefani, zatańczysz ? - spytał,
Dziewczyna uśmiechnęła się zabójczo, po czym odkładając kieliszek na stół, poszła z przystojnym aktorem na parkiet.

*Vanessa*

- Powinnam się zbierać. Chcę być w domu, gdy wróci młoda. - wstałam z kanapy.
- Już ? Przecież bankiet trwa do późnej nocy... - mruknęła Rydel, stopując na chwilę film, który oglądaliśmy.
- Ale Laura będzie próbowała sie urwać, wiem to... - odparłam, biorąc z przedpokoju moją kurtkę, po czym szybko ją narzuciłam.
- Czekaj, Van ! - zawołał Riker, zrywając się z kanapy.
Po chwili był już obok mnie w holu.
- Mogę cię odwieść, nie musisz wracać pieszo. - zaproponował.
- To miłe, ale mogę się przejść.
- Nie, bo jeszcze ktoś cię napadnie. Jest późno, proszę ! - poprosił.
Walczyłam z myślami... To było serio miłe, ale nie chciałam robić mu kłopotu.
- Nie daj się prosić Nessa. Mój brat na ogół nie jest taki miły ! - krzyknęła Ryd, wstając i podchodząc do nas.
- No dobra, ale tylko ten jeden raz. - mruknęłam.
- Ok, skoczę po kluczyki, mam je w pokoju. - krzyknął Riker, po czym pobiegł do góry.
Rydel spojrzała na mnie z podejrzeniem.
- No co ? Nie mogłam mu odmówić ! - od razu zaczęłam się bronić.
Rydel zrobiła TE oczy, pokazując, że ,,rozumie".
Po chwili Riker był już na dole, więc pożegnałam się z Delly, wyszłam i wsiadłam do samochodu Rikera.
Jadąc, gadaliśmy o naszym rodzeństwie, o gali i innych bzdetach.
Po parunastu minutach byliśmy pod moim domem.
Fakt, na nogach nie byłabym nawet w połowie drogi.
- Dzięki, Riker. Za wszystko. Za miły wieczór i za podwózkę. - uśmiechnęłam sie, odpinając pas.
Następnie nachyliłam się i pocałowałam go w policzek.
Cofając się, zatrzymałam sie jeszcze niedaleko od jego twarzy i spojrzałam mimowolnie na jego usta.
To był WIELKI błąd.
Chłopak od razu, tak jakby na to czekał zanurzył rękę w moich włosach i namietnie mnie pocałował.
Oddałam pocałunek, choć jeśli mam być szczera, nie wiedziałam czy powinnam...
W końcu do brat przyszłego chłopaka mojej siostry i brat mojej najlepszej przyjaciółki !
Mimo to oplotłam rękami jego szyję i pogłębiłam pocałunek...
Oj, będą z tego kłopoty...

*Ross*

Siedzieliśmy z Marano i piliśmy drinki w samotności, po tym jak Jake wziął do tańca Chinę, a O'brien Stefani.
Cały czas obserwowałem Davida, który po drugiej stronie sali pił w spokoju wishky.
Nie mogłem znieść tego jego pokrętnego wzroku i chamskiego uśmieszku.
Nagle zobaczyłem, że idzie w naszą stronę. Jeśli by nas dorwał, zapoczątkował by bójkę, tak był wstawiony.
Złapałem Marano za rękę, po czym poprowadziłem ją w stronę parkietu.
- Co jest... ? - spytała zdziwiona. - Co robisz ?
- Chcę zatańczyć z moją nowa dziewczyną, a na co to wygląda ? - uśmiechnąłem się.
- Nie jesteśmy parą. - warknęła.
- Ale oni tak myślą... No daj spokój, chyba mogę prosić o jeden taniec ? - spytałem, robiąc moje cudne, szczenięce oczy.
Marano przez chwilę zgrywała twardą, lecz po chwili parsknęła śmiechem:
- Dobra, ale tylko raz.
Miałem nadzieję na jakiś szybki kawałek, a w zamian dostałem to.
Marano lekko się zaczerwieniła, więc ja musiałem przejąć inicjatywę.
Złapałem ją w pasie, po czym przyciągnąłem do siebie.
Dziewczyna niepewnie objęła mnie za szyję i wtuliła się w mój tors.
Muszę powiedzieć, że było to nawet miłe.
Po chwili złapałem ją za jedną rękę, tworząc łódeczkę i obróciłem ją parę razu.
Dziewczyna śmiała się niemiłosiernie.
Na koniec znów tańczyliśmy przytulanego.
To mogłoby trwać wiecznie.
Gdyby tylko nie on.
David doskoczył do stanowiska DJ'a, po czym szybko zmienił piosenkę, dzięki czemu z głośników ryknęła ta piosenka, jesli można to w ogóle piosenką nazwać... 
Ludzie zaczęli znów zbierać się na parkiecie, a my z Marano wróciliśmy na swoje miejsca bez słowa...
Nagle wypatrzyłem Davida, który stroił do mnie miny, zza kurtyny.
Nie wytrzymałem i ruszyłem w jego kierunku.
Marano zdziwiona moim zachowaniem zaczęła iść za mną.
- Problemy w raju, Ross ? - zawołał David, ledwo trzymając się na nogach.
- Odwal się David ! - odparłem.
- Bo co ? Zaśpiewasz mi jedną z tych twoich głupich pioseneczek i padnę ? Sorry, nie jestem jakąś walniętą 10-latką, która słucha takiej poje**** muzyki, jaką tworzysz ! - wrzasnął.
Miałam go dość.
W jednej chwili straciłem panowanie nad sobą.
Rzuciłem się na niego, okłądając go pięściami.
Nie obchodziło mnie, co mu zrobię, po prostu chciałem mu dowalić !

---------------------------------------

David to debil, nie sądzicie ?  Ogólnie, to co sądzicie o tym rozdziale ?
Piszcie !

KOMENTUJĄC, MOTYWUJESZ DO PISANIA !!!








niedziela, 19 października 2014

Rozdział 26 ,,Jesteś nikim"

*Laura*

Ludzie bili brawa jak opętani. Większość pewnie się zdziwiła, ze tak szybko się przebrałam, lecz i tak wrzeszczeli jak szaleni.
Zobaczyłam kamerę, więc do niej pomachałam, po czym podeszłam do mikrofonu.
- Witajcie ! - zawołałam. - Znowu ! Co za ekscytujący dzień ! Najpierw nagroda, potem flegma, a teraz to !
Publiczność zawrzała.
- Ale przejdźmy do rzeczy ! Kategoria: Najlepszy Serial Telewizyjny ! Oto nominowani ! - dodałam, po czym włączono prezentację.
- Nadzdolni. - czytał głos. - Pretty Little Liars. Para nienormalni. Oraz Teen Wolf.
Ludzie zaczęli skandować swoich faworytów, próbując się przekrzyczeć.
Drżącymi rękoma przetargałam białą kopertę i wyjęłam z niej kartkę.
Przeczytałam nazwę serialu w myślach i od razu się uśmiechnęłam.
Wzięłam głęboki oddech.
- A zwycięzcą zostaje... Serial Nadzdolni !!!
Ludzie zaczęli bić brawa, a ja dojrzałam Stefani, JakaChinę.
Po kolei  wchodzili na scenę, a ja po kolei każdemu gratulowałam i wymieniałam uściski.
Następnie wzięłam od wysokiej blondynki nagrodę i wręczyłam ją Jakowi, który pierwszy dorwał mikrofon.
- Woow ! - krzyknął.
Ludzie zaczęli bić brawa. Proszę, ile im wystarczy do szczęścia !
- Em, to niesamowite ! Chciałbym podziękować producentowi, reżyserowi i wszystkim, którzy byli zaangażowani w kręcenie naszego serialu ! Dzięki ! - krzyknął, po czym się przesunął, robiąc miejsce dla Stefani.
- Tak, ja także chciałabym podziękować całej ekipie i fanom ! Odwaliliście świetną robotę ! - zrobiła przerwę, by fani mogli dać o sobie znać. - Naprawdę: wielkie dzięki !
Na koniec do mikrofonu podeszła China, by krzyknąć jedno zdanie:
- To nasza wspólna praca ! Dzięki ! - po czym wszyscy zaczęli robić im zdjęcia i bić brawa.
Blondynka wskazała, byśmy zeszli ze sceny, a na nią wszedł Timberlake, ogłaszając wszystkim, że to była niestety ostatnia kategoria i będziemy musieli już kończyć, co nie spotkało się z aprobatą fanów.
Zeszliśmy za kulisy, gdzie jeszcze raz pogratulowałam moim ukochanym Nadzdolnym :)
Pozwolono nam zaczekać tam na koniec gali, byśmy mogli zaraz udać się na bankiet.

*Ross*

Muszę przyznać, że Marano była dość dobrą prezenterką. Jak na mojego wroga, oczywiście.
Stałem u samej góry, więc patrzyłem na telebimy, gdyż nie widziałem na scenie nic.
Opierałem się o wielki, kamienny słup, gdy nagle ktoś poklepał mnie po ramieniu.
Odwróciłem się i zobaczyłem twarz Davida.
Wydął powoli usta.
- David... Hej. - mruknąłem. - Szkoda, że twój serial nie zdobył nagrody, uważam, że zasługiwaliście...
- Daruj sobie, Ross. - uciął mi ruchem ręki.
Ton jego głosu był twardy i suchy. Zajebiście.
- Powiedziałeś, że nic nie czujesz do Laury. - warknął.
- Bo nie czuję....
- Kogo próbujesz oszukać ? - znów mi przerwał.
- Nikogo. Ja naprawdę... - spróbowałem.
- Jesteś nikim Ross. Grasz blond debila w jakimś nędznym serialu. - powiedział sucho.
Co on powiedział ??
- Laura też gra w tym serialu. - wtrąciłęm.
- Tak, tylko, że ona ma przyszłość. A ty nie. Ty i ten twój zespolik też nie macie szans na rynku muzycznym.
Trzymajcie, mnie bo mu przypie...
- Czego chcesz, David ? - spytałem.
- Niczego. Ja cię tylko ostrzegam.
- Grozisz mi ? - spytałem, nie dowierzając.
- Nie, uprzedzam cię. Nie jesteś wart Laury. - syknął. - Poczekam, aż ją skrzywdzisz, bo na pewno taki czas nadejdzie, a potem... Pojawię się i będę przy niej. Nie będzie cię chciała znać.
- Przystopój trochę, David. - warknąłem.
- Zobaczysz... - zaczął odchodzić. - Do zobaczenia na bankiecie...
po tych słowach odszedł.
Chyba mnie nie lubi.
Głupie zdjęcia ! Przez nie Maia ze mną zerwie, będę przywiązany do Laury i jeszcze ten David...
Słowo daję, jeśli znajdę tego, kto zrobił te zdjęcia.... Zabiję !

*Narrator*

Tak oto skończyła się gala. Fani zostali tak długo jak mogli, po czym opuścili halę, świętując do rana...
Gwiazdy zaś udały się na bankiet do klubu nocnego, gdzie dopiero zaczęła sie zabawa... To co tam zaszło.... Oh, dużo by gadać...

---------------------------------

Nareszcie..... Miałam długą przerwę, za co przepraszam.... Mam nadzieję, że wam się podoba ! Komentujcie !

KOMENTUJĄC, MOTYWUJESZ DO PISANIA !!!!!!!!!!!!1

czwartek, 9 października 2014

Przepraszam...

Hej ludzie !

Wybaczcie, że od wakacji nie wrzuciłam jeszcze ani jednego rozdziału... Stanęłam i przez pierwszą część września nie miałam żadnego pomysłu... :c
Wena przyszła pod koniec ubiegłego miesiąca, lecz lekcje i zadania domowe odcięły mnie od komputera. 
Ale walić to ! Od teraz obiecuję, że będę systematycznie dodawać rozdziały !
Postaram się dodawać po jednym co tydzień w weekendy, bądź co dwa tygodnie - wtedy będą dłuższe. 
Najbliższy rozdział pojawi się już jutro, a może jeszcze dzisiaj, jeśli nie stwierdzę, że jest do bani...
Tak więc: przepraszam i obiecuję poprawę ! RAURA....