niedziela, 5 lipca 2015

Newsy !

Witajcie, to nie jest co prawda rozdział, ale mamy nadzieję, że wam się spodoba.
Otóż: zaczynamy kolejnego bloga !
Nie bójcie się ! Będziemy pisać tutaj regularnie, aż skończymy tą historię :)
Zainteresowanych zapraszamy TUTAJ
Mamy nadzieję, że zajrzycie ;) bo pierwsze rozdziały już wkrótce.

Po drugie, mamy dla was mały SneakPeak dotyczący najbliższego rozdziału:

*
Masa ich zdjęć, pasujące bransoletki i oczywiście kartka, na której napisałam, że to moja i Ryd zasługa, że...
JASNA CHOLERA !
Kartka !!!
Zerwałam się i ruszyłam do pokoju Lau.
- Laura, nie otwieraj.... ! - wrzasnęłam, wbiegając do jej pokoju.
Było za późno.
Moja młodsza siostra siedziała na łóżku z listem i patrzyła na mnie z niedowierzaniem.
- To wszystko twoja wina... Twoja i Rydel..... - szepnęła.
*

*
Riker do niej podszedł,lecz ona spojrzała na niego i bez słowa, minęła, siadając obok nas na kanapie.
- Nigdzie jej nie ma. - szepnęła Vanessa. - Jest już prawie 20, jest naprawdę ciemno, a ja jej nie znalazłam.
Tu wybuchnęła płaczem.
Zaczyna się robić naprawdę nieciekawi
*

Już niedługo rozdział !
Oczekujcie ! :*

- Zakochana

czwartek, 2 lipca 2015

Rozdział 49 ,,Ale..."

*Ross*

- Chodzi o to, że naprawdę cię lubię, i zależy mi na tobie...
- Mnie na tobie również. - wtrąciła.
Uśmiechnąłem się, złapałem ją za ręce i kontynuowałem.
To nie będzie tak łatwe jak sądziłem.
- Ale...
- Ale ? - spytała, cofając ręce. W jej oczach od razu pojawiło się zdziwienie, a z twarzy zszedł uśmiech.
- Laura, ja nie jestem gotowy na poważny związek, a wiem, że tego właśnie oczekujesz... Poza tym, nie sądzę, żebyś umiała ze mną być, przez ostatnie 3 lata się nienawidziliśmy i...
- Ale to się zmieniło, nie zauważyłeś ? - mówiła z wyrzutem. 
- Zauważyłem, ale nie sądzę, abyś potrafiła... abyśmy oboje potrafili o tym po prostu zapomnieć. - zacząłem się tłumaczyć.
- Nie wierzę ! - powiedziała, po czym wstała. - To po co było to wszystko, Ross ? Dlaczego mnie wczoraj pocałowałeś ?
- Bo cię lubię... I to bardzo.
- Nie wolno dawać komuś fałszywej nadziei, a później mówić, że nie chcesz, żeby to było coś poważniejszego ! Tak nie można, Ross ! - zawołała. 
- Nie dawałem ci fałszywej nadziei ! - krzyknąłem, również wstając. 
- Wcale ! Te czułe słówka, miłe zachowanie, planowanie pierwszej randki ! 
- Mówiłem to, bo to właśnie chciałaś usłyszeć ! - krzyknąłem. - Znasz mnie ! Nie jestem typem chłopaka, na całe życie !
- Dobrze o tym wiem. - mimo złości w jej oczach, widziałem, również łzy. - Zmieniasz dziewczyny jak skarpetki, ale myślałam, że przynajmniej w stosunku do mnie będziesz inny ! Cóż, myliłam się !

*Vanessa*

Wysiadłam z samochodu i ruszyłam w stronę domu.
Miałam gdzieś, że Raura miała tam siedzieć jeszcze dobę !
Musiałam jej się wyżalić !
Otworzyłam drzwi i weszłam do środka, zastając Laurę i Rossa w salonie.
Oboje stali i wyglądali, jakby mieli za sobą niezłą kłótnię. 
- Hej, ludzie. - powiedziałam.
- Hej, Van. - szepnęła moja siostra, wycierając oko.
Czy ona płakała ? CO ten Lynch jej zrobił ?
- Nie chciałam przeszkadzać, ale...
- Nic się nie stało. - przerwała mi Lau. - Ross chyba i tak miał już wychodzić. - spojrzała na niego znacząco. 
Chłopak spojrzała na nią, po czym pokiwał głową i nic nie mówiąc, minął mnie i, trzaskając drzwiami, opuścił nasz dom.
Wtedy dopiero Lau pozwoliła sobie na płacz. 
Rzuciłam się do niej i siedziałyśmy na kanapie, ona wtulona we mnie, płakała przez najbliższe dwie godziny.
- Powiesz mi co się stało ? - spytałam.
- Ross się stał. - bąknęła, ocierając oczy chusteczką. - Dupek myśli, że może tak po prostu mnie wykorzystywać, ale nie jest gotowy na poważny związek.
I znów się rozkleiła. 
No i dupa.
Jak ten chłopak może w ogóle tak myśleć ? On i Lau są dla siebie stworzeni. Mają być jedną z tych par, które przejdą razem przez całe życie ! 
- Daj mu czas, Laura.... Zobaczy ile dla niego znaczysz... - szepnęłam. 
Ale to nie było chyba to co chciała usłyszeć, po podniosła się z moich kolan i warknęła:
- Nie mam zamiaru marnować na niego czasu. Niech sobie ma każdą dziewczynę na tej ziemi, ale ja się przed nim płaszczyć nie będę !
- To jak ty sobie wyobrażasz spotykanie się z jego rodziną ?
- Nie wiem. Ale coś wymyślę. - głośno pociągnęła nosem. - No, ale, teraz ty... Miałaś być u Lynchów do jutra, czemu jesteś już dziś ? Stało się coś ?
Nie mogłam. Nie mogłam jej teraz powiedzieć. 
Ona była w rozsypce, a gdyby się dowiedziała, że oni wyjeżdżają już za dwa tygodnie....
- Posprzeczałam się z Rikerem, ale to nic. Zaraz nam przejdzie. - skłamałam.
Brawo, Vanessa ! 

*Rydel*

Gdy podjechaliśmy pod dom, na parkingu nie było samochodu Vanessy, ale był za to samochód Rossa.
Coś czuję, że będzie burza.
Gdy weszliśmy do domu, Riker od razu zaczął krzyczeć. 
Rodzice jakoś go uspokoili, i przekonali, by powiedział nam wszystko na spokojnie, więc pięć minut później, siedzieliśmy ja, Riker, Rochy, Roland, Ell i oczywiście rodzice w salonie.
- Powiedziałem Vanessie o trasie. - powiedział, już spokojniejszy Riker.
- Zrobiłeś co ?? - wydarłam się. 
- Powiedziałem jej. Musiałem. 
- Dlaczego ? - spytał Rocky.
- Kocham ją. Naprawdę. I... nie mogłem tego przed nią ukrywać. Za parę dni, prasa i tak się dowie. A ja chciałem, żeby dowiedziała się tego ode mnie. - odparł.
- CO zrobiła, jak się dowiedziała ? - zadał pytanie Roland. 
- A jak myślisz ? - warknął Riker. - Wściekła się i pojechała do domu. 
- Jeśli cię kocha, to ci wybaczy. - zapewniła mama. - Źle zrobiliście, ukrywając to przed waszymi przyjaciółmi, ale oni powinni to zaakceptować...
Riker pokiwał tylko głową.
I siedzieliśmy tak w ciszy przez dłuższą chwilę, póki rodzice nie stwierdzili, że będą się zbierać. 
Mieli pojechać do Pheonix na weekend i wrócić w poniedziałek, na kolację wigilijną, 
Pożegnaliśmy się z nimi, po czym znów siedliśmy w salonie, w ciszy.
- A gdzie Ross ? - spytał po chwili Ell.
- Przyjechał jakieś 20 minut po tym, jak Van wyszła. Był wściekły, ledwo rzucił mi ,,cześć" i pobiegł na górę. Zamknął się w pokoju i siedzi tam od dobrych dwóch godzin. 
- Pokłócił się z Lau ? - zasugerował Roland.
- Nie wiem. Może ? - rzucił Rik.
- Pogadam z nim, a wy przyszykujcie obiad. - powiedziałam, po czym skierowałam się do pokoju mojego brata i bez pukania, wpakowałam mu się do pokoju, zamykając za sobą drzwi. 
- Ej ! - warknął mój brat.
Leżał na łóżku, bez koszulki i słuchał głośno muzyki. 
- Puka się !
Wyłączyłam radio, co go jeszcze bardziej rozwścieczyło.
Zerwał się z łóżka, by znów je włączyć, lecz stanęłam mu na drodze.
- Ross, co się stało ?
- Nic się nie stało ! Co się miało stać ?! - warknął i spróbował mnie wyminąć, lecz znów za-torowałam mu drogę. - Po prostu wyjdź i zostaw mnie w spokoju ! 
- Ross, czy chodzi o Laurę ?
- Dlaczego miało by chodzić o Laurę ? Z nią wszystko dobrze, nienawidzi mnie, tak jak to było zawsze !!
Po tych słowach jednak się odwrócił i z całej siły uderzył w ścianę, powodując spadek dwóch zdjęć.
- Ross... - zaczęłam.
- Zrobiłem to co powinienem był zrobić ! Zmniejszyłem jej cierpienie, ok ? Powiedziałem, że nie jestem gotowy na poważny związek ! - powiedział, podnosząc ton głosu.
- Dlaczego to zrobiłeś ? - spytałam, nic nie rozumiejąc. - Ross, ty ją kochasz...
- I dlatego to zrobiłem ! - wrzasnął, a w jego oczach dojrzałam łzy, które szybko odgonił. - Tak będzie prościej ! 
- O czym ty mówisz ?
Usiadł na łóżku, a ja obok niego.
- O trasie, o Mai, o tym całym Davidzie... O wszystkim, Ryd....
Spojrzałam na niego niezrozumiale.
- Laura nie zniosłaby rozłąki, gdybyśmy byli parą. Nie chcę, żeby cierpiała, bo związki na odległość są gówno warte. - powiedział. - A tak, myśli, że jestem dupkiem i wszyscy będą zadowoleni...
- Nie. Ross, takim zachowaniem nie dałeś jej wyboru. Od razu zdecydowałeś za nią. 
- No i ? Nawet gdybym tego nie zrobił jest jeszcze Maia i David.
- CO oni mają z tym wspólnego ?
Mój brat westchnął.
- Maia ma zdjęcia jak całowałem się z Gemmą i zagroziła, że pokaże je Lau, a David powiedział, że pogrąży i nas i Laurę, jeśli się z nią umówię. 
- Po pierwsze: całowałeś Gemmę ? Córkę naszego nowego szefa ? A po drugie: jak David miałby to zrobić ?
- Wtedy, po tej kolacji, kiedy wyszedłem, ze szpitala, odwiozłem ją do domu, a ona mnie pocałowała. Od razu to przerwałem i powiedziałem, że nie jestem zainteresowany, ale Maia ma skądś zdjęcia.... A David ma dojścia...
- Ross. Błagam cię. David na pewno blefuje, a nawet gdyby Maia pokazała Lau te zdjęcia, wytłumaczyłbyś jej wszystko.....
- To teraz bez znaczenia, Rydel.... - powiedział mój brat. - Po sprawie. Laura mnie nienawidzi i nie ma możliwości, by to zmienić. 
- Założymy się ? - spytałam, po czym podeszłam do drzwi i szybko je otworzyłam, a do pokoju wlecieli nasi bracia i Ell, którzy oczywiście podsłuchiwali całą rozmowę. 
- Odzyskasz Lau.

*Narrator*

*Rozmowa telefoniczna*

Chłopak: Halo ?
Dziewczyna: Czy dodzwoniłam się do Davida ?
Chłopak: Tak, znamy się ? O co chodzi ?
Dziewczyna: O Laurę Marano.
Chłopak: Czy coś jej się stało ?
Dziewczyna: Nie. Ale podobno na nią lecisz, więc słuchaj uważnie: Laura jest wolna i zraniona, przez Rossa. 
Chłopak: Skąd o tym wiesz ? I po co mi ta informacja?
Dziewczyna: Mam swoje sposoby. To twoja szansa. Radzę działaś szybko.

Maia odłożyła telefon.
- Załatwione. - powiedziała do Gemmy. 
Blondynka uśmiechnęła się, pokazując rząd białych ząbków. 
- Bosko. Laura umówi się z Davidem, a ja dopilnuję, żeby Ross ich zobaczył. 
Dziewczyny przybiły sobie piątkę.
Wszystko szło po ich myśli.

----------------------------------------------------------
Tak, nie pisałyśmy od naprawdę długiego czasu. 
Ale wiecie jak to jest..... Ja miałam egzaminy, a Kicia długo chorowała....
Przepraszamy, jeśli was zawiodłyśmy.
Myślałyśmy o zawieszeniu bloga, ale nagle naszła nas wena i, jeśli będzie przynajmniej 1 osoba chętna czytać tego bloga, nie zawiesimy go. 
Pozdrawiam
- Zakochana

Mamy nadzieję, że rozdział wam się podobał. 
W kolejnym rozdziale, wiele się zmieni....
Jesteśmy już bliscy rozwiązania, więc czytajcie....
- Kicia


KOMENTUJĄC, MOTYWUJESZ DO PISANIA !!!

piątek, 24 kwietnia 2015

Rozdział 48

Tak, tak... Opuściłam się. Nie pisałam od dłuższego czasu, ale mam nadzieję że mi wybaczycie.
Po pierwsze: powitajmy Kicię, która będzie mi pomagała. Wiecie, poprawiała ortografię (bo to taki kujon xd) i w ogóle...
Tak, czy owak... Będzie korzystać z mojego konta i podpisywać się swoją ksywką.
To tyle. Miłego czytanka (już z pomocą Kici) :)

- Zakochana.

-----------------------

Dzięki za przywitanie Zakochana :*
Jestem Kicia i będę pomagać. Mam nadzieję, że wam się spodoba, to co robię :)
Pozdrawiam

- Kicia

-------------------------

*Laura*

Film był dobry, a oglądnie go z Rossem było czystą przyjemnością.
Przez ponad dwie godziny leżałam na jego nagiej klatce piersiowej, otulona kocem i jego ramieniem.
Chłopak pachniał wiśniowymi perfumami i szamponem o zapachu jabłek z cynamonem.
Było naprawdę cudnie, więc nawet nie zauważyłam, kiedy film się skończył.
- Chyba nie śpisz, huh ?- spytał.
Pokręciłam głową, po czym ziewnęłam.
Chciałam się znaleźć we własnym łóżku, ale naprawdę nie chciało mi się wyjść na piętro.
Na szczęście chłopak mi to ułatwił.
Nachylił się, a ja narzuciłam mu ręce na szyję, po czym wyniósł mnie na górę, kierując się do mojego pokoju.
Położył mnie w łóżku, po czym przykrył kołdrą.
Gdy się podnosił, zatrzymałam go, delikatnie dotykając jego dłoni.
- Możesz zostać. - szepnęłam, gdy w oddali usłyszałam grzmot.
Zbierało się na niezłą ulewę.
Chłopak spojrzał na mnie niepewnie:
- Chcesz tego ?
Kiwnęłam głową, po czym przesunęłam się trochę, by zrobić mu miejsca.
Ross delikatnie i powoli ułożył się naprzeciw mnie, nie spuszczając ze mnie wzroku.
Po chwili się odezwał:
- Bardzo się pogniewasz, jak cię teraz pocałuję ?
Uśmiechnęłam się, na co on odpowiedział tym samym, po czym się przybliżył.
Delikatnie ujął mój podbródek i musnął moje wargi.
Uśmiechnęłam się przez pocałunek, po czym objęłam jego szyję, wplątując jedną rękę w jego włosy.
Aktualnie nie wiedziałam co się dzieje.
Oddałam się chwili.
Usta chłopaka naprawdę cudownie smakowały.
Po chwili jedna jego ręka bawiła się moimi włosami, drugą zaś umieścił na moim biodrze.
Po chwili się odrobinę odsunął.
- CO my robimy ? - spytał.
- Co masz na myśli ?
- Chyba nie powinniśmy się całować, przed pierwszą randką, nie sądzisz ?
Zaśmiałam się, po czym jeszcze raz musnęłam jego usta.
Chłopak uśmiechnął się przez pocałunek.
- Racja, nie powinniśmy. - odparłam ze śmiechem, po czym odwróciłam się do niego plecami, ale on mnie odwrócił i ułożył sobie w ramionach. Po czym delikatnie pocałował mnie w czoło.
O Mój Boże. Chyba go kocham.




*Riker*

Obudziłem się wczesnym rankiem. Czyli o 10.
Gdy spojrzałem obok siebie, ujrzałem tylko odrzuconą kołdrę.
Gdzie moja Nessia ?
Szybko wstałem i w pośpiechu ubrałem bieliznę i spodnie, po czym z nagim torsem zszedłem na dół, lecz ani w salonie, ani w kuchni nikogo nie było.
Nagle z tarasu usłyszałem ciche podśpiewywania.
Bingo.
Poszedłem tam, zastając moją dziewczynę, pałaszującą kanapki nad basenem.
- Hej, piękna. - przywitałem ją, całusem w policzek.
- Hej śpiochu. Myślałam, ze już nie wstaniesz. - odparła, robiąc mi miejsca obok siebie.
- Daj spokój, jest jeszcze wcześnie. -powiedziałem , całując ją delikatnie w szyję.
- Twoje rodzeństwo pojechało z rodzicami na zakupy. - uśmiechnęła się. - W końcu za tydzień święta.
- Zapomniałbym. - walnąłem się ręką w czoło. - Macie z siostrą jakieś plany  ?
- A co ?
- Może byśmy spędzili te święta razem ? - zaproponowałem.
- Byłoby super. - odparła, po czym pocałowała mnie w usta.
- Van... - odsunąłem się po chwili. - Jest jeszcze taka jedna kwestia...
Musiałem jej powiedzieć o trasie.
- Posłuchaj...
I powiedziałem jej o wszystkim.
Spojrzała na mnie po wszystkim, swoimi pięknymi oczami.
I siedziała tak przez dłuższą chwilę.

*Rydel*

- Mamo, tato, moglibyście pójść po mięso ? - wskazałam na najmłodszego. - A ty i Rocky pójdźcie po chleb, dobrze ?
Musiałam wszystkim dyrygować
Zbliżały się święta, więc trzeba się było brać do roboty.
- El. - zawołałam. - Chodź ze mną po napoje.
Gdy minęliśmy parę działów, i oswobodziliśmy się z niewygodnego wzroku mojej rodziny, chłopak bez uprzedzenia wbił się w moje usta.
Podobało mi się.
I to strasznie, ale po chwili go lekko odepchnęłam.
- Ej, wiesz, że jeśli chłopaki się dowiedzą, to mnie zabiją. Tysiące razy im przysięgałam, że mi się nie podobasz. - powiedziałam, patrząc wprost w jego cudowne oczy.
- Dells, jestem w tobie po stokroć zakochany. Chcę się tym podzielić z moimi kolegami.
- Tak, ale twoi koledzy to moi bracia, El. - przypomniałam mu. - A to nie ułatwia sprawy.
Wtedy zauważyłam Rockiego, biegnącego w moją stronę z pięcioma bagietkami.
- Pogadamy potem. - szepnęłam do chłopaka i pobiegłam pomóc bratu.
Podoba mi się El, ale...
Po tym jak przyszedł do mnie zeszłej nocy, czuję, że chłopaki go zamordują, jeśli się o nas dowiedzą.

*Ross*

Obudziłem się, gdy słońce wbiło się do pokoju brunetki.
Na swoim torsie czułem przyjemne ciepło, emanujące od Laury.
Większość dziewczyn wygląda strasznie, jak rano wstanie.
Ale nie ona.
Włosy miała rozrzucone i patrzyłam na mnie swoimi czekoladowymi oczami.
- Dzień dobry. - szepnęła, uśmiechając się szeroko.
- Dzień dobry. - pocałowałem ją w czoło. - Jak się spało ?
- Zaskakująco dobrze, muszę przyznać. - podniosła się, do pozycji siedzącej.
Przeciągnęła się, po czym spojrzała na telefon, a wyraz twarzy jej się zmienił.
- Chyba będziemy musieli porozmawiać. - powiedziała poważnie.
- Dobra ? To ty się ubierz, a ja zrobię śniadanie, huh ?
- Samodzielnie ? - spytała.
Uśmiechnąłem się.
- Czekam na dole. - cmoknąłem ją w policzek i zbiegłem na dół, zrobić coś zjadliwego z tego ich dziwnego żarcia.
Zastanawiała mnie tylko jedna rzecz: o czym to dziewczyna chciała pogadać ?

*Laura*

Mało myśleć ubrałam się i zbiegłam na dół, gdzie Ross kończył robić... mleko z chrupkami.
- Nieźle, szefie kuchni. -zaśmiałam się, widząc to ,,wykwintne dania".
- Siadaj i nie marudź. - podał mi miskę.
Zaczęłam jeść, gdy zapytał:
- O czym chcesz pogadać ?
- O tym co się wczoraj wydarzyło. - powiedziałam, patrząc mu prosto w oczy. - O tym co jest między nami.
- Co masz na myśli ? - spytał powoli.
- Nie jesteśmy już wrogami, ani przyjaciółmi, udającymi parę dla mediów. Wiesz o tym. I ja również. - odparłam.
Zależało mi na tym, by w końcu powiedział, co do mnie czuje.
Bo byłam lekko zmieszana.
- Masz rację, nie jesteśmy wrogami. - stwierdził po chwili milczenia. - Właściwie, to od dłuższego czasu, chciałem o tym z tobą porozmawiać.
Tu obszedł stół, wziął mnie za rękę i zaprowadził do salonu, gdzie usiedliśmy na kanapie, naprzeciw siebie.
- Posłuchaj mnie teraz, bo to co teraz powiem, jest dla mnie cholernie ważne, dobrze ?
Był poważny i naprawdę zaangażowany.
Damn it !
Po co ja zaczynałam ten temat ??

*Vanessa*

- Dlaczego nie powiedziałeś wcześniej ? - wydarłam się.
Jak on mógł to przemilczeć ?!
- Chciałem, ale bałem się twojej reakcji.... Kocham cię i naprawdę mi na tobie zależy.
Nic nie odpowiedziałam.
Bo szczerze mówiąc: nie wiedziałam co, w takiej sytuacji.
- Za dwa tygodnie ruszanie w światową trasę, a ty dopiero teraz mi to mówisz ? - spytałam.
- Prosiłem Delly i chłopaków, żeby ci nie mówili, bo chciałem to zrobić osobiście. W odpowiednim momencie. - na chwilę urwał. - Van, proszę,..
Wstałam i skierowałam się do domu, gdzie biorąc wszystkie swoje rzeczy, ruszyłam do drzwi.
- Muszę to przemyśleć. Zadzwonię do ciebie później.
Powiedziawszy to, opuściłam posiadłość Lynchów.

--------------------------------------
I ? Czekam.... Czekamy na opinie !

- Zakochana
- Kicia

KOMENTUJĄC, MOTYWUJESZ DO PISANIA !!!




poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Newsy :)

Tak. Długo mnie nie było i dlatego przepraszam :(
Rozdział pojawi się już niedługo, obiecuję :(
Mam nadzieję, że wciąż tu jesteście, bo nwm co bym bez was zrobiła :)
Oto trochę tego, co będzie w rozdziale 48 :*
Komentujcie !

- Zakochana

*
Chłopak pachniał wiśniowymi perfumami i szamponem o zapachu jabłek z cynamonem.
Nachylił się, a ja narzuciłam mu ręce na szyję, po czym wyniósł mnie na górę, kierując się do mojego pokoju.
Położył mnie w łóżku, po czym przykrył kołdrą.
Gdy się podnosił, zatrzymałam go, delikatnie dotykając jego dłoni.
- Możesz zostać. - szepnęłam
*

*
Delikatnie ujął mój podbródek i musnął moje wargi.
Uśmiechnęłam się przez pocałunek, po czym objęłam jego szyję, wplątując jedną rękę w jego włosy.
*

*
Musiałem jej powiedzieć o trasie.
- Posłuchaj...
*

*
- Dlaczego nie powiedziałeś wcześniej ? - wydarłam się.
Jak on mógł to przemilczeć ?!
- Chciałem, ale bałem się twojej reakcji.... Kocham cię i naprawdę mi na tobie zależy.
Nic nie odpowiedziałam.
Bo szczerze mówiąc: nie wiedziałam co, w takiej sytuacji>
*

niedziela, 22 marca 2015

Rozdział 47

*Ross*

Dochodził wieczór.
Po moim nagłym ,,olśnieniu", postanowiłem zachowywać się w miarę normalnie.
Także, aż do wieczora pływaliśmy, słuchaliśmy muzyki, gadaliśmy i goniliśmy się po ogrodzie.
- Chyba powinniśmy wejść do środka. - powiedziała Laura, otulona ręcznikiem, po czym potarła zmarznięte ramiona.
Przerzuciłem nogi na bok leżaka.
- Zimno ci ?
- Strasznie. W końcu: jest grudzień ! - zaśmiała się.
Fakt, było tak ciepło, że łatwo było zapomnieć, że jest zima.
Wstałem, podszedłem do jej leżaka i podniosłem ją, jak pannę młodą.
Tylko, że ona bardziej przypominała trzęsący się, różowy embrion.
- Ross ? Ross, co robisz ? - spytała, krztusząc się śmiechem.
Wbiegłem do domu, ,,rzucając" dziewczynę na kanapę.
Lecz, niestety, potknąłem się o próg i oboje wylądowaliśmy na ziemi.
Laura, zaśmiała się, leżąc na mnie.
Jej mokre włosy dotykały moich policzków.
- Jesteś najbardziej niezdarnym chłopakiem jakiego znam. - powiedziała, wciąż mnie dotykając ciałem.
- Wiesz ? Chyba odbiorę to jako komplement. - odparłem, po czym ruchem ręki, odgarnąłem jej włosy za ucho, by móc zobaczyć jej piękne oczy.
Zaśmiała się, po czym zeszła ze mnie, i usiadła na dywanie.
Ziewnęła.
- Oj, to był męczący dzień. - powiedziała. - Jakie mój błazen ma plany na jutro ?
- Oh, coś się wymyśli. - powiedziałem, siadając obok niej. - Pamiętam za to, że kiedy mnie majsterkowali przy wątrobie, moja księżniczka obiecała mi randkę.
- Śniło ci się, lowelasie. - szepnęła.
- Oj, na pewno bym sobie tego nie wymyślił. - rzekłem.
Laura uśmiechnęła się delikatnie.
- To co ? - spytała. - Gdzie chciałbyś iść ?
- Myślałem może o Parku Wodnym, albo LunaParku, co ty na to ?
Kiwnęła parę razy głową.
- Byłoby wręcz świetnie.

*Laura*

Jeju, w życiu bym nie pomyślała, że będziemy z Rossem planować naszą pierwszą randkę.
I wygląda na to, że nie chodzi mu o randkę w stylu ,,Laury I Rossa, pary Hollywood".
Ale o naszą randkę. Prawdziwą.
O randkę byłych wrogów, a teraz..... przyjaciół ? Czy coś więcej ?
- Dobra, idę się przebrać, a potem może obejrzymy film, hm ? - powiedziałam.
- Tak, spoko. Wybiorę coś, nie śpiesz się. - odparł, po czym podszedł do naszej galerii filmów i zaczął czegoś szukać.
Pobiegłam na górę, i szybko przebrałam się w piżamę.
Znalazłam w pokoju DVD z jakąś fajną komedią i stwierdziłam, że chłopakowi może się spodobać, więc szybko zbiegłam na dół.
- Hej, Ross... Znalazłam fajny film, więc może ... ? - gdy weszłam do salonu, zobaczyłam że mamy gościa.
Zmieszałam się.
CO on tu robi ?

*Vanessa*

Było już późno, więc wszyscy kładli się spać.
Raini i Calum wrócili do swoich domów, zaraz po obiedzie.
Ellowi pozwolono przenocować na kanapie (chociaż pewnie wymknie się w nocy do Ryd), a mnie Rikuś ugości u siebie.
Gdy piękna i umyta weszłam do jego pokoju, leżał na łóżku, i czekał na mnie.
Zamknęłam drzwi, po czym podeszłam do łóżka.
Wtryniłam się pod kołdrę i wtuliłam się w ramiona mojego chłopaka.
- Ciepło ci ? - spytał.
- Kiedy jesteś obok ? Zawsze. - odparłam.
Wtedy chłopak złapał mnie za podbródek i obrócił moją twarz ku sobie.
- Kocham cię. - powiedział, patrząc prosto w moje oczy,. - Wiesz ?
Uśmiechnęłam się, po czym w odpowiedzi pocałowałam go delikatnie w usta.
- Wiem. - szepnęłam, po czym ponownie go pocałowałam, tym razem mocniej, namiętniej. - Ja ciebie też.
Wtedy chłopak objął mnie w pasie i przyciągnął do siebie.
Delikatnie włożyła ręce w jego włosy.
Całowaliśmy się, rozmawiając przez całą noc.
Zasnęliśmy dopiero koło 3 nad ranem.

*Ross*

Chwilę po tym, jak Lau poszła na górę, zadzwonił dzwonek do drzwi.
Podbiegłem do przedpokoju i je otworzyłem.
- Ross. - powiedział, najwyraźniej zdziwiony moim widokiem.
Zwłaszcza, że wciąż byłem jedynie w bokserkach.
- David. - odparłem. - Cześć. Wejdź.
Przepuściłem go w drzwiach, a on wszedł i podążył do salonu.
- Co tu... em ... robisz ? - spytałem, biorąc bluzę, by się okryć.
Ubrałem ją, a chłopak spojrzał na mnie ze złośliwym uśmiechem:
- Mógłbym cię chyba zapytać o to samo. - odparł. - Jest Laura ?
- Tak, na górze. Przebiera się. - mruknąłem. - A w gwoli wyjaśnienia: nocuję tu.
- A nie masz własnego domu, Lynch ? - spytał zgryźliwie.
- Co cię to ? - spytałem.
- Chodzą plotki, że rezygnujesz z programu, żeby jechać w trasę z zespolikiem. - powiedział, po czym znów się uśmiechnął. - Ruszacie za dwa tygodnie, dobrze mówię ? 14 dni ? Drugi stycznia i w trasę ?
Patrzyłem na niego na wpół wkurzony na wpół przerażony.
Wiem, po co to mówi.
- Ona nie wie, prawda ? - spytał.
Nie mówił imienia, ale było oczywiste, że mówił  Laurze.
- To naprawdę nie twoja sprawa. - odparłem.
Chłopak pokręcił głową.
- Mówiłem, że ją zranisz. I jesteś na dobrej drodze, by wypełnić moje słowa. - uśmiechnął się. - Oby tak dalej, Lynch.
- Hej, Ross... Znalazłam fajny film, więc może ... ? - Lau wbiegła do salonu w piżamie z jakimś DVD w ręce.
Wyglądała pięknie i pociągająco, więc najchętniej bym się na nią rzucił i ją pocałował.
Ale był jeden problem: David.
- David. - powiedziała po chwili. - Hej, co ty tutaj...?
- Też mi cię miło widzieć, słońce. - powiedział, po czym do niej podszedł i z zaskoczenia pocałował ją w policzek.
Nie powiem, zagotowało się we mnie.
- Wpadłem, bo wiem, że twoja siostra nocuje u Lynchów i myślałem, że może umilę ci wieczór. - pokazał na film i paczkę z popcornem, które przyniósł. - Ale widzę, że masz już miłe towarzystwo. - Tu spojrzał na mnie z udawanym uśmiechem.
- Um... Tak, tak jakoś wyszło, że Ross jest u mnie. Wybacz, może innym razem ? - zapytała.
- Jasne, piękna nie ma problemu. - znów się wyszczerzył. - Pewnie po nowym roku będziesz miała więcej czasu, prawda ?
Pytanie zadał Laurze, lecz to na mnie spojrzał porozumiewawczo.
- Tak, na pewno. - uśmiechnęła się, nie wiedząc na szczęście o co mu chodziło.
- Dobra, to ja będę leciał. - cmoknął ją w policzek. - Pa, kochana. Narka, Ross. Miło było.
I wyszedł.
- Działa mi na nerwy. - mruknąłem, zamykając za nim drzwi.
- Weź, to mój przyjaciel. - odparła, siadając na kanapie.
- Zapomniałaś już, jak się na mnie rzucił w klubie, na gali ?
- To ty się rzuciłeś na niego, KOCHANIE. - zaśmiała się, po czym pokazała na miejsce obok siebie, żebym koło niej usiadł.
Zrobiłem to.
Gdy usiadłem, dziewczyna cały czas patrzyła na moją bluzę.
- Wolałam cię bez niej. - szepnęła.
Zaśmiałem się, po czym szybko zdjąłem ją, zostając w samych bokserkach. Wtedy ona włączyła film i zgasiła światła, po czym usiadła obok mnie.
Nie minęła chwila, a siedziała, wtulona w moje nagie ciało.
Nie powiem, ale gdy przykryła nas kocem, było naprawdę. NAPRAWDĘ miło.



-----------------------------------------------------

I jak ? Raura jest słodka, a niedługo będzie jeszcze lepiej !
Tylko te złe planu Davida, no i Teamu Gemma + Maia...

KOMENTUJĄC, MOTYWUJESZ DO PISANIA !

Kolejny rozdział za DUŻO komentarzy :*

sobota, 14 marca 2015

Rozdział 46

Jak wam minął tydzień, kochani ? ^^
Mnie średnio, ale nieważne xd
Napisałam ten rozdział w 4 różnych wersjach, po czym stwierdziłam, że ta jest najlepsza i ma najlepsze zakończenie :*
Mam nadzieję, że Wam się spodoba !
Proszę, komentujcie !

~ Samotna.

--------------------------------------

*Laura*

Miałam setki myśli w głowie, stając tak na przeciw niego.
- Laura, ufasz mi ? - zapytał po krótkiej chwili.
Przygryzłam dolną wargę.
Po chwili namysłu, opuściłam ręce.
- Tak. - odparłam. - I mam nadzieję, że ty również mi ufasz.
Kiwnął głową.
- Ok, to skoro mamy zostać tu przez najbliższe dwa dni, może basen ?
Chłopak na to przystał, po czym, przeszukując torbę, ze zdziwieniem stwierdził, że Ryd spakowała mu bokserki.
Tak więc, boje poszliśmy do pokoi. Na czas jego pobytu, dałam mu pokój gościnny, więc, oboje poszliśmy do ,,siebie" i się przebraliśmy.

*Maia*

Ubrałam sukienkę i wyszłam zza parawanu.
Wzdrygnęłam się, gdy na fotelu w rogu, ujrzałam blond osóbkę.
- Nie... nie słyszałam jak weszłaś... - powiedziałam do niej.
Dziewczyna odgarnęła włosy do tyłu:
- Twój menadżer mnie wpuścił. - powiedziała, po czym, rzuciła na stół przed sobą kopertę, z której wysypało się parę zdjęć. - Proszę. Wszystko poszło zgodnie z planem.
Spojrzałam na zdjęcia, biorąc do ręki jedno z nich.
- Jak ty.... ?
- Urok osobisty. - powiedziała. - Poza tym, wiem, że Laura nic nie wie, o tym, co on zamierza. O niczym nie wie, on o niczym jej nie powiedział. Pomyśl jak bardzo go znienawidzi, gdy się dowie...
- Zajmę się wszystkim. - przerwałam jej, wpatrując się w zdjęcie.
- Lepiej się pośpiesz. - odparła, wstając. - Zostało dokładnie 13 dni.
- Zrobię to w 10. - uśmiechnęłam się.
Dziewczyna również się uśmiechnęła.
- Powodzenia na wywiadzie. I do zobaczenia niedługo. - powiedziała, po czym wyszła.
Plan był prosty: zniszczyć Raurę.
Oni niczego się nie spodziewali, a ja miałam broń z dwoma nabojami i 10 dni, na zrealizowanie tego planu.

*Rydel*

- Chłopcy ! - zawołałam. - Zamknąć japy ! Gadam przez telefon !

*rozmowa telefoniczna*

R: Wybacz, ale te małpy nie chcą się zamknąć.
L: (śmiech) nie ma sprawy. Mam tu taką jedną małpkę, zapomniałaś ? Sama mi ją do domu wepchnęłaś.
R: Tak, ale wyjdzie wam to na dobre, zobaczysz.
L: Może.... (w tle: : LAU, IDZIESZ ??)
R: Czy to był Ross ?
L: Tak, idziemy popływać, a ja siedzę w pokoju i się ubieram od jakichś 20 minut.
R: Oh, to nie będę przeszkadzać. Bawcie się dobrze.
L: Ta, może... Pa, zdzwonimy się później.

Odłożyłam telefon na blat, po czym odwróciłam się.
- Jezus Maria ! Chryste ! - zawołałam, gdy zaraz przed moją twarzą pojawiła się twarz Ella.
- Nie wiedziałem, że jesteś aż tak uduchowiona, Dells. - powiedział, odgryzając kawałek, trzymanego przez siebie jabłka.
Spiorunowałam go za to wzrokiem, więc zmienił temat:
- To była Laura ?
- Tak.
- Jak jej idzie z Rossem ?
- Co masz na myśli pytając: jak jej idzie ? - spytałam zdziwiona.
- No... To widać, że on na nią leci, myślałem, że ona to wie...
- To bardziej skomplikowane niż nam się zdaje, Ell...
- Aha. - mruknął, myśląc najwyraźniej o czymś zupełnie innym. - Mam pytanie.
Spojrzałam na niego wzrokiem typu ,,Mów !".
- Więc... Rocky ma dziewczynę, Riker też, Ross również, nawet Ryland.... I.... tak sobie myślałem, czy może nie poszłabyś ze mną kiedyś na jakiś film, czy... czy coś. - powiedział, gapiąc się., po części na swoje ręce, po części na swoje buty.
- Ell ? - spytałam. - Czy ty proponujesz mi randkę ?
Kiwnął głową niepewnie.
- Riker cię zabije, jak się dowie. - powiedziałam.
- Wiem, ale jestem gotowy zaryzykować.
OOO, jak słodko !
- Tak, z chęcią pójdę z tobą na randkę. - powiedziałam.
Chłopak uśmiechnął się szeroko, po czym zawył ze szczęścia:
- Co ci, Ell ? - spytał Riker, wchodząc do kuchni.
- Em..,.. Nic. - powiedział chłopak, po czym posłał mi uśmiech pełen szczęścia i poszedł do salonu.

*Laura*

Wzięłam ręcznik i książkę, po czym zbiegłam na dół, gdzie zastałam Rossa w granatowych bokserkach i zielonym ręcznikiem, którym obwiązał sobie pas.
- Długo każesz na siebie czekać, księżniczko. - powiedział, po czym się skłonił.
- Nie rób z siebie nadwornego błazna, Ross. - powiedziałam, nakładając na nos fioletowe RayBany.
Idealnie pasowały do mojego stroju.
- Tak, jest. - zasalutował. - Czy mogę panią prosić na kąpiel ?
Prychnęłam, po czym minęłam go, kierując się na zewnątrz.
Na stoliku pod parasolem, leżał talerz pełen różnego rodzaju owoców i dwie szklanki z sokiem. Po obu jego stronach stały leżaki.
- Wszystko przygotowałem. - powiedział, biorąc ode mnie rzeczy i kładąc je na leżaku z prawej. - Proszę, basen czeka.
Spojrzałam na niego.
Był miły i uprzejmy.
Ok, kim ten ktoś jest i co zrobił z moim Rossem ?!
Wait, wat Laura ? Twoim Rossem ?

*Ross*

Dziewczyna stała i patrzyła się na mnie przez dużą chwilę.
Nie, żeby mi się to nie podobało, ale to chyba nie najlepiej, jak się tak zawiesza, prawda ?
Podszedłem do niej powoli.
- Lau ? - spytałem.
Spojrzała mi prosto w oczy, jakby starała się z nich coś wyczytać.
Ale nie mogłem rozgryźć, co...
Złapałem więc, jej dłoń i podniosłem w górę.
Następie delikatnie ucałowałem jej dłoń.
To ją ocuciło.
- Czy ty właśnie pocałowałeś moją dłoń ? - zapytała, po czym się uśmiechnęła i zaśmiała.
I nagle mnie to uderzyło. W jednej chwili. W jednej sekundzie.
Spojrzałem na nią: wciąż się uśmiechała, stojąc przede mną w kostiumie kąpielowym.
Jako moja udawana dziewczyna.
Znam ją przeszło od 3 lat.
A dopiero teraz to zrozumiałem: zależy mi na niej.
Zależy mi na niej bardziej, niż na kimkolwiek innym.
Gdy jest w pobliżu, czuję się lepszym człowiekiem.
Jej uśmiech rozświetla nawet najciemniejsze ciemności.
Chyba... Chyba ją kocham.

--------------------------------------------------

,,CHyba ją kocham". O mój Boże ! Tyle czekałam na ten dzień ! Nareszcie <3

KOMENTUJĄC, MOTYWUJESZ DO PISANIA !!!

niedziela, 8 marca 2015

Rozdział 45

Miałam kiepski dzień..... Więc po tygodniu szkoły, postanowiłam rozweselić siebie (i może i was) dodając rozdział numer 45 :)

Enjoy it !
~ Samotna :c:

*Laura*

Pod mój dom zajechaliśmy przed ósmą.
Wysiadłam z samochodu, a zaraz za mną Ross.
Przez całą drogę, teoretycznie nic nie mówił, co wzbudziło we mnie jeszcze większy strach.
Gdy wygrzebałam z torebki klucze i wprowadziłam go do środka, chłopak zaproponował, że zrobi nam śniadanie.
- Nie. - powiedziałam od razu, rzucając moje rzeczy na kanapę. - Nie ma mowy. Nie będziesz marnował także i moich jajek.
- No weź. Pozwól się zaskoczyć. - powiedział z nutką namiętności w głosie. Jak jakiś zboczeniec.
- Dobra. Pójdę się przebrać w coś domowego, a ty masz pół godziny na zrobienie czegoś jadalnego. - powiedziałam.
Chłopak kiwnął głową, po czym z uśmiechem pobiegł do kuchni.
Przewróciłam oczami (chyba po raz setny tego dnia), po czym poszłam na górę, do swojego pokoju.
Szybko ubrałam coś po domu.
Odczekałam dokładnie 30 minut, po czym zeszłam na dół.

*Ross*

Się wrobiłem. Przecież ja totalnie nie umiem gotować ! Zwłaszcza, że siostry Marano mają jakieś dziwne rzeczy w tej lodówce. CO to w ogóle jest ? Kotlety sojowe ? Jak kotlety mogą być bez mięsa ?
Ser słodki 0% cukru. Wat ?
Cóż, chyba trzeba skorzystać z planu b.
Wziąłem telefon i wykręciłem numer mojego starego znajomego.
*rozmowa telefoniczna*
Mężczyzna: Fast Breakfast, czym mogę służyć ?
Ja :  Matt, stary, potrzebuję twojej pomocy !
M:  Ross, hej ! Dawaj, co tym razem ?
J: Potrzebuję czegoś pysznego, ale co się robi w trymiga.
M: Chyba mamy coś takiego. Gdzie przywieść ?

Podałem mu adres, po czym dodałem, by się pośpieszył.
Zostało mi tylko 20 minut.
Po 15 Matt zadzwonił do drzwi, trzymając w ręku siatkę z moim zamówieniem.
- Czemu to takie pilne ? - spytał, gdy podałem mu gotówkę.
- Założyłem się z dziewczyną, że zrobię pyszne śniadanie, a sam wiesz, że nie umiem gotować.
Chłopak zaśmiał, podając mi jedzenie.
- Nigdy się nie zmienisz Ross, huh ? Dzwoń kiedy twoja dziewczyna znów cię wyzwie na gotowanie ! - powiedział, po czym skleił ze mną piątkę i zaczął odchodzić.
- Dzięki, Matt. Znów mnie ratujesz ! - krzyknąłem jeszcze za nim, po czym szybko zamknąłem drzwi i wróciłem do kuchni.
Wyjąłem z opakowania, jeszcze ciepłe tosty i położyłem je na dwóch talerzach.
Wyglądały zbyt idealnie, więc podźgałem je parę razy widelcem. Sam nawet nie wiem czemu.
Następnie utopiłem je w morzu keczupu, po czym położyłem na stole, razem z dwoma szklankami... FU.... soku ananasowo-bananowego, jedynego jakiego miały w lodówce.
Szybko wyrzuciłem jeszcze opakowania po tostach do kosza na śmieci, kiedy Laura zeszła na dół.
Zmarszczyła brwi, gdy dotarł do niej pyszny zapach jedzenia.
- Sam je zrobiłeś ? - spytała podejrzliwie, podchodząc do stołu i z brakiem wiary spoglądała na ,,moje" tosty.
- Sam. Za kogo ty mnie masz ? - mruknąłem, po czym podszedłem do niej, by odsunąć jej krzesło.
Usiadła. Wyciągnęła rękę po szklankę soku i pociągnęła łyk ze szklanki.
- Jak ty to możesz pić ? - spytałem, siadając naprzeciw niej. - Smakuje okropnie.
- Nessa kupuje ekologiczne żarcie. - mruknęła. - Więc, nie mam wyboru. Chyba że sama będę robić zakupy. A uwierz: nie chce mi się.
Uśmiechnąłem się.
- To... Smacznego. - powiedziałem.

*Laura*

Co za podły oszust.
Mogło by mu się udać, gdyby nie fakt, że od dobrego miesiąca Vanessa nie kupiła chleba tostowego. Sera, który był w tych ,,zrobionych przez Rossa"  również nie było nigdy w lodówce.
Mimo to, zjadłam pyszne śniadanie.
Zdemaskuję go, po nim, a co ?!
Gdy skończyliśmy jeść, chłopak zaoferował, że pozmywa.
- Oj, daj spokój ! - powiedziałam.
Wzięłam talerze i ruszyłam do kuchni.
Chłopak od razu wstał i poszedł za mną.
- To może ja śmieci wyrzucę, co ? - zaproponował.
- Czemu ? - spytałam, otwierając kosz. - Czyżbyś bał się tego, co tam znajdę ? - mruknęłam, wyciągając z niego opakowania po tostach z jakiejś knajpki.
Chłopak się zaczerwienił, po czym przetarł nerwowo włosy.
- Taki z ciebie kucharz, co ? - dodałam, wyrzucając do kosza z powrotem opakowanie.
- Sorka, Lau... przepraszam. Serio. - powiedział, podchodząc do mnie powoli. - Chciałem ci po protu zrobić pyszne śniadanie, ale przez te wasze nieciekawe składniki i moje... dość przeciętne umiejętności w gotowaniu...
- Jest ok. - powiedziałam, gdy był metr ode mnie. - Po prostu nie musisz mi imponować tym, jak gotujesz. Mogłeś jawnie coś zamówić i też było by dobrze, ok ?
Chłopak kiwnął głową, po czym stanął naprzeciw mnie. Po sekundzie zastanowienia, położył mi ręce na biodrach.
Chciałam się cofnąć, lecz już opierałam się o róg blatu, więc nie było mowy.
- Pogadajmy o czymś innym, co ? - zaproponował.
Zalała mnie fala gorąca.
- O czym na przykład ? - wydusiłam.
- O wczorajszej nocy. - powiedział.
Coraz cieplej....
- Nie wiem o czym mówisz... - odparłam, zaplatając mu ręce na szyi.
Teraz to jego policzki zróżowiały.
Byliśmy blisko. Bardzo blisko. Za blisko.

*Vanessa*

- Może to był błąd, żeby ich tam wepchnąć ? - powiedziała cicho Delly.
Upiłam łyk soku, po czym odparłam:
- No weź, Dells ! Co złego może się stać ? Najwyżej ustalą, że wolą się przyjaźnić.
- Albo się pozabijają. - mruknęła dziewczyna.
- Przestań, moja siostra go kocha... Wiem to. Będzie udawać, że go nienawidzi, ale ja ją znam.
- Też mi się zdaje, że Ross ma do niej słabość. I może dlatego powinniśmy ją stamtąd wydostać ?
- Co masz na myśli ? - spytałam,. sprawdzając, czy chłopcy wciąż się w salonie i grają w gry, i że nikt nie słyszy naszej rozmowy.
Poszli tam, zaraz po wyjściu Raury i siedzą tam od bitej godziny.
Raini też była z nimi.
Więc, same z Delly piłyśmy sok przy wysokim blacie w ich kuchni.
- Ross wie, jak działa na dziewczyny. Boję się, że źle to wykorzysta...
- No weź... - odparłam. - Mówię ci: nic im nie będzie.
Delly odpuściła.
Wypiła jeszcze łyk, po czym powiedziała, że pójdzie do toalety,.
I nagle naszły mnie wątpliwości: co jeśli Lau nie jest w nim zakochana, a ja się pomyliłam ?n
Najpierw wciągnęłyśmy ich w związek, teraz mieszkanie razem... Ale to tylko dwa dni... Nic im nie będzie...
No nie ?

*Ross*

Najchętniej w jednej chwili wbiłbym się w usta brunetki. Ale... Wolę, żeby to ona to zrobiła.
Skoro zaczęła, to niech skończy, prawda ?
Położyłem ręce na jej biodra i przyciągnąłem jeszcze bliżej, tak, że stykaliśmy się ciałami, i czułem bicie jej serca.
Biło szybko. Naprawdę szybko.
- Dobrze wiesz o czym mówię. - powiedziałem.
Pokręciła głową.
- Nie, niestety.
- Mam ci może przypomnieć ? - zapytałem. - Czy może sama chcesz to zrobić ?
Dziewczyna uśmiechnęła się lekko.
Ostatnio takie gierki były u nas na porządku dziennym.
A mnie się to podobało.
Jedną rękę przeniosła na moje ramię, drugą zaś odgarnęła kosmyk z mojej twarzy.
Zasady tej gry były proste: kto nie wytrzyma presji i pocałuje drugie.
Zbliżyłem twarz blisko jej, a gdy nasze usta dzieliły milimetry, szepnąłem:
- Wiem, że chcesz mnie pocałować.
W tej samej chwili rozległo się pukanie do drzwi.
Laura puściła mnie, lecz ja nie chciałem puścić jej.
- Puść mnie. - powiedziała złowrogo, po czym wybuchnęła śmiechem.
Powlokła się do holu, a ja za nią, obejmując ją od tyłu.
Gdy chwyciła za klamkę, pocałowałem ją w szyję, a ona się słodko zaśmiała.
Wtedy stanąłem z nim twarzą w twarz, po raz pierwszy.

*Laura*

- Alex ? - spytałam chłopaka, zdejmując z siebie łapska Rossa.
Chłopak w drzwiach, uśmiechnął się niepewnie.
- Hej, Laura... Em... Reżyser mnie przysłał. Mogę... um... wejść ? - spytał.
Byłam lekko zdziwiona, lecz wpuściłam chłopaka do środka.
- Ross to jest Alex, Alex: Ross. - przedstawiłam ich sobie, gdy wszyscy znaleźliśmy się w salonie.
Usiadłam na kanapie, Ross obok mnie, Alex na przeciw.
Podali sobie dłonie, po czym Alex zaczął:
- Więc reżyser mnie przysłał, żebyś wybrała jedną z tych dat na sesję do magazynu modowego. - podał mi kartkę z pięcioma datami.
Najbliższa była jutro - odpada, jestem uziemiona z Rossem.
Kolejna za trzy dni - jak dla mnie bomba.
- Może być za trzy dni. - powiedziałam, oddając mu kartkę.
- 20 grudnia. Ok, zapiszę. A po drugie: Ross, twoja siostra dzwoniła do studia i mówiła, że masz zamiar zrezygnować z....
- Tak, tak ! - zawołał nagle, pobudzony Ross. - Wyjaśnię to szefowi po jutrze, kiedy mam umówione spotkanie, dobrze ?
- Z czego rezygnujesz Ross ? - spytałam.
- Oh, z premii, nieważne. - bąknął szybko.

*Ross*

Spojrzałem na Alexa wymownie. Ona nie może się dowiedzieć. Nie teraz. Nie od niego.
Chyba zrozumiał, po wstał.
- Ok, w takim razie będę się zbierał. - powiedział.
Laura uśmiechnęła się, po czym podeszła do niego i przytuliła go na pożegnanie.
Gdy odprowadzała go do drzwi, słyszałem jak jej mówi, że dostał rolę w naszym serialu, i, że już nie może się doczekać kolejnego spotkania z nią .
Ugh, niech już sobie idzie ! Po chwili Laura wróciła do salonu.
- Więc, teraz szczerze: z czego rezygnujesz ? - spytała, krzyżując ręce na piersi.
Nie mogę jej powiedzieć. Nie w tej chili, bo to by ją załamało.

------------------------

Bum ! A czo ten Ross kombinuje ?

KOMENTUJĄC, MOTYWUJESZ DO PISANIA !