*Laura*
Otworzyłam oczy. Głowa strasznie mnie bolała. Nie pamiętałam nic, co się działo zeszłego wieczoru, ale chyba Nessa nie była wczoraj zbyt dobrą siostrą, bo czułam jakbym miała niezłego kaca. A co gorsza nie byłam w swoim pokoju. Popatrzyłam w bok i dostrzegłam - no szok !!! - Lyncha.
Ponieważ wczoraj zostałam podstępem tu zaciągnięta, nie miałam żadnych ciuchów na zmianę, musiałam po prostu zostań w piżamie. Otuliłam się kołdrą Lyncha i po cichu podeszłam do drzwi.
- Nara, Marano ! - powiedział Lynch.
Wzdrygnęłam się; myślałam, że śpi.
Miałam ochotę zignorować go i wyjść, ale wtedy blondyn podniósł się z ziemi i podszedł do mnie.
- Byłaś wczoraj niezwykle urocza. - rzekł.
- Naprawdę ? - zdziwiłam się.
- Tak. Urocza i... pijana. - zaśmiał się.
A więc jednak: alkohol.
- A tak poza tym to oddałabyś mi moją kołdrę ? - spytał.
Mało myśląc zdjęłam ją z siebie, zwinęłam w kłębek i rzuciłam nią w Lyncha.
Ale nadal byłam w krótkich spodenkach i bluzce z krótkim rękawem.
Ross przejechał mnie wzrokiem od stóp do głowy.
- Co się gapisz ? Nie mów, że wczoraj tego nie widziałeś. - zadrwiłam.
- Jakbyś chciała wiedzieć, wczoraj byłaś przykryta kołdrą. Taką różową w kropki, która należy do Rydel. - syknął.
- A więc się na mnie patrzyłeś ! - złapałam go.
Lynch spojrzał na mnie dziwnie, głośno przełknął ślinę, po czym otworzył drzwi od swojego pokoju.
- Idź już. - mruknął.
- O niczym innym nie marzę. - rzuciłam mu zawistne spojrzenie, po czym wyszłam na korytarz. Później zeszłam na dół, gdzie Rydel i Van przygotowywały śniadanie.
*Ross*
Zatrzasnąłem drzwi za Marano. Co jak co, ale w tej piżamie wyglądała naprawdę słodko.
Rzuciłem się na łóżko, na którym jeszcze chwilę temu spała brunetka. Pachniało inaczej niż zwykle, fiołkowymi perfumami i truskawkowym szamponem. Tak pachniała Marano ? Wtuliłem się w poduszki i odpłynąłem. Nie wierze, że to ona tu spała, bo poduszki były ułożone tak jak lubię - na płasko, jedna na drugiej, a róg prześcieradła był pognieciony jakby gniotła go ręką we śnie - a ja tak robię.
Przekręciłem się na drugi bok. I nagle na blacie stolika nocnego zauważyłem coś co na pewno nie było moje, a konkretnie telefon w kolorowej obudowie. Wziąłem go do ręki. Nie wiem czemu, ale czułem, że to telefon Marano.Okazało się, że jest włączony i, że Marano nie ma żadnych zabezpieczeń.
Nie słyszałem nikogo, więc postanowiłem posprawdzać sobie różne rzeczy. W kontaktach miała bardzo wiele nieznanych mi osób. Dla jaj wpisałem mój numer. Nazwa kontaktu: Idiotyczny Debil.
Tak, Marano ? A co powiesz na Rossiu <3 ? Ustawiłem jej taką nazwę. Mimo głupiej nazwy, zdjęcie miałem spoko. Moje z Marano z wizyty w Radiu Disneya.
Z ciekawości zajrzałem jeszcze do galerii zdjęć. Masa zdjęć typu: Marano z siostrą, Marano z Raini, sama Marano. NUUUUDA. I nagle... To mnie naprawdę zszokowało. Po co Marano zdjęcie ze mną ???
*Laura*
- Mmm... To jest pyszne, Ryd. - szepnęłam do dziewczyny.
- Dzięki. - odszepnęła blondi.
Nie ważyłyśmy się powiedzieć głośniej,bo pokój obok, w salonie na kanapie chrapała Raini. A wszyscy wiedzą jaka Raini jest wkurzona, jak nie da się jej pospać.
- Dobra, młoda. - powiedziała do mnie Ness, kończąc swoją porcję. - Pakuj manatki, idziemy.
- Już ? - zdziwiła się Delly.
- Tak, wiesz reżyser mnie prześladuje. Musimy skończyć taki jeden odcinek serialu. - bąknęła Nessa.
- Dobra, to chodźmy. - rzekłam, przytulając na pożegnanie Delly.
- To poczekajcie, tylko się ogarnę i podwieziecie mnie do sklepu, co ? - spytała blond dziewczyna.
- Oki, to ty leć się ogarnąć, a my czekamy w... - zaczęła Ness.
- Czekaj, nie mam telefonu. - uświadomiłam sobie. - Musiałam go zostawić u Lyncha w pokoju. To ty Ness czekaj w samochodzie, a my zaraz przyjdziemy.
I tak zrobiłyśmy. Van czekała na nas w samochodzie, Delly poszła się ubrać, a ja udałam się do pokoju mojego wroga, po moją własność.
Zatrzymałam się jeszcze przed drzwiami i pomyślałam, czy może nie zapukać, ale po pewnej chwili stwierdziłam, że mam to gdzieś i po prostu weszłam.
Doznałam szoku.
Ten szczyl leżał na łóżku i wpatrywał się w mojego fona.
- Poje***** cię ?! - wrzasnęłam, siłą wyrywając mu Iphona.
- No co ? - ,,udawał" głupiego.
- Co do cholery zrobiłeś z moim telefonem ?
- Po co ci nasze wspólne zdjęcie ?! - tym razem to on zaatakował.
*Ross*
- Po co ci nasze wspólne zdjęcie ?! - wrzasnąłem.
- A co, kurna nie wolno ?
- Myślałem, że mnie nienawidzisz !
- Ty myślisz ? Oh, nieważne ! Tak, nienawidzę cię ! - odegrała piłeczkę.
- To po co ci ono ?
- A, z nudów. Nie wiem co ci do tego ! - krzyknęła.
- Lubisz mnie. - zkwitowałem.
- Co ? Fuj, nie ! - broniła się.
- Lubisz, lubisz. - powtórzyłem.
- A myśl se co chcesz. Mam to gdzieś ! - tym atakiem furii Marano zakończyła i wyszła z mojego pokoju. Po chwili przez okno zobaczyłem, jak ona i Rydel szły do auta, w którym już czekała Vanessa.
Nie wiem czemu, ale nie mogłem oderwać wzroku od Marano. Choć wciąż była w piżamie, a włosy miała w nieładzie wyglądała naprawdę ładnie.
- Podoba ci się, co ? - usłyszałem głos za sobą.
Ze strachu aż podskoczyłem.
Odwróciłem się i zobaczyłem w drzwiach Rikera.
- Co ty tu robisz ? Myślałem, ze śpisz ! - rzuciłem do niego, odsuwając się od okna i zasuwając firankę.
- Wstałem - rzucił krótko. - A ty nie odpowiedziałeś mi na pytanie.
Wiedziałem, że nie uniknę odpowiedzi, więc odparłem:
- Marano ? No co ty, chyba żartujesz. - prychnąłem.
- Po pierwsze braciszku: Laura, a nie Marano. A po drugie: nie wymiguj się. To i tak cię dopadnie.
- A co ty taki romantyczny, bracie ? Vanessa wpadła w oko ?
- Wiem, że odwracasz kota ogonem. Ale jeśli Laura na serio ci się podoba, to powiedz jej to... - już miał odchodzić, lecz jeszcze dodał:
- ... powiedz jej, zanim zrobi to ktoś innych. - rzucił do mnie gazetą i poszedł.
Wziąłem gazetę. Była to jakaś gazeta plotkarska dla nastolatek.
Była otwarta na stronie, której tytuł głosił: Laura Marano wreszcie zakochana ? Choć wielu łączy ją z kolegą z planu Rossem Lynchem, aktorka była ostatnio widziana w towarzystwie Davida Mensona (w roli młodego aktora, Cody Simpson - od autorki).
Serio ? Marano i ten leszcz ? To niemożliwe. Ale czemu ja się tym przejmuję ? Przecież nienawidzę Marano... No nie ?
---------------
No więc... JEST !!! Jak wam się podoba ? Bo mnie bardzo haha.
Piszcie w komentarzach, co byście chcieli, żeby działo się dalej. Jak jakiś pomysł mi się spodoba, to może go wykorzystam ! Pa :)
KOMENTUJĄC, MOTYWUJESZ DO DALSZEGO PISANIA !!!
poniedziałek, 5 maja 2014
sobota, 3 maja 2014
Rozdział 3 ,, Śpisz dziś u Rossa"
*Rydel*
Donośny krzyk Rossa niemalże pozbawił mnie słuchu. Skoro tak zareagował mój brat, to ciekawe jak zareaguje siostra Nessy ? Wiem, że Ross i jej siostra znają się z planu i, że nie za bardzo za sobą przepadają, ale... Nie zaprosiłam jej, żeby dopiec Rossowi. Van tyle o niej mówiła, że chciałam ją poznać.
*Ross*
Gdy tylko zobaczyłem Marano na podjeździe od razu wyszedłem z mojego pokoju i pobiegłem na dół, a za mną pobiegli moi bracia.
Ryd stała w przedpokoju wraz z Raini i czekała na dzwonek do drzwi.
- RYDEL ! - wrzasnąłem.
Wtedy rozległ się dzwonek do drzwi.
- Miło, że przyszliście. - rzekła do nas Ryd. - Przywitacie gości.
Chciałem się wycofać, ale było już za późno.
Delly otworzyła drzwi, a w progu stanęła Marano i (jak się domyśliłem) jej siostra.
*Laura*
Van zadzwoniła, a po chwili drzwi otworzyła nam ładna blondynka średniego wzrostu, ubrana w piżamę. Za nią dostrzegłam Raini (również w piżamie). Następnie mój wzrok powędrował w głąb pokoju.
Zamarłam. Między dwoma starszymi chłopakami stał Lynch.
Spojrzałam na napis na drzwiach: Lynch.
Jak mogłam wcześniej nie zwrócić na to uwagi ?!
Spojrzałam na Van. Ta posłała mi przepraszające spojrzenie, po czym weszła do środka i przywitała się najpierw z blondynką, później z Raini.
Weszłam za nią do domu. Bo co innego miałam zrobić ? To Nessa miała kluczyki do samochodu, a nie za bardzo chciało mi się wracać na nogach.
Blondynka zamknęła drzwi, po czym podała mi rękę.
- Jestem Rydel. - przedstawiła się.
- Laura. - odparłam.
- Wiem. Nessa tyle mi o tobie mówiła.
- Naprawdę ? Skąd się znacie ? - zapytałam.
- Chodzimy razem na fitness. - odparła Rydel.
- Wybacz, że zapytam. Wydajesz się bardzo miła. Nie jesteś spokrewniona z... - wskazałam na Lyncha. - Z nim ?
- Niestety jestem.To moi bracia. - zaśmiała się dziewczyna. - A właśnie. - dodała:
- Rossa już znasz, jego nie muszę ci przedstawiać. To jest Riker. - wskazała na starszego blondyna. - A to jest Rocky. - wskazała na drugiego z nieznanych mi chłopaków.
- Miło mi. - podałam rękę jednemu, potem drugiemu.
Wydawali się mili. Nie wierzyłam, że są spokrewnieni z Lynchem.
- Pewnie jesteś zdziwiona, że cię zaprosiłam, ale Ness dużo o tobie mówiła i chciałam cię poznać.
- To bardzo miłe.
- To skoro przywitanie i takie tam podobne mamy już za sobą... zabawmy się. - zaproponowała Raini.
- Jestem za. - poparła Rydel.
- Ja też. - dodała Nessa.
- Pa chłopaki. - powiedziała Rydel, dając chłopakom do zrozumienia, że mają się zmywać. Ci z niechęcią (oczywiście Ross zrobił to z WIELKĄ PRZYJEMNOŚCI) poszli na górę. Bądźmy szczerzy nie za bardzo cieszyłam się na wieczór w towarzystwie siostry mojego wroga i to jeszcze będąc w jego domu. Ale jakoś musiałam to przeżyć. Przynajmniej była Ness i Raini, więc może nie będzie tak źle...
*Ross*
Mijały kolejne godziny. Dziewczyny, na dole, chyba dobrze się bawiły. Cały czas się śmiały i piszczały. Koło 22 zaczęły oglądać jakąś głupią komedię romantyczną. Po 23 postanowiłem się położyć. Byłem trochę padnięty, więc tylko zdjąłem koszulkę i w krótkich spodenkach położyłem się spać.
*Rydel*
Gdy skończyłyśmy oglądać ,,Wild Child" (koooocham ten film - od autorki) miałyśmy zamiar się położyć. Ale okazało się, że żadnej z nas nie chce się spać.
- To co robimy ? - spytała Laura, tuląc się w koc na kanapie.
- Mam BARDZO dobry pomysł. - uśmiechnęła się Nessa.
Tym pomysłem była gra w butelkę.
Na początku dziewczyny nie były za tym pomysłem, ale po paru chwilach dodały jeszcze, by zaprosić chłopaków. Muszę przyznać, że odkąd Nessa polała nam wina, nawet Laura była za ich zaproszeniem, także Rossa.
Razem z dziewczynami wyszłyśmy na górę i każda poszła do pokoju któregoś z chłopaków. Nessa poszła po Rossa, Raini po Rockiego, a ja z Laurą po Rikera.
Cichutko weszłyśmy do jego pokoju i podeszłyśmy do jego łóżka.
- Riker. - szepnęłam.
- Czego ?!
- Chcesz z nami zagrać w butelkę ? - zapytała Laura, lekko się chwiejąc. Najwyraźniej wino źle na nią działało.
Riker nie był najwyraźniej przekonany, więc przybliżyłam się do niego i szepnęłam:
- Nessa będzie. - dodałam. Zauważyłam, że wpadła Rikowi w oko, więc wiedziałam, że się skusi.
Chłopak od razu wstał, ubrał koszulkę i podszedł do drzwi.
- Chodźcie. - rzekł i wyszedł z pokoju.
- Ness działa jak magnes. - zaśmiała się Laura.
- Hah, fakt. Sprawdźmy jak poszło dziewczynom.
Wyszłyśmy do hollu, gdzie już czekał Riker oraz Raini z Rockim.
- A gdzie Ross ? - zapytałam.
Dokładnie w tym samym momencie drzwi pokoju najmłodszego z moich braci otworzyły się.
Ku mojemu zdziwieniu pierwsza z pokoju wyszła Nessa, ciągnąć za sobą, na wpół przytomnego Rossa. O ile Rik i Rocky byli w koszulkach, Ross... był tylko w spodenkach...
*Laura*
Gdy moja siostra wywlekła Rossa z pokoju omal nie pękłam. Ross wyglądał śmiesznie ciągnięty przez Ness.
Gdy wszyscy już wyszli, zeszliśmy na dół i rozsiedliśmy się na dywanie.
Bracia Lynch nieźle się zdziwili na widok paru butelek po winie na stole, mimo to nic nie powiedzieli. Rydel wzięła jedną z nich i położyła ją na ziemi. Zakręciła.
Trafiło na Nessę.
- A więc... Nessa pocałuj Rika. - wymyśliła Ryd.
Riker chyba się cieszył z takiego wyzwania dla mojej siostry. Ona trochę mniej. Mimo to nachyliła się do niego i pocałowała go w usta...
*Riker*
Gdy Vanessa mnie pocałowała poczułem się niesamowicie. I choć wiedziałem, że pewnie by tego nie zrobiła, gdyby nie gra i gdyby była trzeźwa, ale mimo to było naprawdę cudownie. Odwzajemniłem pocałunek. Po chwili dziewczyna oderwała się ode mnie i wróciła do pozycji siedzącej.
*Nessa*
Pocałunek z bratem Rydel był dziwny. Fajny jest, ale chyba nie dla mnie.
- Teraz ty kręcisz, Ness. - szepnęła do mnie Ryd.
Byłam mistrzem w butelkę. Wiedziałam, jak zakręcić butelką, by wypadło na osobę, którą chcę.
A tą osobą była w tym momencie moja mała siostra.
Zakręciłam.
I tak jak chciałam, wypadło na Lau.
- A więc Laura... dam ci wybrać, czy chcesz pytanie, czy wyzwanie.
Laura ledwo co miała otwarte oczy, od nadmiaru alkoholu.
- Wyzwanie. - wydukała.
- A więc śpisz dzisiaj u Rossa w łóżku. - powiedziałam.
- Nie ma mowy. - odparła.
No proszę ! Mimo nietrzeźwości wciąż wiedziała, że go nie lubi !
- Nie ma tak, Marano ! - krzyknął Ross.
- A co ty taki chętny ?! - wrzasnął Riker.
*Ross*
- Nie chętny ! - broniłem się. - Tylko nie pozwolę, żeby Marano się upiekło.
W końcu stanęło na tym, że Marano musiała wykonać zadanie.
Po parunastu kolejkach wszyscy byli już nieźle podpici i mega zmęczeni, więc postanowiliśmy pójść spać.
Marano ledwo trzymała się na nogach, więc Nessa i Rydel pomogły jej wyjść na górne piętro. Zaniosły ją do mojego pokoju i położyły ją na moim łóżku. Marano od razu zasnęła. Nie chciałem kłaść się koło niej, więc rozłożyłem sobie koc na ziemi i ułożyłem się na nim. Dochodziła 3 w nocy.
Ledwo co zamknąłem oczy, co usłyszałem głos Marano.
- Rossiu. Rossiu. Rooosiu ! - wołała.
Wstałem i usiadłem na swoim łóżku przy niej.
- Czego Marano ? - wydarłem się.
- Rossiu, czemu sobie poszedłeś ? - rzekła.
- Za dużo alkoholu, co Marano ? - zadrwiłęm.
- Rossiu, zostań tu ze mną. - w tym momencie pociągnęła mnie za rękę i przyciągnęła do siebie.
Nasze twarze dzieliły centymetry.
Marano zbliżyła się do mnie jeszcze bliżej...
- Marano, weź się ogarnij. - odsunąłem się od niej.
- Nie to nie. Drugiej szansy nie będzie, Lynch. - ostatnie zdanie wysyczała z takim jadem, że aż się przestraszyłem.
Marano obróciła się na drugi bok, a po chwili zasnęła.
Ja wróciłem na ziemię i pomyślałem, że może powinienem wykorzystać sytuację, która się przed chwilą wydarzyła...
--------
Tak więc... jest coś takiego. Mam nadzieję, że się podoba. W następnym rozdziale pojawi się pewna kontrowersyjna sprawa, dotycząca Raury.
KOMENTUJĄC, MOTYWUJESZ DO DALSZEGO PISANIA !!!
Donośny krzyk Rossa niemalże pozbawił mnie słuchu. Skoro tak zareagował mój brat, to ciekawe jak zareaguje siostra Nessy ? Wiem, że Ross i jej siostra znają się z planu i, że nie za bardzo za sobą przepadają, ale... Nie zaprosiłam jej, żeby dopiec Rossowi. Van tyle o niej mówiła, że chciałam ją poznać.
*Ross*
Gdy tylko zobaczyłem Marano na podjeździe od razu wyszedłem z mojego pokoju i pobiegłem na dół, a za mną pobiegli moi bracia.
Ryd stała w przedpokoju wraz z Raini i czekała na dzwonek do drzwi.
- RYDEL ! - wrzasnąłem.
Wtedy rozległ się dzwonek do drzwi.
- Miło, że przyszliście. - rzekła do nas Ryd. - Przywitacie gości.
Chciałem się wycofać, ale było już za późno.
Delly otworzyła drzwi, a w progu stanęła Marano i (jak się domyśliłem) jej siostra.
*Laura*
Van zadzwoniła, a po chwili drzwi otworzyła nam ładna blondynka średniego wzrostu, ubrana w piżamę. Za nią dostrzegłam Raini (również w piżamie). Następnie mój wzrok powędrował w głąb pokoju.
Zamarłam. Między dwoma starszymi chłopakami stał Lynch.
Spojrzałam na napis na drzwiach: Lynch.
Jak mogłam wcześniej nie zwrócić na to uwagi ?!
Spojrzałam na Van. Ta posłała mi przepraszające spojrzenie, po czym weszła do środka i przywitała się najpierw z blondynką, później z Raini.
Weszłam za nią do domu. Bo co innego miałam zrobić ? To Nessa miała kluczyki do samochodu, a nie za bardzo chciało mi się wracać na nogach.
Blondynka zamknęła drzwi, po czym podała mi rękę.
- Jestem Rydel. - przedstawiła się.
- Laura. - odparłam.
- Wiem. Nessa tyle mi o tobie mówiła.
- Naprawdę ? Skąd się znacie ? - zapytałam.
- Chodzimy razem na fitness. - odparła Rydel.
- Wybacz, że zapytam. Wydajesz się bardzo miła. Nie jesteś spokrewniona z... - wskazałam na Lyncha. - Z nim ?
- Niestety jestem.To moi bracia. - zaśmiała się dziewczyna. - A właśnie. - dodała:
- Rossa już znasz, jego nie muszę ci przedstawiać. To jest Riker. - wskazała na starszego blondyna. - A to jest Rocky. - wskazała na drugiego z nieznanych mi chłopaków.
- Miło mi. - podałam rękę jednemu, potem drugiemu.
Wydawali się mili. Nie wierzyłam, że są spokrewnieni z Lynchem.
- Pewnie jesteś zdziwiona, że cię zaprosiłam, ale Ness dużo o tobie mówiła i chciałam cię poznać.
- To bardzo miłe.
- To skoro przywitanie i takie tam podobne mamy już za sobą... zabawmy się. - zaproponowała Raini.
- Jestem za. - poparła Rydel.
- Ja też. - dodała Nessa.
- Pa chłopaki. - powiedziała Rydel, dając chłopakom do zrozumienia, że mają się zmywać. Ci z niechęcią (oczywiście Ross zrobił to z WIELKĄ PRZYJEMNOŚCI) poszli na górę. Bądźmy szczerzy nie za bardzo cieszyłam się na wieczór w towarzystwie siostry mojego wroga i to jeszcze będąc w jego domu. Ale jakoś musiałam to przeżyć. Przynajmniej była Ness i Raini, więc może nie będzie tak źle...
*Ross*
Mijały kolejne godziny. Dziewczyny, na dole, chyba dobrze się bawiły. Cały czas się śmiały i piszczały. Koło 22 zaczęły oglądać jakąś głupią komedię romantyczną. Po 23 postanowiłem się położyć. Byłem trochę padnięty, więc tylko zdjąłem koszulkę i w krótkich spodenkach położyłem się spać.
*Rydel*
Gdy skończyłyśmy oglądać ,,Wild Child" (koooocham ten film - od autorki) miałyśmy zamiar się położyć. Ale okazało się, że żadnej z nas nie chce się spać.
- To co robimy ? - spytała Laura, tuląc się w koc na kanapie.
- Mam BARDZO dobry pomysł. - uśmiechnęła się Nessa.
Tym pomysłem była gra w butelkę.
Na początku dziewczyny nie były za tym pomysłem, ale po paru chwilach dodały jeszcze, by zaprosić chłopaków. Muszę przyznać, że odkąd Nessa polała nam wina, nawet Laura była za ich zaproszeniem, także Rossa.
Razem z dziewczynami wyszłyśmy na górę i każda poszła do pokoju któregoś z chłopaków. Nessa poszła po Rossa, Raini po Rockiego, a ja z Laurą po Rikera.
Cichutko weszłyśmy do jego pokoju i podeszłyśmy do jego łóżka.
- Riker. - szepnęłam.
- Czego ?!
- Chcesz z nami zagrać w butelkę ? - zapytała Laura, lekko się chwiejąc. Najwyraźniej wino źle na nią działało.
Riker nie był najwyraźniej przekonany, więc przybliżyłam się do niego i szepnęłam:
- Nessa będzie. - dodałam. Zauważyłam, że wpadła Rikowi w oko, więc wiedziałam, że się skusi.
Chłopak od razu wstał, ubrał koszulkę i podszedł do drzwi.
- Chodźcie. - rzekł i wyszedł z pokoju.
- Ness działa jak magnes. - zaśmiała się Laura.
- Hah, fakt. Sprawdźmy jak poszło dziewczynom.
Wyszłyśmy do hollu, gdzie już czekał Riker oraz Raini z Rockim.
- A gdzie Ross ? - zapytałam.
Dokładnie w tym samym momencie drzwi pokoju najmłodszego z moich braci otworzyły się.
Ku mojemu zdziwieniu pierwsza z pokoju wyszła Nessa, ciągnąć za sobą, na wpół przytomnego Rossa. O ile Rik i Rocky byli w koszulkach, Ross... był tylko w spodenkach...
*Laura*
Gdy moja siostra wywlekła Rossa z pokoju omal nie pękłam. Ross wyglądał śmiesznie ciągnięty przez Ness.
Gdy wszyscy już wyszli, zeszliśmy na dół i rozsiedliśmy się na dywanie.
Bracia Lynch nieźle się zdziwili na widok paru butelek po winie na stole, mimo to nic nie powiedzieli. Rydel wzięła jedną z nich i położyła ją na ziemi. Zakręciła.
Trafiło na Nessę.
- A więc... Nessa pocałuj Rika. - wymyśliła Ryd.
Riker chyba się cieszył z takiego wyzwania dla mojej siostry. Ona trochę mniej. Mimo to nachyliła się do niego i pocałowała go w usta...
*Riker*
Gdy Vanessa mnie pocałowała poczułem się niesamowicie. I choć wiedziałem, że pewnie by tego nie zrobiła, gdyby nie gra i gdyby była trzeźwa, ale mimo to było naprawdę cudownie. Odwzajemniłem pocałunek. Po chwili dziewczyna oderwała się ode mnie i wróciła do pozycji siedzącej.
*Nessa*
Pocałunek z bratem Rydel był dziwny. Fajny jest, ale chyba nie dla mnie.
- Teraz ty kręcisz, Ness. - szepnęła do mnie Ryd.
Byłam mistrzem w butelkę. Wiedziałam, jak zakręcić butelką, by wypadło na osobę, którą chcę.
A tą osobą była w tym momencie moja mała siostra.
Zakręciłam.
I tak jak chciałam, wypadło na Lau.
- A więc Laura... dam ci wybrać, czy chcesz pytanie, czy wyzwanie.
Laura ledwo co miała otwarte oczy, od nadmiaru alkoholu.
- Wyzwanie. - wydukała.
- A więc śpisz dzisiaj u Rossa w łóżku. - powiedziałam.
- Nie ma mowy. - odparła.
No proszę ! Mimo nietrzeźwości wciąż wiedziała, że go nie lubi !
- Nie ma tak, Marano ! - krzyknął Ross.
- A co ty taki chętny ?! - wrzasnął Riker.
*Ross*
- Nie chętny ! - broniłem się. - Tylko nie pozwolę, żeby Marano się upiekło.
W końcu stanęło na tym, że Marano musiała wykonać zadanie.
Po parunastu kolejkach wszyscy byli już nieźle podpici i mega zmęczeni, więc postanowiliśmy pójść spać.
Marano ledwo trzymała się na nogach, więc Nessa i Rydel pomogły jej wyjść na górne piętro. Zaniosły ją do mojego pokoju i położyły ją na moim łóżku. Marano od razu zasnęła. Nie chciałem kłaść się koło niej, więc rozłożyłem sobie koc na ziemi i ułożyłem się na nim. Dochodziła 3 w nocy.
Ledwo co zamknąłem oczy, co usłyszałem głos Marano.
- Rossiu. Rossiu. Rooosiu ! - wołała.
Wstałem i usiadłem na swoim łóżku przy niej.
- Czego Marano ? - wydarłem się.
- Rossiu, czemu sobie poszedłeś ? - rzekła.
- Za dużo alkoholu, co Marano ? - zadrwiłęm.
- Rossiu, zostań tu ze mną. - w tym momencie pociągnęła mnie za rękę i przyciągnęła do siebie.
Nasze twarze dzieliły centymetry.
Marano zbliżyła się do mnie jeszcze bliżej...
- Marano, weź się ogarnij. - odsunąłem się od niej.
- Nie to nie. Drugiej szansy nie będzie, Lynch. - ostatnie zdanie wysyczała z takim jadem, że aż się przestraszyłem.
Marano obróciła się na drugi bok, a po chwili zasnęła.
Ja wróciłem na ziemię i pomyślałem, że może powinienem wykorzystać sytuację, która się przed chwilą wydarzyła...
--------
Tak więc... jest coś takiego. Mam nadzieję, że się podoba. W następnym rozdziale pojawi się pewna kontrowersyjna sprawa, dotycząca Raury.
KOMENTUJĄC, MOTYWUJESZ DO DALSZEGO PISANIA !!!
piątek, 2 maja 2014
Rozdział 2 ,,A ona co tutaj robi ??"
*Ross*
Po trzech godzinach sprzątania dom wyglądał znośnie. Ryd i tak pewnie będzie z nas dumna, więc postanowiliśmy z chłopakami zrobić dziewczyną jeszcze jakieś przekąski. Rydel prawie nigdy nie zpraszała przyjaciółek, więc nie wiem, jak wyglądają takie imprezy... Może któraś z jej koleżanek to fajna dziewczyna i będę mógł ją gdzieś zabrać...
- Młody, ogarnij się. - z zamyśleń wyrwał mnie rozkazujący głos Rikera.
Nic nie odpowiedziałem, tylko wyjąłem upieczone babeczki z pieca. Nidy bym nie pomyślał, że Rocky to taki dobry kucharz...
Oprócz babeczek, upiekł jeszcze ciasto śliwkowe i zrobił koktajle owocowe.
Dochodziła osiemnasta, a Delly jeszcze nie było.
Dopiero gdy zaczęliśmy rozkładać żarcie w salonie, nasza siostra stanęła w drzwiach domu.
- Jestem ! - krzyknęła, od razu wchodząc do salonu. I zaniemówiła. - Wyście to wszystko zrobili ?!
- Tak. - uśmiechnął się Riker.
- Chcieliśmy cię przeprosić, że tak na ciebie naskoczyliśmy w związku z tymi koleżankami. - dodał Rocky.
- Oooo !!! - rozczuliła się Delly, po czym podeszła do nas i nas uściskała.
- Dell, dusisz mnie ! - pisnął Roland, będący w środku tej kanapki.
- Sorrka. Oki, w hollu macie jeszcze siatki z czipsami, paluszkami i napojami. Przynieście to tu, a ja pójdę się przebrać. - Ryd szybko zdjęła buty i pobiegła na górę do siebie.
*Rydel*
Wciąż oszołomiona tym, co zrobili moi bracia poszłam do siebie do pokoju. Po krótkim namyśle postanowiłam się nie stroić, a zważywszy na nazwę ,,piżama party" od razu przebrałam się w piżamkę (haha, uwielbiam ją). Szybko zniosłam na dół paręnaście kołder, koców i poduszek.
Gdy wszystko było gotowe, a moi bracia zostali zagonieni na górne piętro, do swoich pokoi pojawił się pierwszy gość - Raini. Dziewczyna była ubrana w słodką piżamę i trampki.
- Hejka. - przywitała mnie czarnowłosa.
- Hej, wchodź. Chłopcy nieźle się postarali. - odparłam, wpuszczając ją do środka.
*Vanessa*
Gdy na zegarze pojawiła się 17, więc postanowiłam zacząć działać. Przedtem nakłoniłam Laurę, żeby szybciej niż zwykle przebrała się w piżamę, więc teraz zostało mi tylko nakłonić ją na wycieczkę w tym stroju w nieznane jej miejsce. Łatwizna.
- Hej, siostrzyczko. - zagadałam, stając w drzwiach pokoju Lau.
- Czego chcesz, Van ? - spytała szorstko, najwyraźniej nie zadowolona, że przerywam jej czytanie książki.
- Chciałabyś się gdzieś ze mną wybrać ?
- Ale, że teraz ? - spytała zdziwiona.
- Tak. Taka mała wycieczka.
- Do kina ? - próbowała zgadnąć.
- Tak, jasne. Może być. - skłamałam.
- Dobra. Daj mi tylko chwilkę, to się przebiorę. - rzekła, wstając z łóżka.
- Nie ! - zareagowałam. - Chodźmy w piżamach.
- Ty tak na serio ? - zdziwiła się.
- Tak.
- Nie pójdę w tym na miasto. - wskazała na swoją słodką piżamkę z sercem.
- Oj weź, siostra. Nie bądź taka sztywna !!! Zabaw się z starą siostrą !!! - zaśmiałam się.
- Haha, tym to mnie przekonałaś. Rozczeszę tylko włosy.
Tak. ,,Tylko". Czekałam na nią ponad 20 minut. Bo moja kochana siostra musiała sobie jeszcze podkręcić włosy i zrobić lekki makijaż. Ale muszę przyznać: nawet w piżamie i kapciach ze świnkami wyglądała cudownie. Jej piękne nogi ładnie basowały do tych krótkich spodenek, a opadający rękaw ładnie odsłaniał jej znamię - lekko różowawą plamkę, przypominającą lekko serce.
- Idziemy ? - spytała.
- Tak.
- A właśnie, Van... Nie wiesz, gdzie jest moja szczoteczka do zębów ? - spytała.
- Co ? Nie, nie wiem. Dobra, nie wiem, chodźmy. - zagoniłam ją, bo jeszcze by mnie przyłapała na kłamstwie. Bo prawda jest taka, że to ja wzięłam jej szczoteczkę.
*Laura*
Van zachowywała się bardzo dziwnie. Chciała mnie wyciągnąć... na miasto... w piżamie ! Zwariowała.
Mimo wszystko postanowiłam z nią pójść. Zeszłyśmy na dół, gdzie Van wzięła swoją, a ja swoją torebkę. W hollu wzięłam jeszcze cienką bluzę i wyszłyśmy przed dom. Zaproponowałam Nessie, że to ja poprowadzę, przecież wiem, gdzie jest kino. Wtedy Ness zaczęła protestować i wręcz siłą wepchnęła mnie na siedzenie pasażera.
- Dobra Ness. Uspokój się, bo zaczynam się ciebie bać. - szepnęłam, gdy wjechałyśmy na ulicę.
- Dobra, sorka. Laura ?
- Tak ?
- Kochasz mnie ?
- Co to za pytanie ! Ness, jesteś moją siostrą. Jasne, że cię kocham !
- Bardzo ?
- Tak.
- I wybaczyłabyś mi wszystko ?
- Jezus Maria, Ness !!! Co się dzieje ? - zdziwiłam się.
- Nic, tak się upewniam. - rzekła, odwracając wzrok.
Nie wiedziałam o co jej chodziło, ale wiem, że nie mówiła mi wszystkiego.
Po pół godzinie drogi zauważyłam że już DAWNO minęłyśmy kino.
- Nessa, cholera jasna, gdzie my jedziemy ?!
- Zaufaj mi ! - szepnęła.
- NESSA, gdzie ty mnie wywozisz ?!
I właśnie w tej chwili Van zatrzymała samochód.
- Zaraz się przekonasz ! - uśmiechnęła się i wysiadła z auta.
Chcąc czy nie poszłam za nią.
Okazało się, że jesteśmy przed jakąś willą z dużym basenem w bogatszej części LA.
Van obeszła basen i podeszła do drzwi. Poszłam za nią. Gdy obie stałyśmy przed wejściem, Van zapukała.
*Ross*
Razem z Rockym i Rikerem byliśmy w moim pokoju i czekaliśmy na koleżanki Rydel, wypatrując ich przez okno. Raini przyszła ponad pół godziny temu i powoli nudziło nam się czekanie na dwie pozostałe dziewczyny. Ja nadal trwałem przy oknie, Rocky brzdąkał coś na mojej gitarze, siedząc na moim fotelu, a Riker znalazł jakąś małą piłkę i leżąc u mnie na łóżko walił nią co chwilę w sufit.
I w końcu się doczekaliśmy. BMV podjechało na nasz parking.
- Riker, Rocky ! Przyjechały ! - zawołałem ! Moi bracia szybko podbiegli do okna, wręcz przykleili się do szyby.
Z samochodu wysiadła ładna szatynka, na oko dwudziestoparoletnia. Od razu zauważyłem, że dziewczyna w piżamie wpadła w oko Rikerowi.
- Ładna, nie Rik ? - zapytałem go.
W odpowiedzi zostałem szturchnięty przez Rikera w rzebra.
Szatynka obeszła samochód, wyjęła z bagażnika 2 torby i zaczęła iść w kierunku naszego domu.
I wtedy z samochodu, ze strony pasażera wysiadła...
Aż zamarłem.
- Ross... - zaczął Rocky. - Czy to nie jest...
- TO TA TWOJA LAURA !!! - zawołał Riker.
Ledwo łapałem oddech.
- CO ONA TUTAJ ROBI ?! - prawie krzyknąłem.
-----------
A więc... Udało mi się napisać go jeszcze tego samego dnia... Nie wiem czy wam się podoba, bo mi się zdaję, że jest troszkę nudny, ale... Mam nadzieję, że wam się podoba. Obiecuję, że w następnym rozdziale pojawi się MALUTKA zajawka Raury, ALE i kolejne docinki Laury i Rossa.
KOMENTUJĄC, MOTYWUJESZ DO DALSZEGO PISANIA !!!
Po trzech godzinach sprzątania dom wyglądał znośnie. Ryd i tak pewnie będzie z nas dumna, więc postanowiliśmy z chłopakami zrobić dziewczyną jeszcze jakieś przekąski. Rydel prawie nigdy nie zpraszała przyjaciółek, więc nie wiem, jak wyglądają takie imprezy... Może któraś z jej koleżanek to fajna dziewczyna i będę mógł ją gdzieś zabrać...
- Młody, ogarnij się. - z zamyśleń wyrwał mnie rozkazujący głos Rikera.
Nic nie odpowiedziałem, tylko wyjąłem upieczone babeczki z pieca. Nidy bym nie pomyślał, że Rocky to taki dobry kucharz...
Oprócz babeczek, upiekł jeszcze ciasto śliwkowe i zrobił koktajle owocowe.
Dochodziła osiemnasta, a Delly jeszcze nie było.
Dopiero gdy zaczęliśmy rozkładać żarcie w salonie, nasza siostra stanęła w drzwiach domu.
- Jestem ! - krzyknęła, od razu wchodząc do salonu. I zaniemówiła. - Wyście to wszystko zrobili ?!
- Tak. - uśmiechnął się Riker.
- Chcieliśmy cię przeprosić, że tak na ciebie naskoczyliśmy w związku z tymi koleżankami. - dodał Rocky.
- Oooo !!! - rozczuliła się Delly, po czym podeszła do nas i nas uściskała.
- Dell, dusisz mnie ! - pisnął Roland, będący w środku tej kanapki.
- Sorrka. Oki, w hollu macie jeszcze siatki z czipsami, paluszkami i napojami. Przynieście to tu, a ja pójdę się przebrać. - Ryd szybko zdjęła buty i pobiegła na górę do siebie.
*Rydel*
Wciąż oszołomiona tym, co zrobili moi bracia poszłam do siebie do pokoju. Po krótkim namyśle postanowiłam się nie stroić, a zważywszy na nazwę ,,piżama party" od razu przebrałam się w piżamkę (haha, uwielbiam ją). Szybko zniosłam na dół paręnaście kołder, koców i poduszek.
Gdy wszystko było gotowe, a moi bracia zostali zagonieni na górne piętro, do swoich pokoi pojawił się pierwszy gość - Raini. Dziewczyna była ubrana w słodką piżamę i trampki.
- Hejka. - przywitała mnie czarnowłosa.
- Hej, wchodź. Chłopcy nieźle się postarali. - odparłam, wpuszczając ją do środka.
*Vanessa*
Gdy na zegarze pojawiła się 17, więc postanowiłam zacząć działać. Przedtem nakłoniłam Laurę, żeby szybciej niż zwykle przebrała się w piżamę, więc teraz zostało mi tylko nakłonić ją na wycieczkę w tym stroju w nieznane jej miejsce. Łatwizna.
- Hej, siostrzyczko. - zagadałam, stając w drzwiach pokoju Lau.
- Czego chcesz, Van ? - spytała szorstko, najwyraźniej nie zadowolona, że przerywam jej czytanie książki.
- Chciałabyś się gdzieś ze mną wybrać ?
- Ale, że teraz ? - spytała zdziwiona.
- Tak. Taka mała wycieczka.
- Do kina ? - próbowała zgadnąć.
- Tak, jasne. Może być. - skłamałam.
- Dobra. Daj mi tylko chwilkę, to się przebiorę. - rzekła, wstając z łóżka.
- Nie ! - zareagowałam. - Chodźmy w piżamach.
- Ty tak na serio ? - zdziwiła się.
- Tak.
- Nie pójdę w tym na miasto. - wskazała na swoją słodką piżamkę z sercem.
- Oj weź, siostra. Nie bądź taka sztywna !!! Zabaw się z starą siostrą !!! - zaśmiałam się.
- Haha, tym to mnie przekonałaś. Rozczeszę tylko włosy.
Tak. ,,Tylko". Czekałam na nią ponad 20 minut. Bo moja kochana siostra musiała sobie jeszcze podkręcić włosy i zrobić lekki makijaż. Ale muszę przyznać: nawet w piżamie i kapciach ze świnkami wyglądała cudownie. Jej piękne nogi ładnie basowały do tych krótkich spodenek, a opadający rękaw ładnie odsłaniał jej znamię - lekko różowawą plamkę, przypominającą lekko serce.
- Idziemy ? - spytała.
- Tak.
- A właśnie, Van... Nie wiesz, gdzie jest moja szczoteczka do zębów ? - spytała.
- Co ? Nie, nie wiem. Dobra, nie wiem, chodźmy. - zagoniłam ją, bo jeszcze by mnie przyłapała na kłamstwie. Bo prawda jest taka, że to ja wzięłam jej szczoteczkę.
*Laura*
Van zachowywała się bardzo dziwnie. Chciała mnie wyciągnąć... na miasto... w piżamie ! Zwariowała.
Mimo wszystko postanowiłam z nią pójść. Zeszłyśmy na dół, gdzie Van wzięła swoją, a ja swoją torebkę. W hollu wzięłam jeszcze cienką bluzę i wyszłyśmy przed dom. Zaproponowałam Nessie, że to ja poprowadzę, przecież wiem, gdzie jest kino. Wtedy Ness zaczęła protestować i wręcz siłą wepchnęła mnie na siedzenie pasażera.
- Dobra Ness. Uspokój się, bo zaczynam się ciebie bać. - szepnęłam, gdy wjechałyśmy na ulicę.
- Dobra, sorka. Laura ?
- Tak ?
- Kochasz mnie ?
- Co to za pytanie ! Ness, jesteś moją siostrą. Jasne, że cię kocham !
- Bardzo ?
- Tak.
- I wybaczyłabyś mi wszystko ?
- Jezus Maria, Ness !!! Co się dzieje ? - zdziwiłam się.
- Nic, tak się upewniam. - rzekła, odwracając wzrok.
Nie wiedziałam o co jej chodziło, ale wiem, że nie mówiła mi wszystkiego.
Po pół godzinie drogi zauważyłam że już DAWNO minęłyśmy kino.
- Nessa, cholera jasna, gdzie my jedziemy ?!
- Zaufaj mi ! - szepnęła.
- NESSA, gdzie ty mnie wywozisz ?!
I właśnie w tej chwili Van zatrzymała samochód.
- Zaraz się przekonasz ! - uśmiechnęła się i wysiadła z auta.
Chcąc czy nie poszłam za nią.
Okazało się, że jesteśmy przed jakąś willą z dużym basenem w bogatszej części LA.
Van obeszła basen i podeszła do drzwi. Poszłam za nią. Gdy obie stałyśmy przed wejściem, Van zapukała.
*Ross*
Razem z Rockym i Rikerem byliśmy w moim pokoju i czekaliśmy na koleżanki Rydel, wypatrując ich przez okno. Raini przyszła ponad pół godziny temu i powoli nudziło nam się czekanie na dwie pozostałe dziewczyny. Ja nadal trwałem przy oknie, Rocky brzdąkał coś na mojej gitarze, siedząc na moim fotelu, a Riker znalazł jakąś małą piłkę i leżąc u mnie na łóżko walił nią co chwilę w sufit.
I w końcu się doczekaliśmy. BMV podjechało na nasz parking.
- Riker, Rocky ! Przyjechały ! - zawołałem ! Moi bracia szybko podbiegli do okna, wręcz przykleili się do szyby.
Z samochodu wysiadła ładna szatynka, na oko dwudziestoparoletnia. Od razu zauważyłem, że dziewczyna w piżamie wpadła w oko Rikerowi.
- Ładna, nie Rik ? - zapytałem go.
W odpowiedzi zostałem szturchnięty przez Rikera w rzebra.
Szatynka obeszła samochód, wyjęła z bagażnika 2 torby i zaczęła iść w kierunku naszego domu.
I wtedy z samochodu, ze strony pasażera wysiadła...
Aż zamarłem.
- Ross... - zaczął Rocky. - Czy to nie jest...
- TO TA TWOJA LAURA !!! - zawołał Riker.
Ledwo łapałem oddech.
- CO ONA TUTAJ ROBI ?! - prawie krzyknąłem.
-----------
A więc... Udało mi się napisać go jeszcze tego samego dnia... Nie wiem czy wam się podoba, bo mi się zdaję, że jest troszkę nudny, ale... Mam nadzieję, że wam się podoba. Obiecuję, że w następnym rozdziale pojawi się MALUTKA zajawka Raury, ALE i kolejne docinki Laury i Rossa.
KOMENTUJĄC, MOTYWUJESZ DO DALSZEGO PISANIA !!!
Rozdział 1 ,,Naleśnikowa niespodzianka"
*Laura*
Vanessa zaparkowała przed domem, mimo to nie wyjmując kluczyków ze stacyjki.
- Co jest ? - spytałam zdziwiona. - Ty nie idziesz ?
- Obiecałam reżyserowi, że przyjadę i nakręcimy jedną brakującą scenę. Wrócę za dwie godziny. - odparła.
- Obiecujesz ?
- Jasne. Baw się dobrze. I odpocznij. - zaśmiała się.
Potargała mnie po włosach jakbym była małym dzieckiem i uśmiechnęła się.
Odwzajemniłam uśmiech i wysiadłam z samochodu. Nessa zawróciła i wyjechała na ulicę.
Ja poszłam do domu. Gdy już otwarłam drzwi moim oczom ukazał się wielki salon z kuchnią. Zamknęłam drzwi i rzuciłam wszystkie rzeczy na kanapę.
Pewnie dziwicie się, że ani razu nie wspomniałam o rodzicach. Ja i Van nie mamy rodziców. Oboje zginęli w wypadku samochodowym kiedy miałam 12 lat. Od tamtej pory to Van się mną zajmuje. A, że obie pracujemy (obie jesteśmy aktorkami) to zarabiamy i nie mamy problemów z kasą.
Po zjedzeniu uprzednio przygotowanej kolacji, szybko udałam się na górne piętro. Byłam strasznie zmęczona, więc szybko przebrałam się w piżamę, umyłam się i poszłam do mojego pokoju. Spięłam włosy w kucyka i położyłam się. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam...
*Ross*
Gdy przyjechaliśmy do domu Rydel, Rochy i Ryland już spali. Gdy tylko weszliśmy, Riker też skierował się do swojej sypialni. Ja szybko coś zjadłem i też udałem się do pokoju. Niby dochodziła już północ i niby położyłem się spać, ale jakoś nie mogłem zasnąć. Ciągle myślałem o tym, co będę robił przez ten miesiąc, o tym, czy będę się widział z Raini i Calumem, oraz o tym, czy ekipa będzie za mną tęsknić. Od razu wiedziałem, kto na pewno nie będzie... Marano. Uśmiechnąłem się na samą myśl miesiąca bez niej. Nie wiem w sumie dlaczego jej tak nie lubię. Riker ma w sumie rację: jest ładna. Ale... No po prostu jej nie trawię. Ale jest coś gorszego od niej, a konkretnie producenci serialu, którzy każą nam się wszędzie pokazywać razem, uśmiechać, przytulać, trzymać za ręce... Kiedyś wpadli nawet na pomysł zrobienia z nas paru, żeby ,,nagłośnić serial". Głupi pomysł, więc oboje z Marano się nie zgodziliśmy.
Właściwie to Marano...
Nie, Ross nie myśl o niej - zganiłem się w myślach.
Przewróciłem się na drugi bok i patrząc w drzwi, zasnąłem...
Rano...
- ROOOOSS !!!! - usłyszałem wrzaski z dołu. Po chwili usłyszałem ciche kroki po schodach, które z chwili na chwilę przybierały na sile. To było proste - zbliżali się. Jeszcze tylko 3, 2, 1...
W tej chwili do mojego pokoju wdarli się 3 chłopacy.
Riker, Roland i Rocky.
Moi ,,kochani" bracia zaczęli wrzeszczeć na całe gardła i skakać po łóżku (i po mnie), żebym wstał. Niczym goryle zdarli ze mnie kołdrę i zaczęli siłą wyciągać z łóżka.
- Odwalcie się. Próbuję spać. - warknąłem.
- Jasne, jasne. - zakpił Rocky, nie przerywając skakania.
Plecy mnie bolały, a uszy pękały od ich wrzasków, więc chcąc czy nie przeszedłem do pozycji siedzącej, później stojącej.
- Zadziałało !!! - przekrzykiwali się. Po chwili jak gdyby nigdy nic opuścili mój pokój.
Walnąłem się na łóżko, w nadziei, że jeszcze zasnę.. Niedoczekanie. Więc szybko się ubrałem się i zbiegłem na dół, gdzie Delly (ubrana w to) już przygotowywała śniadanie - naleśniki z sosem klonowym.
- Naleśniki ? - zdziwiłem się. - Delly ? Nigdy nie robisz ich bez okazji...
- Więc albo chcesz coś świętować... - zauważył Riker.
- ...albo nas przekupić. - dodał Rocky, spoglądając niepewnie na Rolanda.
Wszyscy trzej szybko zeskoczyli z wysokich krzeseł przy blacie i podeszli do mnie, w odruchu strachu cofając się o krok.
- No co wy ? - zaśmiała się nerwowo Ryd, kładąc talerz naleśników przed nami.
- Nie dajcie się chłopaki. - szepnął do nas Riker. - Ona czegoś chce.
- No weźcie. - odparła Delly. - Nie macie ochoty na naleśnika ?
Zapach pysznego syropu roznosił się po całej kuchni. A jedzenie wyglądało naprawdę smakowicie. Do tego naleśniki to moje ulubione jedzenie !
- Czego chcesz ? - zapytał Rocky, prawie podchodząc do blatu z naleśnikami.
- Jejku, chłopaki. - Delly zaśmiała się. - Ross wczoraj skończył kręcić serial, Roland zdał test z geografii, Rocky zdał na prawo jazdy, Riker wreszcie spławił Mily (była dziewczyna Rikera, wystąpi jeszcze w opowiadaniu - od autorki), a ja załatwiłam R5 przesłuchanie. Naleśniki są na świętowanie.
Uśmiechnięta Delly podsunęła nam bliżej naleśniki.
Niepewnie podeszliśmy do stołu i zajęliśmy miejsca. Ryd nalała nam soku z pomarańczy do szklanek i podsunęła je nam.
Gdy zobaczyła, że gdy będzie się tak na nas gapić, nic nie zjemy, obróciła się i zaczęła zmywać naczynia.
Dopiero wtedy Riker wziął jednego naleśnika i patrząc na Delly zaczął go powoli przeżuwać. Gdy zjadł go w całości, dał nam znak, że możemy zacząć jeść, bo nie wyczuwa podstępu. Po kolei wzięliśmy więc po naleśniku i zaczęliśmy spożywać.
*Delly*
Gdy zobaczyłam, że chłopaki zaczęli jeść, postanowiłam podać im prawdziwy powód zrobienia przeze mnie tego dania.
- Smakuje wam ? - zapytałam, odgarniając włosy na bok.
- Janse. - odparł Roland.
- Robisz najlepsze naleśniki. - dodał Ross.
- Dzięki. Chciałam wam tylko powiedzieć... Że dziś wieczorem przyjdą do mnie koleżanki na nocowanie. - odparłam i opuściłam kuchnię. Miałam nadzieję, że jak ,,schowam się" w salonie to chłopaki to zignorują i zaakceptują, bo nie będzie im się chciało ruszyć tyłków. Niedoczekanie.
*Riker*
CO ONA DO CHOLERY POWIEDZIAŁA ?! Jakie koleżanki ?! Ostatnio, jak taką jedną przyprowadziła, to przez pół roku się z nią użerałem (w gwoli wyjaśnienia, chodzi o Mily - od autorki) !!! Szybko zerwałem się z krzesła i pobiegłem do Delly. Zaraz za mną pobiegł Ross, potem Rocky. Tylko Roland został w kuchni, pałaszując naleśniki.
- Co ? - wrzasnąłem, wchodząc do salonu.
Ryd jak gdyby nigdy nic siedziała na kanapie i przerzucała kanałami. Nagle na ekranie pojawił się serial Rossa. Delly nie zwróciła na nas uwagi i pogrążyła się w serialu.
Dopiero gdy Ross wyrwał jej pilota i zgasił telewizor, spojrzała na nas (a raczej na niego) z wyrzutem.
- Ej, oglądałam to ! Ty i Laura wyglądacie razem słodko ! - zaskomliła Ryd.
- Mówiłem. - szepnąłem do Rossa.
- Ugh ! - wkurzył się mój młodszy brat. - Wróćmy do tematu !
- Właśnie. - zaczął Rocky. - JAKIE KOLEŻANKI ?!
- Moje koleżanki. - odparła spokojnie Ryd.
- Po co one tutaj ? - wrzasnąłem.
- Zrobimy sobie piżama party. - dalej spokojnie powiedziała Ryd.
- A nie jesteś już na to za stara ? - upewnił się Ross.
- Posłuchajcie. - zaczęła Ryd, podnosząc się z kanapy. - Nie, nie jestem na to za stara. I będę robić piżama party z przyjaciółkami kiedy tylko chcę ! A wiecie czemu ? Bo to mnie rodzice powierzyli opiekę nad wami i domem, kiedy wyjechali. Bo jestem najstarsza.
- Ale Ryd... - pisnął Rocky. - Ile ich będzie ?
- Trzy. Twoja kumpela z planu Ross... - zaczęła wyliczać Ryd.
- Kto ? - Ross aż zamarł.
- Raini. Moja przyjaciółka z fitnessu i jej siostra. Tyle.
- Tylko na jedną noc ? - upewniłem się.
- Czasem będą do nas przychodzić, a czasem ja będę chodzić do nich. Proste ? Proste. - zakończyła Ryd, po czym poszła do holu. Wzięła swoją torebkę i kluczyki, po czym rzekła do nas:
- Jadę po małe zakupy. Dziewczyny przyjdą na 18. Do tego czasu wy ogarniecie dom. - rozkazała i wyszła.
- Już nie mogę się doczekać sprzątania. - rzekłem z sarkazmem, patrząc na sterty śmieci w holu i dużym pokoju, nie mówiąc już o kuchni, ogrodzie i drugim piętrze.
- A ja nie mogę się doczekać tych ich słodkich pisków i różowych piżamek. - dodał równie sarkastycznie Ross.
W tej chwili w pokoju zjawił się Roland, cały upaprany sosem klonowym.
- Już jestem. Coś przegapiłem ? - spytał.
-------------
No, więc jest. Udało mi się to nabazgrać. Następny wrzucę w niedzielę, albo w poniedziałek.
Czytajcie, komentujcie.
KOMENTUJĄC, MOTYWUJESZ DO DALSZEGO PISANIA !!!!
Subskrybuj:
Posty (Atom)