sobota, 8 listopada 2014

Rozdział 28 ,,Zostać z Davidem"...

*Laura*

W jednej chwili Lynch rzucił się na Davida.
Nie wiem o co się pokłócili, lecz musiało to być coś poważnego, skoro Lynch tak zareagował.
Chwilę tarzali się po ziemi, po czym oboje wstali i zaczęli okładać się pięściami na stojąco...
Lynchowi szło to lepiej, bo David był cholernie pijany.
Nagle David pchnął Lyncha na parawan. Oboje zerwali go i zaczęli tarzać się po scenie, na oczach wszystkich.
Muzyka przestała grać, a gwiazdy zrobiły miejsce na ich bitwę. Znów oboje wstali, po czym siłowali się w okolicach baru.
I wtedy na salę wszedł kucharz z wielkim tortem na wózku kuchennym.
Nie muszę oczywiście mówić, że David dostał w nos, tak, że zaczął mu krwawić, a padając na ziemię, trącił Lyncha, który przewrócił wózek. Tort spadł na podłogę, a Lynch razem z nim.
Nagle wszyscy zamilkli.
Kucharz rzucał wyzwiskami po francusku w Lyncha, który cały w cieście próbował podnieść się na nogi.
Goście zaczęli powoli bić brawo.
- Jesteś z siebie dumny, Lynch ? - zawołał David, trzymając się za krwawiący nos. - Wszystko zepsułeś !
Ludzie popatrzyli na chłopaka w torcie, a ja mogłabym przysiądź, że w jego oczach dojrzałam łzy.
Było mu po prostu głupio.
- Nie wiem, jak ty się możesz z nim spotykać, Laura. - szepnął do mnie David, po czym wyciągnął ku mnie rękę.
Spojrzałam na Lyncha - nie wiedział co zrobić...
Wszyscy patrzyli na mnie, czyją stronę wezmę...
Nie byłam w stu procentach pewna, lecz w jednej sekundzie podjęłam decyzję.
Minęłam kucharza i tłum, po czym biorąc Lyncha za rękę, ruszyłam w stronę wyjścia.
Dopiero, gdy zamknęłam za nami drzwi, poczułam ulgę.
- Marano... - zaczął Lynch.
- Cicho. - odparłam, o czym skierowałam nas na parking i znalazłam naszą limuzynę.
Kierowca był BARDZO zdziwiony.
- Panno Marano, panie Lynch... - powiedział na przywitanie, lustrując ciasto na marynarce, spodniach i we włosach Lyncha.
- Proszę nas zawieść do domu, natychmiast. - poprosiłam, pakując się do limuzyny.
Lynch wszedł za mną, a szofer posłusznie zamknął drzwi, wsiadł, zasunął dzielącą nas szybkę i ruszył.
Z schowka, który znajduje się w każdej limuzynie pod siedzeniem, wyjęłam mały ręcznik i podałam go Lynchowi.
- Dzięki. - mruknął, ściągając sobie z włosów kawałki ciasta. - Laura...

*Ross*

Spojrzała na mnie, po czym się uśmiechnęła:
- A gdzie: Marano ?
- Zapomnijmy o tym na chwilę, dobrze ? - poprosiłem. - Chciałem ci... podziękować. W końcu mogłaś zostać z Davidem i uniknąć wstydu... A mimo to... Wybrałaś mnie... i....
- Oh, zamknij się Lynch. - pisnęła, chyba lekko zawstydzona. - Zrobiłam to, bo pomyślałam, że ty może... ehm... zrobiłbyś to samo na moim miejscu...
- Tak... Dzięki, naprawdę. - mówiłem poważnie.
Nie spodziewałem się tego z jej strony.
Przez chwilę panowała niezręczna cisza, którą przerwała Marano.
Wyciągnęła w moim kierunku palec, po czym wzięła kawałek tortu z mojej marynarki.
Następnie oblizała palec.
- Mmm... Waniliowy ! Mój ulubiony ! - zaśmiała się.
Również się zaśmiałem.
- A jeśli chodzi o to, dlaczego go zaatakowałem...
- Nie... Nie musisz. Nie chcę wiedzieć. - odparła, z uśmiechem.
Uśmiechnąłem się z podziękowaniem.
Nie chciałem tego mówić, ale uznałem, że jestem jej to winien.
Dziewczyna wzięła chusteczkę, po czym się do mnie zbliżyła.
- Czekaj. - zaśmiała się. - Masz tort na całej twarzy....
Następnie delikatnie otarła mi policzki, okolice ust i czoło.
Próbowałem się nie poruszyć, by nie utrudniać dziewczynie pracy, lecz i tak cały czas się śmiałem.
Po chwili dziewczyna zauważyła ranę na mojej twarzy.
- Jejku, Lynch to wygląda poważnie... - szepnęła, dokładnie przyglądając się mojej brwi.
- Co jest ? - spytałem.
- Masz przecięty łuk brwiowy... i wargę. - pisnęła, przykładając chusteczkę do moich ust.
- Au ! - syknąłem.
Dziewczyna pokazała mi lekko zaczerwienioną chusteczkę.
Faktycznie, krwawiłem.
- Trzeba było by to zeszyć... - mruknęła, po czym zastukała w szybkę do kierowcy.
- Co ? - zdziwiłem się. - Nie, to nic...
Ale ona już prosiła szofera, by wstąpił do szpitala.

Szpital w centrum Los Angeles był za daleko, więc zdecydowaliśmy się na małą przychodnię, niedaleko naszego domu.
Wysiadłem, a Marano powiedziała kierowcy, że damy radę sami wrócić do domu.
On niechętnie, lecz przystał na to.
Weszliśmy do przychodni, gdzie ludzie dziwnie patrzyli na laskę w wieczorowej sukni i chłopaka w krwi i cieście...
- Dzień dobry. - powiedziała Marano, podchodząc do recepcji. - Mój kolega miał małą bójkę i... No cóż, chyba potrzebuje szwów... Czy mogłaby nam pani powiedzieć, gdzie mamy się udać ?
Starsza kobieta za ladą, niechętnie wskazała na 3 piętro.
Marano podziękowała, po czym ruszyła w stronę schodów.
Owe 3 piętro było naprawdę ciemne i... depresyjne. Ciemne ściany, pół-przygasłe lampy i brak ludzi.
Marano znalazła jakieś drzwi i zapukała.
- Proszę ! - zawołał głos z wewnątrz.
Marano weszła, ciągnąc mnie za sobą.
Opowiedziała lekarce co się stało (w skrócie), po czym pokazała na moją brew.
Kobieta uznała, ze faktycznie powinniśmy to zeszyć.
Nagle coś zaczęło mnie piec w okolicach obojczyka.
Lekko odsłoniłem koszulkę, po czym zobaczyłem małą ranę i zaschniętą krew.
Musiałem się przeciąć, gdy David mnie popchnął.
- Cóż, zeszyjemy i brew i obojczyk. - uśmiechnęła się lekarka. - Przejdźcie do pokoju obok, ja pójdę po sprzęt.

*Laura*

Zgodnie z poleceniem doktor Ann, udaliśmy się do pokoju obok, w którym stało łóżko, jedno krzesło i parę szaf.
Lynch usiadł, po czym zaczął wybijać palcami jakiś rytm.
- Boisz się ? spytałam, gdy kobieta zaczęła oczyszczać jego obojczyk.
- Nie no co ty,.... - mruknął, drżącym głosem.
Zaśmiałam się.
- Chcesz, żebym złapała cię za rękę ? - spytałam.
- A wiesz, ze chętnie ? - zaśmiał się, po czym podał mi dłoń.
Nie będę kłamać, zdziwiłam się, lecz podałam mu dłoń i spletliśmy palce.
- Będę szyła. Pomyśl o czymś miłym i najlepiej patrz na koleżankę... - powiedziała lekarka, po czym zabrała się do roboty.
Lynch spojrzał na mnie.
Gdy kobieta zaczęła zszywać ranę, zobaczyłam, że się skrzywił.
-  Remember that trip we took in Mexico
Hangin’ with the boys and all your senioritas
I never spoke up, yeah never said hello
But I keep on trying to find a way to meet ya’ - zaśpiewałam cicho.
Chłopak zaśmiał się, po czym kontynuował:
-  I was chillin’
You were with him
Hooked up by the fire
Now he’s long gone
And I’m like so long
Najwyraźniej zapomniał o bólu, bo zaczął nucić resztę piosenki.
O to mi właśnie chodziło !

 -----------------------------------------
They are cute, aren't they ?
 Co sądzicie o tym rozdziale ? Znośny ? Piszcie w komentach !!

KOMENTUJĄC, MOTYWUJESZ DO PISANIA !!!



czwartek, 23 października 2014

Rozdział 27 ,,Straciłem kontrolę"

*Laura*

 Bankiet... No i się zaczęło... Po oficjalnej części, gdzie byli fotoreporterzy i w ogóle... 
Na początku wszyscy wznosili toasty, był wystawny obiad (co było dziwne, zważywszy na godzinę 22) i inne takie oficjalne bzdety.
Nam przypadł stolik numer 4, zaraz przy scenie. 5- osobowy. Ja, Lynch, Stefani, China i Jake. Dzięki Bogu !
Tak, czy owak to wszystko trwało może z godzinę, potem paparazzi wyproszono, zamknięto drzwi, podziękowano orkiestrze i puszczono na cały regulator muzykę.
Stoły odsunięto odrobinę pod ścianę, by zrobić miejsce na parkiet.
Siedzieliśmy z Lynchem i Stefani, popijając nisko alkoholowe drinki (Jake i China bujali się na parkiecie).
- No, nawet nie wiecie jak się cieszę, że wreszcie się ujawniliście ! - zawołała Stefani.
Lynch zaśmiał się pod nosem.
- Tak, to cudowne. - bąknęłam z sarkazmem, którego najwidoczniej Stefani nie zauważyła (alkohol zrobił swoje).
- Tak właściwie to my... - zaczął Lynch, lecz przerwał mu Dynal O'brien, który właśnie do nas podszedł.
- Hej, Stefani, zatańczysz ? - spytał,
Dziewczyna uśmiechnęła się zabójczo, po czym odkładając kieliszek na stół, poszła z przystojnym aktorem na parkiet.

*Vanessa*

- Powinnam się zbierać. Chcę być w domu, gdy wróci młoda. - wstałam z kanapy.
- Już ? Przecież bankiet trwa do późnej nocy... - mruknęła Rydel, stopując na chwilę film, który oglądaliśmy.
- Ale Laura będzie próbowała sie urwać, wiem to... - odparłam, biorąc z przedpokoju moją kurtkę, po czym szybko ją narzuciłam.
- Czekaj, Van ! - zawołał Riker, zrywając się z kanapy.
Po chwili był już obok mnie w holu.
- Mogę cię odwieść, nie musisz wracać pieszo. - zaproponował.
- To miłe, ale mogę się przejść.
- Nie, bo jeszcze ktoś cię napadnie. Jest późno, proszę ! - poprosił.
Walczyłam z myślami... To było serio miłe, ale nie chciałam robić mu kłopotu.
- Nie daj się prosić Nessa. Mój brat na ogół nie jest taki miły ! - krzyknęła Ryd, wstając i podchodząc do nas.
- No dobra, ale tylko ten jeden raz. - mruknęłam.
- Ok, skoczę po kluczyki, mam je w pokoju. - krzyknął Riker, po czym pobiegł do góry.
Rydel spojrzała na mnie z podejrzeniem.
- No co ? Nie mogłam mu odmówić ! - od razu zaczęłam się bronić.
Rydel zrobiła TE oczy, pokazując, że ,,rozumie".
Po chwili Riker był już na dole, więc pożegnałam się z Delly, wyszłam i wsiadłam do samochodu Rikera.
Jadąc, gadaliśmy o naszym rodzeństwie, o gali i innych bzdetach.
Po parunastu minutach byliśmy pod moim domem.
Fakt, na nogach nie byłabym nawet w połowie drogi.
- Dzięki, Riker. Za wszystko. Za miły wieczór i za podwózkę. - uśmiechnęłam sie, odpinając pas.
Następnie nachyliłam się i pocałowałam go w policzek.
Cofając się, zatrzymałam sie jeszcze niedaleko od jego twarzy i spojrzałam mimowolnie na jego usta.
To był WIELKI błąd.
Chłopak od razu, tak jakby na to czekał zanurzył rękę w moich włosach i namietnie mnie pocałował.
Oddałam pocałunek, choć jeśli mam być szczera, nie wiedziałam czy powinnam...
W końcu do brat przyszłego chłopaka mojej siostry i brat mojej najlepszej przyjaciółki !
Mimo to oplotłam rękami jego szyję i pogłębiłam pocałunek...
Oj, będą z tego kłopoty...

*Ross*

Siedzieliśmy z Marano i piliśmy drinki w samotności, po tym jak Jake wziął do tańca Chinę, a O'brien Stefani.
Cały czas obserwowałem Davida, który po drugiej stronie sali pił w spokoju wishky.
Nie mogłem znieść tego jego pokrętnego wzroku i chamskiego uśmieszku.
Nagle zobaczyłem, że idzie w naszą stronę. Jeśli by nas dorwał, zapoczątkował by bójkę, tak był wstawiony.
Złapałem Marano za rękę, po czym poprowadziłem ją w stronę parkietu.
- Co jest... ? - spytała zdziwiona. - Co robisz ?
- Chcę zatańczyć z moją nowa dziewczyną, a na co to wygląda ? - uśmiechnąłem się.
- Nie jesteśmy parą. - warknęła.
- Ale oni tak myślą... No daj spokój, chyba mogę prosić o jeden taniec ? - spytałem, robiąc moje cudne, szczenięce oczy.
Marano przez chwilę zgrywała twardą, lecz po chwili parsknęła śmiechem:
- Dobra, ale tylko raz.
Miałem nadzieję na jakiś szybki kawałek, a w zamian dostałem to.
Marano lekko się zaczerwieniła, więc ja musiałem przejąć inicjatywę.
Złapałem ją w pasie, po czym przyciągnąłem do siebie.
Dziewczyna niepewnie objęła mnie za szyję i wtuliła się w mój tors.
Muszę powiedzieć, że było to nawet miłe.
Po chwili złapałem ją za jedną rękę, tworząc łódeczkę i obróciłem ją parę razu.
Dziewczyna śmiała się niemiłosiernie.
Na koniec znów tańczyliśmy przytulanego.
To mogłoby trwać wiecznie.
Gdyby tylko nie on.
David doskoczył do stanowiska DJ'a, po czym szybko zmienił piosenkę, dzięki czemu z głośników ryknęła ta piosenka, jesli można to w ogóle piosenką nazwać... 
Ludzie zaczęli znów zbierać się na parkiecie, a my z Marano wróciliśmy na swoje miejsca bez słowa...
Nagle wypatrzyłem Davida, który stroił do mnie miny, zza kurtyny.
Nie wytrzymałem i ruszyłem w jego kierunku.
Marano zdziwiona moim zachowaniem zaczęła iść za mną.
- Problemy w raju, Ross ? - zawołał David, ledwo trzymając się na nogach.
- Odwal się David ! - odparłem.
- Bo co ? Zaśpiewasz mi jedną z tych twoich głupich pioseneczek i padnę ? Sorry, nie jestem jakąś walniętą 10-latką, która słucha takiej poje**** muzyki, jaką tworzysz ! - wrzasnął.
Miałam go dość.
W jednej chwili straciłem panowanie nad sobą.
Rzuciłem się na niego, okłądając go pięściami.
Nie obchodziło mnie, co mu zrobię, po prostu chciałem mu dowalić !

---------------------------------------

David to debil, nie sądzicie ?  Ogólnie, to co sądzicie o tym rozdziale ?
Piszcie !

KOMENTUJĄC, MOTYWUJESZ DO PISANIA !!!








niedziela, 19 października 2014

Rozdział 26 ,,Jesteś nikim"

*Laura*

Ludzie bili brawa jak opętani. Większość pewnie się zdziwiła, ze tak szybko się przebrałam, lecz i tak wrzeszczeli jak szaleni.
Zobaczyłam kamerę, więc do niej pomachałam, po czym podeszłam do mikrofonu.
- Witajcie ! - zawołałam. - Znowu ! Co za ekscytujący dzień ! Najpierw nagroda, potem flegma, a teraz to !
Publiczność zawrzała.
- Ale przejdźmy do rzeczy ! Kategoria: Najlepszy Serial Telewizyjny ! Oto nominowani ! - dodałam, po czym włączono prezentację.
- Nadzdolni. - czytał głos. - Pretty Little Liars. Para nienormalni. Oraz Teen Wolf.
Ludzie zaczęli skandować swoich faworytów, próbując się przekrzyczeć.
Drżącymi rękoma przetargałam białą kopertę i wyjęłam z niej kartkę.
Przeczytałam nazwę serialu w myślach i od razu się uśmiechnęłam.
Wzięłam głęboki oddech.
- A zwycięzcą zostaje... Serial Nadzdolni !!!
Ludzie zaczęli bić brawa, a ja dojrzałam Stefani, JakaChinę.
Po kolei  wchodzili na scenę, a ja po kolei każdemu gratulowałam i wymieniałam uściski.
Następnie wzięłam od wysokiej blondynki nagrodę i wręczyłam ją Jakowi, który pierwszy dorwał mikrofon.
- Woow ! - krzyknął.
Ludzie zaczęli bić brawa. Proszę, ile im wystarczy do szczęścia !
- Em, to niesamowite ! Chciałbym podziękować producentowi, reżyserowi i wszystkim, którzy byli zaangażowani w kręcenie naszego serialu ! Dzięki ! - krzyknął, po czym się przesunął, robiąc miejsce dla Stefani.
- Tak, ja także chciałabym podziękować całej ekipie i fanom ! Odwaliliście świetną robotę ! - zrobiła przerwę, by fani mogli dać o sobie znać. - Naprawdę: wielkie dzięki !
Na koniec do mikrofonu podeszła China, by krzyknąć jedno zdanie:
- To nasza wspólna praca ! Dzięki ! - po czym wszyscy zaczęli robić im zdjęcia i bić brawa.
Blondynka wskazała, byśmy zeszli ze sceny, a na nią wszedł Timberlake, ogłaszając wszystkim, że to była niestety ostatnia kategoria i będziemy musieli już kończyć, co nie spotkało się z aprobatą fanów.
Zeszliśmy za kulisy, gdzie jeszcze raz pogratulowałam moim ukochanym Nadzdolnym :)
Pozwolono nam zaczekać tam na koniec gali, byśmy mogli zaraz udać się na bankiet.

*Ross*

Muszę przyznać, że Marano była dość dobrą prezenterką. Jak na mojego wroga, oczywiście.
Stałem u samej góry, więc patrzyłem na telebimy, gdyż nie widziałem na scenie nic.
Opierałem się o wielki, kamienny słup, gdy nagle ktoś poklepał mnie po ramieniu.
Odwróciłem się i zobaczyłem twarz Davida.
Wydął powoli usta.
- David... Hej. - mruknąłem. - Szkoda, że twój serial nie zdobył nagrody, uważam, że zasługiwaliście...
- Daruj sobie, Ross. - uciął mi ruchem ręki.
Ton jego głosu był twardy i suchy. Zajebiście.
- Powiedziałeś, że nic nie czujesz do Laury. - warknął.
- Bo nie czuję....
- Kogo próbujesz oszukać ? - znów mi przerwał.
- Nikogo. Ja naprawdę... - spróbowałem.
- Jesteś nikim Ross. Grasz blond debila w jakimś nędznym serialu. - powiedział sucho.
Co on powiedział ??
- Laura też gra w tym serialu. - wtrąciłęm.
- Tak, tylko, że ona ma przyszłość. A ty nie. Ty i ten twój zespolik też nie macie szans na rynku muzycznym.
Trzymajcie, mnie bo mu przypie...
- Czego chcesz, David ? - spytałem.
- Niczego. Ja cię tylko ostrzegam.
- Grozisz mi ? - spytałem, nie dowierzając.
- Nie, uprzedzam cię. Nie jesteś wart Laury. - syknął. - Poczekam, aż ją skrzywdzisz, bo na pewno taki czas nadejdzie, a potem... Pojawię się i będę przy niej. Nie będzie cię chciała znać.
- Przystopój trochę, David. - warknąłem.
- Zobaczysz... - zaczął odchodzić. - Do zobaczenia na bankiecie...
po tych słowach odszedł.
Chyba mnie nie lubi.
Głupie zdjęcia ! Przez nie Maia ze mną zerwie, będę przywiązany do Laury i jeszcze ten David...
Słowo daję, jeśli znajdę tego, kto zrobił te zdjęcia.... Zabiję !

*Narrator*

Tak oto skończyła się gala. Fani zostali tak długo jak mogli, po czym opuścili halę, świętując do rana...
Gwiazdy zaś udały się na bankiet do klubu nocnego, gdzie dopiero zaczęła sie zabawa... To co tam zaszło.... Oh, dużo by gadać...

---------------------------------

Nareszcie..... Miałam długą przerwę, za co przepraszam.... Mam nadzieję, że wam się podoba ! Komentujcie !

KOMENTUJĄC, MOTYWUJESZ DO PISANIA !!!!!!!!!!!!1

czwartek, 9 października 2014

Przepraszam...

Hej ludzie !

Wybaczcie, że od wakacji nie wrzuciłam jeszcze ani jednego rozdziału... Stanęłam i przez pierwszą część września nie miałam żadnego pomysłu... :c
Wena przyszła pod koniec ubiegłego miesiąca, lecz lekcje i zadania domowe odcięły mnie od komputera. 
Ale walić to ! Od teraz obiecuję, że będę systematycznie dodawać rozdziały !
Postaram się dodawać po jednym co tydzień w weekendy, bądź co dwa tygodnie - wtedy będą dłuższe. 
Najbliższy rozdział pojawi się już jutro, a może jeszcze dzisiaj, jeśli nie stwierdzę, że jest do bani...
Tak więc: przepraszam i obiecuję poprawę ! RAURA....


poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Rozdział 25 ,,Laureatka tegorocznej gali"

*Ross*

Przez następne parę chwil wszystko działo się jakby w zwolnionym tempie.
Marano odwracająca się w moją stronę z na wpół przerażoną, na wpół rozbawioną miną. Armatki wynurzające się z podłogi. Krzyczący i klaskający ludzie.
Po sekundzie z armatek wystrzeliła zielona flegma.
Uderzyła ze wszystkich stron, wprost na mnie i Marano, ochlapując również fanów przy scenie.
Marano pisnęła, gdy flegma zalała jej sukienkę i włosy.
Byłem pewien, że dostanie szału, lecz ona po prostu się śmiała, starając się zdjąć flegmę z włosów.
To wszystko trwało może z minutę.
Po chwili armatki wstrzymały ostrzał, ochlapując nas ostatkami.
Fani - również w flegmie - bili brawa i śmiali się. Również wiele gości biła brawa, dławiąc się śmiechem, w głębi serce pewnie ciesząc się, że to nie oni są na naszym miejscu.
Podniosłem kciuk w górę.
- Super ! - zawołałem do mikrofonu.
Wszyscy zaczęli wrzeszczeć.
Zacząłem iść do Marano, byśmy opuścili scenę (flegma zalała mi oczy, więc robiłem to na ślepo).
I nagle poczułem, jak tracę grunt spod nóg, wywaliłem się i jeszcze bardziej wytarzałem we flegmie.
Marano zaczęła się ze mnie śmiać jak głupia, po czym pomogła mi wstać i razem zeszliśmy ze sceny, żegnani oklaskami.
Weszliśmy za kulisy, gdzie jacyś ludzie od razu dali nam koca, do okrycia, byśmy nie zmarzli. Nawet jeśli flegma nie była nawet taka zimna, to teraz było trochę chłodno.
Marano usiadł na jednym z foteli w rogu, ja za to stałem. Oboje odłożyliśmy statuetki na stół.
- Brawo ! - zawołał jakiś mężczyzna z brodą w garniturze, podchodząc do nas. - Jak samopoczucie ?
- Świetnie. - odparłem.
- Cieszę się. Jestem Eric Mont, główny organizator gali. I muszę powiedzieć, że jestem naprawdę zadowolony, że wygraliście. - mówił, siadając obok Marano. - Od jakichś dwóch tygodni mieliśmy ustalone, że oblejemy najlepszego aktora i aktorkę. To wspaniale, że trafiło na parę z tego samego serialu.
- Dzięki. - odparła Marano, ocierając sobie ramiona. - To serio zaszczyt.
- Oh, to zabawa ! - zaśmiał się Eric. - Dobrze, ogrzejcie się, a potem możecie pójść na zaplecze. Amanda da wam nowe ubrania.
- Jasne, dzięki. - odparłem, ściskając mu dłoń.
- Nie ma za co. Widzimy się na bankiecie. - powiedział, po czym zniknął za drzwiami po lewej stronie.
- To było... niesamowite. - szepnąłem, opadając na fotel obok Marano.
- Zabawne to było jak się wywaliłeś. - zaśmiała się.
Szturchnąłem ją w oblepione ramie.
- Zrobiłem to specjalnie.
- Jasne. - odparła z sarkazmem, po czym wstała i zaczęła iść w kierunku jakichś drzwi.
- Gdzie idziesz ? - zawołałem.
- Przebrać się.

*Vanessa*

Śmialiśmy się do rozpuku, gdy Laurę i Rossa obryzgała zielona flegma ! Ubóstwiam tą galę !
- No, nieźle. - zaśmiał się Riker. - Nie dość, że dowiedzieli się, że ktoś zrobił  nich parę, to jeszcze ta flegma !
- Nieźle ? Moim zdaniem to genialne ! - odparłam. - Zobaczycie, przed początkiem zdjęć do nowego sezonu Lau i Ross będą razem ! Tak naprawdę razem !
- Pójdę po coś do jedzenia. - obwieściła Delly. - Jakieś zamówienia ?
- Kanapki z tuńczykiem ! - zawołał Riker.
- Ok, zaraz będę z powrotem. - po czym poszła do kuchni.
Tak więc, zaważając na to, że Rocky poszedł gdzieś z Alexis, a najmłodszego Lyncha nie interesowała gala i siedział na górze, zostaliśmy z Rikerem sami w salonie.
- Czemu tak ci na tym zależy ? - spytał Riker.
- Bo zależy. Chcę, żeby Laura była z Rossem, bo idealnie do siebie pasują. - odparłam.
- Aha, rozumiem.... - odparł przeciągle.
Przez następne parę minut przyglądał mi się nieustająco, lecz zignorowałam go i skupiłam się na gali, gdzie wręczali właśnie nagrodę dla najlepszego filmu animowanego.

*Laura*

Weszłam na zaplecze, lecz nikogo tam nie było.
- Amanda ? - zawołałam. - Amanda ?
Nikt mi nie odpowiedział. Poszłam trochę w głąb, lecz i tam nikogo nie było.
Wzruszyłam ramionami i odwróciłam się do wyjścia.
Omal nie dostałam zawału, gdy zaraz przed moją twarzą pojawiła się szczupła sylwetka kobiety z ciemnymi, kręconymi włosami.
- Wybacz, przestraszyłam cię ? - zapytała, szeroko się uśmiechając.
- Nie, nie. - odparłam, łapiąc się za klatkę piersiową, by opanować (jak mi się zdawało) zawał.
- Jestem Amanda Switzhe. - odparła, wyciągając w moją stronę swoją kościstą dłoń.
- Laura Marano. - odparłam, potrząsając jej ręką.
Była tak chuda, że bałam się, ze zaraz się rozpadnie. Nierealne, wiem, ale serio tak było.
- Oh, czyli to na ciebie wypadło w tym roku... - zaszczebiotała, łapiąc się za podbródek i oglądając moją totalnie niszczoną sukienkę.
- Najwyraźniej... Ale było fajnie. Tylko szkoda sukienki. - odparłam.
- Ach, szkoda, szkoda... - westchnęła. - Victoria Beckham ?
Z tego wszystkiego zapomniałam. Tak ? Nie ?
Niepewnie kiwnęłam głową. Ona powinna to wiedzieć, no nie ?
- Oh, no nic. - odparła. - Tam jest parawan. Zdejmij to z siebie, a ja zaraz coś ci wybiorę. Nie wiedzieliśmy kto wygra, więc mam parę rozmiarów i krojów. Wybiorę ci coś ładnego...
Zgodnie z poleceniem weszłam za parawan i ściągnęłam z siebie sukienkę, zostając jedynie w staniku i majtach, które NA SZCZĘŚCIE nie były dotknięte flegmą.
- Amanda ? - zapytałam, gsy kobieta nie wracała przez dłuższy czas.
Po chwili podała mi pierwszą sukienkę.  
Ubrałam ją i wyszłam zza parawanu.
Amanda kazała mi się poobracać, ale szybko stwierdziła, że wyglądał jak jajko w pierzynie i kazał mi się przebrać. Jak mam być szczera, to ta druga wcale nie była lepsza.
Amanda stwierdziła podobnie, po czym długo szukała innej sukienki.
W tym czasie przyszedł Lynch, któremu Amanda szybko wyszukała jakiś strój.
Więc ja stałam półnaga za parawanem, Lynch siedział na kanapie, w tym samym pomieszczeniu, a Amanda szukała jakiejś kiecki.
Po chwili krzyknęła tak głośno, że byłam pewna, że usłyszą ją nawet na gali, która za chwilę miała sie skończyć.
- MAM !
Po czym podbiegła do mnie i wręczyła mi sukienkę.
- Ubierz, a ja znajdę dodatki !
I pobiegła.
Nałożyłam sukienkę, lecz miałam problem z jej zapięciem.
Wtedy zjawił się Lynch.
- Pomóc ? - zapytał.
Przestałam się siłować z zamkiem i odwróciłam się do niego tyłem, by zapiął sukienkę.
Chwycił w palce zamek i zaczął zapinać.
Po chwili sukienka leżała idealnie, więc odwróciłam się do lustra.
Sukienka była naprawdę piękna.
- Jest serio ładna. - powiedział Lynch tuż nad moim ramieniem.
Prawie zapomniałam, że nadal tam jest.
- Wiem.
- Tobie też w niej całkiem nieźle. - dodał.
Wiem, że w jego ustach i tak był to komplement.
- Dzięki. - odparłam.
W tym momencie wróciła Amanda.
- Ross ! - zawołała zdziwiona.
- Ja już wychodzę. Pomagałem jej zapiąć zamek. - mruknął, wychodząc zza parawanu.
- I jak ci się podoba ? - zapytała Amanda, stając za mną w stronę lustra.
- Jest genialna. - odparłam.
- Super. - zawołała. - Trzymaj. - podała mi parę butów.
Ubrałam je.
- Bosko ! To czółenka od najlepszych projektantów. - zawołała, po czym podała mi torebkę.
Otworzyłam, dziwiąc się, że w środku są moje rzeczy,
- Przełożyłam je. - szepnęła do mnie Amanda. - Biżuteria może zostać, oczyściłam ją. - podała mi naszyjnik od mojej mamy. - Została tylko fryzura. - wskazała bym usiadła na fotelu obok Lyncha.
Usiadłam, a ona zaczęła swoją pracę.
Po jakichś 15 minutach skończyła. Myślałam, że je przemyje i rozczesze, ale ona poczyniła cuda. Zrobiła mi koka z warkoczem.
- Gotowe. Możecie wracać na galę. To znaczy ty, Ross możesz... Laura, Eric prosił, żebyś wręczyła nagrodę dla Najlepszego serialu telewizyjnego. Jest to ostatnia wręczona kategoria, więc zaraz potem pójdziecie na bankiet. - powiedziała Amanda.
- Jasne.
- Dobra, spotkamy się później. - odparł Lynch.
- Ok, narka. - powiedziałam, a chłopak wyszedł.
Ja podążyłam za Amandą za kulisy, gdzie czekała już dziewczyna z nagrodą i Eric.
- Laura, wyglądasz wspaniale ! - zawołał.
- Dzięki, to dzięki Amandzie. - odparłam.
- Zdolna z niej bestia, prawda ? - zaśmiał się, podając mi kopertę. - Tam są wyniki. Wiesz co mówić ? Przepraszam, zę tak z zaskoczenia, ale...
- Nie ma sprawy. - uśmiechnęłam się.
- Dziękuję, jesteś wielka. - odparł. - Wasze rzeczy zostaną wysłana do producenta. Wasze nagrody są bezpieczne, oddam wam je po gali, nie chciałem, żebyście je zgubili po tym całym zamieszaniu.
- Jasne.
- Nagrodę dla Najlepszego Serialu Telewizyjnego wręczy... laureatka tegorocznej gali... Laura Marano ! - zawołał prowadzący.

--------------------------

I jak się podoba ? Trochę nudny, ale spokojnie... To nie koniec !

KOMENTUJĄC, MOTYWUJESZ DO PISANIA !!!!!!


sobota, 16 sierpnia 2014

Rozdział 25 ,,Umierali z zachwytu"

*Narrator*

Ludzie zgromadzeni na Kids Choice Awards można by powiedzieć, że oszaleli, gdy na telebimach pokazano zdjęcia Laury i Rossa.
Fani od razu zaczęli skandować ,,RAURA, RAURA, RAURA !!!".
Byli zadowoleni, że nareszcie stało się to na co czekali tyle czasu.
Tak, wszyscy byli zadowoleni...
Oprócz paru osób.
Pierwszą z nich był David, który spóźnił się na galę i wchodząc na salę usłyszał o wszystkich. Zaczął bić brawo, jak wszyscy, ukrywając żal.
Drugą osobą była Maia - ,,zdradzona" dziewczyna, która od razu poprzysięgła zemstę Laurze.
Ostatnimi wiadomymi mi osobami byli - a jakże by inaczej - sami zainteresowani.
Trudno opisać, to co działo się wtedy w ich głowach.
Uśmiechali się do kamer, próbując sobie to wszystko ułożyć...

*Laura*

Patrzyłam na te zdjęcia, jak głupia, próbując sobie przypomnieć ten dzień.
Jak na złość głowę miałam pustą. Nie pamiętałam zbyt wielu szczegółów, bo parę dni wcześniej, chciałam wymazać sobie ten dzień z głowy...
Widziałam tylko jedno - wszyscy myślą, że Lynch i ja jesteśmy parą !
Wszyscy ! Łącznie z dziewczyną Lyncha i...
O mój Boże !
David...
Jeśli to widział... JASNE, ŻE TO WIDZIAŁ, IDIOTKO ! WSZYSCY WIDZIELI!
Ale kto mógł nam zrobić te zdjęcia.
Na kręgielni byliśmy tylko ja, Lynch, Delly i Van, a więc nikt od nas - to jasne.
Może gdzieś kryli się fotoreporterzy, albo dziwni fani, szukający materiałów na dowód, że ,,jesteśmy razem", takich jak te pieprzone zdjęcia !
Po skończonej piosence, P!NK zeszła ze sceny, a kamera przestawała nas pokazywać.
Timberlake wszedł na scenę i nam pogratulował (PFF JAKBY BYŁO CZEGO !), po czym zaczęli wręczać statuetki.
Pierwsza była, ze najlepszy film.
- Lynch... - szepnęłam do chłopaka.
- Nic nie mów. - pisnął. - Oni serio myślą, że to wszystko to prawda !
- Wiem... Przez to gówno mogę stracić Davida !
- A ja Maię, pomyślałaś o tym ? - odwarknął.
- Nagroda wędruje do... - czytał w tym czasie Johny Depp. - ... Igrzysk Śmierci !
Rozległy się brawa i wrzaski, rozdzierające bębenki w uszach.
- To co robimy ? - spytał.
- Nic. - odparłam. - Uśmiechaj się i potakuj. Jutro z samego rana pojedziemy do reżysera i WSZYSTKO odkręcimy.
Chłopak szybko się ze mną zgodził.
Wręczyli parę statuetek muzycznych. Nie skupiłam się za bardzo, ale pamiętam, że nagrodę dla najlepszego zespołu zgarnęli chłopcy z One Direction, piosenkarkę roku wygrała Selena Gomez, a piosenkarza Austin Mahone.
Co dziwne do tej pory nikogo nie oblali śluzem, więc byłam jeszcze pełniejsza obaw.
Nareszcie przyszła kolej na nagrody dla seriali.
- Nagrodę dla najlepszego aktora wręczy nie kto inny jak... Miley Cyrus ! - zawołał prowadzący, a na scenę weszła piosenkarka z kartką z wynikami i jakaś blondynka z nagrodą.
- Witajcie ! Jak się bawicie ? - zaśmiała się. - Przypomnijmy sobie nominowanych...
Na telebimach pojawiła się kategoria ,,Najlepszy aktor telewizyjny". 
- Adam Hicks, Zeke i Luther. - powiedział głos w głośnikach.
Brawa.
- Jake Short, Nadzdolni.
Brawa.
- David Adams, Para nienormalni. (Wymyślone przez autora - od autora).
Brawa.
- Ross Lynch, Austin i Ally.
Brawa.
- Ok, zaczynamy. Statuetkę w kategorii dla najlepszego aktora serialowego otrzymuje.... - otworzyła kopertkę i wrzasnęła do mikrofonu: - ROSS LYNCH !!!!

*Ross*

Gdy Miley powiedziała moje imię, zerwały się krzyki i oklaski.
Wstałem z miejsce; tak samo jak Marano.
Uściskaliśmy się - jak zawsze na galach, po czym ruszyłem w stronę sceny, przybijając piątki przypadkowym osobom.
Mijając rzędy widziałem Jaka i Adama - bili brawa.
Uśmiechnąłem się do nich. 
Przechodząc obok 1 rzędu, zaraz przy wejściu na scenę minąłem Davida.
- Gratuluję. - zawołał do mnie z kamienną minął.
- Dzięki. - odparłem, wiedząc, ze i tak nie mówi szczerze.
Wbiegłem na scenę, uściskałem Miley i wziąłem od drugiej dziewczyny statuetkę.
Następnie podszedłem do podium.
Przypatrzyłem się statuetce, po czym nachyliłem się do mikrofonu.
- Wow. - zawołałem.
Odpowiedziały mi krzyki fanów.
- Dzięki.. Um, to dla mnie naprawdę wielkie wyróżnienie. - przerwałem, by fani mogli pokrzyczeć. - Dziękuję producentowi, ekipie... i wszystkim ludziom, dzięki którym tu jestem. Dzięki wielkie !
Po tych słowach chciałem zejść ze sceny, lecz zatrzymała mnie Taylor Swift z inną kopertą i dziewczyna ze statuetką.
- Skoro tu już jesteś, Ross. Pomożesz mi z wyczytywaniem najlepszej aktorki, dobrze ? - zaproponowała.
Kiwnąłem głową.
- Hej ! - zawołała dziewczyna do mikrofonu. - Przypomnijmy sobie nominacje w kategorii najlepsej aktorki telewizyjnej.
Rozległy się gromkie brawa, na telebimie ukazały sie nominowane dziewczyny.
- Stefanie Scott, Nadzdolni. Bella Throne, Shake It Up. Laura Marano, Austin i Ally. Maia Mitchelle, Teen Beach Movie.
- A statuetkę odbierze... - zaczęła dziewczyna, otwierając kopertę.
Po czym podsunęła mi ją, bym to ja przeczytał.
Super, to teraz się zacznie...
- Laura Marano ! - krzyknąłem, patrząc na telebim.
Po chwili pojawiła się na nim Marano, która przyjmowała brawa od wszystkich wokół.

*Laura*

Zbiegłam po schodkach na tyle szybko, na ile pozwalał mi buty na obcasie.
Na samym dole zobaczyłam David.
Wyciągnął ku mnie ręce i powiedział z uśmiechem:
- Gratulacje, Laura.
Przytuliłam go mocno, po czym poszłam w stronę sceny.
Może David wiedział że te zdjęcia to ściema i nie będzie o nie pytał ?
Wzięłam statuetkę, po czym uściskałam Taylor, która pogratulowała mi na ucho.
Po tym podeszłam do Lyncha, który wziął mnie w ramiona i okręcił parę razy, po czym odstawił mnie na ziemię. 
Podeszłam do mikrofonu.
- Dzięki. - krzyknęłam, starając się przekrzyczeć wrzaski tych wszystkich ludzi. - To mega zaszczyt wygrać z takimi cudownymi dziewczynami. - powiedziałam, myśląc TYLKO o Stefanie i Belli. - Steff, Bella, Maia gratuluję, jesteście świetne.
Fani zaczęli bić brawa.
- Dziękuję też mojej siostrze, ze zmusiła mnie do pójścia na casting... I... dziękuję ekipie, producentowi... I wam, fanom ! To dzięki wam tu dziś stoję ! Dzięki, kocha was !
Następnie cofnęłam się, a Taylor pokazała, byśmy ustawili się z Lynchem do wspólnego zdjęcia.
Piosenkarka usunęła się ze sceny, zostawiając nas samych sobie.
Ustawiliśmy się i zaczęliśmy pozować, kiedy fani zaczęli coś po cichu skandować. Coś, co po chwili skandowała cała hala, łącznie z niektórymi gwiazdami.
Krzyczeli: KISS, KISS, KISS.
Do tego co chwilę z którejś strony ktoś wrzeszczał:
- Pocałujcie się.
albo:
- Dawaj Ross !
Po chwili poczułam, jak Lynch całuje mnie w policzek i obejmuje mnie w pasie.
Dałam mu ,,przyjacielskiego szturchańca w żebra",,  najchętniej jednak rozwaliłabym mu głowę o podłogę.
- Weź, spodoba im się. - szepnął, tym razem całując mnie w czoło.
Walnęłam go jeszcze raz, na znak ,,NIE".
Chyba zrozumiał.
Ale fanom to wystarczało - umierali z zachwytu.
Uśmiechnęłam się.
I w tym momencie po z obu stron sceny wynurzyły się armatki.
Zanim to naprawdę nastąpiło, wiedziałam co to oznacza.
Zawsze oglądałam Kids Choice Awards.
A czego nie było na tej gali ?
Zielonej flegmy....

-----------------------------
BUM ! Myślicie, że Laura i Ross wpadną na to kto ich wrobił ? A co zrobią David i Maia ?
PISZCIE W KOMENTARZACH !!!!

KOMENTUJĄC, MOTYWUJESZ DO PISANIA !!!!!!!!




Rozdział 24 ,,It must be true love"

*Laura*

Piski i wrzaski wypełniły moje uszy, tak, że nawet nie słyszałam, co Lynch do mnie mówi.
Gdy stanęłam na ziemi, a limuzyna odjechała, zaczęłam robić to co zwykle.
Machałam do fanów, którzy robili wszystko bym do nich podeszła.
Podeszłam więc do jakiejś małej dziewczynki, która wyciągnęła w moim kierunku rysunek i flamaster.
Podpisałam go, po czym przeszłam do kolejnych osób, Lynch rozdawał autografy z drugiej strony. 
Byłam w trakcie robienia sobie zdjęcia z jakimś kolesiem, gdy podszedł do mnie Lynch.
- Musimy iść. - szepnął mi do ucha.
Podpisałam się jeszcze na ręce jakiejś dziewczynki, po czym oboje ruszyliśmy w stronę platform i czerwonego dywanu.
Widziałam wiele znajomych twarzy. Z czerwonego dywanu w świetle fleszy schodziła właśnie z wielkim uśmiechem Bella Throne.
Zauważyła nas i uroczo pomachała, po czym poszła w stronę sali.
Ustawiliśmy się z Lynchem i zaczęliśmy uśmiechać się do fotoreporterów.
Co chwilę z którejś strony błyskał flesz - nie wiedziałam już gdzie patrzeć.
Przeszliśmy cały dywan, z uśmiechami, a na końcu złapała nas kobieta w średnim wieku z mikrofonem w ręce.
- Cześć, jestem Anna. Prowadzę relację z gali dla kanału pierwszego, mogę przeprowadzić z wami wywiad ? - zapytała.
- Jasne. - odparł z uśmiechem Lynch, nie zważając na inne gwiazdy, które za nami pozowały do zdjęć.
- Dobrze, jak wam się podoba dzisiejsza gala ? - zapytała, po czym podstawiła mi mikrofon,a jej kamerzysta wymierzył w nas kamerę.
- Jest fantastycznie ! - uśmiechnęłam się. - To cudownie być w takim miejscu.
- Cieszę się. - odparła Anna. - Laura, Ross czujecie presję ? W końcu jesteście nominowani w kategorii najlepszy aktor i najlepsza aktorka.
- To znaczy: cieszymy się bardzo z nominacji i pewnie skłamałbym, gdybym powiedział, że nie chcielibyśmy wygrać, ale... Jeśli to nie my zdobędziemy nagrody, to chyba nie będziemy płakać. - uśmiechnął się Lynch.
- Rozumiem. A jak to jest między wami, jesteście przyjaciółmi, czy może coś więcej ? - zapytała kobieta.
- Przyjaciele. - odparłam szybko.
- Najlepsi. - dodał Lynch.
- Oh, weźcie. Coś się musi między wami dziać po tych wszystkich scenach z serialu...
- Jesteśmy aktorami i staramy się dobrze wykonywać naszą pracę. Ale to też zabawa. - mruknął zniecierpliwiony Lynch.
Chyba tylko to nas łączyło - nienawiść to tego typu plotek.
- Jasne. - mruknęła. - Dzięki za wywiad i powodzenia.
- Dzięki. - odparliśmy niemal równo, po czym poszliśmy w stronę wejścia.
Chwilę potem naszym oczom ukazała się wielka hala ze sceną i mnóstwem ludzi.
- Oh tak ! Jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi ! - mruknęłam z udawaną słodyczą do Lyncha.
- Zamknij się, Marano ! - mruknął.
Po chwili dotarliśmy do pierwszych rzędów i naszych miejsc. Lynch poszedł przodem, ja zatrzymałam się przy Stefanie Scott. która siedziała rząd przed nami.
- Hej, Laura. - uśmiechnęła się blondynka.
- Hej, gratuluję nominacji do najlepszej aktorki.
- I wzajemnie. - dodała. - A co u ciebie ?
- Spoko. Mamy teraz przerwę w kręceniu, ale za półtora tygodnia wracamy na plan.
- To podobnie do nas. My skończyliśmy kręcić 3 sezon Nadzdolnych dwa dni temu, ale już za tydzień wracamy do roboty. - mruknęła.
- Współczuję, ale ty chyba to lubisz, nie ?
- I to bardzo. - uśmiechnęła się.
Odwzajemniłam uśmiech.
- Widzimy się potem ? - zapytałam.
- Jasne. - odparła.
Poszłam w kierunku naszych miejsc, mijając znanych z akcji promocyjnych ludzi.
Gdy dotarłam na miejsce, Lynch już tam był i kłócił się o coś z Maią.
- Nie mam pojęcia, o czym mówisz ! - warknął Lynch.
- Daj spokój ! Wszystko widziałam ! - odkrzyknęła Maia.
- Hej. - mruknęłam, wtrącając się w ich rozmowę.
Lynch się odwrócił i spojrzał na mnie niezrozumiale. Maia za to obdarzyła mnie znienawidzonym spojrzeniem.
- Kogo my tu mamy: Laura Marano. - warknęła, po czym minęła Lyncha oraz mnie i ruszyła do rzędu za nami.
- A jej co się stało ? - spytałam, zajmując miejsce 49.
- Powiedziała, że widziała zdjęcia. - mruknął, siadając obok mnie. - I, że wie o nas.
- Proszę ?! - niemalże krzyknęłam.
- Tak mi powiedziała. - odparł. - Pewnie znowu zmyśla, nieważne...

*Ross*

Starałem się zachować spokój, lecz tak naprawdę wyglądało to strasznie... podejrzanie ?
Po parunastu minutach na scenę wszedł Justin Timberlake.
- Nie wiedziałam, że to on prowadzi galę. - mruknęła do mnie Marano.
- Witajcie na tegorocznej gali Kids Choice Awards !!! - zawołał prowadzący.
Odpowiedziały mu wrzaski fanów, którzy stali zaraz przy scenie.
- Na samym początku: proszę powitajcie P!NK ! Z jej cudowną piosenką ,,True Love" ! - zawołał Timberlake, schodząc ze sceny.
W tym samym momencie wjechała na nią platforma, na której stała różowo włosa piosenkarka.
- Witajcie Los Angeles ! - zawołała. - Tą piosenkę dedykujemy parze, która dopiero się ujawniła ! Gratulujemy i życzymy szczęścia ! Laura Marano i Ross Lynch !! To dla was !
Band zaczął grać muzykę, a wokalistka zaczęła śpiewać.
Dopiero, gdy na jednym z telebimów pojawiliśmy się my, z kamery na żywo, a na drugim zdjęcia, zrozumiałem co się stało.
Ktoś zrobił nam zdjęcia w kręgielni ! I uznali, że jesteśmy parą !
O to chodziło Mai. Ktoś popełnił koszmarny błąd i zeswatał mnie z Marano !
- It must be true love ! - śpiewała P!NK.
Zobaczyłem na telebimie moją zdziwioną minę, po czym spojrzałem na Marano.
Była bradziej zszokowana ode mnie.
Ludzie z boku i z tyłu klepali nas po ramionach i plecach, gratulując związku, a my mogliśmy tylko patrzeć, jak następuje jeden z najgorszych momentów w naszych życiach.

------
I jest ! Magiczny numer 24 !
Mam nadzieję, że się podoba ! Raura !

KOMENTUJĄC, MOTYWUJESZ DO PISANIA !!!!!1