poniedziałek, 12 maja 2014

Rozdział 11 ,,Walnęło cię !!!"

*Laura*

Lynch otworzył drzwi i wszedł do środka. Ja chwilę poczekałam, po czym podążyłam za nim. Zamknęłam drzwi.
- Lynch ? - zapytałam.
W pomieszczeniu było strasznie ciemno.
- Lynch, cholera jasna ! - pisnęłam.
Nagle w kuchni, przedpokoju i salonie zaświeciły się światła. Zza kanap,krzeseł, stołów powyskakiwali ludzie !
- NIESPODZIANKA ! - krzyknęli.
Stałam jak oszołomiona.
Przez chwilę do mnie dochodziło, co się właśnie dzieje !
Wśród ludzi była ekipa z planu, moi przyjaciele i znajomi.
W kuchni zauważyłam Van, Ryd i Raini..
Dziewczyny szybko do mnie podbiegły i mocno mnie wyściskały.
- A więc to wasza sprawka ! - zawołałam.
- Zadowolona ? - uśmiechnęła się Nessa.
- Poczekaj, aż otworzysz prezenty. -dodała Raini.
- Wszystkiego najlepszego, Lau. - przekrzyczała je Delly.
- Dziękuję. - odparłam mocno przytulając każdą z osobna.
- Podziękowania należą się także Rikowi, Ellowi, Rockiemu, Rylandowi i Rossowi. Pomagali. - uśmiechnęła się Ness.
- To co ? Pora na zabawę ! - krzyknęła Raini i pociągnęła zaskoczoną Delly na parkiet, na środku salonu. Z rogu, Riker, bawiący się w DJ-a puszczał muzykę.
- Dziękuję, Vanessa. - uśmiechnęłam się do siostry.
- Nie ma za co. Ale ty lepiej powiedz skąd masz tą wystrzałową sukienkę ?!
- Dostałam. - odparłam.
- OD KOGO ?
- Uspokój się. Od Lyncha. - mruknęłam.
Twarz mojej siostry zrobiła się cała czerwona.
Wzięłam ją za rękę i poprowadziłam w ustronne miejsce (czytaj: do kuchni).
- Uspokój się. - rozkazałam.
- DOSTAŁAŚ SUKIENKĘ OD ROSSA ! - wydawało mi się, że Van zaraz zacznie krzyczeć, więc przyłożyłam jej rękę do ust.
- I co z tego ? I tak go nie lubię. Debil wepchnął mnie do basenu. - bąknęłam.
- Musieliście się nieźle bawić. - zaśmiała się Nessa.
- Żartujesz sobie ? Lepiej powiedz co tam z Rikerem. Wpadłaś mu w oko. - zauważyłam.
- Jest naprawdę fajny. Ale do mnie nie zagada. - mruczała Van.
- To ty to zrobisz. - wzięłam ją pod rękę i siłą zaciągnęłam do stanowiska DJ-a.
Riker uśmiechnął się na nasz widok.
- Hej, Laura. Wszystkiego naj ! - powiedział.
- Dzięki, Riker. Zajmiesz się Van ? Chciałaby się trochę podszkolić. - wskazałam na sprzęt.
- Jasne, spoko. - odparł, puszczając oko do Nessy.
Poradzą sobie beze mnie. - pomyślałam.
Przez paręnaście następnych minut witałam gości. Lynch stał z boku, opierając się o schody i przyglądał się każdemu mojemu ruchowi.
Wreszcie nie wytrzymałam i podeszłam do tego idioty.
- Co się tak gapisz, Lynch ?
- A co ? Nie wolno ?
- Wiesz co ? Ostatnio mnie nieźle wkurzasz !
- A ty mnie ! Patrz jaka sytuacja. - zakpił, po czym poszedł... właściwie nie wiem gdzie. Co mnie to ?
Postanowiłam zapomnieć o tym (lista przekleństw) i dobrze spędzić ten wieczór. W końcu to moje urodziny, nie ?

*Ross*

A już myślałem, ze z Marano się dogadamy. Głupi jestem. Ta idiotka zawsze pozostanie idiotką.
Podszedłem do Rikera, kiedy akurat Van poszła do toalety.
- Co jest brat ? - spytał Riker.
- Marano. Wkurza mnie. - bąknąłem.
- Serio ? A ja z Van właśnie sobie mówiliśmy, że ładna z was para. - powiedział.
- Wy serio nie macie o czym gadać ? - parsknąłem.
- Heeeh. Nessa jest tego samego zdania co ja.
- To znaczy ?
- Że lubicie się nawzajem. Tylko boicie się do tego przyznać.
- W życiu. A nawet jeśli, to ja jestem z Maią, a ona z tym swoim Davidem.
- O ! Ktoś jest tu chyba zazdrosny ! - zaśmiał się.
- Odwal się . - powiedziałem, odchodząc od niego.
On mnie nie zrozumie.
Nagle zobaczyłem jak Marano i jakiś gość (chyba znałem go z planu) wymykają się prze ogród.
- Gdzie idziecie ? - zapytałęm.
- Chcę sobie zrobić tatuaż. A Peter pokaże mi fajne miejsce, gdzie mi go zrobią. Nie martw się, debilu.
- Nie martwię się o ciebie, Marano. Po prostu chyba jesteś za mała na takie rzeczy. - warknąłem.
- Walnęło cię ? Będę tu za pół godziny i udowodnię ci, że jestem duża.

-------------

Dobra, konkurs. Kto ma pomysł na fajny tatuaż dla Laury ? Piszcie w komach.

KOMENTUJĄC MOTYWUJESZ DO DALSZEGO PISANIA.




Rozdział 10 ,,Co tu robimy ?"

*Ross*
Podszedłem cicho do Marano. I bez uprzedzenia wepchnąłem do basenu.
Plusk. Myślałem, że po chwili wściekła głowa dziewczyny wyłoni się z wody i obrzuci mnie najgorszymi przekleństwami. Ale nie wynurzała się. W ciemnym świetle ledwo widziałem taflę wody. A co jeśli Marano nie umie pływać !? Pfff. To po co byłby im basen ?
Mimo to nadal stałe i patrzyłem. Nic.
Nachyliłem się nad basenem, by zobaczyć coś więcej. I wtedy ktoś od tyłu wepchnął mnie do basenu.
Poczułem dreszcz, zaraz po zetknięciu się z zimną wodą. Zanurkowałem, po czym szybko wypłynąłem na powierzchnię.
Nad basen stała Laura. Cała przemoczona, mimo to skręcała się ze śmiech. Zapaliła na tarasie lampy, więc było już dość jasno.
- Haha Lynch ! Wyglądasz jak mokra kura ! - śmiała się.
- Mógłbym to samo powiedzieć o tobie. - odgryzłem się.

*Laura*

Ross wyglądał naprawdę zabawnie, gdy wepchnęłam go do wody. Był przerażony.
- Wyjdziesz, czy tak zostajesz ? - zapytałam.
- Heeh, no nie wiem. - odparł, zbliżając się do murku.
- Ja w każdym razie... - Lynch nie dał mi dokończyć.
Jednym ruchem złapał mnie za kostkę i pociągnął do basenu.
Zanurkowałam, po chwili wynurzając się... zaraz przed twarzą Lyncha.
Chłopak uniósł jeden koniuszek warg; oczy mu świeciły.
- Ty w każdym razie: co ? - zapytał. Był tak blisko mnie, że czułam na sobie jego ciepły oddech.
- Ja w każdym razie.... - zacięłam się. Nie wiem czy to sprawa tych czekoladowych oczów tego palanta, czy bliskości, którą na mnie wywierał. Mimo wszystko sprawiał, że ledwo łapałam oddech.
- Chodźmy już. Za chwilę jedziemy na galę. - zaproponował, zbliżając się jeszcze bliżej.
- Tak... Spoko. - wyszeptałam. Nie musiałam mówić głośniej. Chłopak był naprawdę blisko mnie.
Po sekundzie wynurzył dłoń z wody i odgarnął mi z policzka kosmyk włosów.
Później uśmiechnął się szeroko i odwracając się, podpłynął do murku.
Chciałam wyjść pierwsza, więc mnie przepuścił.
Podparłam się na rękach i zarzuciłam jedną nogę na brzeg. Nie było to jednak takie łatwe, zważywszy na moje mokre ciuchy i śliskość murku.
Wtedy z pomocą przyszedł mi Lynch.
Delikatnie ujął mnie w tali i podtrzymał, gdy podciągałam drugą nogę. Po chwili stałam już na chodniku i patrzyłam jak zwinnie tyłem na brzeg wskakuje również chłopak.
Później poszliśmy do domu i się wysuszyliśmy.
Gdy po 15 minutach obwieściłam Lynchowi, że idę się przebrać, ten nagle zerwał się na równe nogi.
- Zapomniałbym ! - wrzasnął, biegnąc do hollu. - Nigdzie nie idź. Poczekaj tu.
Nieźle się zdziwiłam, ale mimo to usiadłam na kanapie i poczekałam na Lyncha.
Ten - targając coś za plecami - wrócił po 5 minutach.
- Więc tak. - zaczął. - Dziś masz urodziny. I postanowiłem coś ci dać. Wiem, ze to dziwne, ale... Oh, po prostu przyjmij to.
Wyciągnął zza siebie różowe (dość duże) pudełko, owinięte różową wstążką.
- To dla ciebie. - dodał wręczając mi to.
Następnie usiadł na fotelu, naprzeciw mnie, by dokładnie widzieć moją reakcję.
Co to może być ? Co on mi kupił ?
Lekko drżącymi rękami zdjęłam pokrywę pudełka. I zamarłam. W środku wił się granatowy materiał.
Delikatnie podniosłam górę, a reszta falując, opadła w dół.
Była to sukienka. Ale nie byle jaka sukienka. Najpiękniejsza, jaką w życiu widziałam.
- O mój Boże. Ross... - spojrzałam na niego.
Siedział z rękoma skrzyżowanymi na piersi z miną ,,Jestem genialny, wiedziałem, że ci się spodoba."
- To jest piękne. Ale ja nie mogę tego przyjąć. - dodałam.
- Ej, to jest prezent. - mruknął, nachylając się.
- Jest piękna. Dziękuję. - odpowiedziałam, podchodząc do niego.
Chłopak automatycznie wstał. Mocno go przytuliłam.
Oplotłam ręce wokół jego szyi, a on objął mnie w tali.
- Podoba ci się ?
- Oczywiście. - odparłam.
- To teraz na górę i się przebierać. - mruknął, puszczając mnie.
Szybko wzięłam sukienkę i popędziłam do góry, by się ubrać.

*Ross*

Ha ! Jestem genialny ! Spodobała jej się !
Szybko ubrałem się w garnitur i poczekałem na Laurę.
Po paru minutach pojawiła się na schodach.
Miałem ochotę coś powiedzieć, ale nie mogłem.
Wyglądała nieziemsko.
- Gotowa ? -wydusiłem.
- Tak, no jasne. - odparła, po czym wyszliśmy z domu.
Marano zamknęła drzwi i skierowaliśmy się na parking.
Limuzyna, którą wynajęliśmy z Ryd i Nessą już czekała.
Marano otworzyła drzwi i weszła do środka. Usiadła po lewej stronie pod oknem, ja po prawej, więc byliśmy dokładnie naprzeciw siebie.
Specjalnie wynajęliśmy limuzynę z przyciemnionymi szybami, żeby Laura nie skapnęła się gdzie jedziemy.
Po pół godzinie samochód stanął.
Wysiadłem pierwszy, za mną Marano.
Ze zdziwieniem stwierdziła, że jesteśmy pod moim domem.
- Co tu robimy ? - zapytała.
- Zapomniałem czegoś. Wejdź, proszę. - zaproponowałem.
- Twoich braci i Ryd nie ma w domu ? - zapytała idąc ze mną w kierunku drzwi.
- Nie, wyjechali. Wczoraj. - skłamałem.

*Van*

Wypatrywałam z Delly i Rikerem nadjeżdżającej limuzyny.
Gdy wreszcie wjechała na podjazd, Riker uciszył gości:
- Idą ! CICHO ! - a wszyscy pochowali się pod stołami, za kanapą czy fotelami.
Po chwili z samochodu wysiadł Ross.... i Laura ! Wyglądała przepięknie ! Skąd ona miała ta sukienke !
Minutę później zamek w drzwiach drgnął. A drzwi się otworzyły.
NO TO ZACZYNAMY....

--------

NO I JEST !!!!! RAURA !!! I jak wam się podoba ? Błagam komentujcie !

KOMENTUJĄC, MOTYWUJESZ DO DALSZEGO PISANIA !



Rozdział 9 ,,Poćwiczymy ?"

*Laura*

Wstałam rano i już wiedziałam, że to będzie zły. Mimo iż to moje urodziny. Zamiast cudownego wieczoru w towarzystwie mojej siostry i przyjaciół, szykował się smętny dzień z Lynchem. Głupek uparł się, że wpadnie do mnie 3 godziny przed wyjazdem na galę, by poćwiczyć sceny z kolejnego sezonu A&A. Nie wiem po co mu to, skoro do tej pory obywało się bez prób.
A on ni z tego, ni z owego zadzwonił do mnie wczorajszego wieczora i spytał:
- Poćwiczymy ?
- Lynch, do cholery jasnej: co ty chcesz ćwiczyć ? - zdziwiłam się.
- No kwestię. Do serialu. Jutro. U ciebie. Przed galą. - wyjaśnił.
- No nie wiem...
- Super. - wszedł mi w słowo. - Będę u ciebie jutro, punkt 17. - i się rozłączył.
Tak, że tak. Beznadziejnie zapowiadała się ta moja 18-nastka.
Z łóżka zwlekłam się po 12. Umyłam zęby, umyłam się i ubrałam w domowe ciuchy. 
Zeszłam na dół, w nadziei na spotkanie Van. Ale nie było po niej ani śladu. Była za to zielona karteczka na blacie w kuchni.
Wybacz. Musiałam pojechać na plan. Wrócę wieczorem. Baw się dobrze na gali. Buziaczki Van.
Zgniotłam kartkę i rzuciłam nią w ścianę. Odbiła się i z cichym szmerem spadła na podłogę.
Super. Czy ten dzień może być jeszcze gorszy ???

*Ross*

Dochodziła 16:00, więc postanowiłem wreszcie się wreszcie zebrać. Do tej pory po domu chodziłem w bokserkach i koszulce. Co było dość dziwne, zaważywszy na całą moją rodzinę i Nessę w naszym domu.
Van okłamała Laurę, że idzie do pracy, by przyjść do nas i już od rana wszystko przygotować. Ubrałem się., po czym zszedłem na dół. Cały salon przyozdobiony był różowymi balonami i serpentynami w wielu kolorach. Na małym stole w kuchni stały przekąski i napoje.
Poszedłem do ogrodu. I zamarłem.
Na środku ogrodu stanęła piękna altana i sadzawka. Na trawie leżały dywany. Pośrodku stał również długi stół z krzesłami i fotelami. Wszędzie było także pełno balonów, serpentyn i plakatów z napisami ,,Happy 18 Laura !!!".
Nessa, Rydel i moi bracia ogradzali nasz ogród lampkami różnych wielkości, by wieczorem oświetlić ogród.
- No nieźle. - pochwaliłem, stając w drzwiach tarasu.
- Miło, że pomogłeś. - mruknęła Rydel.
- Heeh. Dobra. - popatrzyłem na zegarek. 16:00. - To ja się zbieram. Idę się zająć solenizantką.
- Tylko bądź grzeczny. - zawołał do mnie Riker. - Nie podrywaj Laury !
- Mógłbym ci powiedzieć to samo. - odparłem, znacząco patrząc na Vanessę, która z zapałem ustawiała krzesła.
Riker oderwał się na chwilę od ustawiania grilla i posłał mi złowieszcze spojrzenie.
Rydel (która ozdabiała altanę balonami) zaśmiała się cicho.
- Cześć ! - krzyknąłem i wyszedłem.
Wsiadłem do samochodu i pojechałem pod dom Marano.

*Laura*

Oglądałam właśnie 16 odcinek 3 sezonu Glee, kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi.
Podeszłam do nich i je otworzyłam. 
W progu stanął Lynch.
- Hej. - rzekł, ciepło się uśmiechając.
- Cześć, wchodź. - odparłam, wpuszczając go do środka.
- O, a gdzie Nessa ? - udałem zdziwionego.
- W pracy. Zostawiła mnie samą. Więc chciałam ci podziękować, że masz zamiar mnie dziś czymś zająć. - powiedziałam.
- Nie no... Nie ma sprawy. - speszył się.
- Chcesz coś do picia ? Albo do jedzenia ?
- Wodę, jeśli mogę. - poprosił.
- Siadaj w salonie, zaraz ci przyniosę.
Chłopak poszedł do dużego pokoju, a ja do kuchni.
Wzięłam dwie szklanki i nalałam do nich wody.
- Proszę. - podałam mu szklankę.
- Dzięki.
- Przyniosę scenariusz i możemy zaczynać, dobra ? - zapytałam, już idąc po schodach.
- Jasne, spoko.
Pobiegłam do pokoju i wzięłam z łóżka pęk kartek i zeszłam do Lyncha.
- To co ? Zaczynamy ?
- Tak, jasne. - odparł.
Zagraliśmy parę scen, postanowiliśmy zrobić małą przerwę.
- Chodź, przejdziemy się po ogrodzie. - zaproponował.
- Jasne.

*Ross*

Wyszliśmy z Laurą przed dom.
Marano włączyła lampki, rozwieszone na drzewach w ogrodzie, dzięki czemu ogród rozjaśnił się.
- Nieźle. - powiedziałem.
- Nom. Chodź, usiądziemy na huśtawce. - zaproponowała, ciągnąc mnie w róg ogrodu.
Usiedliśmy na huśtawce. Ponieważ nie była zbyt szeroka, stykaliśmy się kolanami.
Jak mam być szczery, to nie przeszkadzało mi to. Ale Marano chyba tak, bo zawinęła się w kulkę na swojej części.
Słońce zaczęło już zachodzić. Robiło się trochę chłodniej, ale nie za bardzo jak to w LA.
Marano utkwiła swój wzrok w znikającą na horyzoncie kulę. Przez chwile nie odzywaliśmy się ani słowem. Dopiero gdy słońce zaszło, Marano łaskawie obdarzyła mnie spojrzeniem.
Patrzyła mi prosto w oczy. Wydawało mi się, jakby nie mrugała, tylko patrzyła. Później jej wzrok padł na chwilę na moje usta. Ale tylko na sekundę, po chwili znów wrócił na oczy.
Nie wiem dlaczego, ale zbliżyłem się do niej. Powoli. Nasze twarze dzieliły centymetry.
I w chwili gdy miałem (JAK JUŻ WSPOMNIAŁEM NIE WIEM DLACZEGO) ją pocałować....
Zadzwonił mój telefon.
Marano jakby nagle ocknęła się z jakiegoś transu, bo odsunęła się i powiedziała:
- Odbierz. - i zeskakując z huśtawki poszła w kierunku domu.
Kurde ! - zganiłem się (a właściwie telefon) w myślach.
Wyjąłem IPhona z kieszeni i spojrzałem na ekran. ,,Vanessa".
*Rozmowa telefoniczna*
- Nessa. - powiedziałem z lekkim wyrzutem.
- Też mi cię miło słyszeć. Co u ciebie i Lau ? - odparła.
- Spoko.
- Niczego nie podejrzewa ?
- Raczej nie. - powiedziałem, patrząc za Laurą, która chodziła teraz wokół basenu, przed ich willą.
- Dobra. My już jesteśmy prawie gotowi. Goście już są, ale potrzebujemy jeszcze z godziny. Za pół godziny możecie wyjeżdżać. - poinformowała mnie.
- Ok, więc... - chciałem coś powiedzieć, ale przerwał mi stłumiony głos dziewczyny:
- RIKER ! Debilu, ten napis wyżej ! - później zwróciła się do mnie. - Wybacz, po prostu twój brat debil wszystko robi źle.
- Nie zdziwię się. Więc jesteśmy za godziną. Nara.
- Cześć. - i się rozłączyła.
Dobra, trzeba zacząć się zbierać. Ponieważ Laura stała tyłem do mnie, postanowiłem to wykorzystać...

------

I jak wam się podoba ? Raura <3
Komentujcie, piszcie, czytajcie !
KOMENTUJĄC, MOTYWUJESZ DO PISANIA !!!

















niedziela, 11 maja 2014

Rozdział 8 ,,Jaka gala ? LA Voice."

*Laura*

Od spotkania z Davidem minęły 4 dni. Starałam się o tym zapomnieć, zwłaszcza, że już w sobotę (za 3 dni) miały być moje urodzinnny ! Byłam mega podjarana. Van zawsze szykowała mi cudowne przyjęcie.
Szybko się ubrałam, uczesałam i umalowałam.
Miałam iść z Ness do centrum, by kupić sobie mega kreację na urodzinki.
Gdy zeszłam na dół, Van była już gotowa.
Uśmiechnęła się na mój widok.
- Gotowa na zakupy i wybranie najbardziej bajecznej sukienki EVER ? - zapytała.
- No jasne, że tak. - odparłam, po czym obie wyszłyśmy z domu.
Tym razem to ja prowadziłam.
Po piętnastu minutach byłyśmy na miejscu.

*Vanessa*

Oglądałyśmy wiele sukienek, ale Laurze żadna się nie spodziewała.
Co prawda zastanawiała się nad miętową.
Ale wydawała się jej zbyt elegancka.
Później przymierzała jeszcze czerwoną, ale i ona jej się nie spodobała.
Podczas przymierzania przez Laurę żółtej sukienki, w sklepie pojawił się niespodziewany gość.
- Hej, Ross ! - krzyknęłam, przywołując blondyna z drugiego końca sklepu.
Chłopak zobaczył mnie, po czym do mnie podbiegł.
- Hej, Van. - uśmiechnął się. - Co tu robisz ?
- Razem z Lau wybieramy sukienkę na jej urodziny. - powiedziałam z naciskiem.
Pora wcielić nasz plan w życie.
W tej chwili z przymierzalni wyszła moja siostra.
- O ! Lynch. Jakże mi miło cię widzieć. - rzekła z sarkazmem.
- I wzajemnie, Marano. To kiedy masz te urodziny ?
- Za 3 dni. Ale nie bój się: nie jesteś zaproszony. - odparła złośliwie Laura, odkładając sukienkę na wieszak.
- Czekaj. - zauważył Ross. - Za trzy dni ? W sobotę ?
- Tak, organizuję Laurze imprezę. - odpowiedziałam.
- Ale... To niemożliwe. W tę sobotę jest gala LA Voice.
- I co z tego ? - spytałam, krzyżując ręce na piersi.
- Obsada A&A musi na niej być. Nie dostałaś maila od producenta ? - zdziwił się Ross.
Jeżeli mam być szczera, to nie istnieje coś takiego jak LA Voice. A obsady A&A i tak by na niej nie było. Nie było także żadnego maila od producenta. Dla pewności wysłaliśmy z jego adresu ściemnionego maila, żeby Laura uwierzyła.

*Laura*

Gala ? Że co ?
- Jaka znowu gala ? I jaki mail ?
- No gala LA Voice. I musimy na niej być. - powtórzył Ross.
- Ale... Co z moimi urodzinami ? -
- Będziesz musiała je przełożyć. Sorka, Marano. - rzucił Ross.
Nie, no teraz to mi smutno.
- Van ? Chodź do domu. Skoro nie mam urodzinowej imprezy, to nie mam po co szukać sukienki.
- A co ubierzesz na tą galę ? - zdziwiła się Nessa.
- Coś starego. Chodźmy Van. Nie jestem w nastroju. - mruknęłam. - Nara, Lynch.
Odeszłam, zostawiając Van z Lynchem.

*Ross*

Laura poszła, a Van przybiła mi piątkę.
- Nieźle zagrane, Ross. - pochwaliła mnie.
- W końcu jestem aktorem. I piosenkarzem, nie ?
- No. Tylko szkoda, że Laura nie kupiła tej sukienki. Zostało nam jeszcze pół sklepu to przejrzenia. - westchnęła i rzucając mi cześć, pobiegła za Marano.
Po krótkim namyśle postanowiłem, raz stać się miły dla Marano.
Skoro Marano nie kupiła w końcu tej sukienki na swoją 18-nastkę, to może ja jej jakąś kupię i dam jej w prezencie ? Przejrzałem setki sukienek. I choć nie znałem ani jej wymiarów, ani upodobań, w końcu znalazłem sukienkę, w której Marano na pewno będzie wyglądać cudownie.
Niebieska, bez ramiączek, z dłuższym tyłem i ładnym srebrnym ,,paskiem" (?).
Szybko wziąłem rozmiar M. Nie wiedziałem, czy nie będzie na nią za duży, ale cóż... Trzeba spróbować.
Podszedłem do kasy.
Za ladą stała młoda dziewczyna, starsza ode mnie, ale nie za bardzo.
- To tyle ? - zapytała, kasując sukienkę.
- Tak, a jest możliwość, żeby to jakoś zapakować ? Tak ozdobnie ?
- Na prezent ?
- Tak.
- To tam na przeciwko jest taki zakład, gdzie pakują prezenty, proszę tam podejść. - powiedziała.
- Ok, dzięki. To ile płacę ?
- 300 dolarów. - odpowiedziała dziewczyna.
Wyciągnąłem z portfela 3 stówki i podałem je sprzedawczyni.
Tak, wiem. Dużo jak na prezent dla wroga, ale chyba wolno mi być raz miłym, nie ?
Dziewczyna podała mi sukienkę i paragon.
Potem poszedłem do tego zakładu, żeby zapakowali tę sukienkę dla Marano.
- Jak zapakować ? W torbę ? Pudełko ? - zapytała sprzedawczyni. Była już pewnie po 60.
- W pudełko.
- Proszę wybrać kolor pudełka i wstążki.
Było tak tyle wzorów i kolorów ! Wybrałem różowy w białe kropki. Po paru zwinnych ruchach rękami sprzedawczyni, prezent był gotowy.
- O ! Pięknie. Dziękuję bardzo.
- Proszę. Chyba będziemy widywać się częściej, prawda ? - zapytała kobieta, wstukując coś w kasę.
- Niby dlaczego ? - zdziwiłem się.
- Ta sukienka była bardzo droga. Musisz więc naprawdę kochać swoją dziewczynę i lubić kupować jej prezenty, prawda ? Więc będziemy widywać się częściej. - podsumowała kobieta.
- Ale dziewczyna, której to kupuję nie jest moją dziewczyną. Ona jest...
Moim wrogiem. - dokończyłem w myślach. Tak, to brzmi beznadziejnie.
- Tak. Będziemy widywać się częściej. - odpuściłem.
Zapłaciłem kobiecie za zapakowanie sukienki i wróciłem do domu.

-------

No i jest ! Raura się zbliża ! Jak wam się podoba ? Komentujcie !

KOMENTUJĄC, MOTYWUJESZ DO DALSZEGO PISANIA !!!

czwartek, 8 maja 2014

Rozdział 7.

*Laura*

Było już dość późno. Byłam na wpół przytomna. Za mało, by mówić, lecz wystarczająco by widzieć wszystko, co dzieje się w pomieszczeniu. Zobaczyłam, jak Lynch bierze do ręki swoją skórzaną kurtkę i kluczyki do auta. Później, chyba myśli, że śpię, bo przykrywa mnie kocem. Ledwo dostrzegam, że się uśmiecha, gdy to robi. Potem już ma wychodzić, ale słyszy dzwonek do drzwi.
Van - myślę. - No, nieźle się moja siostrzyczka zdziwi, gdy zobaczy mojego wroga w naszym domu !!!
Chłopak idzie otworzyć.
Oczekuję zdziwionego głosu Ness, ale zamiast tego dochodzi mnie cichy szept Davida.
CO ON TU ROBI ???
Cicho zwlokłam się z kanapy i podkradłam się do hollu. Schowałam się za ścianą, oddzielającą salon od wejścia i słuchałam, o czym rozmawiają.
- Czujesz coś do Laury ? - spytał David.
CO TO WGL ZA PYTANIE ?
Byłam bardzo ciekawa reakcji Davida. Był nieźle spięty, pewnie oczekiwał odpowiedzi twierdzącej. Zrobiło mi się go żal. Biedak był nieźle zestresowany, bo nie wiedział, że odpowiedź będzie brzmiała NIE.

*Ross*

- Nie. - odparłem.
Mimo iż wydawać by się mogło, że to takie oczywiste... przyszło mi to z  nie małym trudem.
Chłopak odetchnął.
- A już się bałem.
- Płakała przez ciebie. - wspomniałem.
- Źle mnie zrozumiała. Tylko tyle. Jutro jadę na dwa tygodnie do Denver, na plan zdjęciowy, ale jak wrócę to wszystko jej wyjaśnię. -  uśmiechnął i odwrócił się.
Mimo to jeszcze raz się do mnie odezwał.
- Powiedz jej, że byłem. I, że jak wrócę to wszystko odkręcę. - po tych słowach, poszedł.
Zamknąłem za nim drzwi.
Gdy się odwróciłem, zauważyłem skrawek materiału, wystający zza ściany.
Laura - pomyślałem. - Była tam przez cały ten czas. Wie, co powiedziałem.

*Laura*

Wiedziałam, że Lynch mnie widział.
Wyszłam z kryjówki i stanęłam na przeciw niego.
- To był David ? - spytałam.
- Tak. - odparł.
- Czego chciał ?
- Nie słyszałaś ?
- Nie, dopiero wstałam. - skłamałam. Po co ma wiedzieć, że ja wiem ?
- Aha. Powiedział, że jak za dwa tygodnie wróci z Denver to ci wszystko wytłumaczy. To co się dziś między wami stało. - rzekł.
- Ok. Ty już idziesz ?
- Tak. Nie chcę, żeby Ryd się o mnie martwiła. - po tych słowach poszedł do salonu, po chwili wracając ze swoimi rzeczami w ręce.
- Dzięki... za film. - powiedział, ubierając skórę (no, że kurtkę) na siebie.
- Nie ma za co. Tylko, Lynch ?
- Tak ?
- To nie znaczy, że jesteśmy przyjaciółmi, czy coś w tym rodzaju. - powiedziałam.
- Jasna sprawa, Marano. - odparł, wychodząc.
Gdy wyszedł, uśmiechnęłam się sama do siebie. David chciał wyjaśnić całą tę sprawę. To było jak prezent urodzinowy. Wreszcie zaczęło się układać...

*Ross*

Dojechałem pod dom o 22. Było już dość ciemno i późno, więc zdziwiłem się, że światła w domu są zaświecone.
Wszedłem do domu i nieźle się zdziwiłem.
Ledwo, co pożegnałem się z jedną Marano, druga - siedziała u nas na kanapie.
- Hej, Ross. - zawołała do mnie Ryd.
- Hej, Ryd, Nessa. - odparłem. - Nie, że coś, ale... Co tu robisz, Van ?
- Obgadujemy z Delly pewną ważną sprawę. - zaśmiała się Nessa.
- A konkretniej ? - dopytuję, waląc się na kanapę w rogu.
- Konkretniej: urodziny Laury. Są już za tydzień. - powiedziała Ryd.
- Robicie jej jakąś imprezę ?
- Tak, a chcesz się przyłączyć ? - pyta Van.
- Z przygotowywaniami, nie. Ale na imprezę chętnie przyjdę.
- Olej go. - powiedziała Ryd do Nessy.
- Planujecie to zrobić tutaj ? - zapytałem.
- Nie dokładnie. W ogrodzie. Wiesz, nad basenem i takie tam. - sprecyzowała Delly.
- Spoko. - mruknąłem.
- Gości już mamy, zakupy zrobimy, prezenty kupimy, tylko jest jeden problem... - zatrzymuje się Nessa.
- Jaki ?
- Tego dnia Laura jest zawsze przy mnie. Potrzeba kogoś, kto by ją zajął, kiedy my będziemy tu wszystko przygotowywać... - nagle Vanessa milknie. Wymieniają z Delly porozumiewawczo spojrzenia, po czym ich wzrok przenosi się na mnie.
- Nie. - od razu zaprotestowałem. - Ja tego nie zrobię.
- Zrobisz. - rozkazuje Nessa. - Mam już nawet plan. Pójdziesz do niej, że niby chcesz poćwiczyć kwestię do następnego sezonu. Najpierw wciśniemy jej kit, że wieczorem jest jakaś ważna gala, na jaką musi iść, więc na wieczór się wystroi. Po ćwiczeniu ról, wsadzisz ją w samochód i pod pretekstem tej gali, przywieziesz ją tutaj. I po kłopocie.
- Jesteś genialna ! - piszczy Rydel.
- Tak, bardzo. - przerywałem jej. - Tylko, że jest jeden mały problem: nie zrobię tego.
- Zrobisz, zrobisz, blondasku. - zaśmiała się Nessa. - Zrobisz, zrobisz...

*Vanessa*

Byłam pewna, że mój plan zadziała ! Nie mówię, że moja siostra jest głupia (może tylko trochę łatwowierna), ale jestem pewna, ze da się nabrać !
- To co ? Ustalone. - uśmiecham się.
Nie zważając na sprzeciwy blondyna, żegnam się z Rydel i opuszczam dom Lynchów.
O tak ! Laura będzie miała najlepszą 18 EVER !!!

-----------

No więc.... Tak. Postanowiłam usunąć na razie Davida, by w kolejnych rozdziałach móc wprowadzić Raurę. Będzie mega słodko !!! HEHEHE. KOMENTUJCIE !!!

KOMENTUJĄC, MOTYWUJESZ DO PISANIA !!!!!

środa, 7 maja 2014

Rozdział 6 ,,Laura była słodka i pociągająca'.

*Laura*

Podczas obiadu David zachowywał się bardzo dziwnie. Przez cały czas bawił się sztućcami, albo rąbkiem swojej bluzki.
- Hej, wszystko ok ? - zapytałam, łapiąc go za rękę na stole.
Spojrzał na mnie, a ja od razu cofnęłam dłoń.
Nie wiem, czemu, ale jego zachowanie było naprawdę niepokojące.
- Przepraszam cię. - rzekł, mierzwiąc włosy.
- Ale coś się stało ? - upewniłam się.
- Nie... To znaczy tak.
- O co chodzi, David ? - znów dotknęłam jego dłoni. - Pamiętaj, że cokolwiek to jest, to możesz mi powiedzieć. Jesteśmy przyjaciółmi.
- Ale ja nie chcę się z tobą przyjaźnić ! - wybuchnął.
Szybko wzięłam swoją rękę.
Jego słowa kręciły mi się w głowie. Nie mogłam tego zrozumieć. Najpierw mówi, że mu na mnie zależy, a potem, że nie chce się ze mną przyjaźnić.
Spojrzałam mu prostu w oczy. Potem porwałam z krzesła moją torebkę i wyszłam z knajpki.Chyba za mną krzyczał, ale miałam to gdzieś.
Szłam ulicą w kierunku domu. Miałam go dość. Pierwsze łzy pojawiły się w moich oczach.
Wtedy jakiś samochód zaczął trąbić. Na początku miałam to gdzieś, ale gdy trąbienie nie ustało, obróciłam się i jakże się zdziwiłam. Na chodniku za mną zaparkował samochód, a na miejscu kierowcy siedział Lynch. Mimo moich przypuszczeń, w samochodzie nie było Mai.
Podeszłam do samochodu, a Lynch otworzył drzwi od strony pasażera.
- Podwieźć cię ? - zapytał.
- Nie, dzięki. - syknęłam.
Wtedy zagrzmiało, a z nieba zaczął padać deszcz.
- Na pewno ? - powtórzył.
Wsiadłam, a on ruszył. Wjechał na ulicę i skierował się na drogę w kierunku mojego domu.
- Gdzie Maia ? - spytałam, patrząc w okno.
- Odwiozłem ją do domu. Nie poszliśmy na film, bo źle się poczuła. Gdzie David ?
- Nie rozmawiajmy o tym.

*Ross*

Marano wydawała się niezwykle przygnębiona. Czyżby między nią a Davidem nie za bardzo się układało ?
Już miałem zadać jej to pytanie, dobijając ją, lecz zauważyłem, że łzy spływają jej po policzkach. Nie wiem czemu, ale tym razem jej odpuściłem.
Do końca drogi nie odzywaliśmy się do siebie ani słowem.
Podjechałem pod jej dom, a ona odpięła pas. Już miała otworzyć drzwi, gdy nagle odwróciła swoją głowę i spojrzała mi prosto w oczy. Jej czekoladowe oczy były teraz zaburzone czerwienią łez. Wydawała się taka bezbronna i delikatna.
- Może chcesz wejść ? - zapytała.
- Chcesz, żeby wszedł do ciebie do domu ? Zapraszasz mnie ? - zdziwiłem się.
Spodziewałem się jakiejś ciętej riposty, a ona tylko szepnęła:
- Nie chcesz, to nie. Spoko.
I wyszła z samochodu.
Nie wiedziałem, czemu była taka dobita, ale taka spokojna, lekko przerażona Laura była niezwykle słodka i pociągająca.
- Poczekaj, Laura ! - krzyknąłem.
Po chwili wysiadłem z auta i podbiegłem do niej.
Deszcz lał niemiłosiernie.
Zatrzymałem ją, chwytając za rękę i odwracając do siebie.
- Powiedziałeś do mnie Laura ? - zdziwiła się, lekko się uśmiechając.
- W końcu to twoje imię. - uśmiechnąłem się.
- To wejdziesz ? - uśmiechnęła się.
- Na chwilę.
Podeszliśmy do drzwi, a Mara... Laura wzięła z torebki klucze.
Przyłożyła je do dziurki. Ręce jej się trzęsły. Nie mogła nimi trafić.
- Daj, wezmę. - wziąłem jej klucze, przez przypadek dotykając jej dłoni. Poczułem ciepły dreszcz. Nie puszczając jej ręki, spojrzałem jej w oczy. Nadal były czerwone, ale przynajmniej teraz było widać w nich ten błysk Laury Marano.
Ona jednak wyrwała swoją dłoń i lekko speszona, wskazała, bym otwarł drzwi.
Zrobiłem to, wpuszczając ją do środka.
Wzięła ode mnie klucze i położyła je na blacie w kuchni.
- Jeśli chcesz coś do picia, lub do jedzenia, to bierz co chcesz. Ja pójdę się tylko przebrać i za chwilę do ciebie wrócę. - rzekła i wchodząc na schody, poszła do góry.
Poszedłem do kuchni i z lodówki wyjąłem Pepsi i nalałem sobie do szklanki.
Usiadłem na kanapie i zacząłem przyglądać się salonowi.


*Laura*

Sama byłam zdziwiona, że zaprosiłam go do domu, ale najwyraźniej byłam nieźle dobita.
Zdjęłam z siebie mokre ubranie, zmyłam rozmyty makijaż i spięłam włosy.
Weszłam pod prysznic A po nim szybko się ubrałam i uczesałam. Dałam lekki makijaż i parę błyskotek.
Tak gotowa zeszłam na dół, do mojego wroga.
Ten siedział na kanapie i czekał na mnie.
- Ładnie wyglądasz. - rzekł, robiąc mi miejsce na kanapie.
- Dzięki. - odrzekłam, nalewając sobie wody. Później poszłam do salonu i usiadłam koło Lyncha na kanapie.
- Chcesz może pogadać o tym, co się stało... - zaczął.
- Zamknij się. - warknęłam.
- A było tak miło. - powiedział Lynch.
- Sorry, po prostu nie chcę o tym gadać. - odparłam.
- To po co mnie tu zaprosiłaś ? Żeby sobie posiedział i się na ciebie popatrzył. Bo jak mam być szczery, to jest na co popatrzeć.
Wzięłam poduszkę i rzuciłam nią w Lyncha. Ten oberwał w głowę, mimo to śmiejąc się.
- Nie. Wiesz co, Lynch ? Chciałam cię przeprosić. Nie mówię, że od razu cię pokocham, ale czasem jestem za ostra. Wybacz. - powiedziałam.
- Kpisz ze mnie ? - powiedział. - Jesteśmy wrogami, a wrogowie sobie dokuczają.
- Heeeh. - mruknęłam. - Jakieś plany na wieczór ?
- A co ? Proponujesz mi coś ? - zaśmiał się.
- Film. Już jeden dzisiaj widziałam, ale ten... - włączyłam telewizor. - Jest najlepszy.
- Jakaś romantyczna komedia ? - wzdrygnął się.
- Avengers.
Stanęło na tym, że Lynch na fotelu, a ja na kanapie, oglądaliśmy film. Nie wiem kiedy, ale w pewnym momencie zasnęłam...

*Ross*

Gdy Avengersi się skończyli, dochodziła 21. Nawet nie wiem kiedy ten dzień zleciał. Obróciłem się, by powiedzieć Marano, że idę, ale okazało się, że ta śpi.
Wziąłem koc i przykryłem Marano. Zgasiłem telewizor i zebrałem swoje rzeczy.
Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi.
Odłożyłem moje rzeczy i podszedłem, by otworzyć.
Co dziwne, w progu stanął David.
- Ross... - zdziwił się.
- David, tak ? - spytałem.
- Tak... Jest Laura ? - odpowiedział pytaniem.
- Emm... - odwróciłem się i przypomniałem sobie, że dziewczyna śpi. - Jest, ale śpi. Zasnęła, gdy razem...
- Dobra. Rozumiem. - przerwał mi i już miał odejść, ale jeszcze na chwilę wrócił i zadał mi dość dziwne pytanie:
- Ross... Czujesz coś do Laury ? - zapytał, patrząc mi prosto w oczy.
Był zdenerwowany, niespokojny i z niecierpliwością czekał na moją odpowiedź.
- Ross, odpowiedz. - ponaglił.

------

I JEST !!! Krótki, ale mi się podoba., A wam ? Komentujcie !

KOMENTUJĄC, MOTYWUJESZ DO DALSZEGO PISANIA !!!

wtorek, 6 maja 2014

Rozdział 5 ,,Chciałem poprosić Laurę o chodzenie..."

*Vanessa*

Podwiozłyśmy Delly pod sklep.
- Na pewno nie chcesz, żeby cię potem odwiozła ? - upewniłam się, gdy Ryd opuściła moje autko.
- Daj spokój, Ness. Macie swoje sprawy. Dzięki, że wpadłyście. - mruknęła do mnie. - Miło było mi cię poznać, Laura.
- I wzajemnie, Delly. - odparłam, szeroko się uśmiechając.
- To do wtorku, Van. - mruknęła Ryd i poszła w kierunku sklepu.
- I co, Lau ? - spytała Nessa, gdy jechałyśmy już w stronę domu. - Jak na siostrę wroga, to fajna, nie ?
- Żartujesz ? - zadrwiła. - Ona jest czadowa. Nie wierzę, że to jego siostra.
Przez chwilę śmiałyśmy się na zmianę, po czym Laura przemówiła:
- A jak Riker ? Jak na brata przyjaciółki, to też niezłe ciacho ! - zaśmiała się moja siostra.
- Tak ? To się z nim umów! - zaproponowałam.
Laura zaczęła się dławić śmiechem.
- A nie czekaj. - dodałam. - Twój jest Ross, zapomniałam.
Laura wbiła mi swój kościsty łokieć w żebra.
- Ej, uspokój się Karate Kid. - zaśmiałam się, rozmasowując bolące miejsce.
Ani się obejrzałam, a już zatrzymałam się przed domem.
Laura wbiegła do niego jak szalona,wrzeszcząc, że musi siku.
Ja za to zaraz po wejściu do domu udałam się do swojego pokoju. W mgnieniu oka ubrałam się i umalowałam.
- Lauruś ! - zawołałam, krzątając się po salonie. - Wychodzę ! Choć tu na chwilkę !
Po chwili moja siostra pojawiła się na schodach. Oniemiałam na widok jej stroju.stroju.
- No co ? - zdziwiła się młoda, po czym stukając obcasami poszła do kuchni.
- Co żeś się tak wystroiła ? - spytałam.
W odpowiedzi dziewczyna zaśmiała się.
W tym samym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Cholera. - pisnęła Laura.
- Kto to ?
- Ugh... Idź otwórz. - odparła, pędząc na górę.
Wzruszyłam ramionami i podeszłam do drzwi. Otworzyłam je i zobaczyłam ładnego blondyna z bukietem kwiatów w ręce.
- Hej. Ja do Laury. - rzekł.
Muszę przyznać, że był ładny. Moja siostra ma gust !
- Tak, wejdź proszę. Laura zaraz zajdzie. - zaprosiłam go do salonu.
Chłopak stanął w wejściu i patrzył na schody, z których lada moment miała zejść Laura.
Po chwili pojawiła się na nich.
- Cześć. - rzekła do niego.
- Hej, Laura. - wyszeptał chłopak. Widziałam, że nie mógł oderwać od niej wzroku !
Laura zeszła na dół.
- To dla ciebie. - rzekł, wręczając jej bukiet.
- O mój Boże ! Są przepiękne ! Dziękuję David. - odparła, idąc do kuchni po wazon. Będą w niej i napełniając wazon, powiedziała do Davida:
- David to jest Vanessa, moja siostra. Ness to jest David, mój...
- Chłopak ? - spytałam, podając mu rękę.
- PRZYJACIEL. -odparła z naciskiem Laura.
- Bardziej mi się podobała ta pierwsza wersja. - szepnął do mnie ,,przyjaciel" Laury.

*Laura*

Niech lepiej Van się zamknie, bo inaczej David się przestraszy. Tak, to prawda - bardzo lubię Davida, ale nie jesteśmy parą.
- To... jakie macie plany ? - zapytała Nessa.
- Zabieram Lau do kina, a później na obiad. - odparł David, gdy weszłam z powrotem do salonu.
- To miłej zabawy. - uśmiechnęła się Ness. - Pa mała. Ja wrócę w nocy. Bawcie się dobrze. - i wyszła.
- To co, idziemy ? - zapytał.
- Jasne.
Wyszliśmy przed dom, a ja zamknęłam drzwi.Podczas gdy ja chowałam klucze do torebki, zdarzyło się coś niesamowitego ! David złapał mnie za rękę ! Popatrzyłam na niego, a on tylko się uśmiechnął.
Później zaprowadził mnie do swojego samochodu. Otworzył mi drzwiczki, a później je zamknął.
Po chwili siadł na miejscu kierowcy i ruszył. Po 15 minutach byliśmy już pod kinem.
Nie wiem, jak on to tak szybko zaplanował, skoro zaproponowałam mu spotkanie, zaraz po przyjściu do domu.
Tak czy owak... Bilety na film już czekały. Bałam się, że David zabierze mnie na jakiś horror, ale on wybrał romantyczny film akcji.
Tak właściwie nie wiem, o czym był, bo przez cały czas nie mogłam się skupić. Co chwila się na mnie patrzył, lub uśmiechał, a raz po raz nasze ręce dotykały się, gdy sięgaliśmy po popcorn.
I tak gdzieś w połowie filmu.... BUM ! Główny bohater miał poważny wypadek, a na miejscu jest tylko jego dziewczyna. Zdaje się, że chłopak zaraz umrze. Chłopak z raną postrzałową leży u niej na kolanach, a krew wypływa z rany postrzałowej.
I wtedy David wziął popcorn i przełożył go na siedzenie obok nas.
Nagle ziewa, a chwilę potem jego ręka mnie obejmuje. Mało myśląc wtuliłam się w niego, a on cicho mi szepnął:
- Naprawdę mi na tobie zależy.
Później wraca do oglądania filmu - ze mną w ramionach.
Film skończył się przewidywalnie - chłopak żyje, przezwycięża zło i ratuje ukochaną. NUDA.
Mimo to byłam zadowolona, bo spędziłam ponad godziną w objęciach Davida.
Gdy wyszliśmy z kina, czekała mnie jeszcze jedna niespodzianka. Tym razem - nie miła.
Lynch i jakaś brunetka całowali się przed kinem. Miałam ochotę ich zignorować, ale Lynch mnie zauważył.
Przestał ślinić się z dziewczyną i przywitał mnie.
- Hej, Marano.
- Hej, Lynch. - odparłam.


*Ross*

Marano i ten blondyn wyglądali jak para.
- Lynch, to jest David mój przyjaciel. - powiedziała, ściskając go za rękę. - A to, David jest Lynch... to znaczy Ross, mój wróg... kumpel z planu.
- Miło mi. - rzekł chłopak.
- Wzajemnie. Marano, David to jest Maia, moja dziewczyna. Maia to jest Laura. Laurę już znasz, a to jest David, jak przed chwilą słyszałaś jej przyjaciel.
- Miło mi. - Maia i David podali sobie dłonie.
- Na czym byliście ? - uśmiechnęła się Maia.
Marano poprawiła torebkę. A muszę przyznać, że wyglądała naprawdę ładnie.
- Na...
- Na ,,Ataku Terroru". - odrzekł David, widząc, że Marano nie może się wysłowić.
- Nieźle. My właśnie idziemy na ,,Atak Macek 3". - odparłem.
- Fajnie. To miłej zabawy. - rzekła David.
Wymieniliśmy się krótkimi ,,cześć" i poszliśmy w swoje strony.
- Maia pójdź już do kina, po nasze bilety, ja za chwilę przyjdę. - powiedziałem do brunetki.
Ta kiwnęła głową i pobiegła do kina.
Ja ,,zawiązałem buta". A tak naprawdę to patrzyłem na odchodzącą Marano i Davida.
Nagle chłopak objął Marano w talii, po czym odeszli.
Taaa... ,,Przyjaźń".  Czy ja jestem zazdrosny ? Nie.

*David*

Chciałem poprosić Laurę o chodzenie, ale nie wiedziałem jak się do tego zabrać. Dobra... Przed nami obiad, może tam coś wykombinuję... Miejmy nadzieję...

-------------------

Heeeh.... I jest kolejny. Wiecie, chyba już nie będę pisać, bo coś nie komentujecie....
A jak wam się podoba Daura ? Bo mi bardzo. Ale obiecuję, że już niedługo pojawi się Raura.

KOMENTUJĄC, MOTYWUJESZ DO DALSZEGO PISANIA !!!