*Laura*
Gdy wybiła 18:30, Van zaczęła panikować.
Leżałam sobie spokojnie na kanapie, a ona chodziła w kółko, coś szepcząc.
- Van, możesz przestać ? - zapytałam w końcu.
- Nie. Za godzinę przyjedzie po ciebie limuzyna, a ty nawet nie zaczęłaś się przygotowywać !
- Luz, Ness. Mamy czas.
- Nie. - powiedziała, zmuszając mnie do wstania, ciągnąc mnie za rękę. - Zaczynamy teraz.
Wyciągnęła z szafy pudełko od Monic.
Położyła je między nami na kanapie i powoli zaczęła je otwierać.
- Wow. - szepnęła.
- Jest piękna. - dodałam.
*Ross*
O 19 przyjechała po mnie limuzyna.
- Ross, schodź na dół ! - zawołała Delly.
- Już ! Sekundę ! - odkrzyknąłem.
Musiałem jeszcze raz przejrzeć się w lustrze.
Miałem na sobie ciuchy od Diora (jak pisało na kartce).
- Nieźle. - uśmiechnąłem się do lustra, po czym porywając z biurka telefon, zbiegłem na dół.
Tam czekała na mnie Monic i moje rodzeństwo.
- Wyglądasz genialnie. - uśmiechnęła sie Dell.
- Dzięki, sis. - odparłem.
- Pajac. - mruknął Riker.
Zmierzyłem go wzrokiem.
- Żartuję. - zaśmiał się. - Tylko przynieś nam nagrodę, brat.
- Spróbuję. - uśmiechnąłem się, po czym żegnając się, poszedłem z Monic do limuzyny.
- Andy. - zwróciła się do kierowcy. - Teraz po pannę Marano.
- Tak jest. -odparł mężczyzna, ruszając.
Po dwudziestu minutach byliśmy już na miejscu.
Monic chciała iść, lecz ją powstrzymałem.
- Ja mogę po nią pójść. - zaproponowałem.
Wskazała ruchem ręki, bym szedł. Wysiadłem z limuzyny i podszedłem do drzwi.
Zapukałem.
Chwilę trwało, zanim w drzwiach stanęła Nessa.
- Hej, Ross. - uśmiechnęła się. - Wejdź, Laura zaraz zejdzie.
Wszedłem i stanąłem z Van w holu.
- Fajny strój. - uśmiechnęła się.
- Dzięki. - odparłem.
- Dior ? - zapytała.
Niezła jest w te klocki.
- Tak, skąd wiedziałaś ? - zdziwiłem się.
- Mam oko. - mruknęła.
Po chwili na schodach pojawiła się Marano.
Wyglądała naprawdę pięknie.
- Cześć, Lynch. - powiedziała na mój widok.
- Marano. - odparłem.
Brunetka stanęła koło mnie i Vanessy.
Stanęła do niej tyłem i przerzuciła rozpuszczone włosy na ramię.
- Czekaj, ja pójdę po aparat. Ross, mógłbyś ? - Vanessa podała mi naszyjnik i pobiegła do góry.
Laura stanęła do mnie tyłem.
Przyglądnąłem się naszyjnikowi.
Gdzieś już go widziałem...
- To naszyjnik twojej mamy, prawda ? - zapytałem, zapinając go dziewczynie.
Rozpuściła włosy i poprawiła go.
- Tak. - stanęła przodem do mnie.
Nagle poczułem jak coś puszystego dotyka moich nóg.
Spojrzałem w dół i ujrzałem puszystą, rudą kulkę.
Kucnąłem i podniosłem kota w górę.
- Hej Ozi. - uśmiechnąłem się, patrząc kotu prosto w oczy. - Dawno cię nie widziałem.
Marano się zaśmiała.
- No, co ? - zapytałem głaskając kota.
- Nic. To było naprawdę słodkie. - zaśmiała się, biorąc ode mnie kota.
Pogłaskała go, po czym puściła na ziemię, a on od razu usiadł na schodach.
W tym momencie wróciła Vanessa z różowym aparatem Marano:
- No, ustawcie się ! - uśmiechnęła się, przykładając aparat do twarzy.
Stanęliśmy z Marano dość daleko od siebie.
- No, proszę was ! Raz, dla mnie ! Bliżej ! - zawołała Nessa.
Marano stanęła trochę bliżej mnie, wymuszając uśmiech; też się uśmiechnąłem, a Van zrobiła zdjęcie.
- Super ! - zawołała.
- No, to my idziemy. - powiedziała Marano, biorąc z wieszaka w kuchni swoją torebkę
- O której wrócisz ? - zapytała.
- Po północy. - odparła Marano.
- Nawet później. - dodałem.
Marano spojrzała na mnie, dziwiąc się o co mi chodzi.
- Monic kazała przekazać, że potem organizowany jest bankiet, na który musimy iść. - wyjaśniłem, wkładając ręce do kieszeni.
- Ok. - uśmiechnęła się Van.
- Widzimy się jutro. - Marano uściskała siostrę.
*Laura*
- Baw się dobrze. - powiedziała jeszcze Van, po czym mnie puściła, a ja razem z Lynchem udałam się do białej limuzyny, która czekała przed domem.
Była mega długa i (jak się później okazało) mega nowoczesna.
Lynch otworzył mi drzwi, wpuszczając mnie do środka.
Usiadłam na przeciw Monic, a Lynch zajął miejsce koło mnie.
- Witam, panno Marano. - uśmiechnęła się Monic. - Sukienka się podoba ?
- Jasne, jest genialna. - odparłam zgodnie z prawdą.
- Cudnie. A torebka ? - dopytywała Monic.
- Też fajna.
- Louis Vuitton. - powiedziała. - Tak na wszelki wypadek.
- Jasne. - mruknęłam.
- Chcecie się napić ? - spytała po chwili, otwierając barek.
- Ja dziękuję. - odparłam.
- A ja się napiję. - uśmiechnął się Lynch.
Monic wyjęła dwa kieliszki i nalała do nich czerwonego napoju, po czym podała go Lynchowi.
- Za galę. - Monic podniosła kieliszek.
- Za galę. - zaśmiał się Lynch, upijając łyk.
Po pół godzinie drogi byliśmy na miejscu.
Poznałam po wrzaskach, piskach i błyskach wleszy, które dobiegały do nas z każdej strony.
- Powodzenia. - szepnęła Monic, a drzwiczki limuzyny otwarły się.
Pierwszy wyszedł Lynch, a po paru uśmiechach do fanów i reporterów, podał mi rękę i pomógł wysiąść z limuzyny.
Pierwsze co mnie uderzyło to ilość ludzi, po dwóch stronach czerwonego dywanu, którzy nie zważając na oddzielające ich barierki, starali się być jak najbliżej nas.
Lynch uśmiechnął się, zachęcając mnie, byśmy poszli na czerwony dywan.
Otrząsnęłam się z szoku, który zawsze towarzyszył mi na początku i odwzajemniłam uśmiech - czas zacząć grać przyjaciółkę Lyncha.
-----------------
Zaczęło się.!
I obiecuję wam: ta gala będzie początkiem czegoś wielkiego !
KOMENTUJĄC, MOTYWUJESZ DO PISANIA !!!!!!!!!
niedziela, 3 sierpnia 2014
Rozdział 22 ,, Grand Olympic Auditorium"
*Laura*
Przytuliłam go ?! FUUUU !
- Przepraszam, przepraszam, przepraszam ! - wyrzuciłam z siebie. - Nie chciałam ! W życiu bym cię nie przytuliła ! To dlatego, że zbiłam wszystkie ! I wiesz...
- Jasne, nie ma sprawy ! - przerwał mi. - Nic sie nie stało.
- Sorry. - mruknęłam.
- Udawajmy, ze nic się nie stało. - zaproponował.
- Tak, to dobry pomysł, Lynch.
W tej chwili wróciła Van i Dell.
- To co... - Dell spojrzała na tablicę wyników. - Laura zbiłaś wszystkie kręgle !
- Tak. - mruknęłam.
- To super. - uśmiechnęła się Nessa. - Mam chipsy, możemy kontynuować...
- Nie. - przerwałam jej. - Ja lepiej pojadę do domu.
- Co ? Ale czemu ? - zapytała Nessa.
- Kiepsko się czuję... Dell odwieziecie mi potem Van do domu ? - zapytałam.
Musiałam stamtąd pójść. Nie wytrzymałabym w towarzystwie Lyncha z myślą, że go... bleee... przytuliłam.
- Jasne, Lau. - odparła Rydel.
- Dzięki. Widzimy się w domu, Van. Narka, Delly... Do jutra, Lynch. - powiedziałam i zbierając moją torebkę podeszłam do lady, gdzie oddałam buty.
I poszłąm do samochodu, po czym pojechałam do domu.
Brawo, Laura ! Wykazałaś się ! - zganiłam się.
*Ross*
I Marano sobie poszła. W sumie, powinienem się cieszyć, że nie muszę spędzać czasu w jej towarzystwie, ale... To, że mnie przytulił, to dowód, że aż tak mnie nie nienawidzi. To dobrze, nie ? Może dzięki temu będzie nam się lepiej pracowało na planie ?
Ale muszę przyznać, że to było nawet miłe, gdy mnie przytuliła. Znów poczułem ten boski zapach szamponu i jej perfum.
- Ross, czy coś się stało, kiedy nas nie było ? - zapytała Nessa.
- Nie, no jasne, że nie. Nie wiem, co jej się stało. - wzruszyłem ramionami.
- Dziwne. - odparła starsza Marano. - Moja siostra zazwyczaj się tak nie zachowuje...
Znów wzruszyłem ramionami.
- Dobra, grajmy. Jest siedemnasta, a na osiemnastą umówiłem się z Maią. - powiedziałem.
*Nessa*
- Już siedemnasta ?! - prawie krzyknęłam.
Chłopkak kiwnął głową.
Kurdę, już godzinę temu powinnam wysłać zdjęcia producentowi A&A.
- Rzucaj Van. - powiedział Ross, wskazując na kręgle.
- Yyy... Delly możesz zacząć ? Ja muszę jeszcze coś wysłać.
- Jasne, Ness. Nie ma sprawy. - Delly zrozumiała o co mi chodzi i chwyciła za kulę.
Ja w tym czasie usiadłam na kanapie i wybrałam numer producenta A&A.
Szybko zmieniłam na MMS i wybrałam 6 zrobionych przeze mnie zdjęć.
,,Zmiana planów. Proszę wrzucić zdjęcia jutro, przed galą. Nessa." - dopisałam.
Chwilę trwało, zanim wcisnęłam wyślij.
Po paru sekundach otrzymałam odpowiedź:
,, Zdjęcia świetne. Nie wiem jak ich do tego zmusiłyście :) Ok, jutro przed galą. "
Dell zbiła 6 kręgli.
Odłożyłam telefon na stolik.
- Świetnie ! - zawołałam, przybijając jej piątkę. - Wysłałam. - szepnęłam jej jeszcze do ucha, gdy ona siadała, a ja wstałam.
Wzięłam kulę i zaczęliśmy prawdziwą zabawę.
*Laura*
Od pół godziny leżałam na kanapie i oglądałam telewizję, gdy zadzwonił dzwonek do drzwi.
Zatrzymałam film, który aktualnie oglądałam i zwlokłam się z kanapy.
Podeszłam do drzwi i je otworzyłam.
Przede mną stanęła jakaś kobieta w garniturze, w średnim wieku.
- Dzień dobry, panno Marano. - uśmiechnęła się kobieta.
- Dzień dobry. - powiedziałam, próbując sobie przypomnieć, czy skądś ją znam. Nie, nie znam.
- Jestem Monic Stone, pracuję dla Disneya.
Tak, możliwe, że już ją kiedyś widziałam.
- Tak, proszę wejść. - zaproponowałam.
- Dziękuję bardzo. - odparła kobieta, wchodząc do środka.
Zamknęłam za nią drzwi, po czym wskazałam, by poszła do salonu.
Usiadła na jednym z foteli, ja na przeciw niej na kanapie.
- Pewnie dziwi się pani, po co tu przyszłam. - zaczęłam.
Pani ? Jak ja nienawidzę tego oficjalnego tonu.
- Nie... To znaczy, może odrobinkę. - mruknęłam.
- Tak też myślałam. Kierownicy Disneya przysłali mnie tu, bym powiedziała pani o jutrzejszej gali.
Gala... No faktycznie.
- Rozumiem. - uśmiechnęłam się.
- A więc limuzyna przyjedzie po panią o godzinie 19:30, o 20:00 dotrzecie na miejsce gali, która odbędzie się na Grand Olympic Auditorium, po raz pierwszy od wielu lat, tutaj w LA. Tam przez następne pół godziny będziecie mili za zadanie prezentować się na czerwonym dywanie, rozdawać autografy i udzielać wywiadów.
- Jasne, jak zawsze. - odparłam.
Później przeniesiecie się na salę, gdzie będą rozdawane nagrody. - dodała. - Reszta jest już chyba wiadoma. Po ceremonii znów nastąpią zdjęcia na czerwonym dywanie, po czym wsiądziecie do limuzyny i około północy będziecie w domach.
- Wszystko jasne.
- To dobrze. A i jeszcze jedno: w środę macie umówione spotkanie z fanami na godzinę 12 w centrum, a o godzinie 15 jedziemy na wywiad do radia.
- Ok.
- Cudownie. - kobieta sięgnęła do wielkiej torby, którą ze sobą przyniosła.
Wyjęła z niego wielki pudło (jakieś 0,5 na 1 metra) w kolorze kasztanu.
- Co to ? - zapytałam.
- To strój na jutrzejszą galę. - podała mi pudełko.
Od razu chciałam je otworzyć, lecz powstrzymała mnie ruchem ręki.
- Dopiero jutro. Gdyby na gali pytali cię o sukienkę, wszystkie informacje są w środku. - po tych słowach wstała.
- Jasne.
- Wszystko jasne ?
- Tak. - również wstałam, podając jej rękę.
- Cudownie, teraz jedziemy do pana Lyncha, by przekazać mu wszystkie informację. - uśmiechnęła się kobieta, idąc w stronę drzwi. - Do widzenia.
- Do widzenia. - odparłam, otwierając jej drzwi.
Kobieta skinęła głową i wyszła.
Wróciłam do salonu i kontynuowałam oglądanie filmu, co chwilę zerkając na pudło.
Ale mnie korciło by je otworzyć...
--------------------
I jest ! W następnym rozdziale - GALA !!!
Oj, będzie się działo !
KOMENTUJĄC, MOTYWUJESZ DO PISANIA !!!
Przytuliłam go ?! FUUUU !
- Przepraszam, przepraszam, przepraszam ! - wyrzuciłam z siebie. - Nie chciałam ! W życiu bym cię nie przytuliła ! To dlatego, że zbiłam wszystkie ! I wiesz...
- Jasne, nie ma sprawy ! - przerwał mi. - Nic sie nie stało.
- Sorry. - mruknęłam.
- Udawajmy, ze nic się nie stało. - zaproponował.
- Tak, to dobry pomysł, Lynch.
W tej chwili wróciła Van i Dell.
- To co... - Dell spojrzała na tablicę wyników. - Laura zbiłaś wszystkie kręgle !
- Tak. - mruknęłam.
- To super. - uśmiechnęła się Nessa. - Mam chipsy, możemy kontynuować...
- Nie. - przerwałam jej. - Ja lepiej pojadę do domu.
- Co ? Ale czemu ? - zapytała Nessa.
- Kiepsko się czuję... Dell odwieziecie mi potem Van do domu ? - zapytałam.
Musiałam stamtąd pójść. Nie wytrzymałabym w towarzystwie Lyncha z myślą, że go... bleee... przytuliłam.
- Jasne, Lau. - odparła Rydel.
- Dzięki. Widzimy się w domu, Van. Narka, Delly... Do jutra, Lynch. - powiedziałam i zbierając moją torebkę podeszłam do lady, gdzie oddałam buty.
I poszłąm do samochodu, po czym pojechałam do domu.
Brawo, Laura ! Wykazałaś się ! - zganiłam się.
*Ross*
I Marano sobie poszła. W sumie, powinienem się cieszyć, że nie muszę spędzać czasu w jej towarzystwie, ale... To, że mnie przytulił, to dowód, że aż tak mnie nie nienawidzi. To dobrze, nie ? Może dzięki temu będzie nam się lepiej pracowało na planie ?
Ale muszę przyznać, że to było nawet miłe, gdy mnie przytuliła. Znów poczułem ten boski zapach szamponu i jej perfum.
- Ross, czy coś się stało, kiedy nas nie było ? - zapytała Nessa.
- Nie, no jasne, że nie. Nie wiem, co jej się stało. - wzruszyłem ramionami.
- Dziwne. - odparła starsza Marano. - Moja siostra zazwyczaj się tak nie zachowuje...
Znów wzruszyłem ramionami.
- Dobra, grajmy. Jest siedemnasta, a na osiemnastą umówiłem się z Maią. - powiedziałem.
*Nessa*
- Już siedemnasta ?! - prawie krzyknęłam.
Chłopkak kiwnął głową.
Kurdę, już godzinę temu powinnam wysłać zdjęcia producentowi A&A.
- Rzucaj Van. - powiedział Ross, wskazując na kręgle.
- Yyy... Delly możesz zacząć ? Ja muszę jeszcze coś wysłać.
- Jasne, Ness. Nie ma sprawy. - Delly zrozumiała o co mi chodzi i chwyciła za kulę.
Ja w tym czasie usiadłam na kanapie i wybrałam numer producenta A&A.
Szybko zmieniłam na MMS i wybrałam 6 zrobionych przeze mnie zdjęć.
,,Zmiana planów. Proszę wrzucić zdjęcia jutro, przed galą. Nessa." - dopisałam.
Chwilę trwało, zanim wcisnęłam wyślij.
Po paru sekundach otrzymałam odpowiedź:
,, Zdjęcia świetne. Nie wiem jak ich do tego zmusiłyście :) Ok, jutro przed galą. "
Dell zbiła 6 kręgli.
Odłożyłam telefon na stolik.
- Świetnie ! - zawołałam, przybijając jej piątkę. - Wysłałam. - szepnęłam jej jeszcze do ucha, gdy ona siadała, a ja wstałam.
Wzięłam kulę i zaczęliśmy prawdziwą zabawę.
*Laura*
Od pół godziny leżałam na kanapie i oglądałam telewizję, gdy zadzwonił dzwonek do drzwi.
Zatrzymałam film, który aktualnie oglądałam i zwlokłam się z kanapy.
Podeszłam do drzwi i je otworzyłam.
Przede mną stanęła jakaś kobieta w garniturze, w średnim wieku.
- Dzień dobry, panno Marano. - uśmiechnęła się kobieta.
- Dzień dobry. - powiedziałam, próbując sobie przypomnieć, czy skądś ją znam. Nie, nie znam.
- Jestem Monic Stone, pracuję dla Disneya.
Tak, możliwe, że już ją kiedyś widziałam.
- Tak, proszę wejść. - zaproponowałam.
- Dziękuję bardzo. - odparła kobieta, wchodząc do środka.
Zamknęłam za nią drzwi, po czym wskazałam, by poszła do salonu.
Usiadła na jednym z foteli, ja na przeciw niej na kanapie.
- Pewnie dziwi się pani, po co tu przyszłam. - zaczęłam.
Pani ? Jak ja nienawidzę tego oficjalnego tonu.
- Nie... To znaczy, może odrobinkę. - mruknęłam.
- Tak też myślałam. Kierownicy Disneya przysłali mnie tu, bym powiedziała pani o jutrzejszej gali.
Gala... No faktycznie.
- Rozumiem. - uśmiechnęłam się.
- A więc limuzyna przyjedzie po panią o godzinie 19:30, o 20:00 dotrzecie na miejsce gali, która odbędzie się na Grand Olympic Auditorium, po raz pierwszy od wielu lat, tutaj w LA. Tam przez następne pół godziny będziecie mili za zadanie prezentować się na czerwonym dywanie, rozdawać autografy i udzielać wywiadów.
- Jasne, jak zawsze. - odparłam.
Później przeniesiecie się na salę, gdzie będą rozdawane nagrody. - dodała. - Reszta jest już chyba wiadoma. Po ceremonii znów nastąpią zdjęcia na czerwonym dywanie, po czym wsiądziecie do limuzyny i około północy będziecie w domach.
- Wszystko jasne.
- To dobrze. A i jeszcze jedno: w środę macie umówione spotkanie z fanami na godzinę 12 w centrum, a o godzinie 15 jedziemy na wywiad do radia.
- Ok.
- Cudownie. - kobieta sięgnęła do wielkiej torby, którą ze sobą przyniosła.
Wyjęła z niego wielki pudło (jakieś 0,5 na 1 metra) w kolorze kasztanu.
- Co to ? - zapytałam.
- To strój na jutrzejszą galę. - podała mi pudełko.
Od razu chciałam je otworzyć, lecz powstrzymała mnie ruchem ręki.
- Dopiero jutro. Gdyby na gali pytali cię o sukienkę, wszystkie informacje są w środku. - po tych słowach wstała.
- Jasne.
- Wszystko jasne ?
- Tak. - również wstałam, podając jej rękę.
- Cudownie, teraz jedziemy do pana Lyncha, by przekazać mu wszystkie informację. - uśmiechnęła się kobieta, idąc w stronę drzwi. - Do widzenia.
- Do widzenia. - odparłam, otwierając jej drzwi.
Kobieta skinęła głową i wyszła.
Wróciłam do salonu i kontynuowałam oglądanie filmu, co chwilę zerkając na pudło.
Ale mnie korciło by je otworzyć...
--------------------
I jest ! W następnym rozdziale - GALA !!!
Oj, będzie się działo !
KOMENTUJĄC, MOTYWUJESZ DO PISANIA !!!
piątek, 1 sierpnia 2014
Rozdział 21 ,,Jej !"
*Laura*
Przetarłam oczy. Było już totalnie jasno.
Spojrzałam na telefon. Poniedziałek godzina 13:43. Ale długo spałam...
Opadłam na poduszki i leżałam jeszcze przez parę minut, zanim postanowiłam się ubrać.
Długo myślałam, co na siebie włożyć, lecz po chwili postawiłam na TEN ZESTAW.
Po 20 minutach zeszłam na dół.
Na kanapie spał Lynch, ale nikogo więcej w domu nie było.
Na blacie w kuchni była kartka od Van.
,,Pojechałam odwieść Rydel i resztę. Zostawili Rossowi kluczyki do samochodu na wieszaku w przedpokoju. Spotkajmy się o 15 w centrum. Ty i ja. Małe zakupy. Kocham cię, Nessa."
Nieźle. Ostatnio widziałam super bluzkę w galerii, a teraz będę mogła ją kupić !
- Marano ? - usłyszałam za sobą.
Odwróciłam się i zobaczyłam, jak Lynch podnosi się z kanapy i ziewa.
- Czego ?
- Która godzina ?
- 14. Nessa odwiozła twoje rodzeństwo do domu. Zostawili ci kluczyki do samochodu w hollu.
- Super. - mruknął, przeczesując rękami włosy.
- Tak.
- Jest jakieś śniadanie ?
- Jak sobie zrobisz ? - odparłam, krzyżując ręce na piersi.
- Obejdę się bez niego. - powiedział, zbierając się swoje rzeczy.
- Jak chcesz.
- Dzięki za imprezę i nocleg. - dodał, podchodząc do drzwi.
Był niezwykle miły. Co było dość dziwne....
- Nie ma sprawy.
Chłopak otworzył drzwi.
- To ten tego... Do jutra.
- Co ? - zdziwiłam się.
- No, jutro jest gala, zapomniałaś ? - zapytał.
- Ach, to. Nie, pamiętam. Do jutra.
- Pa.
Chłopak wyszedł, a ja zamknęłam za nim drzwi.
*Ross*
Jak tylko przyjechałem do domu, dowiedziałem się, że o 16 R5 ma przesłuchanie w jakimś głupim studiu, i, że jeśli jakimś ważnym ludziom spodoba się nasz występ, to za parę tygodni może wyjedziemy w trasę. Kompletne szaleństwo.
- To co im zaśpiewamy ? - zapytał Ell, waląc pałeczkami od perkusji w co popadnie.
- Nie wiem. - mruknęła Rydel, przeglądają nasze piosenki.
- Może... One Last Dance ? - zaproponował Riker.
- Nie... - mruknąłem. - To musi być coś wybuchowego !
- To może... Loud ? - zapytał Rocky.
Popatrzyliśmy po sobie.
Na naszych twarzach powoli pojawiały się uśmiechy; kiwaliśmy głowami.
- Tak, to dobry pomysł. - powiedziała Ryd.
- Wohoo ! - zawołał Riker. - Mamy to ! Świecie nadchodzimy !
Następnie przez godzinę ćwiczyliśmy, a o 15:30 wyjechaliśmy.
Do studia dotarliśmy minuty przed 16.
Okazało się, że czeka na nas gruby facet i jakaś blondynka.
- R5 ! - zawołał mężczyzna z uśmiechem. - Cieszę się, że przyszliście !
- Dzień dobry, panie Anderson. - Ryd podała mu rękę. - Dziękujemy, że chce nam pan dać szanse.
- Nie ma sprawy. To moja córka, Gemma. - mężczyzna wskazał na dziewczynę.
- Miło mi. - uśmiechnęła się jasno włosa. - Jestem waszą wielką fanką !
Każdy z nas po kolei podał jej rękę.
Po krótkiej rozmowie pan Anderson zaprosił nas do studia.
- Gotowi? - zapytał.
- Tak jest. - odparł Ell, wyciągając z tylnej kieszeni spodni pałeczki.
- Zaczynajcie !
- Raz, dwa, trzy, cztery... - wyliczał Ell, po czym zaczął grać. Dołączyła do niego Rydel, Riker, Rocky, a później i ja.
- Looking for the one tonight
But I can't see you
Cause I'm blinded by all the lights, ooh
And I can never get it right
I need a breakthrough
Why are you so hard to find? Ooh - zacząłem.
Skończyliśmy, a Anderson zaczął bić brawo, po czym razem z córką wszedł do środka studia.
- Byliście genialni ! - zawołał.
- Dzięki. - powiedział Rocky, odkładając gitarę.
- Rzadko to komuś mówię, ale naprawdę było cudownie ! Wiem, że macie płytę i teledyski, ale pozwólcie, e to My Sond Music Studio będzie organizatorem waszej trasy !
- Tak ! - przybiliśmy sobie z chłopakowi piątki.
- Cudownie. Odezwę się do was w przeciągu tygodnia, ale możecie być pewni, że już za parę tygodni będziecie w trasie. Wchodzicie w to ?!
- Jasne.
Ja, Rocky, Rik i Ell wyszliśmy przed studio, a Ryd coś tam jeszcze załatwiała.
Gdy wyszła zaproponowała, byśmy poszli do centrum.
*Rydel*
Zaproponowałam chłopakom wypad do galerii, by zrealizować plan mój i Nessy.
Rik, Rocky i Ell o wszystkim wiedzieli, wiec od razu powiedzieli, że mają inne plany; Ross się zgodził.
Tak więc odwieźliśmy ich do domu, po czym razem z Rossem udaliśmy się do galerii, gdzie od godziny były już Van i Lau.
*Laura*
- Dzięki, Van. To był mega wypad ! - zaśmiałam się, gdy szłyśy w stronę wyjścia.
- To może jeszcze chodźmy na kręgle, co siostra ?
- Ok. - szybko się zgodziłam. - Tylko zaniosę torby do samochodu.
- Ok, weź też moje. - Van podała mi swoje pakunki. - Pójdę zając nam tor.
- Ok, będę za chwilę. - Van poszła do kręgielni, a ja pobiegłam na parking, by zanieść torby.
*Van*
Gdy doszłam do kręgielni, zauważyłam Rydel i Rossa, którzy kręcili się po sklepie obok.
Tak, zgodnie z planem.
- Rydel ? - podbiegłam do nich, udając zdziwioną.
- Van ? Hej, co ty tu robisz ? - zapytała mnie Delly.
- A tak wybrałyśmy się z Lau na małe zakupy. A ty i Ross co tu robimy ?
- Dell wyciągnęła mnie do galerii, żeby uczcić przesłuchanie. - odparł Ross.
- Przesłuchanie ? Musisz mi wszystko opowiedzieć, Delly ! - uśmiechnęłam się. - Może chcecie iść ze mną i moją siostrą na kręgle ?
- Jasne, bardzo chętnie. - uśmiechnęła się blondynka. - Co ty na to, Ross ?
- Marano chyba nie za bardzo się to spodoba... - mruknął.
- A odkąd to cię tak interesuje co moja siostra pomyśli, huh ? - zapytałam.
- Masz rację.Chodźmy. - powiedział Ross.
Po 10 minutach byliśmy już na torze. Ja i Rydel wzięłyśmy buty, Ross na chwilę poszedł by kupić nam coś do picia.
- Nieźle nam poszło, co ? - uśmiechnęła się Ryd, zakładając buty do kręgli.
- Nieźle ? Genialnie. Oboje niczego się nie spodziewają. - przybiłam jej piątkę.
- Idzie Laura. - szepnęła do mnie Delly.
- Lau, tutaj ! - zawołałam.
Moja siostra do nasz podeszła.
- Hej, Delly. - uściskała się z blond dziewczyną. - Co ty tu robisz ?
- Będę grać z wami w kręgle. - uśmiechnęła się. - Nie masz nic przeciwko ?
- Jasne, że nie. - zaśmiała się Laura. - Tylko się zdziwiłam.
- Wpadłam na nią i zaproponowałam jej kręgle. - wyjaśniłam.
- Super, będzie nas trójka. - uśmiechnęła się Lau.
- Właściwie to czwórka. - sprostowałam, wskazując na Rossa, który szedł w naszą stronę.
Laura się odwróciła, a z jej twarzy zniknął uśmiech.
*Laura*
Serio ? Ten palant też tu jest ?
- Hej, Marano.
- Lynch. Widzę, że na ciebie także wpadła moja siostra. - powiedziałam sucho.
- Tak. - mruknął. - Idziesz po buty ? Tor numer 10 jest nasz.
- To my już tam pójdziemy, a wy idźcie po buty. - powiedziała Nessa i poszła w stronę toru z numerem 10.
- Tylko się nie pozabijajcie. - dodała z uśmiechem Rydel i podążyła za moją siostrą.
- Jaki numer ? - spytał chłopak za ladą. Blondyn, mniej więcej w naszym wieku.
- 37, proszę. - uśmiechnęłam się do niego.
- Już podaję. - odparł z uśmiechem, unosząc brwi.
Zniknął na chwilę na zapleczu, a po chwili wrócił z czarno-białymi butami dla mnie.
- Buty, rozmiar 37, dla pięknej pani. - uśmiechnął się chłopak.
- Dzięki wielkie. - wzięłam buty i posłałam mu uśmiech.
- Proszę. - zapytał chłopak Lyncha.
- Rozmiar 40.
Chłopak podał mu buty i przeszedł do kolejnej osoby.
Lynch siadł obok mnie na białej kanapie i zaczął zakładać buty.
- Weź tak nie romansuj, bo...
- Bo co: zazdrosny jesteś, Lynch ? - przerwałam mu, nawet na niego nie patrząc; zajęłam się wiązaniem drugiego buta.
Chłopak uśmiechnął się:
- Chciałabyś.
- O niczym innym nie marzę. - zaśmiałam się.
*Delly*
- Teraz Van. - poleciłam, gdy zobaczyłam, że i Ross i Laura się uśmiechają (wprawdzie Lau patrzyła na swoje buty, ale mój brat na nią, więc to już coś).
Nessa szybko zrobiła zdjęcie, po czym mi je pokazała.
- Nieźle. - uśmiechnęłam się. - Wyglądają jakby byli na randce.
- I o to chodzi. - uśmięchnęła się.
*Ross*
Podeszliśmy do dziewczyn i zaczęliśmy grę.
Van zbiła 6.
Następnie Delly 8.
Po niej ja zbiłem 9, więc byłem na prowadzeniu.
Później przyszła kolej na Marano. Myślałem, że mnie pobije, zbijając 10, ale okazało się, ze biedaczka nie umie w ogóle grać. Dwa razy jej kula potoczyła się do rynien.
Zaśmiałem się.
- Bawi cię to, Lynch ? - zapytała.
Pewnie chciała, by to zabrzmiało groźnie, ale zwyczajnie było jej przykro.
- Nie. - odparłem. - Daj, pokarzę ci jak grać.
Delly coś szepnęła d0 Van.
- Pójdę po coś do jedzenia. - powiedziała Van. - Zaraz wracam.
- A ja skoczę do toalety. - dodała Delly.
Po czym obie zniknęły.
- Dobra, ustaw się. - poleciłem.
Marano stanęła z niebieską kulą w rękach.
Podszedłem do niej od tyłu i chwyciłem jej ręką kulę.
Dziewczyna odskoczyła.
- Chcesz się nauczyć, czy nie ? - zapytałem, napotykając jej zaniepokojony wzrok.
Westchnęła i znów stanęła.
Znów ją złapałem, lecz tym razem nie protestowała.
Drugą ręką chwyciłem ją w tali i pokazałem by dała lewą nogę w przód.
- Dobra, a teraz damy rękę do tyłu. - wyszeptałem prosto w jej ucho.
Po jej skórze przeszedł lekki dreszcz.
Ręka z kulą powędrowała w tył.
- Lekki zamach i wypuszczasz. Musi lecieć prosto. - dodałem.
Wzięła zamach i wypuściła kulę.
Puściłem jej rękę i popatrzyłem na kulę, tak jak Marano.
Kula toczyła się środkiem, po czym dotarła do kręgli i zbiła... wszystkie !
- Jej ! - pisnęła uradowana Marano.
Następnie odwróciła się i mocno mnie przytuliła.
Czułem się mega dziwnie, więc tylko stałem.
Po chwili uświadomiła sobie co zrobiła, bo powoli mnie puściła, stając parę centymetrów ode mnie.
W jej oczach malowało się przerażanie i strach.
*Van*
Schowałyśmy się w sztucznych krzakach, które stały po lewej stronie toru.
Ross uczył moją siostrę grać, więc to wykorzystałam i robiłam parę zdjęć.
Nagle Lau puściła kulę, która zbiła wszystkie kręgle ! Byłam mega zszokowana, więc ledwo zdążyłam zrobić zdjęcie, jak Laura Z WŁASNEJ WOLI przytuliła Ross.
Popatrzyłam na Dell.
- Ona go przytuliła. - szepnęłam.
- Wiem, lepiej do nich chodźmy. - odparła, wstając.
- Stój. - zatrzymałam ją. - Chcę zobaczyć, jak mu to wyjaśni.
------------------
A więc jest: RAURA !!!!
No nie do końca, ale jest lepiej. Vanessa i Rydel mają swoje zdjęcia, więc pora wcielić ich plan w życie ! Jak myślicie kiedy to się wyda ? I jakie będzie to miało konsekwencje ? Czy plan zadziała i Laura i Ross będą razem ? Jak myślicie ? Piszcie !
KOMENTUJĄC, MOTYWUJESZ DO PISANIA !!!!
Przetarłam oczy. Było już totalnie jasno.
Spojrzałam na telefon. Poniedziałek godzina 13:43. Ale długo spałam...
Opadłam na poduszki i leżałam jeszcze przez parę minut, zanim postanowiłam się ubrać.
Długo myślałam, co na siebie włożyć, lecz po chwili postawiłam na TEN ZESTAW.
Po 20 minutach zeszłam na dół.
Na kanapie spał Lynch, ale nikogo więcej w domu nie było.
Na blacie w kuchni była kartka od Van.
,,Pojechałam odwieść Rydel i resztę. Zostawili Rossowi kluczyki do samochodu na wieszaku w przedpokoju. Spotkajmy się o 15 w centrum. Ty i ja. Małe zakupy. Kocham cię, Nessa."
Nieźle. Ostatnio widziałam super bluzkę w galerii, a teraz będę mogła ją kupić !
- Marano ? - usłyszałam za sobą.
Odwróciłam się i zobaczyłam, jak Lynch podnosi się z kanapy i ziewa.
- Czego ?
- Która godzina ?
- 14. Nessa odwiozła twoje rodzeństwo do domu. Zostawili ci kluczyki do samochodu w hollu.
- Super. - mruknął, przeczesując rękami włosy.
- Tak.
- Jest jakieś śniadanie ?
- Jak sobie zrobisz ? - odparłam, krzyżując ręce na piersi.
- Obejdę się bez niego. - powiedział, zbierając się swoje rzeczy.
- Jak chcesz.
- Dzięki za imprezę i nocleg. - dodał, podchodząc do drzwi.
Był niezwykle miły. Co było dość dziwne....
- Nie ma sprawy.
Chłopak otworzył drzwi.
- To ten tego... Do jutra.
- Co ? - zdziwiłam się.
- No, jutro jest gala, zapomniałaś ? - zapytał.
- Ach, to. Nie, pamiętam. Do jutra.
- Pa.
Chłopak wyszedł, a ja zamknęłam za nim drzwi.
*Ross*
Jak tylko przyjechałem do domu, dowiedziałem się, że o 16 R5 ma przesłuchanie w jakimś głupim studiu, i, że jeśli jakimś ważnym ludziom spodoba się nasz występ, to za parę tygodni może wyjedziemy w trasę. Kompletne szaleństwo.
- To co im zaśpiewamy ? - zapytał Ell, waląc pałeczkami od perkusji w co popadnie.
- Nie wiem. - mruknęła Rydel, przeglądają nasze piosenki.
- Może... One Last Dance ? - zaproponował Riker.
- Nie... - mruknąłem. - To musi być coś wybuchowego !
- To może... Loud ? - zapytał Rocky.
Popatrzyliśmy po sobie.
Na naszych twarzach powoli pojawiały się uśmiechy; kiwaliśmy głowami.
- Tak, to dobry pomysł. - powiedziała Ryd.
- Wohoo ! - zawołał Riker. - Mamy to ! Świecie nadchodzimy !
Następnie przez godzinę ćwiczyliśmy, a o 15:30 wyjechaliśmy.
Do studia dotarliśmy minuty przed 16.
Okazało się, że czeka na nas gruby facet i jakaś blondynka.
- R5 ! - zawołał mężczyzna z uśmiechem. - Cieszę się, że przyszliście !
- Dzień dobry, panie Anderson. - Ryd podała mu rękę. - Dziękujemy, że chce nam pan dać szanse.
- Nie ma sprawy. To moja córka, Gemma. - mężczyzna wskazał na dziewczynę.
- Miło mi. - uśmiechnęła się jasno włosa. - Jestem waszą wielką fanką !
Każdy z nas po kolei podał jej rękę.
Po krótkiej rozmowie pan Anderson zaprosił nas do studia.
- Gotowi? - zapytał.
- Tak jest. - odparł Ell, wyciągając z tylnej kieszeni spodni pałeczki.
- Zaczynajcie !
- Raz, dwa, trzy, cztery... - wyliczał Ell, po czym zaczął grać. Dołączyła do niego Rydel, Riker, Rocky, a później i ja.
- Looking for the one tonight
But I can't see you
Cause I'm blinded by all the lights, ooh
And I can never get it right
I need a breakthrough
Why are you so hard to find? Ooh - zacząłem.
Skończyliśmy, a Anderson zaczął bić brawo, po czym razem z córką wszedł do środka studia.
- Byliście genialni ! - zawołał.
- Dzięki. - powiedział Rocky, odkładając gitarę.
- Rzadko to komuś mówię, ale naprawdę było cudownie ! Wiem, że macie płytę i teledyski, ale pozwólcie, e to My Sond Music Studio będzie organizatorem waszej trasy !
- Tak ! - przybiliśmy sobie z chłopakowi piątki.
- Cudownie. Odezwę się do was w przeciągu tygodnia, ale możecie być pewni, że już za parę tygodni będziecie w trasie. Wchodzicie w to ?!
- Jasne.
Ja, Rocky, Rik i Ell wyszliśmy przed studio, a Ryd coś tam jeszcze załatwiała.
Gdy wyszła zaproponowała, byśmy poszli do centrum.
*Rydel*
Zaproponowałam chłopakom wypad do galerii, by zrealizować plan mój i Nessy.
Rik, Rocky i Ell o wszystkim wiedzieli, wiec od razu powiedzieli, że mają inne plany; Ross się zgodził.
Tak więc odwieźliśmy ich do domu, po czym razem z Rossem udaliśmy się do galerii, gdzie od godziny były już Van i Lau.
*Laura*
- Dzięki, Van. To był mega wypad ! - zaśmiałam się, gdy szłyśy w stronę wyjścia.
- To może jeszcze chodźmy na kręgle, co siostra ?
- Ok. - szybko się zgodziłam. - Tylko zaniosę torby do samochodu.
- Ok, weź też moje. - Van podała mi swoje pakunki. - Pójdę zając nam tor.
- Ok, będę za chwilę. - Van poszła do kręgielni, a ja pobiegłam na parking, by zanieść torby.
*Van*
Gdy doszłam do kręgielni, zauważyłam Rydel i Rossa, którzy kręcili się po sklepie obok.
Tak, zgodnie z planem.
- Rydel ? - podbiegłam do nich, udając zdziwioną.
- Van ? Hej, co ty tu robisz ? - zapytała mnie Delly.
- A tak wybrałyśmy się z Lau na małe zakupy. A ty i Ross co tu robimy ?
- Dell wyciągnęła mnie do galerii, żeby uczcić przesłuchanie. - odparł Ross.
- Przesłuchanie ? Musisz mi wszystko opowiedzieć, Delly ! - uśmiechnęłam się. - Może chcecie iść ze mną i moją siostrą na kręgle ?
- Jasne, bardzo chętnie. - uśmiechnęła się blondynka. - Co ty na to, Ross ?
- Marano chyba nie za bardzo się to spodoba... - mruknął.
- A odkąd to cię tak interesuje co moja siostra pomyśli, huh ? - zapytałam.
- Masz rację.Chodźmy. - powiedział Ross.
Po 10 minutach byliśmy już na torze. Ja i Rydel wzięłyśmy buty, Ross na chwilę poszedł by kupić nam coś do picia.
- Nieźle nam poszło, co ? - uśmiechnęła się Ryd, zakładając buty do kręgli.
- Nieźle ? Genialnie. Oboje niczego się nie spodziewają. - przybiłam jej piątkę.
- Idzie Laura. - szepnęła do mnie Delly.
- Lau, tutaj ! - zawołałam.
Moja siostra do nasz podeszła.
- Hej, Delly. - uściskała się z blond dziewczyną. - Co ty tu robisz ?
- Będę grać z wami w kręgle. - uśmiechnęła się. - Nie masz nic przeciwko ?
- Jasne, że nie. - zaśmiała się Laura. - Tylko się zdziwiłam.
- Wpadłam na nią i zaproponowałam jej kręgle. - wyjaśniłam.
- Super, będzie nas trójka. - uśmiechnęła się Lau.
- Właściwie to czwórka. - sprostowałam, wskazując na Rossa, który szedł w naszą stronę.
Laura się odwróciła, a z jej twarzy zniknął uśmiech.
*Laura*
Serio ? Ten palant też tu jest ?
- Hej, Marano.
- Lynch. Widzę, że na ciebie także wpadła moja siostra. - powiedziałam sucho.
- Tak. - mruknął. - Idziesz po buty ? Tor numer 10 jest nasz.
- To my już tam pójdziemy, a wy idźcie po buty. - powiedziała Nessa i poszła w stronę toru z numerem 10.
- Tylko się nie pozabijajcie. - dodała z uśmiechem Rydel i podążyła za moją siostrą.
- Jaki numer ? - spytał chłopak za ladą. Blondyn, mniej więcej w naszym wieku.
- 37, proszę. - uśmiechnęłam się do niego.
- Już podaję. - odparł z uśmiechem, unosząc brwi.
Zniknął na chwilę na zapleczu, a po chwili wrócił z czarno-białymi butami dla mnie.
- Buty, rozmiar 37, dla pięknej pani. - uśmiechnął się chłopak.
- Dzięki wielkie. - wzięłam buty i posłałam mu uśmiech.
- Proszę. - zapytał chłopak Lyncha.
- Rozmiar 40.
Chłopak podał mu buty i przeszedł do kolejnej osoby.
Lynch siadł obok mnie na białej kanapie i zaczął zakładać buty.
- Weź tak nie romansuj, bo...
- Bo co: zazdrosny jesteś, Lynch ? - przerwałam mu, nawet na niego nie patrząc; zajęłam się wiązaniem drugiego buta.
Chłopak uśmiechnął się:
- Chciałabyś.
- O niczym innym nie marzę. - zaśmiałam się.
*Delly*
- Teraz Van. - poleciłam, gdy zobaczyłam, że i Ross i Laura się uśmiechają (wprawdzie Lau patrzyła na swoje buty, ale mój brat na nią, więc to już coś).
Nessa szybko zrobiła zdjęcie, po czym mi je pokazała.
- Nieźle. - uśmiechnęłam się. - Wyglądają jakby byli na randce.
- I o to chodzi. - uśmięchnęła się.
*Ross*
Podeszliśmy do dziewczyn i zaczęliśmy grę.
Van zbiła 6.
Następnie Delly 8.
Po niej ja zbiłem 9, więc byłem na prowadzeniu.
Później przyszła kolej na Marano. Myślałem, że mnie pobije, zbijając 10, ale okazało się, ze biedaczka nie umie w ogóle grać. Dwa razy jej kula potoczyła się do rynien.
Zaśmiałem się.
- Bawi cię to, Lynch ? - zapytała.
Pewnie chciała, by to zabrzmiało groźnie, ale zwyczajnie było jej przykro.
- Nie. - odparłem. - Daj, pokarzę ci jak grać.
Delly coś szepnęła d0 Van.
- Pójdę po coś do jedzenia. - powiedziała Van. - Zaraz wracam.
- A ja skoczę do toalety. - dodała Delly.
Po czym obie zniknęły.
- Dobra, ustaw się. - poleciłem.
Marano stanęła z niebieską kulą w rękach.
Podszedłem do niej od tyłu i chwyciłem jej ręką kulę.
Dziewczyna odskoczyła.
- Chcesz się nauczyć, czy nie ? - zapytałem, napotykając jej zaniepokojony wzrok.
Westchnęła i znów stanęła.
Znów ją złapałem, lecz tym razem nie protestowała.
Drugą ręką chwyciłem ją w tali i pokazałem by dała lewą nogę w przód.
- Dobra, a teraz damy rękę do tyłu. - wyszeptałem prosto w jej ucho.
Po jej skórze przeszedł lekki dreszcz.
Ręka z kulą powędrowała w tył.
- Lekki zamach i wypuszczasz. Musi lecieć prosto. - dodałem.
Wzięła zamach i wypuściła kulę.
Puściłem jej rękę i popatrzyłem na kulę, tak jak Marano.
Kula toczyła się środkiem, po czym dotarła do kręgli i zbiła... wszystkie !
- Jej ! - pisnęła uradowana Marano.
Następnie odwróciła się i mocno mnie przytuliła.
Czułem się mega dziwnie, więc tylko stałem.
Po chwili uświadomiła sobie co zrobiła, bo powoli mnie puściła, stając parę centymetrów ode mnie.
W jej oczach malowało się przerażanie i strach.
*Van*
Schowałyśmy się w sztucznych krzakach, które stały po lewej stronie toru.
Ross uczył moją siostrę grać, więc to wykorzystałam i robiłam parę zdjęć.
Nagle Lau puściła kulę, która zbiła wszystkie kręgle ! Byłam mega zszokowana, więc ledwo zdążyłam zrobić zdjęcie, jak Laura Z WŁASNEJ WOLI przytuliła Ross.
Popatrzyłam na Dell.
- Ona go przytuliła. - szepnęłam.
- Wiem, lepiej do nich chodźmy. - odparła, wstając.
- Stój. - zatrzymałam ją. - Chcę zobaczyć, jak mu to wyjaśni.
------------------
A więc jest: RAURA !!!!
No nie do końca, ale jest lepiej. Vanessa i Rydel mają swoje zdjęcia, więc pora wcielić ich plan w życie ! Jak myślicie kiedy to się wyda ? I jakie będzie to miało konsekwencje ? Czy plan zadziała i Laura i Ross będą razem ? Jak myślicie ? Piszcie !
KOMENTUJĄC, MOTYWUJESZ DO PISANIA !!!!
Rozdział 20 ,,Co za debil"
*Alexis*
Ten cały Rocky, o którym mówiła mi Laura był naprawdę słodki. Zaraz po moim przyjściu podszedł do mnie i zaczęliśmy rozmawiać - okazało się, że mamy naprawdę dużo wspólnego. Oboje lubimy te same sporty, jedzenie. Po parunastu minutach w basenie, przenieśliśmy się do ogrodu, moje sąsiadki rozłożyły mnóstwo koców i leżaków, gdzie spokojnie kontynuowaliśmy z Rockym rozmowy.
*Laura*
Po przyjściu Alex, ,,oddałam" ją w ręce Rockiego. Miałam nosa, żeby ich zeswatać.
No, to teraz mogłam wskoczyć do basenu.
Ponieważ moja siostra i większość klanu Lynch przeniosła się do ogrodu, mogłam się spokojnie zrelaksować.
Zdjęłam ręcznik, spięłam włosy i usiadłam na brzegu basenu, mocząc nogi.
Ponieważ słońce zaczęło powoli zachodzić, postanowiłam szybko wejść - zanim zrobi się kompletnie zimno.
Zanurkowałam i wstrzymałam oddech na paręnaście sekund.
Lubiłam tak robić, gdy miałam ważny problem i musiałam się z nim jakoś uporać.
Tym razem moim problemem był David.
Z jednej strony zawsze mi się podobał, lecz z drugiej - coś czułam, że nie wyszło by nam.
Może Lynch miał rację, że nie powinnam się z nim spotykać ?
A może to ja oszalałam, żeby słuchać Lyncha ?
Wynurzyłam się i jakże się zdziwiłam.
Na brzegu, w samych kąpielówkach stał Lynch.
- Ładnie ci w różowym. - pochwaliłam jego kąpielówki.
- Hahaha. Śmieszne, Marano. - mruknął.
- No wiem.
Podpłynęłam do murku.
- Masz zamiar tak stać, czy jednak popływasz ? - zapytałam.
- Miałem zamiar popływać, ale zobaczyłem, że ty tu jesteś. - odparł.
- Nie no, ja już wychodzę. - powiedziałam, wciągając się na murek.
Następnie założyłam klapki i owinęłam się ręcznikiem.
- Zimna ? - zapytał, nachylając się nad taflą wody.
- Sam sprawdź. - odparłam, delikatnie popychając go.
Chłopak w jednej chwili stracił równowagę i wpadł do wody.
Po chwili się z niej wynurzył i otarł ręką mokre włosy.
- Mam D'ej'a Vu. - mruknął.
- Ta, ja też. - prychnęłam.
Następnie zaczęłam kierować się na taras, by wejść do domu i się przebrać, lecz zatrzymał mnie głos Lyncha:
- David pewnie by się wkurzył, gdybyś go tak pchnęła do basenu.
- Co mi tym chcesz powiedzieć ?
- Że ja jestem od niego lepszy. - mruknął, robiąc fikołka w wodzie.
Zaśmiałam się.
- I może, że powinnam się z tobą umówić, co Lynch ?
- Nie wybiegaj tak daleko w przyszłość, Marano. - odparł.
- Oj, Lynch. Ty się chyba nigdy nie nauczysz ! Nie lubię cię, ok ? - zapytałam. - Myślałam, że ty mnie też.
- Ja ? Ja cię nienawidzę..
- Ja cię nienawidzę bardziej. - odparłam z udawaną słodyczą w głosie.
Następnie udałam się do domu, gdzie się szybko ubrałam.
Gdy wróciłam do ogrodu, Riker z Rossem zajęli się rozpalaniem ogniska.
Gdy to już zrobili, zaczęliśmy rozmawiać, smażyć kiełbaski (Bóg wie skąd wzięły się w lodówce).
*Ross*
Zanim się obejrzeliśmy dochodziła już 3 w nocy.
Zaczęliśmy się zbierać.
- Ej, a może po prostu zostańcie na noc ? Mamy pokoje gościnne i w ogóle, po co macie jechać po nocy ? - zaproponowała Nessa, pomagając mojemu najstarszemu bratu gasić ognisko.
Rydel na początku się opierała, że nie chcemy robić kłopotu, lecz już po chwili razem z Rikerem i Rockym podążała do pokoju gościnnego na drugim piętrze.
Alexis dostała miejsce na rozkładanej kanapie w pokoju Van, mimo iż jej dom był pięć minut drogi stąd.
Po paru minutach w kuchni zostałem tylko ja i Marano, która zmywała po imprezie.
- To ten tego... - zacząłem.
- Jak chcesz to możesz iść się położyć u mnie w pokoju, ja się prześpię na kanapie. - zaproponowała, nie darząc mnie nawet spojrzeniem.
- Nie. Ja się tu położę, a ty idź do siebie, Marano. - mruknąłem.
- Jak chcesz. - odparła, wycierając ręce w ścierkę. - Narka, Lynch. - i gasząc światło, wyszła do góry.
Wyciągnąłem z pod kanapy kołdrę i poduszkę i położyłem się spać.
Przez pewien dłuższy czas panowała cisz, jak w grobie. Serio.
Dopiero po chwili.tą nieskazitelną ciszę, przerwał cichy głos:
- I've been wishing for something missing
To fill this empty space
To show the person behind the curtain
So you'll understand
Who I really am
Ten cały Rocky, o którym mówiła mi Laura był naprawdę słodki. Zaraz po moim przyjściu podszedł do mnie i zaczęliśmy rozmawiać - okazało się, że mamy naprawdę dużo wspólnego. Oboje lubimy te same sporty, jedzenie. Po parunastu minutach w basenie, przenieśliśmy się do ogrodu, moje sąsiadki rozłożyły mnóstwo koców i leżaków, gdzie spokojnie kontynuowaliśmy z Rockym rozmowy.
*Laura*
Po przyjściu Alex, ,,oddałam" ją w ręce Rockiego. Miałam nosa, żeby ich zeswatać.
No, to teraz mogłam wskoczyć do basenu.
Ponieważ moja siostra i większość klanu Lynch przeniosła się do ogrodu, mogłam się spokojnie zrelaksować.
Zdjęłam ręcznik, spięłam włosy i usiadłam na brzegu basenu, mocząc nogi.
Ponieważ słońce zaczęło powoli zachodzić, postanowiłam szybko wejść - zanim zrobi się kompletnie zimno.
Zanurkowałam i wstrzymałam oddech na paręnaście sekund.
Lubiłam tak robić, gdy miałam ważny problem i musiałam się z nim jakoś uporać.
Tym razem moim problemem był David.
Z jednej strony zawsze mi się podobał, lecz z drugiej - coś czułam, że nie wyszło by nam.
Może Lynch miał rację, że nie powinnam się z nim spotykać ?
A może to ja oszalałam, żeby słuchać Lyncha ?
Wynurzyłam się i jakże się zdziwiłam.
Na brzegu, w samych kąpielówkach stał Lynch.
- Ładnie ci w różowym. - pochwaliłam jego kąpielówki.
- Hahaha. Śmieszne, Marano. - mruknął.
- No wiem.
Podpłynęłam do murku.
- Masz zamiar tak stać, czy jednak popływasz ? - zapytałam.
- Miałem zamiar popływać, ale zobaczyłem, że ty tu jesteś. - odparł.
- Nie no, ja już wychodzę. - powiedziałam, wciągając się na murek.
Następnie założyłam klapki i owinęłam się ręcznikiem.
- Zimna ? - zapytał, nachylając się nad taflą wody.
- Sam sprawdź. - odparłam, delikatnie popychając go.
Chłopak w jednej chwili stracił równowagę i wpadł do wody.
Po chwili się z niej wynurzył i otarł ręką mokre włosy.
- Mam D'ej'a Vu. - mruknął.
- Ta, ja też. - prychnęłam.
Następnie zaczęłam kierować się na taras, by wejść do domu i się przebrać, lecz zatrzymał mnie głos Lyncha:
- David pewnie by się wkurzył, gdybyś go tak pchnęła do basenu.
- Co mi tym chcesz powiedzieć ?
- Że ja jestem od niego lepszy. - mruknął, robiąc fikołka w wodzie.
Zaśmiałam się.
- I może, że powinnam się z tobą umówić, co Lynch ?
- Nie wybiegaj tak daleko w przyszłość, Marano. - odparł.
- Oj, Lynch. Ty się chyba nigdy nie nauczysz ! Nie lubię cię, ok ? - zapytałam. - Myślałam, że ty mnie też.
- Ja ? Ja cię nienawidzę..
- Ja cię nienawidzę bardziej. - odparłam z udawaną słodyczą w głosie.
Następnie udałam się do domu, gdzie się szybko ubrałam.
Gdy wróciłam do ogrodu, Riker z Rossem zajęli się rozpalaniem ogniska.
Gdy to już zrobili, zaczęliśmy rozmawiać, smażyć kiełbaski (Bóg wie skąd wzięły się w lodówce).
*Ross*
Zanim się obejrzeliśmy dochodziła już 3 w nocy.
Zaczęliśmy się zbierać.
- Ej, a może po prostu zostańcie na noc ? Mamy pokoje gościnne i w ogóle, po co macie jechać po nocy ? - zaproponowała Nessa, pomagając mojemu najstarszemu bratu gasić ognisko.
Rydel na początku się opierała, że nie chcemy robić kłopotu, lecz już po chwili razem z Rikerem i Rockym podążała do pokoju gościnnego na drugim piętrze.
Alexis dostała miejsce na rozkładanej kanapie w pokoju Van, mimo iż jej dom był pięć minut drogi stąd.
Po paru minutach w kuchni zostałem tylko ja i Marano, która zmywała po imprezie.
- To ten tego... - zacząłem.
- Jak chcesz to możesz iść się położyć u mnie w pokoju, ja się prześpię na kanapie. - zaproponowała, nie darząc mnie nawet spojrzeniem.
- Nie. Ja się tu położę, a ty idź do siebie, Marano. - mruknąłem.
- Jak chcesz. - odparła, wycierając ręce w ścierkę. - Narka, Lynch. - i gasząc światło, wyszła do góry.
Wyciągnąłem z pod kanapy kołdrę i poduszkę i położyłem się spać.
Przez pewien dłuższy czas panowała cisz, jak w grobie. Serio.
Dopiero po chwili.tą nieskazitelną ciszę, przerwał cichy głos:
- I've been wishing for something missing
To fill this empty space
To show the person behind the curtain
So you'll understand
Who I really am
Od razu rozpoznałem i głos i piosenkę.
Marano, śpiewała piosenkę z A&A - The me that you don't see.
Wstałem najciszej jak mogłem i cicho podążyłem na górne piętro.
Drzwi do pokoju Marano były uchylone, więc stanąłem przy nich i nasłuchiwałem.
Nachyliłem się jeszcze odrobinę. Ale to był błąd.
Upadłem, a jej drzwi się otworzyły.
- Lynch ! - krzyknęła najciszej jak umiała, by nie obudzić reszty.
Odłożyła gitarę i podeszła do drzwi.
Wstałem.
- Naprawdę nie masz nic lepszego do roboty ? - warknęła.
- A ty ? - odparłem.
- Ja ? Nie mogę spać, więc ćwiczę. Jeśli ci to przeszkadza, to przestanę, ale idź już sobie !
- Idę, nie mam zamiaru na ciebie dłużej patrzeć.
- I wzajemnie, Lynch !
Odchrząknąłem.
*Laura*
Nagle nie wiem czemu, ale jego głos złagodniał.
- To... dobranoc. - powiedział, lekko speszony.
- Dobranoc. - odparłam, a gdy zaczął schodzić na dół, zamknęłam drzwi,.
Co za debil. Jak ja go... nie lubię.
Co dziwne. Zawsze go nienawidziłam, a teraz go nie lubię. Jest jakaś zmiana.
-----------------------------
A więc jest. Numer 20. Dla mnie jest średni, ale to tylko dlatego, że prawdziwą bombę zostawiłam na dwa następne rozdziały. Obiecuję, następne będą ciekawsze. PROMISE !
KOMENTUJĄC, MOTYWUJESZ DO PISANIA !!!
Wstałem najciszej jak mogłem i cicho podążyłem na górne piętro.
Drzwi do pokoju Marano były uchylone, więc stanąłem przy nich i nasłuchiwałem.
Nachyliłem się jeszcze odrobinę. Ale to był błąd.
Upadłem, a jej drzwi się otworzyły.
- Lynch ! - krzyknęła najciszej jak umiała, by nie obudzić reszty.
Odłożyła gitarę i podeszła do drzwi.
Wstałem.
- Naprawdę nie masz nic lepszego do roboty ? - warknęła.
- A ty ? - odparłem.
- Ja ? Nie mogę spać, więc ćwiczę. Jeśli ci to przeszkadza, to przestanę, ale idź już sobie !
- Idę, nie mam zamiaru na ciebie dłużej patrzeć.
- I wzajemnie, Lynch !
Odchrząknąłem.
*Laura*
Nagle nie wiem czemu, ale jego głos złagodniał.
- To... dobranoc. - powiedział, lekko speszony.
- Dobranoc. - odparłam, a gdy zaczął schodzić na dół, zamknęłam drzwi,.
Co za debil. Jak ja go... nie lubię.
Co dziwne. Zawsze go nienawidziłam, a teraz go nie lubię. Jest jakaś zmiana.
-----------------------------
A więc jest. Numer 20. Dla mnie jest średni, ale to tylko dlatego, że prawdziwą bombę zostawiłam na dwa następne rozdziały. Obiecuję, następne będą ciekawsze. PROMISE !
KOMENTUJĄC, MOTYWUJESZ DO PISANIA !!!
poniedziałek, 16 czerwca 2014
Rozdział 19 ,,Była naprawdę piękna"
*Rydel*
Przerzucałam programami, gdy nagle mój telefon, leżący na stoliku przede mną zaczął wibrować.
Zanim jednak po niego sięgnęłam, Riker - leżący obok mnie na kanapie - już trzymał go w swojej wielkiej łapie, która aż ociekała tłuszczem ze zjedzonych chwilę temu nóżek kurczaka.
- Oddawaj to ! - wrzasnęłam.
On tylko prychnął i odblokował telefon.
Następnie uśmiechnął się chytrze i wrzasnął na cały głos:
- Impreza z basenem u Laury i Nessy ! - po czym rzucił mi telefon i pobiegł do góry.
Sprawdziłam komórkę - faktycznie. Laura napisała żebyśmy wpadli.
Gdy po pięciu minutach zwlokłam się z kanapy, na dole pojawili się moi 2 bracia - Rik i Rocky.
- A wy... Idziecie gdzieś ? - zapytałam. .
- No. Do Laury i Nessy. - odparł Rocky.
- A kto powiedział, że one was tam chcą ? - powiedziałam.
- Cytuję: Mała impreza ? Basen, stroje. Wpadajcie. To liczba mnoga, co oznacza, że nie tylko ty jesteś zaproszona. - mruknął Riker, po czym przybili sobie z Rockym piątkę,
Przewróciłam oczami.
- Poczekajcie w salonie, pójdę się przebrać. - powiedziałam.
Chłopaki szybko poszli do salonu.
- A gdzie Ross ? - zapytałam jeszcze ze schodów.
- Szykuje się w pokoju. - zaśmiał się Riker.
Poszłam na górę, lecz kierując się do swojego pokoju, zahaczyłam jeszcze o ,,komnatę tajemnic" Rossa.
Zapukałam.
- Wejdź. - usłyszałam głos brata.
Gdy weszłam, zastałam mojego brata, jak nakłada żel na grzywkę.
- Wystroiłeś się. - zauważyłam.
- Wcale nie. - bronił się.
- Mhm, ta jasne. - mruknęłam, za co zostałam skarcona złym spojrzeniem Rossa.
- Ty wiesz, że idziemy do Laury, nie ? - upewniłam się.
- Tak. - odparł.
- I nie masz z tym problemu, czy coś...
- Nie lubię Marano, fakt. Ale luię imprezy z basenem, a poza tym nie chce mi się tak samemu siedzieć w domu. Wy idziecie, Roland u kumpla, więc co tak sam będę... - odparł.
I choć próbował udawać znudzenie, dla mnie było to mega wyraźne, że chciał się zobaczyć z Laurą. Mojego brata coś do niego ciągnęło i było to dla mnie oczywiste.
- Ok, jak chcesz. Jedziemy za 10 minut. - powiedziałam, po czym poszłam do siebie.
Szybko się ubrałam, po czym zbiegłam na dół, gdzie moi bracia stali już zwarci i gotowi do wyjścia.
- Idziemy ? - zapytałam.
Po chwili byliśmy już przed domem.
- Ja prowadzę. - oznajmił Ross, wyciągając z kieszeni kluczyki.
- Ok, ale pojedziemy moim. - dodał Riker, rzucając młodemu kluczyki od swojego samochodu.
Po chwili wszyscy w czwórkę jechaliśmy samochodem Rikera do willi sióstr Marano.
Zerknęłam na Ross, który siedział obok mnie.
Był skupiony na drodze i do granic możliwości wykorzystywał ograniczenia prędkości.
Tam, gdzie pisało, by jechać 60km/h mój młodszy brat dobijał do 70.
Śpieszyło mu się.
*Vanessa*
Po tym jak Laura mnie wepchnęła, obie postanowiłyśmy popływać. Moja mała siostrzyczka co chwilę wychodziła z wody i wskakiwała, ochlapując mnie wodą. Po chwili moje idealnie ułożone włosy były całe mokre. Jej za to - nawet mokre - spływały idealnie na plecy i ramiona.
- Jak ty to robisz, że twoje włosy, nawet po takich męczarniach wyglądają świetnie ? - oburzyłam się, gdy Laura po raz kolejny wylądowała w wodzie.
- Mam swoje sposoby. - zaśmiała się, podpływając do mnie.
W tym samym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Kogo to może do nas sprowadzać ? - zapytałam, relaksując się, pływaniem na plecach.
- Ah, to Ryd i reszta klanu Lynch, jeśli mi wiadomo. - odparła moja siostra, podpływając do murku.
- Co ? - wrzasnęłam.
Reszta klanu Lynch, czyli jej bracia, a to oznacza, że Riker też tu będzie.
- Tak, Van. - powiedziała moja siostra, jakby czytając mi w myślach.
Po czym szybko wyszła z basenu, po czym ubrała klapki i owinęła się ręcznikiem.
*Laura*
Owinęłam się różowym ręcznikiem, jak tortilla.
Po czym pobiegłam przez taras do salonu, następnie do holu.
Przełożyłam (mokre) włosy na lewą stronę i otworzyłam drzwi.
- Hej, Laura. - powiedziała Delly.
- Hej Delly. Piękna sukienka. - zauważyłam.
- Dzięki. - odparła dziewczyna, po czym weszła do środka.
- Hej Laura. - powiedział drugi w kolei Rocky.
- Hej, Rocky. - odparłam obejmując chłopaka.
Gdy ten wszedł, przywitałam się z Rikerem.
Przytulając go na powitanie, wspięłam się na palce i szepnęłam mu do ucha:
- Van jest w ogrodzie. Już nie może się doczekać.
Chłopak puścił mnie i uśmiechnął się z podziękowaniem.
Następny w kolei był Lynch.
Oparłam się o framugę drzwi i wskazałam, by wszedł.
Jeśli mam być szczera to nie za bardzo cieszyłam się na jego przyjście, no ale trudno.
Chłopak wszedł, a ja zamknęłam drzwi.
- Idźcie do ogrodu, ja zaraz przyniosę przekąski i napoje. - uśmiechnęłam się, a wszyscy poszli.
Wszyscy prócz młodego Lyncha.
- Pomogę ci. - zaoferował.
- Jak chcesz. - odparłam chłodno.
Chwilę zajęło mi otwieranie paczki chipsów i ciastek, ale już po chwili oba żarcia wylądowały w osobnych miskach.
Położyłam je na tacy, następnie wyjmując z lodówki zimne napoje.
Wszystko szło dobrze, dopóki nie wpadłam na pomysł wyjęcia szklanek z najwyższej półki.
Otwarłam ją i wyciągnęłam rękę po sześć szklanek. Pudło. Nie dosięgnęłam.
- Może ci pomogę ? - usłyszałam za sobą głos Lyncha.
Odsunęłam się, by zrobić mu miejsce.
Chłopak bez najmniejszego problemu wyciągnął szklanki i postawił je na drugiej tacy.
- Co do tego co było przed południem... - zaczął.
- Nie ma o czym mówić, Lynch. To nie twoja sprawa. - ucięłam.
- Tak wiem, ale... Ostatnio przez niego płakałaś, a...
- Nieważne, Lynch. To ja podejmę decyzję, czy chcę z nim być, a nie ty. - warknęłam.
- Ok, ale... - nie dawał za wygraną.
- Nie, Lynch. Koniec tematu. Zapomnij o tym. - po tych słowach, wzięłam tacę z przekąskami i ruszyłam na taras.
Lynch westchnął, wziął tacę z napojami, po czym ruszył za mną.
- No, co wyście tam robili ? - zawołał Van.
- Marano nie mogła wyciągnąć szklanek. - odparł beznamiętnie Lynch.
- Pora na zabawę. - rzekł Riker, stojący przy Nessie koło basenu.
Następnie zdjął jednym ruchem spodnie i koszulkę, zostając w samych kąpielówkach.
Spojrzałam na Nessę. Była tak wpatrzona, że musiałam odchrząknąć, by się opanowała.
Tak czy owak Riker uśmiechnął się do Nessy, po czym wskoczył do basenu, ochlapując nas wodom.
Tym razem Van nie była wściekła - tak jak była na mnie, gdy ja ją ochlapywałam - lecz uśmiechnięta i zadowolona, po czym zrzuciła z siebie ręcznik i wskoczyła za nim, podtapiając go.
Oboje śmiali się niemiłosiernie.
Podeszłam do Ryd.
- Wiesz co, Rydel ? Zdaje mi się, że moja siostra leci na twojego brata. - powiedziałam.
- I z wzajemnością. - przybiła mi piątkę.
- A co tam z tobą i Ellem ?
- A co miało by być ? Kumplujemy się. - odparła.
- Mhm. - odparłam sarkastycznie.
- Ok, może go lubię, ale to nie ma znaczenia. - mruknęła.
- No weź ! Pozwól mi was zeswatać ! - poprosiłam.
- Jak masz niby zamiar to zrobić ?
- Zobaczysz ! - uśmiechnęłam się.
- Ok, co mi tam. - mruknęła.
- Jej ! - uściskałam ją. - A teraz sprzedam ci newsa ! Zaprosiłam tu Alex.
- Kim jest Alex ? - zapytała.
- To nasza sąsiadka. I jest w wieku i typie Rockiego. - uśmiechnęłam się.
- Żartujesz !
- Nie. Będzie tu za chwilkę ! - zawołałam.
Ryd uśmiechnęła się.
- Dell, chodź tu do nas ! - zawołał Rocky z basenu, w którym byli już wszyscy z wyjątkiem mnie i Lyncha, no i Delly.
Dell szybko zdjęła sukienkę i wszystkie dodatki,. po czym wskoczyła do basenu.
Lynch podszedł do mnie.
- Wchodzisz Marano ?
Mój ton zmienił się w zimny.
- Nie, czekam jeszcze na kogoś.
- Na Davida ?
- Nie. David ma zdjęcia. Na Alexis.- odparłam.
- Kto to ?
- Nasza sąsiadka, chcę ją poznać z Rockym.
- Spoko, tylko on na to nie pójdzie.
- Niby czemu ?
- Ma dość wyszukane wymagania. - mruknął.
W tym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Kogo jeszcze zaprosiłaś ? - zawołał Riker.
- Koleżankę. - odparłam puszczając oko do Dell i Van, które o wszystkim wiedziały.
Pobiegłam otworzyć drzwi.
*Rocky*
Laura pobiegła otworzyć drzwi, a my nie przestaliśmy zabaw.
Byłem w trakcie podtapiania Delly, gdy na taras wróciła Laura głośno z kimś rozmawiając.
Wszyscy moi bracia popatrzyli w tamtym kierunku wyraźnie zapatrzeni, więc i ja się odwróciłem.
Z zaszokowania aż puściłem Delly i wlepiłem gały w nowo przybyłą dziewczynę. Była naprawdę piękna.
--------
I jest ! Co myślicie o Alexis ? Myślicie, że będzie dobrą dziewczyną dla Rockiego ? A co z związkiem Laury z Davidem ? Myślicie, że Ross spróbuje do niego nie dopuścić ? Piszcie w komach !!!
KOMENTUJĄC, MOTYWUJESZ DO DALSZEGO PISANIA !!!
Przerzucałam programami, gdy nagle mój telefon, leżący na stoliku przede mną zaczął wibrować.
Zanim jednak po niego sięgnęłam, Riker - leżący obok mnie na kanapie - już trzymał go w swojej wielkiej łapie, która aż ociekała tłuszczem ze zjedzonych chwilę temu nóżek kurczaka.
- Oddawaj to ! - wrzasnęłam.
On tylko prychnął i odblokował telefon.
Następnie uśmiechnął się chytrze i wrzasnął na cały głos:
- Impreza z basenem u Laury i Nessy ! - po czym rzucił mi telefon i pobiegł do góry.
Sprawdziłam komórkę - faktycznie. Laura napisała żebyśmy wpadli.
Gdy po pięciu minutach zwlokłam się z kanapy, na dole pojawili się moi 2 bracia - Rik i Rocky.
- A wy... Idziecie gdzieś ? - zapytałam. .
- No. Do Laury i Nessy. - odparł Rocky.
- A kto powiedział, że one was tam chcą ? - powiedziałam.
- Cytuję: Mała impreza ? Basen, stroje. Wpadajcie. To liczba mnoga, co oznacza, że nie tylko ty jesteś zaproszona. - mruknął Riker, po czym przybili sobie z Rockym piątkę,
Przewróciłam oczami.
- Poczekajcie w salonie, pójdę się przebrać. - powiedziałam.
Chłopaki szybko poszli do salonu.
- A gdzie Ross ? - zapytałam jeszcze ze schodów.
- Szykuje się w pokoju. - zaśmiał się Riker.
Poszłam na górę, lecz kierując się do swojego pokoju, zahaczyłam jeszcze o ,,komnatę tajemnic" Rossa.
Zapukałam.
- Wejdź. - usłyszałam głos brata.
Gdy weszłam, zastałam mojego brata, jak nakłada żel na grzywkę.
- Wystroiłeś się. - zauważyłam.
- Wcale nie. - bronił się.
- Mhm, ta jasne. - mruknęłam, za co zostałam skarcona złym spojrzeniem Rossa.
- Ty wiesz, że idziemy do Laury, nie ? - upewniłam się.
- Tak. - odparł.
- I nie masz z tym problemu, czy coś...
- Nie lubię Marano, fakt. Ale luię imprezy z basenem, a poza tym nie chce mi się tak samemu siedzieć w domu. Wy idziecie, Roland u kumpla, więc co tak sam będę... - odparł.
I choć próbował udawać znudzenie, dla mnie było to mega wyraźne, że chciał się zobaczyć z Laurą. Mojego brata coś do niego ciągnęło i było to dla mnie oczywiste.
- Ok, jak chcesz. Jedziemy za 10 minut. - powiedziałam, po czym poszłam do siebie.
Szybko się ubrałam, po czym zbiegłam na dół, gdzie moi bracia stali już zwarci i gotowi do wyjścia.
- Idziemy ? - zapytałam.
Po chwili byliśmy już przed domem.
- Ja prowadzę. - oznajmił Ross, wyciągając z kieszeni kluczyki.
- Ok, ale pojedziemy moim. - dodał Riker, rzucając młodemu kluczyki od swojego samochodu.
Po chwili wszyscy w czwórkę jechaliśmy samochodem Rikera do willi sióstr Marano.
Zerknęłam na Ross, który siedział obok mnie.
Był skupiony na drodze i do granic możliwości wykorzystywał ograniczenia prędkości.
Tam, gdzie pisało, by jechać 60km/h mój młodszy brat dobijał do 70.
Śpieszyło mu się.
*Vanessa*
Po tym jak Laura mnie wepchnęła, obie postanowiłyśmy popływać. Moja mała siostrzyczka co chwilę wychodziła z wody i wskakiwała, ochlapując mnie wodą. Po chwili moje idealnie ułożone włosy były całe mokre. Jej za to - nawet mokre - spływały idealnie na plecy i ramiona.
- Jak ty to robisz, że twoje włosy, nawet po takich męczarniach wyglądają świetnie ? - oburzyłam się, gdy Laura po raz kolejny wylądowała w wodzie.
- Mam swoje sposoby. - zaśmiała się, podpływając do mnie.
W tym samym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Kogo to może do nas sprowadzać ? - zapytałam, relaksując się, pływaniem na plecach.
- Ah, to Ryd i reszta klanu Lynch, jeśli mi wiadomo. - odparła moja siostra, podpływając do murku.
- Co ? - wrzasnęłam.
Reszta klanu Lynch, czyli jej bracia, a to oznacza, że Riker też tu będzie.
- Tak, Van. - powiedziała moja siostra, jakby czytając mi w myślach.
Po czym szybko wyszła z basenu, po czym ubrała klapki i owinęła się ręcznikiem.
*Laura*
Owinęłam się różowym ręcznikiem, jak tortilla.
Po czym pobiegłam przez taras do salonu, następnie do holu.
Przełożyłam (mokre) włosy na lewą stronę i otworzyłam drzwi.
- Hej, Laura. - powiedziała Delly.
- Hej Delly. Piękna sukienka. - zauważyłam.
- Dzięki. - odparła dziewczyna, po czym weszła do środka.
- Hej Laura. - powiedział drugi w kolei Rocky.
- Hej, Rocky. - odparłam obejmując chłopaka.
Gdy ten wszedł, przywitałam się z Rikerem.
Przytulając go na powitanie, wspięłam się na palce i szepnęłam mu do ucha:
- Van jest w ogrodzie. Już nie może się doczekać.
Chłopak puścił mnie i uśmiechnął się z podziękowaniem.
Następny w kolei był Lynch.
Oparłam się o framugę drzwi i wskazałam, by wszedł.
Jeśli mam być szczera to nie za bardzo cieszyłam się na jego przyjście, no ale trudno.
Chłopak wszedł, a ja zamknęłam drzwi.
- Idźcie do ogrodu, ja zaraz przyniosę przekąski i napoje. - uśmiechnęłam się, a wszyscy poszli.
Wszyscy prócz młodego Lyncha.
- Pomogę ci. - zaoferował.
- Jak chcesz. - odparłam chłodno.
Chwilę zajęło mi otwieranie paczki chipsów i ciastek, ale już po chwili oba żarcia wylądowały w osobnych miskach.
Położyłam je na tacy, następnie wyjmując z lodówki zimne napoje.
Wszystko szło dobrze, dopóki nie wpadłam na pomysł wyjęcia szklanek z najwyższej półki.
Otwarłam ją i wyciągnęłam rękę po sześć szklanek. Pudło. Nie dosięgnęłam.
- Może ci pomogę ? - usłyszałam za sobą głos Lyncha.
Odsunęłam się, by zrobić mu miejsce.
Chłopak bez najmniejszego problemu wyciągnął szklanki i postawił je na drugiej tacy.
- Co do tego co było przed południem... - zaczął.
- Nie ma o czym mówić, Lynch. To nie twoja sprawa. - ucięłam.
- Tak wiem, ale... Ostatnio przez niego płakałaś, a...
- Nieważne, Lynch. To ja podejmę decyzję, czy chcę z nim być, a nie ty. - warknęłam.
- Ok, ale... - nie dawał za wygraną.
- Nie, Lynch. Koniec tematu. Zapomnij o tym. - po tych słowach, wzięłam tacę z przekąskami i ruszyłam na taras.
Lynch westchnął, wziął tacę z napojami, po czym ruszył za mną.
- No, co wyście tam robili ? - zawołał Van.
- Marano nie mogła wyciągnąć szklanek. - odparł beznamiętnie Lynch.
- Pora na zabawę. - rzekł Riker, stojący przy Nessie koło basenu.
Następnie zdjął jednym ruchem spodnie i koszulkę, zostając w samych kąpielówkach.
Spojrzałam na Nessę. Była tak wpatrzona, że musiałam odchrząknąć, by się opanowała.
Tak czy owak Riker uśmiechnął się do Nessy, po czym wskoczył do basenu, ochlapując nas wodom.
Tym razem Van nie była wściekła - tak jak była na mnie, gdy ja ją ochlapywałam - lecz uśmiechnięta i zadowolona, po czym zrzuciła z siebie ręcznik i wskoczyła za nim, podtapiając go.
Oboje śmiali się niemiłosiernie.
Podeszłam do Ryd.
- Wiesz co, Rydel ? Zdaje mi się, że moja siostra leci na twojego brata. - powiedziałam.
- I z wzajemnością. - przybiła mi piątkę.
- A co tam z tobą i Ellem ?
- A co miało by być ? Kumplujemy się. - odparła.
- Mhm. - odparłam sarkastycznie.
- Ok, może go lubię, ale to nie ma znaczenia. - mruknęła.
- No weź ! Pozwól mi was zeswatać ! - poprosiłam.
- Jak masz niby zamiar to zrobić ?
- Zobaczysz ! - uśmiechnęłam się.
- Ok, co mi tam. - mruknęła.
- Jej ! - uściskałam ją. - A teraz sprzedam ci newsa ! Zaprosiłam tu Alex.
- Kim jest Alex ? - zapytała.
- To nasza sąsiadka. I jest w wieku i typie Rockiego. - uśmiechnęłam się.
- Żartujesz !
- Nie. Będzie tu za chwilkę ! - zawołałam.
Ryd uśmiechnęła się.
- Dell, chodź tu do nas ! - zawołał Rocky z basenu, w którym byli już wszyscy z wyjątkiem mnie i Lyncha, no i Delly.
Dell szybko zdjęła sukienkę i wszystkie dodatki,. po czym wskoczyła do basenu.
Lynch podszedł do mnie.
- Wchodzisz Marano ?
Mój ton zmienił się w zimny.
- Nie, czekam jeszcze na kogoś.
- Na Davida ?
- Nie. David ma zdjęcia. Na Alexis.- odparłam.
- Kto to ?
- Nasza sąsiadka, chcę ją poznać z Rockym.
- Spoko, tylko on na to nie pójdzie.
- Niby czemu ?
- Ma dość wyszukane wymagania. - mruknął.
W tym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Kogo jeszcze zaprosiłaś ? - zawołał Riker.
- Koleżankę. - odparłam puszczając oko do Dell i Van, które o wszystkim wiedziały.
Pobiegłam otworzyć drzwi.
*Rocky*
Laura pobiegła otworzyć drzwi, a my nie przestaliśmy zabaw.
Byłem w trakcie podtapiania Delly, gdy na taras wróciła Laura głośno z kimś rozmawiając.
Wszyscy moi bracia popatrzyli w tamtym kierunku wyraźnie zapatrzeni, więc i ja się odwróciłem.
Z zaszokowania aż puściłem Delly i wlepiłem gały w nowo przybyłą dziewczynę. Była naprawdę piękna.
--------
I jest ! Co myślicie o Alexis ? Myślicie, że będzie dobrą dziewczyną dla Rockiego ? A co z związkiem Laury z Davidem ? Myślicie, że Ross spróbuje do niego nie dopuścić ? Piszcie w komach !!!
KOMENTUJĄC, MOTYWUJESZ DO DALSZEGO PISANIA !!!
sobota, 14 czerwca 2014
Rozdział 18 ,,Cześć"
*Laura*
- Cześć. - powiedział.
- Co ty tu robisz ? - spytałam z kamiennym wyrazem twarzy.
Stał przede mną z uśmiechem nieśmiałym, który z każdą chwilą tracił na sile. Jego niebieskie oczy były pełne determinacji, ale i strachu.
- Przyjechałem, bo muszę ci to wszystko wyjaśnić. - odparł.
Był jeszcze przystojniejszy niż przed tygodniem.Był ubrany tak, jakby uciekł z planu swojego nowego serialu.
- Co ty chcesz mi wyjaśniać ? - zapytałam.
Na te słowa, David wszedł do holu i stanął za mną.
Odwróciłam się.
- Przepraszam za to co powiedziałem. - odparł.
- Nie no, przecież ty tylko przyznałeś się do tego, że przez cały czas mnie okłamywałeś i, że tak naprawdę nigdy mnie nie lubiłeś i nie chciałeś się ze mną przyjaźnić. - odparłam z sarkastycznym uśmiechem, krzyżując ręce na piersi.
- LAURA ! - prawie krzyknął.
Popatrzyłam na niego.
- Miałaś ostatnio urodziny, więc proszę. - dodał, podając mi małe zielone pudełko.
Nie bardzo chciałam je wziąć, lecz David niemal wcisnął mi je do ręki.
Niepewnie otworzyłam je, a moim oczom ukazała się srebrna bransoletka.
- Jest piękna David, ale... - odparłam.
- Zobacz resztę prezentu. - przerwał mi.
Podniosłam pudełko i zobaczyłam, że w środku są jeszcze dwie rzeczy.
Pierwszą z nich było nasze wspólne zdjęcie z wypadu do luna parku, a drugą jakiś liścik.
- Przeczytaj. - poprosił.
- Droga Lauro. Wiem, że to co ostatnio powiedziałem nie zabrzmiało zbyt miło. Ale było prawdą. Nie chcę się z tobą przyjaźnić. Nie chcę być twoim przyjacielem, bo... - zakrztusiłam się, czytając kolejne słowa. - ... bo cię kocham. Kocham cię odkąd tylko spotkaliśmy się na planie mojego serialu, gdzie gościnnie występowałaś. Później zaczęliśmy się przyjaźnić..
- A mnie to nie odpowiada. - mówił dalej David, cytując tekst z kartki. - Nie chcę się z tobą przyjaźnić, bo kocham cię. Kocham cię nad życie.
Łzy spłynęły mi po policzku. Upuściłam pudełko na ziemię.
Podeszłam bliżej do Davida...
*Ross*
Podjechałem pod dom Marano.
Szybko wysiadłem z samochodu i pobiegłem do domu.
Drzwi były uchylone, więc wszedłem.
- Marano, to ja Ross... - zacząłem, lecz przerwałem, wchodząc do przedpokoju.
Marano stała bardzo blisko David.
Na dźwięk mojego głosu oboje odsunęli się od siebie.
- Lynch. - szepnęła zawstydzona Marano. - Nie łaska zapukać ?
- Było otwarte. - mruknąłem, ze wściekłością patrząc na Davida.
Nie podobało mi się, że chciał pocałować Marano. Totalnie mi się to nie podobało.
Przecież już raz ją skrzywdził ! Już raz przez niego płakała !
- Zostawiłaś to u mnie w samochodzie. - powiedziałem, pokazując jej kolczyk.
- Dziękuję. - odparła.
- To ja już pójdę. - rzekł nagle David. - Widzimy się we wtorek na gali. - uśmiechnął się do Marano. Po czym pocałował ją w policzek i wyszedł.
Gdy zamknęły się za nim drzwi, Marano warknęła:
- Dlaczego musiałeś przyjść akurat teraz ???
- Wybacz. - bąknąłem. Choć tak naprawdę nie było mi przykro. Właściwie to bawiło mnie, że przerwałem Marano i temu debilowi.
- Jeżeli to już wszystko. - rzekła, biorąc ode mnie kolczyk. - To chyba powinieneś już iść.
Tak naprawdę to chciałem zostać. Nagle odczułem wielką ochotę by zostać tam z nią. Bo co jeśli ten frajer tu wróci ? A ona znowu się w nim zakocha ?
I nagle coś mnie walnęło - dlaczego tak się tym przejmuję ?!!
Szybko opuściłem dom Marano i pojechałem do siebie.
Tego było za wiele ! Nie mogło mi zacząć na niej zależeć ! NIE WOLNO MI BYŁO !!!
*Laura*
Było mi trochę głupio. Lynch widział tą całą sytuację z Davidem.
Lynch szybko wyszedł.
Zamknęłam za nim drzwi, po czym biorąc prezenty od Davida poszłam do siebie. Było jeszcze wcześnie - dochodziła 15. Dziwiło mnie tylko, że Van nie było jeszcze w domu. Ciekawe gdzie ona się podziewała tyle czasu.
Odłożyłam prezenty na łóżko, po czym szybko przebrałam się w coś luźnego.
Gdy słuchałam muzyki, siedząc na kanapie w salonie, drzwi otworzyły się i do domu weszła Van.
Krzyknęła coś od progu, a widząc, że nie słyszę, pokazała ruchem ręki bym zdjęła słuchawki.
- Co mówisz ?
- Mówię, że dziwnie wyglądasz. Jakoś tak... blado. - odparła, rzucając torbą na fotel.
- Czy ja wiem. - mruknęłam.
- Ej, co jest ? - zapytała.
- Powiem ci później, a teraz mów: gdzie byłaś ?! - zapytałam, siadając ze skrzyżowanymi nogami na kanapie.
- Ehh, długo by gadać. - zaczęła się wymigiwać.
- No, mów. - ponagliłam siostrę.
- Szwendałam się po mieście - odparła z uśmiechem. - Jest cholernie ciepło. Co ty na to, żeby wskoczyć w stroje i się pokąpać ? - wskazała na basen za oknem.
- Ok. - odparłam, schodząc z kanapy. - Za pięć minut przy basenie.
I pobiegłam na górę. Szybko się przebrałam, po czym zbiegłam na dół, gdzie przy basenie stała już wyszykowana Van.
Zanim jednak zdecydowałam się podejść, wzięłam telefon i napisałam do Ryd:
Mała impreza ? Basen, stroje. Wpadajcie.
Następnie odłożyłam telefon, zdjęłam cicho bluzkę i klapki, po czym wzięłam rozbieg i popychając Van za sobą, wpadłam do basenu.
------
I znowu opóźnienie... Przepraszam :( :/
Obiecuję, że kolejny rozdział pojawi się najpóźniej jutro.
KOMENTUJĄC, MOTYWUJESZ DO PISANIA !!!!
- Cześć. - powiedział.
- Co ty tu robisz ? - spytałam z kamiennym wyrazem twarzy.
Stał przede mną z uśmiechem nieśmiałym, który z każdą chwilą tracił na sile. Jego niebieskie oczy były pełne determinacji, ale i strachu.
- Przyjechałem, bo muszę ci to wszystko wyjaśnić. - odparł.
Był jeszcze przystojniejszy niż przed tygodniem.Był ubrany tak, jakby uciekł z planu swojego nowego serialu.
- Co ty chcesz mi wyjaśniać ? - zapytałam.
Na te słowa, David wszedł do holu i stanął za mną.
Odwróciłam się.
- Przepraszam za to co powiedziałem. - odparł.
- Nie no, przecież ty tylko przyznałeś się do tego, że przez cały czas mnie okłamywałeś i, że tak naprawdę nigdy mnie nie lubiłeś i nie chciałeś się ze mną przyjaźnić. - odparłam z sarkastycznym uśmiechem, krzyżując ręce na piersi.
- LAURA ! - prawie krzyknął.
Popatrzyłam na niego.
- Miałaś ostatnio urodziny, więc proszę. - dodał, podając mi małe zielone pudełko.
Nie bardzo chciałam je wziąć, lecz David niemal wcisnął mi je do ręki.
Niepewnie otworzyłam je, a moim oczom ukazała się srebrna bransoletka.
- Jest piękna David, ale... - odparłam.
- Zobacz resztę prezentu. - przerwał mi.
Podniosłam pudełko i zobaczyłam, że w środku są jeszcze dwie rzeczy.
Pierwszą z nich było nasze wspólne zdjęcie z wypadu do luna parku, a drugą jakiś liścik.
- Przeczytaj. - poprosił.
- Droga Lauro. Wiem, że to co ostatnio powiedziałem nie zabrzmiało zbyt miło. Ale było prawdą. Nie chcę się z tobą przyjaźnić. Nie chcę być twoim przyjacielem, bo... - zakrztusiłam się, czytając kolejne słowa. - ... bo cię kocham. Kocham cię odkąd tylko spotkaliśmy się na planie mojego serialu, gdzie gościnnie występowałaś. Później zaczęliśmy się przyjaźnić..
- A mnie to nie odpowiada. - mówił dalej David, cytując tekst z kartki. - Nie chcę się z tobą przyjaźnić, bo kocham cię. Kocham cię nad życie.
Łzy spłynęły mi po policzku. Upuściłam pudełko na ziemię.
Podeszłam bliżej do Davida...
*Ross*
Podjechałem pod dom Marano.
Szybko wysiadłem z samochodu i pobiegłem do domu.
Drzwi były uchylone, więc wszedłem.
- Marano, to ja Ross... - zacząłem, lecz przerwałem, wchodząc do przedpokoju.
Marano stała bardzo blisko David.
Na dźwięk mojego głosu oboje odsunęli się od siebie.
- Lynch. - szepnęła zawstydzona Marano. - Nie łaska zapukać ?
- Było otwarte. - mruknąłem, ze wściekłością patrząc na Davida.
Nie podobało mi się, że chciał pocałować Marano. Totalnie mi się to nie podobało.
Przecież już raz ją skrzywdził ! Już raz przez niego płakała !
- Zostawiłaś to u mnie w samochodzie. - powiedziałem, pokazując jej kolczyk.
- Dziękuję. - odparła.
- To ja już pójdę. - rzekł nagle David. - Widzimy się we wtorek na gali. - uśmiechnął się do Marano. Po czym pocałował ją w policzek i wyszedł.
Gdy zamknęły się za nim drzwi, Marano warknęła:
- Dlaczego musiałeś przyjść akurat teraz ???
- Wybacz. - bąknąłem. Choć tak naprawdę nie było mi przykro. Właściwie to bawiło mnie, że przerwałem Marano i temu debilowi.
- Jeżeli to już wszystko. - rzekła, biorąc ode mnie kolczyk. - To chyba powinieneś już iść.
Tak naprawdę to chciałem zostać. Nagle odczułem wielką ochotę by zostać tam z nią. Bo co jeśli ten frajer tu wróci ? A ona znowu się w nim zakocha ?
I nagle coś mnie walnęło - dlaczego tak się tym przejmuję ?!!
Szybko opuściłem dom Marano i pojechałem do siebie.
Tego było za wiele ! Nie mogło mi zacząć na niej zależeć ! NIE WOLNO MI BYŁO !!!
*Laura*
Było mi trochę głupio. Lynch widział tą całą sytuację z Davidem.
Lynch szybko wyszedł.
Zamknęłam za nim drzwi, po czym biorąc prezenty od Davida poszłam do siebie. Było jeszcze wcześnie - dochodziła 15. Dziwiło mnie tylko, że Van nie było jeszcze w domu. Ciekawe gdzie ona się podziewała tyle czasu.
Odłożyłam prezenty na łóżko, po czym szybko przebrałam się w coś luźnego.
Gdy słuchałam muzyki, siedząc na kanapie w salonie, drzwi otworzyły się i do domu weszła Van.
Krzyknęła coś od progu, a widząc, że nie słyszę, pokazała ruchem ręki bym zdjęła słuchawki.
- Co mówisz ?
- Mówię, że dziwnie wyglądasz. Jakoś tak... blado. - odparła, rzucając torbą na fotel.
- Czy ja wiem. - mruknęłam.
- Ej, co jest ? - zapytała.
- Powiem ci później, a teraz mów: gdzie byłaś ?! - zapytałam, siadając ze skrzyżowanymi nogami na kanapie.
- Ehh, długo by gadać. - zaczęła się wymigiwać.
- No, mów. - ponagliłam siostrę.
- Szwendałam się po mieście - odparła z uśmiechem. - Jest cholernie ciepło. Co ty na to, żeby wskoczyć w stroje i się pokąpać ? - wskazała na basen za oknem.
- Ok. - odparłam, schodząc z kanapy. - Za pięć minut przy basenie.
I pobiegłam na górę. Szybko się przebrałam, po czym zbiegłam na dół, gdzie przy basenie stała już wyszykowana Van.
Zanim jednak zdecydowałam się podejść, wzięłam telefon i napisałam do Ryd:
Mała impreza ? Basen, stroje. Wpadajcie.
Następnie odłożyłam telefon, zdjęłam cicho bluzkę i klapki, po czym wzięłam rozbieg i popychając Van za sobą, wpadłam do basenu.
------
I znowu opóźnienie... Przepraszam :( :/
Obiecuję, że kolejny rozdział pojawi się najpóźniej jutro.
KOMENTUJĄC, MOTYWUJESZ DO PISANIA !!!!
niedziela, 8 czerwca 2014
Rozdział 17 ,,Maia Mitchell"
*Laura*
Wsiadłam do samochodu.
Gdy Lynch ruszył, wyjęłam z torby kartkę od producenta.
Tak naprawdę to byłam mega podjarana tą nominacją, ale nie mogłam dać tego po sobie poznać.
- Kto jeszcze ? - zapytał nagle Lynch.
- Proszę ?
- Kto jeszcze jest nominowany ? - powtórzył.
Odczytałam na głos:
- Dove Cameron, Olivia Holt i.... Maia Mitchell.
Chłopakowi uśmiech zszedł na sekundę z twarzy, lecz po chwili wrócił - tym razem słabszy, jakby udawany.
- Nie wiedziałem. Maia nic mi nie powiedziała. - odparł.
- Pogratuluj jej ode mnie. - rzekłam z udawaną życzliwością.
Nie wiem czemu, ale jakoś jej nie lubię.
Lynch wyjął z kieszeni swój telefon i wykręcił numer do swojej dziewczyny.
- Halo ? Maia ? Cześć ! Dzwonię, żeby ci pogratulować nominacji do Kids Choice.
Później była chwila ciszy - Lynch słuchał jej odpowiedzi.
Po chwili wybuchnął śmiechem.
- Tak, wiem. Oki kończę.
Znów cisza.
- Ja ciebie też. - zakończył, po czym schował telefon.
- Nie chciała się chwalić. - powiedział, po chwili. - Dlatego mi nie powiedziała.
- Jasne. - odparłam beznamiętnie.
- Będzie siedzieć niedaleko nas na gali. - kontynuował. - Zakumplujecie się.
- Sorry, Lunch, ale jakoś nie bardzo widzi mi się przyjaźnić z dziewczyną mojego największego wroga ! - wydarłam się, ledwo zauważając, że jesteśmy już pod moim domem. - A teraz się zatrzymaj.
Chłopak nic nie powiedział, tylko zatrzymał samochód na chodniku przed moim domem.
- Dzięki za urodziny i podwózkę. - rzuciłam szorstko, nawet na niego nie patrząc. - Nara.
- Marano. - chwycił mnie za nadgarstek, uniemożliwiając wyjście.
Poczułam dreszcz. Był inny od dreszczów obrzydzenia, których doznawałam, gdy dotykał mnie na planie jeszcze przed dwoma tygodniami. Był miły.
Mimo wszystko wyrwałam dłoń.
- Do wtorku. - uśmiechnął się (????).
Byłam zbyt zszokowana, że się do mnie uśmiechnął, by zareagować.
Kiwnęłam tylko głową i wysiadłam z auta.
Następnie nie oglądając się na Lyncha, poszłam do domu.
*Ross*
Marano wysiadła.
Poczułem ulgę. I spokój.
Dwa dni bez Marano...
A później ta głupia gala. Dlaczego, do cholery musieli zmienić datę ? Zazwyczaj była w kwietniu, czy tam w maju, a tu proszę: w listopadzie.
I znowu będę usiał udawać, że ubóstwiam spędzać czas z Marano.
Dobra, uspokój się Ross.
Jechałem ulicą do domu, gdy nagle coś zwróciło moją uwagę.
Na fotelu pasażera leżało coś złotego.
Puściłem jedną ręką kierownicę i podniosłem to.
Okazało się, że to złoty kolczyk Marano, w kształcie steru.
Westchnąłem, po czym jednym ruchem zawróciłem samochód. Musiałem jej go zwrócić.
*Rydel*
Byłam mega podekscytowana tym, że nasz plan wypalił. Umówiłyśmy się z Nessą, że nikomu o nim nie powiemy. Nawet mojemu rodzeństwu, ani Ellowi. Zaraz po telefonie Van zaczęłam świrować. Aż Riker i Rocky ruszyli swoje dupy z kanapy i przyszli sprawdzić co się stało.
- Wszystko ok, siostra ? - zdziwił się Rock.
- Tak, no jasne, że tak.
- Kto dzwonił ? - zainteresował się Riker.
- Vanessa.
- To czemu tak świrujesz ? - dopytywał Rocky.
- Babskie sprawy. - zaśmiałam się, po czym łyżką do zupy, wypędziłam ich z kuchni.
- Wynocha ! - śmiałam się przy tym. - Obiad będzie za pół godziny.
- A co będzie ? - zapytali.
- Pizza.
*Laura*
Pięć minut po tym, jak Lynch odjechał, usłyszałam dzwonek do drzwi.
Na początku myślałam, że to Van, ale ona miałaby klucze, więc to nie mogła być ona.
Oderwałam się od gotowania (robiłam właśnie spaghetti) i poszłam do przedpokoju. Wytarłam brudne ręce o fartuch, który miałam przewieszony w pasie i otworzyłam drzwi.
Zamarłam w miejscu. W drzwiach stanął...
-------------------------
Wybaczcie, że tak dawno nie pisałam. Po prostu wiecie: koniec roku i walka o te głupie oceny. Obiecuję dodawać rozdziały raz w tygodniu, a jako wynagrodzenie, dzisiaj dodam dwa. Ten jest pierwszy, a drugiego spodziewajcie się tak około 19. Buziaczki !
KOMENTUJĄC, MOTYWUJESZ DO DALSZEGO PISANIA !
Wsiadłam do samochodu.
Gdy Lynch ruszył, wyjęłam z torby kartkę od producenta.
Tak naprawdę to byłam mega podjarana tą nominacją, ale nie mogłam dać tego po sobie poznać.
- Kto jeszcze ? - zapytał nagle Lynch.
- Proszę ?
- Kto jeszcze jest nominowany ? - powtórzył.
Odczytałam na głos:
- Dove Cameron, Olivia Holt i.... Maia Mitchell.
Chłopakowi uśmiech zszedł na sekundę z twarzy, lecz po chwili wrócił - tym razem słabszy, jakby udawany.
- Nie wiedziałem. Maia nic mi nie powiedziała. - odparł.
- Pogratuluj jej ode mnie. - rzekłam z udawaną życzliwością.
Nie wiem czemu, ale jakoś jej nie lubię.
Lynch wyjął z kieszeni swój telefon i wykręcił numer do swojej dziewczyny.
- Halo ? Maia ? Cześć ! Dzwonię, żeby ci pogratulować nominacji do Kids Choice.
Później była chwila ciszy - Lynch słuchał jej odpowiedzi.
Po chwili wybuchnął śmiechem.
- Tak, wiem. Oki kończę.
Znów cisza.
- Ja ciebie też. - zakończył, po czym schował telefon.
- Nie chciała się chwalić. - powiedział, po chwili. - Dlatego mi nie powiedziała.
- Jasne. - odparłam beznamiętnie.
- Będzie siedzieć niedaleko nas na gali. - kontynuował. - Zakumplujecie się.
- Sorry, Lunch, ale jakoś nie bardzo widzi mi się przyjaźnić z dziewczyną mojego największego wroga ! - wydarłam się, ledwo zauważając, że jesteśmy już pod moim domem. - A teraz się zatrzymaj.
Chłopak nic nie powiedział, tylko zatrzymał samochód na chodniku przed moim domem.
- Dzięki za urodziny i podwózkę. - rzuciłam szorstko, nawet na niego nie patrząc. - Nara.
- Marano. - chwycił mnie za nadgarstek, uniemożliwiając wyjście.
Poczułam dreszcz. Był inny od dreszczów obrzydzenia, których doznawałam, gdy dotykał mnie na planie jeszcze przed dwoma tygodniami. Był miły.
Mimo wszystko wyrwałam dłoń.
- Do wtorku. - uśmiechnął się (????).
Byłam zbyt zszokowana, że się do mnie uśmiechnął, by zareagować.
Kiwnęłam tylko głową i wysiadłam z auta.
Następnie nie oglądając się na Lyncha, poszłam do domu.
*Ross*
Marano wysiadła.
Poczułem ulgę. I spokój.
Dwa dni bez Marano...
A później ta głupia gala. Dlaczego, do cholery musieli zmienić datę ? Zazwyczaj była w kwietniu, czy tam w maju, a tu proszę: w listopadzie.
I znowu będę usiał udawać, że ubóstwiam spędzać czas z Marano.
Dobra, uspokój się Ross.
Jechałem ulicą do domu, gdy nagle coś zwróciło moją uwagę.
Na fotelu pasażera leżało coś złotego.
Puściłem jedną ręką kierownicę i podniosłem to.
Okazało się, że to złoty kolczyk Marano, w kształcie steru.
Westchnąłem, po czym jednym ruchem zawróciłem samochód. Musiałem jej go zwrócić.
*Rydel*
Byłam mega podekscytowana tym, że nasz plan wypalił. Umówiłyśmy się z Nessą, że nikomu o nim nie powiemy. Nawet mojemu rodzeństwu, ani Ellowi. Zaraz po telefonie Van zaczęłam świrować. Aż Riker i Rocky ruszyli swoje dupy z kanapy i przyszli sprawdzić co się stało.
- Wszystko ok, siostra ? - zdziwił się Rock.
- Tak, no jasne, że tak.
- Kto dzwonił ? - zainteresował się Riker.
- Vanessa.
- To czemu tak świrujesz ? - dopytywał Rocky.
- Babskie sprawy. - zaśmiałam się, po czym łyżką do zupy, wypędziłam ich z kuchni.
- Wynocha ! - śmiałam się przy tym. - Obiad będzie za pół godziny.
- A co będzie ? - zapytali.
- Pizza.
*Laura*
Pięć minut po tym, jak Lynch odjechał, usłyszałam dzwonek do drzwi.
Na początku myślałam, że to Van, ale ona miałaby klucze, więc to nie mogła być ona.
Oderwałam się od gotowania (robiłam właśnie spaghetti) i poszłam do przedpokoju. Wytarłam brudne ręce o fartuch, który miałam przewieszony w pasie i otworzyłam drzwi.
Zamarłam w miejscu. W drzwiach stanął...
-------------------------
Wybaczcie, że tak dawno nie pisałam. Po prostu wiecie: koniec roku i walka o te głupie oceny. Obiecuję dodawać rozdziały raz w tygodniu, a jako wynagrodzenie, dzisiaj dodam dwa. Ten jest pierwszy, a drugiego spodziewajcie się tak około 19. Buziaczki !
KOMENTUJĄC, MOTYWUJESZ DO DALSZEGO PISANIA !
Subskrybuj:
Posty (Atom)