poniedziałek, 16 czerwca 2014

Rozdział 19 ,,Była naprawdę piękna"

*Rydel*

Przerzucałam programami, gdy nagle mój telefon, leżący na stoliku przede mną zaczął wibrować.
Zanim jednak po niego sięgnęłam, Riker - leżący obok mnie na kanapie - już trzymał go w swojej wielkiej łapie, która aż ociekała tłuszczem ze zjedzonych chwilę temu nóżek kurczaka.
- Oddawaj to ! - wrzasnęłam.
On tylko prychnął i odblokował telefon.
Następnie uśmiechnął się chytrze i wrzasnął na cały głos:
- Impreza z basenem u Laury i Nessy ! - po czym rzucił mi telefon i pobiegł do góry.
Sprawdziłam komórkę - faktycznie. Laura napisała żebyśmy wpadli.
Gdy po pięciu minutach zwlokłam się z kanapy, na dole pojawili się moi 2 bracia - Rik i Rocky.
- A wy... Idziecie gdzieś ? - zapytałam. .
- No. Do Laury i Nessy. - odparł Rocky.
- A kto powiedział, że one was tam chcą ? - powiedziałam.
- Cytuję: Mała impreza ? Basen, stroje. Wpadajcie. To liczba mnoga, co oznacza, że nie tylko ty jesteś zaproszona. - mruknął Riker, po czym przybili sobie z Rockym piątkę,
Przewróciłam oczami.
- Poczekajcie w salonie, pójdę się przebrać. - powiedziałam.
Chłopaki szybko poszli do salonu.
- A gdzie Ross ? - zapytałam jeszcze ze schodów.
- Szykuje się w pokoju. - zaśmiał się Riker.
Poszłam na górę, lecz kierując się do swojego pokoju, zahaczyłam jeszcze o ,,komnatę tajemnic" Rossa.
Zapukałam.
- Wejdź. - usłyszałam głos brata.
Gdy weszłam, zastałam mojego brata, jak nakłada żel na grzywkę.
- Wystroiłeś się. - zauważyłam.
- Wcale nie. - bronił się.
- Mhm, ta jasne. - mruknęłam, za co zostałam skarcona złym spojrzeniem Rossa.
- Ty wiesz, że idziemy do Laury, nie ? - upewniłam się.
- Tak. - odparł.
- I nie masz z tym problemu, czy coś...
- Nie lubię Marano, fakt. Ale luię imprezy z basenem, a poza tym nie chce mi się tak samemu siedzieć w domu. Wy idziecie, Roland u kumpla, więc co tak sam będę... - odparł.
I choć próbował udawać znudzenie, dla mnie było to mega wyraźne, że chciał się zobaczyć z Laurą. Mojego brata coś do niego ciągnęło i było to dla mnie oczywiste.
- Ok, jak chcesz. Jedziemy za 10 minut. - powiedziałam, po czym poszłam do siebie.
Szybko się ubrałam, po czym zbiegłam na dół, gdzie moi bracia stali już zwarci i gotowi do wyjścia.
- Idziemy ? - zapytałam.
Po chwili byliśmy już przed domem.
- Ja prowadzę. - oznajmił Ross, wyciągając z kieszeni kluczyki.
- Ok, ale pojedziemy moim. - dodał Riker, rzucając młodemu kluczyki od swojego samochodu.
Po chwili wszyscy w czwórkę jechaliśmy samochodem Rikera do willi sióstr Marano.
Zerknęłam na Ross, który siedział obok mnie.
Był skupiony na drodze i do granic możliwości wykorzystywał ograniczenia prędkości.
Tam, gdzie pisało, by jechać 60km/h mój młodszy brat dobijał do 70.
Śpieszyło mu się.

*Vanessa*

Po tym jak Laura mnie wepchnęła, obie postanowiłyśmy popływać. Moja mała siostrzyczka co chwilę wychodziła z wody i wskakiwała, ochlapując mnie wodą. Po chwili moje idealnie ułożone włosy były całe mokre. Jej za to - nawet mokre - spływały idealnie na plecy i ramiona.
- Jak ty to robisz, że twoje włosy, nawet po takich męczarniach wyglądają świetnie ? - oburzyłam się, gdy Laura po raz kolejny wylądowała w wodzie.
- Mam swoje sposoby. - zaśmiała się, podpływając do mnie.
W tym samym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Kogo to może do nas sprowadzać ? - zapytałam, relaksując się, pływaniem na plecach.
- Ah, to Ryd i reszta klanu Lynch, jeśli mi wiadomo. - odparła moja siostra, podpływając do murku.
- Co ? - wrzasnęłam.
Reszta klanu Lynch, czyli jej bracia, a to oznacza, że Riker też tu będzie.
- Tak, Van. - powiedziała moja siostra, jakby czytając mi w myślach.
Po czym szybko wyszła z basenu, po czym ubrała klapki i owinęła się ręcznikiem.

*Laura*

Owinęłam się różowym ręcznikiem, jak tortilla.
Po czym pobiegłam przez taras do salonu, następnie do holu.
Przełożyłam (mokre) włosy na lewą stronę i otworzyłam drzwi.
- Hej, Laura. - powiedziała Delly.
- Hej Delly. Piękna sukienka. - zauważyłam.
- Dzięki. - odparła dziewczyna, po czym weszła do środka.
- Hej Laura. - powiedział drugi w kolei Rocky.
- Hej, Rocky. - odparłam obejmując chłopaka.
Gdy ten wszedł, przywitałam się z Rikerem.
Przytulając go na powitanie, wspięłam się na palce i szepnęłam mu do ucha:
- Van jest w ogrodzie. Już nie może się doczekać.
Chłopak puścił mnie i uśmiechnął się z podziękowaniem.
Następny w kolei był Lynch.
Oparłam się o framugę drzwi i wskazałam, by wszedł.
Jeśli mam być szczera to nie za bardzo cieszyłam się na jego przyjście, no ale trudno.
Chłopak wszedł, a ja zamknęłam drzwi.
- Idźcie do ogrodu, ja zaraz przyniosę przekąski i napoje. - uśmiechnęłam się, a wszyscy poszli.
Wszyscy prócz młodego Lyncha.
- Pomogę ci. - zaoferował.
- Jak chcesz. - odparłam chłodno.
Chwilę zajęło mi otwieranie paczki chipsów i ciastek, ale już po chwili oba żarcia wylądowały w osobnych miskach.
Położyłam je na tacy, następnie wyjmując z lodówki zimne napoje.
Wszystko szło dobrze, dopóki nie wpadłam na pomysł wyjęcia szklanek z najwyższej półki.
Otwarłam ją i wyciągnęłam rękę po sześć szklanek. Pudło. Nie dosięgnęłam.
- Może ci pomogę ? - usłyszałam za sobą głos Lyncha.
Odsunęłam się, by zrobić mu miejsce.
Chłopak bez najmniejszego problemu wyciągnął szklanki i postawił je na drugiej tacy.
- Co do tego co było przed południem... - zaczął.
- Nie ma o czym mówić, Lynch. To nie twoja sprawa. - ucięłam.
- Tak wiem, ale... Ostatnio przez niego płakałaś, a...
- Nieważne, Lynch. To ja podejmę decyzję, czy chcę z nim być, a nie ty. - warknęłam.
- Ok, ale... - nie dawał za wygraną.
- Nie, Lynch. Koniec tematu. Zapomnij o tym. - po tych słowach, wzięłam tacę z przekąskami i ruszyłam na taras.
Lynch westchnął, wziął tacę z napojami, po czym ruszył za mną.
- No, co wyście tam robili ? - zawołał Van.
- Marano nie mogła wyciągnąć szklanek. - odparł beznamiętnie Lynch.
- Pora na zabawę. - rzekł Riker, stojący przy Nessie koło basenu.
Następnie zdjął jednym ruchem spodnie i koszulkę, zostając w samych kąpielówkach.
Spojrzałam na Nessę. Była tak wpatrzona, że musiałam odchrząknąć, by się opanowała.
Tak czy owak Riker  uśmiechnął się do Nessy, po czym wskoczył do basenu, ochlapując nas wodom.
Tym razem Van nie była wściekła - tak jak była na mnie, gdy ja ją ochlapywałam - lecz uśmiechnięta i zadowolona, po czym zrzuciła z siebie ręcznik i wskoczyła za nim, podtapiając go.
Oboje śmiali się niemiłosiernie.
Podeszłam do Ryd.
- Wiesz co, Rydel ? Zdaje mi się, że moja siostra leci na twojego brata. - powiedziałam.
- I z wzajemnością. - przybiła mi piątkę.
- A co tam z tobą i Ellem ?
- A co miało by być ? Kumplujemy się. - odparła.
- Mhm. - odparłam sarkastycznie.
- Ok, może go lubię, ale to nie ma znaczenia. - mruknęła.
-  No weź ! Pozwól mi was zeswatać ! - poprosiłam.
- Jak masz niby zamiar to zrobić ?
- Zobaczysz ! - uśmiechnęłam się.
- Ok, co mi tam. - mruknęła.
- Jej ! - uściskałam ją. - A teraz sprzedam ci newsa ! Zaprosiłam tu Alex.
- Kim jest Alex ? - zapytała.
- To nasza sąsiadka. I jest w wieku i typie Rockiego. - uśmiechnęłam się.
- Żartujesz !
- Nie. Będzie tu za chwilkę ! - zawołałam.
Ryd uśmiechnęła się.
- Dell, chodź tu do nas ! - zawołał Rocky z basenu, w którym byli już wszyscy z wyjątkiem mnie i Lyncha, no i Delly.
Dell szybko zdjęła sukienkę i wszystkie dodatki,. po czym wskoczyła do basenu.
Lynch podszedł do mnie.
- Wchodzisz Marano ?
Mój ton zmienił się w zimny.
- Nie, czekam jeszcze na kogoś.
- Na Davida ?
- Nie. David ma zdjęcia. Na Alexis.- odparłam.
- Kto to ?
- Nasza sąsiadka, chcę ją poznać z Rockym.
- Spoko, tylko on na to nie pójdzie.
- Niby czemu ?
- Ma dość wyszukane wymagania. - mruknął.
W tym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Kogo jeszcze zaprosiłaś ? - zawołał Riker.
- Koleżankę. - odparłam puszczając oko do Dell i Van, które o wszystkim wiedziały.
Pobiegłam otworzyć drzwi.

*Rocky*

Laura pobiegła otworzyć drzwi, a my nie przestaliśmy zabaw.
Byłem w trakcie podtapiania Delly, gdy na taras wróciła Laura głośno z kimś rozmawiając.
Wszyscy moi bracia popatrzyli w tamtym kierunku wyraźnie zapatrzeni, więc i ja się odwróciłem.
Z zaszokowania aż puściłem Delly i wlepiłem gały w nowo przybyłą dziewczynę. Była naprawdę piękna.

--------

I jest ! Co myślicie o Alexis ? Myślicie, że będzie dobrą dziewczyną dla Rockiego ? A co z związkiem Laury z Davidem ? Myślicie, że Ross spróbuje do niego nie dopuścić ? Piszcie w komach !!!

KOMENTUJĄC, MOTYWUJESZ DO DALSZEGO PISANIA !!!

sobota, 14 czerwca 2014

Rozdział 18 ,,Cześć"

*Laura*

- Cześć. - powiedział.
- Co ty tu robisz ? - spytałam z kamiennym wyrazem twarzy.
Stał przede mną z uśmiechem nieśmiałym, który z każdą chwilą tracił na sile. Jego niebieskie oczy były pełne determinacji, ale i strachu.
- Przyjechałem, bo muszę ci to wszystko wyjaśnić. - odparł.
Był jeszcze przystojniejszy niż przed tygodniem.Był ubrany tak, jakby uciekł z planu swojego nowego serialu.
- Co ty chcesz mi wyjaśniać ? - zapytałam.
Na te słowa, David wszedł do holu i stanął za mną.
Odwróciłam się.
- Przepraszam za to co powiedziałem. - odparł.
- Nie no, przecież ty tylko przyznałeś się do tego, że przez cały czas mnie okłamywałeś i, że tak naprawdę nigdy mnie nie lubiłeś i nie chciałeś się ze mną przyjaźnić. - odparłam z sarkastycznym uśmiechem, krzyżując ręce na piersi.
- LAURA ! - prawie krzyknął.
Popatrzyłam na niego.
- Miałaś ostatnio urodziny, więc proszę. - dodał, podając mi małe zielone pudełko.
Nie bardzo chciałam je wziąć, lecz David niemal wcisnął mi je do ręki.
Niepewnie otworzyłam je, a moim oczom ukazała się srebrna bransoletka.
- Jest piękna David, ale... - odparłam.
- Zobacz resztę prezentu. - przerwał mi.
Podniosłam pudełko i zobaczyłam, że w środku są jeszcze dwie rzeczy.
Pierwszą z nich było nasze wspólne zdjęcie z wypadu do luna parku, a drugą jakiś liścik.
- Przeczytaj. - poprosił.
- Droga Lauro. Wiem, że to co ostatnio powiedziałem nie zabrzmiało zbyt miło. Ale było prawdą. Nie chcę się z tobą przyjaźnić. Nie chcę być twoim przyjacielem, bo... - zakrztusiłam się, czytając kolejne słowa. - ... bo cię kocham. Kocham cię odkąd tylko spotkaliśmy się na planie mojego serialu, gdzie gościnnie występowałaś. Później zaczęliśmy się przyjaźnić..
- A mnie to nie odpowiada. - mówił dalej David, cytując tekst z kartki. - Nie chcę się z tobą przyjaźnić, bo kocham cię. Kocham cię nad życie.
Łzy spłynęły mi po policzku. Upuściłam pudełko na ziemię.
Podeszłam bliżej do Davida...

*Ross*

Podjechałem pod dom Marano.
Szybko wysiadłem z samochodu i pobiegłem do domu.
Drzwi były uchylone, więc wszedłem.
- Marano, to ja Ross... - zacząłem, lecz przerwałem, wchodząc do przedpokoju.
Marano stała bardzo blisko David.
Na dźwięk mojego głosu oboje odsunęli się od siebie.
- Lynch. - szepnęła zawstydzona Marano. - Nie łaska zapukać ?
- Było otwarte. - mruknąłem, ze wściekłością patrząc na Davida.
Nie podobało mi się, że chciał pocałować Marano. Totalnie mi się to nie podobało.
Przecież już raz ją skrzywdził ! Już raz przez niego płakała !
- Zostawiłaś to u mnie w samochodzie. - powiedziałem, pokazując jej kolczyk.
- Dziękuję. - odparła.
- To ja już pójdę. - rzekł nagle David. - Widzimy się we wtorek na gali. - uśmiechnął się do Marano. Po czym pocałował ją w policzek i wyszedł.
Gdy zamknęły się za nim drzwi, Marano warknęła:
- Dlaczego musiałeś przyjść akurat teraz ???
- Wybacz. - bąknąłem. Choć tak naprawdę nie było mi przykro. Właściwie to bawiło mnie, że przerwałem Marano i temu debilowi.
- Jeżeli to już wszystko. - rzekła, biorąc ode mnie kolczyk. - To chyba powinieneś już iść.
Tak naprawdę to chciałem zostać. Nagle odczułem wielką ochotę by zostać tam z nią. Bo co jeśli ten frajer tu wróci ? A ona znowu się w nim zakocha ?
I nagle coś mnie walnęło - dlaczego tak się tym przejmuję ?!!
Szybko opuściłem dom Marano i pojechałem do siebie.
Tego było za wiele ! Nie mogło mi zacząć na niej zależeć ! NIE WOLNO MI BYŁO !!!

*Laura*

Było mi trochę głupio. Lynch widział tą całą sytuację z Davidem.
Lynch szybko wyszedł.
Zamknęłam za nim drzwi, po czym biorąc prezenty od Davida poszłam do siebie. Było  jeszcze wcześnie - dochodziła 15. Dziwiło mnie tylko, że Van nie było jeszcze w domu. Ciekawe gdzie ona się podziewała tyle czasu.
Odłożyłam prezenty na łóżko, po czym szybko przebrałam się w coś luźnego.
Gdy słuchałam muzyki, siedząc na kanapie w salonie, drzwi otworzyły się i do domu weszła Van.
Krzyknęła coś od progu, a widząc, że nie słyszę, pokazała ruchem ręki bym zdjęła słuchawki.
- Co mówisz ?
- Mówię, że dziwnie wyglądasz. Jakoś tak... blado. - odparła, rzucając torbą na fotel.
- Czy ja wiem. - mruknęłam.
- Ej, co jest ? - zapytała.
- Powiem ci później, a teraz mów: gdzie byłaś ?! - zapytałam, siadając ze skrzyżowanymi nogami na kanapie.
- Ehh, długo by gadać. - zaczęła się wymigiwać.
- No, mów. - ponagliłam siostrę.
- Szwendałam się po mieście - odparła z uśmiechem. - Jest cholernie ciepło. Co ty na to, żeby wskoczyć w stroje i się pokąpać ? - wskazała na basen za oknem.
 - Ok. - odparłam, schodząc z kanapy. - Za pięć minut przy basenie.
I pobiegłam na górę. Szybko się przebrałam, po czym zbiegłam na dół, gdzie przy basenie stała już wyszykowana Van.
Zanim jednak zdecydowałam się podejść, wzięłam telefon i napisałam do Ryd:
Mała impreza ? Basen, stroje. Wpadajcie. 
Następnie odłożyłam telefon, zdjęłam cicho bluzkę i klapki, po czym wzięłam rozbieg i popychając Van za sobą, wpadłam do basenu.


------

I znowu opóźnienie... Przepraszam :( :/
Obiecuję,  że kolejny rozdział pojawi się najpóźniej jutro.


KOMENTUJĄC, MOTYWUJESZ DO PISANIA !!!!





niedziela, 8 czerwca 2014

Rozdział 17 ,,Maia Mitchell"

*Laura*

Wsiadłam do samochodu.
Gdy Lynch ruszył, wyjęłam z torby kartkę od producenta.
Tak naprawdę to byłam mega podjarana tą nominacją, ale nie mogłam dać tego po sobie poznać.
- Kto jeszcze ? - zapytał nagle Lynch.
- Proszę ?
- Kto jeszcze jest nominowany ? - powtórzył.
Odczytałam na głos:
- Dove Cameron, Olivia Holt i.... Maia Mitchell.
Chłopakowi uśmiech zszedł na sekundę z twarzy, lecz po chwili wrócił - tym razem słabszy, jakby udawany.
- Nie wiedziałem. Maia nic mi nie powiedziała. - odparł.
- Pogratuluj jej ode mnie. - rzekłam z udawaną życzliwością.
Nie wiem czemu, ale jakoś jej nie lubię.
Lynch wyjął z kieszeni swój telefon i wykręcił numer do swojej dziewczyny.
- Halo ? Maia ? Cześć ! Dzwonię, żeby ci pogratulować nominacji do Kids Choice.
Później była chwila ciszy - Lynch słuchał jej odpowiedzi.
Po chwili wybuchnął śmiechem.
- Tak, wiem. Oki kończę.
Znów cisza.
- Ja ciebie też. - zakończył, po czym schował telefon.
- Nie chciała się chwalić. - powiedział, po chwili. - Dlatego mi nie powiedziała.
- Jasne. - odparłam beznamiętnie.
- Będzie siedzieć niedaleko nas na gali. - kontynuował. - Zakumplujecie się.
- Sorry, Lunch, ale jakoś nie bardzo widzi mi się przyjaźnić z dziewczyną mojego największego wroga ! - wydarłam się, ledwo zauważając, że jesteśmy już pod moim domem. - A teraz się zatrzymaj.
Chłopak nic nie powiedział, tylko zatrzymał samochód na chodniku przed moim domem.
- Dzięki za urodziny i podwózkę. - rzuciłam szorstko, nawet na niego nie patrząc. - Nara.
- Marano. - chwycił mnie za nadgarstek, uniemożliwiając wyjście.
Poczułam dreszcz. Był inny od dreszczów obrzydzenia, których doznawałam, gdy dotykał mnie na planie jeszcze przed dwoma tygodniami. Był miły.
Mimo wszystko wyrwałam dłoń.
- Do wtorku. - uśmiechnął się (????).
Byłam zbyt zszokowana, że się do mnie uśmiechnął, by zareagować.
Kiwnęłam tylko głową i wysiadłam z auta.
Następnie nie oglądając się na Lyncha, poszłam do domu.

*Ross*

Marano wysiadła.
Poczułem ulgę. I spokój.
Dwa dni bez Marano...
A później ta głupia gala. Dlaczego, do cholery musieli zmienić datę ? Zazwyczaj była w kwietniu, czy tam w maju, a tu proszę: w listopadzie.
I znowu będę usiał udawać, że ubóstwiam spędzać czas z Marano.
Dobra, uspokój się Ross.
Jechałem ulicą do domu, gdy nagle coś zwróciło moją uwagę.
Na fotelu pasażera leżało coś złotego.
Puściłem jedną ręką kierownicę i podniosłem to.
Okazało się, że to złoty kolczyk Marano, w kształcie steru.
Westchnąłem, po czym jednym ruchem zawróciłem samochód. Musiałem jej go zwrócić.

*Rydel*

Byłam mega podekscytowana tym, że nasz plan wypalił. Umówiłyśmy się z Nessą, że nikomu o nim nie powiemy. Nawet mojemu rodzeństwu, ani Ellowi. Zaraz po telefonie Van zaczęłam świrować. Aż Riker i Rocky ruszyli swoje dupy z kanapy i przyszli sprawdzić co się stało.
- Wszystko ok, siostra ? - zdziwił się Rock.
- Tak, no jasne, że tak.
- Kto dzwonił ? - zainteresował się Riker.
- Vanessa.
- To czemu tak świrujesz ? - dopytywał Rocky.
- Babskie sprawy. - zaśmiałam się, po czym łyżką do zupy, wypędziłam ich z kuchni.
- Wynocha ! - śmiałam się przy tym. - Obiad będzie za pół godziny.
- A co będzie ? - zapytali.
- Pizza.

*Laura*

Pięć minut po tym, jak Lynch odjechał, usłyszałam dzwonek do drzwi.
Na początku myślałam, że to Van, ale ona miałaby klucze, więc to nie mogła być ona.
Oderwałam się od gotowania (robiłam właśnie spaghetti) i poszłam do przedpokoju. Wytarłam brudne ręce o fartuch, który miałam przewieszony w pasie i otworzyłam drzwi.
Zamarłam w miejscu. W drzwiach stanął...


-------------------------

Wybaczcie, że tak dawno nie pisałam. Po prostu wiecie: koniec roku i walka o te głupie oceny. Obiecuję dodawać rozdziały raz w tygodniu, a jako wynagrodzenie, dzisiaj dodam dwa. Ten jest pierwszy, a drugiego spodziewajcie się tak około 19. Buziaczki !

KOMENTUJĄC, MOTYWUJESZ DO DALSZEGO PISANIA !

czwartek, 22 maja 2014

Rozdział 16 ,,Jest taka słodka".

*Vanessa*

- Zacznę od tego, że zauważył pan, zapewne, że Ross i moja młodsza siostra poza planem... Nie dażą się sympatią, może tak to ujmę...
- Oh, to chyba oczywiste. W ostatnim kręconym przez nas odcinku, Austin i Ally, to jest Ross i Laura mieli się pocałować. Laura, delikatnie rzecz ujmując... sprzeciwiła się temu. Gdy Ross zbliżył się, by ją pocałować, Laura.... No, cóż... Zobacz sama. - obrócił w moją stronę ekran komputera.
Laura stała z Rossem, a on coś do niej mówił, lecz dopiero gdy reżyser włączył dźwięk, zrozumiałam, że to scena z serialu.
- Dlaczego Austin ? - mówiła Ally. - Przecież wiesz, że jesteśmy przyjaciółmi.
- No właśnie. - zaczął Austin. - Właśnie w tym problem, Ally. Ja nie chcę być twoim przyjacielem.
Po tych słowach blondyn nachylił się nad Ally.
Wstrzymałam oddech. Co zrobiła moja siostra ? Odwróciła twarz ? Odsunęła się ? Nie to nie w jej stylu. Ona jest bardziej....
W tym momencie Ally (Laura) z rozmachem walnęła Austina (a raczej Rossa) w twarz.
.... brutalna.
Chłopak zatoczył się, po czym uniósł głowę w górę, trzymając się za nos. Krwawił mu.
- Debilko. - charczał. - Mogłaś mnie zabić.
- Uspokój się, Lynch. Nie bądź baba. Gdybym chciała cię zabić, już dawno bym to zrobiła. - po tych słowach zwróciła się w stronę kamery:
- Wybacz, reżyserze. Nie jestem w stanie go pocałować. - po czym zeszła z planu.
Reżyser zaczął odwracać komputer, a ja zobaczyłam jeszcze, jak medycy podeszli do Rossa i zaczęli ścierać mu krew z twarzy.
- Sam pan widzi.
- Vanessa, nie będę kłamał: nadal nie wiem, po co tu przyszłaś. - rzekł zmęczony reżyser.
- Już wyjaśniam. A co gdyby tak na potrzeby promocji serialu.....
- Jeżeli myślisz, o złączeniu Laury i Rossa, to nie ma mowy. Już im to proponowałem. - przerwał mi, wzdychając.
Kurna.
- Jest pan także przyjacielem, reżysera Tenn Beach Movie, no nie ?
- Tak,Vanessa. A czemu pytasz ?
- Maia i Ross chodzą ze sobą. - zaczęłam.
- Maia Mitchell ?
- Tak. A co gdyby tak puścić plotkę, że Laura od dawna podkochuje się w Rossie, tylko, że nie chce mu tego wyznać, bo boi się jego reakcji, poza tym on ma dziewczynę ?
- Co z tego będziemy mieć ?
- Po pierwsze: dzieciaki będą się łączyć w grupy: Raura i Raia. Będą o was mówić. A po drugie: później tak pan zmanipuluje Rossem i Laurą, że ci się zejdą, a to gwarantuje panu WIELKI ROZGŁOS. Co pan na to ?
Reżyser uniósł pytająco brew:
- Dlaczego tak ci na tym zależy, Vanesso ? - zapytał.
- To chyba oczywiste. Laurę i Rossa coś do siebie ciągnie. A ja chcę im tylko pomóc, więc co ? Umowa stoi ? - wyciągnęłam ponad stołem rękę, by dogadać się z reżyserem.
Ten bez wahania ją potrząsnął.
- Doskonale. - uśmiechnęłam się. - Jutro, równo o 17 anonimowo wpuści pan tą informację do sieci, a na dowód doda pan nagranie, które wyślę panu jutro o 16, dobrze ?
- Dobrze wykąbinowane, Vanesso. Zgoda.
Uśmiechnęłam się, po czym  podeszłam do drzwi.
- Jutro punkt 17. - przypomniałam, po czym wyszłam.
Gdy dochodziłam do samochodu, zobaczyłam samochód Rossa, który parkował paręnaście metrów za mną.
Po chwili wysiadła z niego moja mała siostra, z wściekłością patrząc na Rossa.
Poczułam lekkie poczucie winy, wiedząc, że ją oszukuję... Ale... Skoro ma być szczęśliwa ?
Zaraz po zajęciu miejsca w samochodzie, wykręciłam numer Delly:
*Rozmowa telefoniczna*
- Halo ? To ty Van ?
- Tak, nie uwierzysz co się stało !
- Nie wiem.
- REŻYSER SIĘ ZGODZIŁ !
- Żartujesz ?! - pisnęła.
- Nie. Już za parę tygodni Laura i Ross będą razem.
- Cudownie ! Tylko, że... Gadałam z Laurą. Ona nic do niego nie czuje.
- Tak jej się tylko zdaje. - zaśmiałam się. - Jutro o 16, wyciągnij Rossa na kręgle. Ja wezmę Laurę i nakręcimy film jako dowód.
- Ok, do jutra Van.
- Pa, Delly.
Z radością wrzuciłam telefon do torebki.
Uda się. Musi się udać.

*Ross*

Marano weszła pierwsza do gabinetu producenta (tylko dlatego, że się wepchnęła !), a ja za nią.
Producent wstał.
- Laura ! Ross ! Miło mi was widzieć ! - zawołał, unoszę wysoko ręce. - A gdzie Raini i....
- Oboje wyjechali. - wytłumaczyła Marano, zajmując miejsce pod oknem.
- Calum zaraz po zakończeniu zdjęć, a Raini dziś rano. - dodałem, siadając obok niej.
- Wielka szkoda. - wzdychnął producent. - Cóż, tak więc to wy pójdziecie na galę w ten wtorek.
- Co ? - oburzyła się Marano. - Jaką znowu galę ?
- Kids Choice Awards. - wytłumaczył.
- Ale... Ona jest zazwyczaj na wiosnę. - mruknęła niezadowolona Marano.
- Tak, ale w tym roku postanowili zrobić ją wcześniej. Czyli w ten wtorek, 28 listopada.
- Cholera. - skrzywiła się Marano.
- Przykro mi, ale może to cię pocieszy. - podsunął Marano jakąś kartkę.
Zrezygnowana Marano nawet na nią nie spojrzała, tylko od razu podała ją mi.
Popatrzyłem na kartkę. Okazało się, że to lista nominowanych we wszystkich kategoriach.
Wyszukałem nazwisko Marano.
Była nominowana w kategorii najlepsza aktorka.
- Gratulację Marano. - zaśmiałem się.
Dziewczyna spojrzała na mnie wilkiem, po czym wyrwała mi kartkę.
Rozszerzyły jej się oczy, po czym warknęła:
- I wzajemnie. Najlepszy aktor ! Też coś !
Nie zważyłem na jej słowa !
ZOSTAŁEM NOMINOWANY !
Moja radość nie trwała długo. Okazało się, że poza mną, Adamem Sandlerem i Jakiem Shortem do tej kategorii nominowany jest także... David.
To już wiadomo komu kibicować będzie Marano...
- A więc... - podjął producent. - Limuzyna podjedzie po ciebie, Ross o 19, a po ciebie, Laura o 19:30. Gala zaczyna się o 20:30. Stroje zostaną wam przysłane w poniedziałek.
Marano oparła głowę o fotel, w geście rezygnacji.
- Nadal mam udawać, że lubię tego debila ? - zapytała, wskazując na mnie.
- Laura. Ciesz się, że nie musisz udawać, że go kochasz. - rzekł tajemniczo producent.
Czy on przypadkiem czegoś nie knuje ? Nie miałem okazji nad tym pomyśleć, bo Marano syknęła:
- Dzięki Bogu ! Nie mogła bym udawać, że cię kocham, Lynch !
- Może nie musiałabyś udawać ! - odgryzłem się.
- A co ? Myślisz, że cię kocham Lynch ? Po moim trupie !
- Po twoim trupie ? - zakpiłem. - Bardzo chętnie !
Pewnie zaczęlibyśmy się nieźle kłócić, gdyby producent nie uciął:
- To tyle. Dziękuję. - po czym wskazał, byśmy wyszli.
Wściekła Marano obdarzyła mnie złym spojrzeniem, po czym wzięła (a raczej porwała) torebkę z oparcia fotela i wyszła.
Taaaak. Jest taka słodka - sarkazm.

------

Po wielu bojach, ale jest ! Mam pewne wątpliwości, ale ocenę zostawiam Wam ! Komentujcie !

KOMENTUJĄC, MOTYWUJESZ DO PISANIA !!!!! 

wtorek, 20 maja 2014

Rozdział 15 ,,Mam dla pana pewną propozycję..."

*Laura*

Gdy się obudziłam, zegar w pokoju Lyncha wskazywał godzinę 13.
No nieźle.
Zsunęłam z siebie kołdrę i usiadłam na łóżku. Odgarnęłam włosy z twarzy.
Wtedy moją uwagę przykuły dźwięki, które dochodziły z łazienki Lyncha. Były ciche.
Podeszłam do drzwi, które były uchylone.
Lynch mył zęby, a na mój widok skinął głową.
Po krótkiej chwili wypluł z buzi wodę z pastą, po czym wytarł twarz ręcznikiem.
- Dzień dobry, Marano. Jak się spało ? - zapytał, podłączając suszarkę do prądu.
- Strasznie. Masz niesamowicie niewygodne łóżko. - odparłam, biorąc z umywalki szczotkę.
Stanęłam naprzeciwko lustra i zaczęłam rozczesywać moje włosy.
Lynch bez słowa stanął za mną i zaczął suszyć swoje włosy.
Nie miał problemu z widzeniem swojej postaci w lustrze, mimo mnie, gdyż jest ode mnie dużo wyższy.
Skończyliśmy w niemal tym samym momencie.
- Masz może lokówkę ? - zapytałam.
- A wyglądam ci na chłopaka, który używa lokówki ? - zdziwił się.
Westchnęłam. Muszę sobie poradzić z prostymi włosami.
- A tak na marginesie: Vanessa wyszła jakieś półtorej godziny temu. Mówiła, że musi coś załatwić i, że będzie w domu po południu. Zostawiła ci ciuchy. Leżą na krześle. Jak będziesz gotowa, zejdź na dół. Rydel zrobiła śniadanie. - po tych słowach, wyszedł z łazienki, a następnie opuścił pokój.
Poszłam po ciuchy, w które od razu ubrałam się.
Następnie zeszłam na dół, gdzie już od wejścia przywitał mnie słodki zapach sałatki owocowej.
Rydel stała nad blatem i rozlewała soku pomarańczowego do szklanek, następnie podsuwając je kolej Rikerowi, Rockiemu, Rolandowi, Ellowi i Lynchowi, któzy w tej kolejności siedzieli przy stole.
- Hejka, Laura. - zawołała radośnie Delly.
Była ubrana w różową bokserkę i czarne jeansy.
- Hejka, Dell. I reszto rodziny Lynch. I Ell. - powiedziałam, podchodząc do nich.
Wszyscy przerwali na chwilę pałaszowanie owocowego deseru, by powiedzieć mi cześć, po czym wrócili do konsumpcji.
- Chcesz ? - zapytała Ryd, podstawiając mi miskę z owocami.
- Dzięki, ale jakoś nie jestem głodna. - podziękowałam.
- Jak sobie chcesz. - uśmiechnęła się blondynka. - Zaraz po śniadaniu Ross zawiezie twoje rzeczy do domu, a później pojedziecie do reżysera.
- Do reżysera A&A ? Po co ? - zdziwiłam się.
- Nie dostałaś SMS'a ? - zapytał Lynch.
- Jakiego znowu SMS'a ? - wyciągnęłam z torebki komórkę, w zielonej obudowie.
Faktycznie. 1 SMS od producenta.
Witam panno Marano. Wszystkiego najlepszego z okazji 18 urodzin ! Przykro mi, że męczę panienkę w dzień po urodzinach, ale to naprawdę bardzo pilne. Prosiłbym, by razem z panną Rodriguez, panem Lynchem oraz panem Worthym przyjechała pani do studia 34, byśmy mogli omówić pewną sprawę. Z góry dziękuję, do zobaczenia o 14.
- Aha. Tego SMS'a. - mruknęłam sama do siebie.
- Dobra, idę się przebrać i możemy iść. - powiedział Lynch, wstając z krzesła.
Z niedowierzaniem zauważyłam, że Lynch jest bez koszulki.
Przeszedł koło mnie i udał się na górę.
Po chwili Ryd wzięła mnie za rękę i zaprowadziła do salonu. Usiadłyśmy na kanapie.
- I... Jak się spało ? U Rossa ? - zapytała, udając obojętność.
- Źle. Ma niewygodne łóżko. - odparłam.
- Słyszałam. Ale oprócz tego dobrze ?
- Oprócz tego, że w jego pokoju jest pełno jego zapachu ? Tak, nawet spoko. - mruknęłam.
- Laura, proszę cię ! - nie wytrzymała Ryd.
- Co jest ? - zdziwiłam się.
- Możesz spojrzeć mi prosto w oczy i powiedzieć, że absolutnie nic nie czujesz względem mojego młodszego brata ?
- A nienawiść i obrzydzenie się liczy ? - zapytałam.
- Laura ! Ja mówię poważnie. Możesz to zrobić ?
Mogę. Jasne, że mogę. Czemu by nie ?
Popatrzyłam Delly prosto w oczy. Miałam proste zadanie. Powiedzieć: ,,Nie, Delly. Absolutnie nic nie czuję do Rossa.".
Takie proste. Takie oczywiste. A jednak... zawahałam się. Czy moje uczucie względem niego nadal było nienawiścią ? Taką, jaką jeszcze tydzień temu, gdy na planie A&A nagrywaliśmy sceny Ausally ?
- Nie czuję nic do twojego brata. - powiedziałam.
- Dokładniej. - poprosiła Ryd.
- Nie czuję nic do Rossa.
- Dokładniej.
- Nie lubię Rossa.
- DOKŁADNIEJ.
- Nie kocham Rossa. Nie kocham go. - powtórzyłam.
Ryd wyraźnie posmutniała. Chciała coś powiedzieć, ale w tej chwili do pokoju wszedł Lynch.
- To co ? Idziemy Marano ?- zapytał.
Popatrzyłam pytająco na Ryd. Czy Lynch słyszał co mówiłam ??
Wyglądało na to, ze nie. Tym razem obrzuciłam Ryd na wpół rozwścieczone, na wpół pożegnalne spojrzenie, po czym pożegnałam się z resztą z klanu Lynch (i Ellem). Następnie poszłam przed dom, gdzie wsiadłam do samochodu Lyncha. Ten, przez następne paręnaście minut znosił moje prezenty do BMV.

*Ross*

Nigdy więcej. SERIO. Nigdy więcej nie organizujemy Marano imprezy. Dlaczego akurat ja musiałem nosić do samochodu WSZYSTKIE jej prezenty ? Gości było chyba z 70 i KAŻDY coś jej przyniósł. Masakra.
Wsiadłem do samochodu, gdzie Marano bez przekonania zmieniała kanały radiowe.
Na żadnym nie zatrzymała się na dłużej niż na parę sekund.
- Możesz przestać ? - zapytałem. - To irytujące.
- Przestań Lynch. Ty jesteś irytujący. - odegrała się, pokazując mi język.
Po paru minutach nie wytrzymałem.
Puściłem jedną ręką kierownicę i złapałem ją za nadgarstek.
- Puść mnie. - rozkazała.
- To przestań przerzucać kanałami.
Zrezygnowana Marano wyrwała swoją dłoń, po czym opadła na fotel.
Pech chciał, że zatrzymała się na prognozie pogody.
- Na zachód od Los Angeles.... - mówiła pogodynka.
Marano jednym ruchem walnęła w radio.
To zgasło.
- Wolisz siedzieć w ciszy ? - zapytałem.
- Tak. Więc bądź tak łaskawy i mi jej nie zakłócaj. - syknęła.
Zaśmiałem się, lecz widząc jej wkurzone spojrzenie, odpuściłem.
Czasem jak patrzę na Marano to nie wiem, czy mam jej zazdrościć inteligencji, czy współczuć głupoty ?

*Vanessa*

Stałam przed kobietą w czerwonym garniturku, która za nic nie chciała mnie wpuścić.
- Jestem siostrą Laury Marano ! - powtarzałam, ale kobieta chyba mnie ignorowała.
Po chwili sekretarka reżysera A&A zagłębiła się w papierkowej robocie. To była moja szansa.
Korzystając, z tego, że na mnie nie patrzy pognałam korytarzem do gabinetu 27.
Zapukałam.
- Proszę.
Nacisnęłam na klamkę i weszłam do środka.
- Vanessa Marano, prawda ? - zapytał reżyser.
- Tak. Miło mi.
- Z tego co mi wiadomo zaprosiłem tu moich aktorów, a nie ciebie ? I oni mają tu być za pół godziny... Więc co tu robisz ?
- Cóż. - odparłam siadając na krześle i zakładając nogę na nogę. - Mam dla pana pewną propozycję... A raczej pomysł...


-----

Jak myślicie jaki pomysł ma Van ? Piszcie.

KOMENTUJĄC, MOTYWUJESZ DO DALSZEGO PISANIA !!!


niedziela, 18 maja 2014

Rozdział 14 ,,Nienawidzę cię."

Rozdział zadedykowany dla Happy ^^
Dziękuję bardzo :)

------

*Laura*

- Ozi. - powiedziałam.
- Ozi ? - upewnił się Lynch. - Nie no. Nawet ładnie.
Po chwili  zasnął. Ja też miałam się położyć, lecz nagle coś sobie uświadomiłam.
- Lynch ?
- Co ?
- Nie mogę w tym spać. - wskazałam na sukienkę.
- Co sugerujesz ? Mam ci dać coś swojego ?
- Nie wiem. Rydel nie ma żadnej piżamy ?
- Nawet jeśli, to nie wiem gdzie. A nie będę wchodził do jej pokoju. Zrobiłem to raz i więcej nie powtórzę tego błędu. - rzekł, a widząc moją zdziwioną minę, dodał: - Nie pytaj.
Po chwili westchnął.
- Dam ci moją koszulkę. - po czym podszedł do szafki i wyjął z niej czerwoną bluzkę z logo Beatelsów.

*Ross*

Podałem koszulkę Marano.
- Idź do łazienki. - wskazałem na drugie drzwi w moim pokoju. - Ja poczekam.
Dziewczyna poszła i długo nie wracała. Słyszałem dźwięk lejącej się wody, więc pewnie brała prysznic.
Wyszła tak gdzieś po 20 minutach, ubrana w moją koszulkę, z ręcznikiem na głowie, z poprzednimi ubraniami w ręce.
Ułożyła je na fotelu, obok łóżka. Później ściągnęła z głowy ręcznik, rozrzucając mokre włosy, na boki.
Wyglądała słodko. Za duża koszulka co chwile spadała jej z jednego ramienia. Mimo to nie była zbyt długa - sięgała jej do połowy uda. Włosy były jeszcze mokre, więc co chwilę z któregoś z nich kapały krople wody.
Zauważyłem, że patrzy na mnie lekko onieśmielona, więc odwróciłem wzrok i odchrząknąłem.
- To... ja już pójdę. Miłej nocy i takie tam. Jakbyś czegoś potrzebowała to... - uśmiechnąłem się i podszedłem do drzwi.
- Lynch ? - powiedziała, gdy byłem już teoretycznie na korytarzu.
- Tak ?
- Dzięki. I dobranoc. - rzekła.
- Nie ma za co. Dobranoc. - po tych słowach zamknąłem drzwi i poszedłem na dół, gdzie impreza mogło by się zdawać - dopiero się rozkręcała.

*Vanessa*

Ross dopiero po parudziesięciu minutach, odkąd Laura do niego poszła, wrócił do salonu.
- Ciekawe co tam robili. - szepnęłam (a właściwie krzyknęłam, co w tym hałasie, uchodziło za szept) do Rydel, która tańczyła obok mnie.
Delly powiodła wzrokiem w kierunku swojego młodszego brata, który właśnie schodził do salonu po schodach.
- Oh, Ness. Moim zdaniem to chyba oczywiste....
Obie się zaśmiałyśmy.
- Nie, a tak serio. Widać, że ich do siebie ciągnie. - zauważyłam.
- No jasne. Ale oboje twierdzą, że się nienawidzą. - prychnęła Dell.
- Między miłością a nienawiścią jest cieniutka granica.
- Heeh. Trzeba znaleźć sposób, żeby ich do siebie zbliżyć. I to jeszcze przed naszym przesłuchaniem w wytwórni. Jeśli się uda pojedziemy w trasę koncertową. Wiesz, że mamy już płytę, ale jeżeli przesłuchanie dobrze wypadnie pojedziemy dookoła świata. Byłoby fajnie, gdyby Ross był w dobrym humorze.
- A on przypadkiem nie ma dziewczyny ? - zdziwiłam się, wyciągając Ryd do ogrodu, byśmy mogły spokojnie porozmawiać, o swataniu naszego młodszego rodzeństwa.
- Niby ma. Tą swoją Maię. Ale on jej nie kocha.
- Czemu tak sądzisz ? - spytałam.
- To widać. Nie wiem w ogóle czemu z nią jest.A Laura nie ma chłopaka ?
- Miała tego swojego Davida, ale on był niby tylko jej przyjacielem. Ale coś czuje, że z tego mogło narodzić się coś więcej. A on teraz wyjechał i wraca za tydzień, więc mamy mało czasu.
- Coś wykombinujemy. - uśmiechnęła się Ryd.
W tej chwili do ogrodu wpadł Ell.
- Hej, Ryd ? Zatańczysz ze mną ? - zapytał. - Leci Can't Remember To Forget You, a wiem, że to uwielbiasz.
- Jasne. - odparła Delly i oblała się rumieńcem.
Ścisnęła moją dłoń, po czym poszła z Ellem do środka.
Ja siedziałam sama w ogrodzie i patrzyłam w gwiazdy.
Nagle coś złapało mnie za kark.
Wzdrygnęłam się. Okazało się, że tym czymś był Riker.
- Przestraszyłeś mnie, debilu ! - wrzasnęłam.
- Sorka Van. Co tak sama siedzisz ? - zapytał, siadając obok mnie na krześle.
- Bo tam - wskazałam na dom. - jest za głośno.
- Faktycznie. - zgodził się ze mną.
- A ty ? Co ty tu robisz ?
- Cóż... Przyszedłem tu z dwóch powodów. Po pierwsze: bo nie mogłem patrzeć na Rydel i Ella tańczących razem. Fu ! - krzyknął.
Zaśmiałam się. Ale on jest zabawny.
- A po drugie: - powiedział już bardziej poważnie. - Bo zobaczyłem, że jesteś sama.
Uśmiechnęłam się.
- Dzięki Riker.
Nagle usłyszałam ,,One way or another" w wykonaniu One Direction.
- Ubóstwiam to ! - krzyknęłam i porywając Rikera za rękę, pobiegłam do domu.

*Ross*

Dochodziła 5 nad ranem, gdy goście zaczęli powoli wracać do domów. Co dziwne, nikt nie zauważył, że przez ponad dwie godziny na urodzinach, nie było solenizantki.
Gdy około 5:20 dom opustoszał, a Moje rodzeństwo, Van i Ell poszli już spać, ja ułożyłem sobie piękne łóżeczko na kanapie w salonie.
Już miałem się kłaść, gdy nagle zauważyłem, ze nie mam telefonu. Sięgnąłem pamięcią wstecz i uświadomiłem sobie, że musiałem zostawić go na komodzie w moim pokoju, gdy ścieliłem łóżko dla Marano. Więc teraz chcąc czy nie, musiałem tam wrócić. Cicho, żeby nikogo nie obudzić, poszedłem na górę.
Wszedłem do własnego pokoju i podszedłem do komody.
Wziąłem komórkę i już miałem wyjść, gdy nagle Marano się obróciła.
Spała. Lecz teraz była odwrócona twarzą do mnie.
Nawet we śnie wyglądała pięknie.
Oddychała powoli.
Przyglądałem jej się przez chwilę, po czym już miałem wyjść z pokoju, gdy nagle ręka Laury oplotła się wokół mojego nadgarstka.
- Marano. - szepnąłem.
Nic.
- Marano. - powtórzyłem.
Cisza. Nadal powoli oddychała. Spała. Na pewno.
Delikatnie ująłem jej rękę i ściągnąłem ją z mojego nadgarstka. Następnie ułożyłem jej dłoń na kołdrze. Marano uśmiechnęła się przez sen.
Miałem ochotę siedzieć tam i po prostu na nią patrzeć.
,,Nienawidzisz jej debilu !" - zganiłem się w myślach. - ,,Nienawidzisz jej, a ona nienawidzi ciebie !!!"
To mnie ocknęło. Wstałem z podłogi i podszedłem do drzwi.
Tam jeszcze raz spojrzałem na Marano.
- Nienawidzę cię. - szepnąłem, w przestrzeń, po czym wyszedłem.

*Laura*


Lynch podszedł do drzwi (jak stwierdziłam po krokach).
Nagle przystanął i powiedział:
- Nienawidzę cię.
Po czym wyszedł.
Gdy drzwi się za nim zamknęły, otworzyłam oczy i odpowiedziałam, w stronę zamkniętych drzwi:
- Ja ciebie nienawidzę bardziej.

--------

Jest ! Dzięki za waszą opinię, że wolicie, bym pisała w czasie przeszłym :*
Dzięki wielkie ! :)

KOMENTUJĄC, MOTYWUJESZ, DO DALSZEGO PISANIA !!!!

sobota, 17 maja 2014

Rozdział 13 ,,...gdy umierała."

*Laura*

Stałam tam z naszyjnikiem w ręce. Był ciężki. Złoty.
Pojedyncza łza spłynęła mi po policzku.
To naszyjnik mojej mamy. Dostała go od ojca w 1 rocznicę ich ślubu. Nigdy go nie zdejmowała.
Miała go na sobie, gdy rodziła Van. Miała go na sobie, gdy rodziła mnie. Miała go na sobie, na wszystkich urodzinach, rocznicach, uroczystościach. Miała go na sobie, we wszystkie ważne dla nas dni. Miała go na sobie... gdy umierała.
Otworzyłam go i uśmiechnęłam się mimo woli. Z jednej strony było zdjęcie ślubne moich rodziców.
A z drugiej... Dwie ciemnowłose dziewczynki, jedna ma z 8, druga z 5 lat. Ściskają się i robią głupie miny do obiektywu aparatu. Mimo upływu lat poznaję te dziewczynki. To ja Vanessa. A zdjęcie zrobiono około 13 lat temu w Hiszpanii, na wakacjach.
Spojrzałam na Van. Uśmiecha się do mnie - na pewno wie o prezencie. Nagle dostrzegam świstek papieru w pudełku.
Wyjmuję go.
29 listopada 1995 rok.
Dziś urodziła się moja druga córeczka. Razem z Damianem postanowiliśmy nazwać ją Laura. Mała ma bardzo silny głos. Jest wyjątkowa. Vanessa bardzo polubiła swoją małą siostrzyczkę. Napisałabym więcej, ale Laura domaga się jedzenia. To tyle pamiętniczku. Ellen.
Kolejna łza spływa mi po policzku. To kartka z pamiętnika mojej mamy. Kartka z dnia, w którym się urodziłam. Aż trudno mi uwierzyć, że ten świstek papieru ma już 18 lat. Aż trudno mi uwierzyć, że ja mam 18 lat.
Odganiam łzy. Dochodzi 3 w nocy.
Idę do Nessy.
Nie mam zamiaru rozmawiać z nią o prezencie - sama to zrobiła, więc nie ma sensu...
 - Jestem zmęczona Nessa. - mówię.
- Tak ? - siostra mocno mnie obejmuje. - Idź do Rydel. Powiedziała, że możemy tu zostać na noc.
Zgodnie z poleceniem udałam się do Ryd, która przekierowała mnie do Lyncha.
Chłopak siedział w ogrodzie, na fotelu i głaskał mojego kotka.
- Fajny kot, Marano. - mówi, mogło by się zdawać nie zauważając mnie.
- Skąd wiesz, ze to ja ? - zdziwię się, podchodząc do niego.
- Szampon.
- Proszę ?
Chłopak wzdycha (najwyraźniej nad moją niewiedzą).
- Używasz szamponu o nietypowym zapachu. Róże i fiołki. - tłumaczy.
Odruchowo wącham kosmyk włosów. Ma racje.
- Tak, ale Vanessa też go używa. - zauważam.
- Ale Vanessa nie używa kremu do rąk o zapachu mango, a ty tak.
Znów wącham dłonie. Znów chłopak ma racje.
- Mniejsza o to. - mówię zrezygnowana. - Ryd kazała mi się do ciebie zgłosić, w sprawie spania.
- Aha. Więc po to przyszłaś. - odpowiada. - Dlaczego miałbym ci pomóc ?
- Nie mam zamiaru się z tobą kłócić, Lynch. - mówię. - Jestem zmęczona.
Po raz pierwszy odkąd tu przyszłam, chłopak podnosi na mnie swój wzrok.
Patrzy na mnie przez ułamek sekundy, po czym znów wraca do miziania kota.
- Lynch. - poganiam.
Chłopak znów wzdycha.
Wstaje, biorąc kota na ręce.
- Chodź. - rzuca do mnie i idzie w stronę garażu.
Idę za nim. Chłopak mimo kota na ręce, jednym ruchem wolnej ręki otwiera drzwi od garażu i wpuszcza mnie do środka. Następnie sam wchodzi. Zaświeca światło, a moim oczom ukazuje się sprzęt muzyczny. Bębny , gitary, keybord, ale także mikrofony, głośniki i inne sprzęty.
- To wasz sprzęt ? - pytam, podchodząc do gitar.
- Tak. R5. - mówi, ,,odkładając" kota na ziemię.
- Niezły.
Nagle mój wzrok przykuwa czarna gitara w kącie.
- O mój Boże. - szepczę.
- A, ta gitara. - wzdycha Lynch.
- Nie może być ! Czy to jest gitara elektryczna Ibanez ?!
- Tak. Moja. Zagrać ci coś ? - pyta, po czym podchodzi do niej. Bierze ją i podłącza do wzmacniaczy.
Gra parę akordów. Nie wiem, co to za piosenka, ale podoba mi się. Dźwięk jest mocny, a Lynch mocno zaangażowany w grę.

*Ross*

Marano wyraźnie podobała się moja gra.
Nie robiłem tego, żeby jej zaimponować (chociaż może...).
Gdy skończyłem grać, oboje udaliśmy się na górne piętro, schodami z garażu. Nie chciałem, by ktoś widział, jak odprowadzam Marano do pokoju.
Prowadzę ją do siebie, ale ona nagle zatrzymuje się w pół kroku.
- Mam spać u ciebie ? - krzywi się.
- Już raz tu spałaś. A poza tym, albo to... - wskazuję na drzwi do mojego pokoju. - Albo na dole, na kanapie, jak wszyscy pójdą. A to nie nastąpi zbyt szybko.
Marano wzdycha, a ja wiem co to znaczy - woli spać u mnie w pokoju.
Otwieram drzwi i wpuszczam ją do środka.
Zaraz po naszym wejściu, zamykam drzwi, by odciąć się od muzyki i hałasów z dołu.
Marano siada u mnie na łóżku i zajmuje się głaskaniem kota oraz obserwacją mojego pokoju. Jej wzrok spoczywa na zdjęciu moim i Mai, które leżało na komodzie.
Bierze je do ręki i dokładnie mu się przygląda.
- Słodko razem wyglądacie. - mówi.
- Dzięki. - odpowiadam, wyjmując kołdrę dla Marano z szafy.
- Długo jesteście razem ?
- Od premiery Teen Beach Movie. Wtedy poprosiłem ją o chodzenie.
Marano odkłada zdjęcie, po czym wstaje, by zrobić mi miejsce. Ścielę szybko łóżko, po czym z koca i poduszek robię posłanie dla jej kota.
- Jak go nazwiesz ? - pytam, gdy dziewczyna układa go na kocu.
- Jeszcze nie wiem. Ale chyba.... - przez chwilę myśli, po czym mówi:
-......

------
Hejka ! Jakieś pomysły dla rudego przyjaciela Laury ? Zwycięży ten, czyj pomysł najbardziej mi się spodoba i dla niego zostanie zadedykowany następny rozdział ! Piszcie !

KOMENTUJĄC, MOTYWUJESZ DO DALSZEGO PISANIA !!!